Bloog Wirtualna Polska
Są 1 240 084 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nauka Lutra a nauka Pawła - cz. 3

piątek, 21 kwietnia 2017 18:08

 

Nauka Lutra oparta jest na diabolicznym przekręceniu nauki Pawła.

 

Apostoł Paweł zarzucał judaizantom, że próbują zbawić się przez uczynki – ale chodziło o uczynki Starego Przymierza, a nie o uczynki nakazane przez wiarę w Nowym Przymierzu. Jeśli Jezus naucza, by coś czynić i ty w to wierzysz, to te czyny są nakazem wiary, która jest w tobie. Takie czyny są aktami wiary, są wiarą żywą. Ale ponieważ Bóg stworzył nas z wolnością woli, dlatego możemy danemu nakazowi wiary poddać się lub nie, uczynić coś lub nie. Jeśli postąpiliśmy zgodnie z wiarą, to zachowaliśmy świętość w danej sprawie (czystość w oczach Boga), a jeśli nie, to zgrzeszyliśmy (zanieczyściliśmy się) i potrzebujemy ze skruchą nawrócić się w tym aspekcie. W przeciwnym razie zostalibyśmy uznani za człowieka, który zapiera się wiary (1 Tym. 5:8). Bez zmiany postępowania wiara nie będzie nam poczytana i znajdziemy się w stanie potępienia, odłączenia od Jezusa i życia wiecznego. Oczywiście Bóg ocenia wszelkie aspekty życia człowieka i bierze pod uwagę okoliczności łagodzące. Lecz Jego cierpliwość ma swoje granice, które zna tylko On – dlatego nie należy ryzykować.

 

A zatem Paweł nie polemizuje z szukaniem zbawienia w uczynkach Nowego Przymierza przez wiarę, tylko w uczynkach Starego Przymierza, co było zaprzeczeniem wiary. Paweł nie polemizuje z próbą zbawienia się przez uczynki Nowego Przymierza wynikające z wiary w odkupienie, tylko przez uczynki Starego Przymierza, a więc ZAPIERAJĄCE SIĘ wiary w odkupienie.

 

Nowe Przymierze we krwi Jezusa to odkupienie, odrodzenie, odnawianie się w Duchu na obraz Jezusa w myślach, słowach i czynach (naśladowanie Pana, spełnianie Jego przykazań). Kto w to uwierzy i stara się tak żyć, ten jest w Nowym Przymierzu. Natomiast Stare Przymierze to brak odkupienia przez krew Jezusa, brak odrodzenia i odnawiania się w Duchu Chrystusa, a także brak naśladowania Pana. Stare Przymierze to uznawanie prymatu Pięcioksięgu Mojżesza nad przykazaniami Jezusa (por. Jn 5:39-40), uznawanie, że zbawcze jest posłuszeństwo Mojżeszowi, a nie Jezusowi. Szukanie zbawienia w Starym Przymierzu stało w sprzeczności z faktem, że Nowe Przymierze jest JEDYNĄ drogą zbawienia (Jn 14:6; Dz. 4:12). Bo jeśli wierzę, że poza Nowym Przymierzem nie ma zbawienia, to nie szukam zbawienia w Starym. A jeśli szukam, to znaczy, że albo nie uwierzyłem w jedynozbawczość Nowego Przymierza, albo zapieram się tej wiary (Gal. 5:2,4). Dlatego szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza to akt niewiary w Nowe Przymierze. Nie samo wykonywanie starozakonnych uczynków jest aktem niewiary, tylko szukanie w tym zbawienia. W ten sposób człowiek przez uczynki (Starego Przymierza) zapiera się wiary w (Nowe Przymierze) Jezusa. Uchwyćmy więc dwa klucze do zrozumienia nauki Pawła:

 

1) Paweł potępiał szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza (nakazywał natomiast szukać zbawienia w uczynkach wiary Nowego Przymierza: 1 Tym. 6:18-19; 4:16; Gal. 6:2)

2) Paweł potępiał szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza dlatego, że takie szukanie było aktem niewiary (lub zaparcia się wiary) w jedynozbawczość Nowego Przymierza (Gal. 5:2-4 w kontekście 3:23-25; J. 14:6). Owe uczynki były więc uczynkami niewiary w Nowe i w tym sensie przeczyły wierze. (Natomiast uczynki Nowego Przymierza nie są aktem niewiary w jedynozbawczość Nowego Przymierza, przeciwnie, czynią wiarę doskonałą, jak napisał Jakub w 2:22, są życiem wiary: 2:26; i dlatego są jako akty wiary warunkiem każdego wtórnego usprawiedliwienia: 2:24)

 

A zatem, po pierwsze, Paweł naucza: nie szukajcie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza (jest to zaparcie się wiary), tylko w wierze w Nowe Przymierze (i uczynkach przez nią nakazanych). Luteranie przekręcają to do postaci: nie szukajcie zbawienia w uczynkach wiary nakazanych przez Jezusa w Nowym Przymierzu, a jedynie w wierze jako stanie umysłu. (Zbawienie przez sam stan umysłu pochodzi z neoplatonizmu i gnostycyzmu, które Luter przejął z mistyki niemieckiej).

 

Po drugie Paweł naucza: jeśli szukacie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza, to jest to zaparcie się wiary w Jezusa. Luteranie przekręcają to do postaci: jeśli szukacie zbawienia w uczynkach Nowego Przymierza, to zapieracie się wiary w Jezusa. Tą nauką luteranie potępiają nawet szukanie zbawienia w Chrzcie wiary, depcząc Słowo: „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony” (Mar. 16:16; por. 1 Ptr 3:21).

 

To, co mówi Paweł, jest logiczne. To, co mówią luteranie, nie ma sensu. W jaki sposób szukanie zbawienia w uczynkach wiary w Nowe Przymierze może przeczyć wierze w Nowe Przymierze? W jaki sposób szukanie zbawienia w Chrzcie wiary przeczy wierze w Nowe Przymierze? Jeśli rozumiem, że przez rozmyślne nieposłuszeństwo, sprzeciw, utracę zbawienie i to zrozumienie motywuje mnie (obok miłości) do uczynków posłuszeństwa Nowemu Przymierzu, tak że spełniam je też w celu zachowania zbawienia, to takie uczynki miałyby być zaparciem się wiary w Nowe Przymierze? To nonsens. Przeczy temu sam Paweł, przeczą inni, szczególnie List Jakuba, Judy, Apokalipsa Jana. Pawłowych Listów Luter ze zrozumiałych względów nie mógł odrzucić, ale Listu Jakuba, Judy i Apokalipsy nie zaliczał do Ksiąg natchnionych i nie chciał ich mieć w swoim tłumaczeniu Biblii (umieścił je jako aneks). Stwierdził: „Listem Jakubika będę kiedyś zapalał ogień w piecu” (F. Mussner, Stellung im Kanon, s. 45). O Apokalipsie Jana: „nie mogę znaleźć niczego, co by wskazywało, że jest to ułożone przez Ducha Świętego (...); mój duch nie może się z tą księgą zgodzić, a wystarczającą przyczyną, aby nie cenić jej wysoko, jest dla mnie to, że Chrystus nie jest w niej ani nauczany, ani poznawany” (w komentarzu do Księgi Apokalipsy z 1522 r.). Czy Luter mylił się w ocenie tych natchnionych Ksiąg? Jeśli tak, to jak można ufać, że nie mylił się w ocenie nauki Pawła o zbawieniu przez wiarę? Jak można uczynić zasadą naukę tak omylnego człowieka? Czyżby Luter był dla protestantów tym, kim jest papież dla katolików? Nieomylność papieży demaskowały fakty. Nieomylność Lutra została obalona przez niego samego, gdy odrzucił Apokalipsę Jana, List Jakuba, Judy i List do Hebrajczyków. Szukanie oparcia w naukach tego protestanckiego „papieża” jest niczym innym jak sekciarstwem. Pójście za nauką człowieka na przekór objawieniu Pisma Świętego jest właśnie sekciarstwem.

 

Kościół katolicki odszedł od kilku ważnych prawd Ewangelii. Z tego powodu wymaga reformacji, powrotu do nauczania z pierwszych trzech wieków. Luter reformacji nie dokonał, ponieważ działał nie z pozycji nauki Jezusa i apostołów, tylko z pozycji gnostyckich i neoplatońskich nauk Eckharta i Taulera, a także z pozycji błędów Augustyna, który nie do końca oczyścił umysł z gnostycyzmu (wcześniej był w sekcie manichejczyków). Mimo że Kk wymagał reformacji, to w temacie usprawiedliwienia (zbawienia od śmierci wiecznej) Kk był o wiele bliżej Ewangelii niż Luter. Poniżej przedstawiam garść luterańskich twierdzeń, które były rozważane na soborze trydenckim jako błędne. I moje odpowiedzi w nawiasach kwadratowych.

 

VII. Błędy luteranów o usprawiedliwieniu (kongr. generalna; środa 6 października 1546)

 

[1] Chrzest nie znosi grzechu, lecz tylko [jego] poczytywanie. [Odpowiedź: Chrzest wiary znosi władzę grzechu (tak że nie musimy już rozmyślnie poważnie grzeszyć): por. Rz. 6:4,6,12; Kol. 2:11; Gal. 5:24]

 

[2] Sama wiara wystarcza do zbawienia. [Odpowiedź: „choćbym miał pełnię wiary, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor. 13:2); „człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary” (Jak. 2:24). Paweł mówi miłość, Jakub: uczynki. Obaj mówią to samo, co wyraził Jan: „nie miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem” ( 1 J. 3:18);]

 

[3] Czyny w żadnym razie nie usprawiedliwiają.[Odpowiedź: Jak. 2:24; 1 Jana 3:7 ]

 

[4] Ewangelia walczy z prawem. [Odpowiedź: Ewangelia jest nowym Prawem i trzeba być jej posłusznym pod groźbą potępienia: Rz. 10:16; 2 Kor. 9:13; 2 Tes. 1:8; 1 Ptr 4:17]

 

[5] Bóg nakazał rzeczy niemożliwe. [Odpowiedź: 1 Jana 5:3]

 

[6] Sprawiedliwy w każdym dobrym czynie grzeszy, nawet gdy się modli. [Odpowiedź: ludzie dobrze czyniący podobają się Bogu: Dz. 10:31.35; Kol. 1:10; 3:20; Flp 4:18; 1 Tes. 4:1; Hbr 12:28; 13:16]

 

[7] Każdy czyn najlepiej dokonany jest grzechem i to śmiertelnym, o ile miłosierdzie Boże nie uczyni go lekkim; chociaż w innym miejscu nie czynią różnicy między [grzechem] lekkim a śmiertelnym, ale mówią: Teolodzy, którzy uczą o różnicy między grzechem śmiertelnym a lekkim, usiłują pociągnąć sumienie ludzi do zgubnego szaleństwa. [Odpowiedź: już w Starym Testamencie Bóg pokazuje hierarchię grzechów: nie wszystkie były karane śmiercią. To że Bóg stopniuje grzechy jest jasne w świetle słów Pana Jezusa: Jana 19:11; oraz apostoła: 1 Jana 5:17]

 

[8] Chrześcijanin bez przerwy wyzwalany jest przez Chrystusa od Bożego prawa. [Odpowiedź: chrześcijanin wyzwolony jest od prawa Starego Przymierza, lecz nie od jego istoty, którą jest miłość czynna (Mat. 7:12; 22:40). Ta istota starego prawa obowiązywała już w czasach Kaina i Abla, dlatego Kain został ukarany. I ta istota Starego Przymierza – miłość – weszła do Prawa Nowego Przymierza. Wyzwolenie się od Prawa Nowego Przymierza oznaczałoby wyzwolenie się od Nowego Przymierza]

 

[9] Dziesięć przykazań nie odnosi się do chrześcijan, ale tylko do Żydów. [Odpowiedź: Dziesięć przykazań z sabatem rozumianym duchowo Pan Jezus zawarł w swojej nauce, która jest Prawem Nowego Przymierza]

 

[10] Nie ma żadnego przykazania Bożego w Ewangelii. [Odpowiedź: Jana 15:10; Mat. 28:20; 1 Tes. 4:1-12; 2 Ptr 2:21; 3:2; 1 Jana 5:3; Obj. 14:12. Ewangelii trzeba być posłusznym pod groźbą potępienia: 2 Kor. 9:13; 2 Tes. 1:8; 1 Ptr 4:17 BG; Rz. 2:8]

 

[11] Bóg w ogóle nie dba o czyny ani ich nie pragnie. [Odpowiedź: Tyt. 2:14; 1 Jana 3:22; Obj. 2:2,5; 3:2; Flp 4:18; Kol. 1:10; 3:20; 1 Tes. 4:1; Hbr 3:16; 1 Ptr 3:12; Jak. 2:24]

 

[12] Czyny nie mają żadnego znaczenia dla zbawienia ani dla sprawiedliwości. Sama wiara Chrystusa jest konieczna, abyśmy byli sprawiedliwi; pozostałe rzeczy są dowolne, ani nakazane, ani zakazane. [Odpowiedź: Bóg wymaga dobrych czynów, czynów miłości: Łuk. 6:35; Tyt. 2:14; Gal. 6:8-10. Wymaga ich pod groźbą potępienia: Mat. 7:21.26-27; 25:41-46; Jana 15:2.6; 5:29. Przez rozmyślne złe czyny chrześcijanin zapiera się swej wiary i Boga: 1 Tym. 5:8; Judy 1:4; Tyt. 1:16. Skoro przez uczynki człowiek może zaprzeć się wiary, to nieprawdą jest, że po odrodzeniu usprawiedliwia sama wiara niezależnie od uczynków, patrz Jak. 2:24]

 

[13] Żaden grzech nie może człowieka potępić, nawet wtedy gdyby [człowiek] chciał, tylko brak wiary. [Odpowiedź: jak wyżej]

 

[14] Nie ma innego grzechu niż brak wiary. [Odpowiedź: jak wyżej]

 

[15] Nie ma sprawiedliwości jak tylko wiara. [Odpowiedź: 1 Kor. 13:2; 2 Ptr 1:5-7; 1 J 3:18; 1 Tym. 5:8; Jak. 2:24; 1 Jana 3:7.10; Obj. 22:11 BG]

 

[16] Jakiekolwiek uczynki dokonane przed miłością są grzeszne, godne potępienia i nie przysposabiają do łaski. [Odpowiedź: Dz. 10:31]

 

[17] Uczynki są niczym albo wszystkie są jednakowe, o ile dotyczą zasługi. [Odpowiedź: jak wyżej]

(...)

 

[21] Każde przykazanie Boże zostało raczej ustanowione, aby ukazać grzech przeszły i obecny, a nie aby zakazywało przyszły. [Odpowiedź: patrz niżej]

 

[22] Dobre czyny nas nie zbawiają, a złe nie potępiają. [Odpowiedź odnośnie dobrych czynów: Mat. 25:31-46; Łuk. 6:35; Jana 5:29; Gal. 6:8-10; Jak 4:17; 1 Ptr 3:10-11; 3 Jana 1:11. Odnośnie złych czynów: 1 Ptr 3:12; Mat. 25:31-46; Jana 5:29; Hbr 10:26-27; 1 Jana 5:17; 3:7-8; 3 Jana 1:11; 1 Kor. 6:9-10; 2 Ptr 2:9.13-21; Obj. 2:20-23]

 

[23] Zarówno grzech, jak i dobre czyny potępiają, tylko łaska zbawia. [Odpowiedź: dobre czyny Korneliusza zjednały mu łaskę. Odnośnie czynów po odrodzeniu: jak wyżej]

 

[24] Nic nie jest tak dobre i nic nie jest tak złe, co nie obróciłoby się dla mnie na dobre, jeśli tylko będę wierzył. [Odpowiedź: Rz. 3:8; Iz. 5:20; Mal. 2:17; Łuk. 11:35]

 

[25] Nauka o uczynkach staje się z konieczności nauką demonów. [Odpowiedź: Mar. 3:22-30]

 

[26] Wystrzegajmy się grzechów, ale jeszcze bardziej dobrych czynów. [Odpowiedź: nie da się wystrzegać się grzechów wystrzegając się dobrych czynów, bo „kto umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jak. 4:17). Grzechem jest nie-Prawość (1 J. 5:17), a Prawo Chrystusa nakazuje dobrze czynić: Łuk. 6:35; 1 Tes. 5:15; Ef. 2:10; 6:8; Kol. 1:10; Gal. 6:8-10; 1 Tym. 2:9-10; 6:17-19; Hbr 10:24]

 

[27] Im bardziej jesteś splamiony, tym szybciej Bóg wlewa łaskę. [Odpowiedź: Rz. 3:8]

 

[28] Chrystus nie jest prawodawcą. [Odpowiedź: w Nowym Przymierzu obowiązuje Prawo Chrystusa: 1 Kor 9:20-21; Gal. 6:2; Mat. 28:19-20; 1 Kor. 7:10-11.19; 2 Kor. 10:4-6; 1 Tes. 4:1-12; 2 Tes. 3:4,6; 2 Ptr 2:21; 3:2; 1 Jana 5:3; Obj. 12:17; 14:12]

 

Luteranie mają swoje powiedzenia, którymi próbują przekłamać rzeczywistość. Klasyczne przewrotne twierdzenia:

 

1) „Dobre uczynki nie są zasługami, lecz owocami żywej wiary.”

2) „Chrześcijanin czyni dobrze nie po to by być zbawionym, ale dlatego, że jest zbawiony.”

 

Dlaczego są to twierdzenia przewrotne? Dlatego że w drugim członie te zdania mówią prawdę, ale mówią ją po to, żeby w pierwszym członie zaprzeczyć innej prawdzie. Omówmy je:

 

1) „Dobre uczynki nie są zasługami, lecz owocami żywej wiary”

 

Pierwszy człon zaprzecza zasługom. Odpowiedź: To prawda, że dobre uczynki są owocami żywej wiary, lecz nie przeczy to innej prawdzie, że są też zasługami, gdyż człowiek posiada wolną wolę i może pozwolić wierze, by owocowała, albo zapierać się jej przez złe wybory, złe uczynki i tak czynić ją martwą. Dobre wybory człowieka podobają się Bogu właśnie przez fakt, że są wolne. Dlatego dobre uczynki są zasługami i mają w Piśmie swoje obietnice (Łuk. 6:35-38; Ef. 6:8; Kol. 3:24; por. Mat. 6:1; 19:27-29; 25:31-45).

 

2) „Chrześcijanin czyni dobrze nie po to by być zbawionym, ale dlatego, że jest zbawiony”

 

Pierwszy człon zaprzecza temu, że od uczynków zależy trwanie zbawienia. Odpowiedź: To prawda, że chrześcijanin czyni dobrze dlatego, że jest zbawiony (warunkowo), lecz nie przeczy to prawdzie, że zarazem czyni to, aby być zbawionym (w sposób nieutracalny). Jeśli zostałeś warunkowo wypuszczony z więzienia, to dobrze czynisz dlatego, że jesteś zresocjalizowany i wolny, ale też dlatego, żeby być (nadal) wolnym. W przeciwnym razie wrócisz do więzienia. To, że po zwolnieniu starasz się dobrze czynić w obawie przed więzieniem w żaden sposób nie podważa tego, że twoje uwolnienie było aktem łaski. Ktoś cię okłamał, że żadne uczynki na wolności nie mogą wpędzić cię z powrotem do więzienia, dlatego łudzisz się, że czynisz dobrze nie po to, by pozostać na wolności („nie po to, by być zbawionym”).

 

Kiedy luteranin mówi, że uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia, cóż on ma na myśli? On ma na myśli, że skoro nie można utracić życia wiecznego przez uczynki, to właśnie w tym sensie uczynki są skutkiem zbawienia, a nie jego powodem. Dlatego, kimkolwiek jesteś, czytelniku: jeśli słusznie uważasz, że przez złe uczynki można jednak utracić zbawienie, to nie powtarzaj tego luterańskiego frazesu – o ile rozumiesz już jego szatańską głębię.

 

Uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia. Można to zdanie rozumieć po chrześcijańsku, gdy się je właściwie doprecyzuje. Rozważmy jednak sens luterański. Wiadomo, że nawet bandyta, choć jest niewierzący, mimo wielu czynów złych, spełnia też w życiu jakieś dobre uczynki. Można by powiedzieć: jeśli jest niewiara, to będą też dobre owoce. Luteranie o sobie mawiają: jeśli jest wiara, to będą też dobre owoce. Bandyta rozmyślnie trwa w poważnych grzechach i czasem czyni dobrze, ale i niejeden luteranin rozmyślnie trwa w poważnym grzechu i czasem czyni dobrze. Nie wiedzieć czemu, luteranin traktuje tę garstkę dobrych uczynków jako dowód swej żywej wiary. Mawia: zbawienie jest z samej wiary, ale prawdziwa wiara nigdy nie jest sama (w sensie: zawsze zrodzi jakieś dobre owoce). Przemilcza, że rozmyślnie poważnie grzeszy, ale na to lekiem jest pierwszy frazes: uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia. Luteranin rozumuje tak: mimo że grzeszę rozmyślnie (np. od lat mam kochankę), to jednak zbawienie jest z wiary a nie z uczynków, a więc nadal posiadam zbawienie. Wprawdzie martwa wiara nie zbawia, ale moja wiara jest żywa, bo dowodem żywej wiary są dobre uczynki, a te od czasu do czasu przecież spełniam. Nie spełniam ich w celu zbawienia, ale tylko wtedy, gdy czuję w sercu taką potrzebę. A więc wszystko robię w zgodzie z nauką luterańską: trwam w poważnym grzechu, bo inaczej się nie da, wiara rodzi we mnie czasem jakieś dobre owoce, czyli jest żywa – mam zatem życie wieczne i nie muszę się martwić.

 

Według Lutra łaska Boża polega na tym, że Bóg daje niektórym (wybranym) ludziom wiarę w sensie stanu umysłu i na jej podstawie udziela aktów usprawiedliwienia – nawet jeśli cały czas trwają w poważnym grzechu. Ponadto Bóg daje ponoć wierzącemu dowód żywej wiary w tym, że steruje nim, by czasem spełnił jakiś dobry uczynek. Nie wolno jednak wierzącemu wysilać się, by spełniać uczynki, a tym bardziej nie wolno ich spełniać w celu zachowania życia wiecznego, bo zdaniem Lutra Bogu się to nie podoba do tego stopnia, że nie poczytuje wiary i nie usprawiedliwia takiego wierzącego. Znaczyłoby to, że Bóg jest takim Ojcem, który karze swoje dziecko śmiercią wieczną za to, że ono stara się dobrze czynić. Zauważmy: Ojciec ostrzegł dziecko, że za powstrzymywanie się od dobrych czynów ukarze je potępieniem – tak naucza Nowy Testament. Tak nauczone dziecko nie ma więc możliwości działać samą miłością, bez bojaźni. Skoro ma świadomość, że przez rozmyślnie złe czyny sprowadzi na siebie potępienie Ojca, to siłą rzeczy spełnia czyny nie tylko z miłości, ale też z bojaźni. Inaczej się nie da, skoro Nowy Testament tworzy w nim bojaźń. Luter natomiast ośmiela się twierdzić, że Ojciec ukarze dziecko potępieniem za to, że ono czyni coś pod wpływem tej nowotestamentowej bojaźni. Ojciec motywuje dziecko podwójnie: miłością i bojaźnią. Luter niszczy motywację bojaźni i depcze w ten sposób wolę Ojca.

 

Jakie są skutki nauki luterańskiej? Natchnione Pismo mówi tak:

 

Abyście postępowali w sposób godny Pana, by podobać mu się we wszystkim, w każdym dobrym uczynku wydając owoc” (Kol. 1:10, UBG)

 

I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków (...). Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy; nie ma już dla nas ofiary za grzechy” (Hbr 10:24,26)

 

Nauczyciel ukształtowany przez Lutra mówi natomiast:

 

Wielu ludzi (...) wierzy, że poprzez spełnianie dobrych uczynków i poprzez bycie gorliwymi przybliżają się do Boga, ale w rzeczywistości te rzeczy ich tylko coraz bardziej oddzielają od Boga. (...) Nie możemy sprawić, żeby Pan Bóg nas bardziej akceptował. I to są nasze wysiłki, aby Pan Bóg nas bardziej akceptował, i one tak naprawdę tworzą taką barierę, która nas oddziela od Boga” (kazanie ze zboru ewangelikalnego, opublikowane w internecie).

 

Tak więc, natchnione Pismo mówi: pobudzajmy się do miłości i dobrych uczynków, bo jeśli rozmyślnie grzeszymy, ofiara Jezusa nie obejmuje nas. Postępujmy w sposób godny Pana, by podobać Mu się we wszystkim, wydając owoc w dobrych uczynkach. Zaś nauczyciel z importu mówi: nasze wysiłki w gorliwości i dobrych uczynkach oddzielają nas od Boga.

 

Inny nauczyciel (też upublicznione w internecie):

 

Ja patrzę na swoje życie i widzę, jak szatan nieraz mnie kusi: musisz zrobić to, musisz zrobić tamto, musisz być taki, nie możesz być taki. To prawda, że Bóg oczekuje, że będziemy podobać się Jemu, że będziemy przynosić owoce sprawiedliwości i one będą coraz bardziej dorodne, ale nie od tego uzależnił nasze zbawienie. Ono jest dokonane w Jezusie Chrystusie.”

 

Zwróćmy uwagę szczególnie na słowa: „Bóg oczekuje, że (...) będziemy przynosić owoce sprawiedliwości (...), ale nie od tego uzależnił nasze zbawienie.

 

Znaczyłoby to, że Jezus kłamał, gdy powiedział:

 

[Ojciec] każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc.” (Jana 15:2, UBG)

 

Kto więc ma rację, post-luterańscy nauczyciele czy Pismo Święte? Niejeden fałszywy nauczyciel uważa, że tak jak Pismo on nauczać nie może, choćby chciał. Bałby się, że zbór się obrazi, wyschną finanse i wszystko się zawali. Ale kto jest temu winien? Kto uzależnił zbór, infrastrukturę od finansów? Bóg czy człowiek? Zbór się obrazi, bo jest wychowany na Lutrze zamiast na Nowym Testamencie. Jeśli ktoś ci wmawia, że do Raju wchodzi się przez sam stan umysłu (tylko „wiarą”), to przyzwyczajasz się do kultu luksusowego i tylko z tego powodu lgniesz do tego zboru. Gdy więc ktoś nagle głosi, że nie tylko od stanu umysłu zależy trwanie zbawienia, ale od miłości, dobrego postępowania -- wtedy następuje reakcja. Kto burzy mój luksus?! Jak śmie?! Sola fide, sola fide! Czy Prawda ma upaść, bo może 3/4 zboru odejdzie? Przecież te 3/4 i tak było poza prawdziwą wiarą. Oni nie zostali ukształtowani duchowo przez Pismo natchnione, tylko przez Pismo przekręcone. Wierzą w prawdę tak wypaczoną, że jest to antywiara. Czymże jest te 3/4 niewierzących (bo zwiedzionych) w obliczu morza innych niewierzących? Cały niemal świat jest niewierzący i zwiedziony. Jedni wierzą w teorię wielkiego wybuchu i teorię ewolucji, inni w kosmitów, jeszcze inni w nieomylne Ciało Kierownicze z Brooklynu. Niektórzy wierzą w nauki Lutra. Przy czym z reguły o Lutrze wiedzą mało, bo gdyby poznali jego historię i przekonania, może by niektórzy oprzytomnieli.

 

Nie ma zbawienia bez posłuszeństwa (Hbr 5:9). Posłuszeństwa czemu? Głoszonej przez Jezusa i apostołów Ewangelii:

 

2 Kor. 9:12-13, TBS
(13) Gdyż przez doświadczenie tej służby chwalą Boga za wasze
posłuszeństwo wyznawanej przez was Ewangelii Chrystusa, i za szczerą wspólnotę z nimi i ze wszystkimi,

 

Co się natomiast stanie z nieposłusznymi Ewangelii?

 

2 Tes. 1:7-9, TBS
(7) (...) przy objawieniu się Pana Jezusa z nieba z aniołami Jego mocy,
(8) W ogniu płomienistym, wymierzającego odpłatę tym, którzy Boga nie znają,
i tym, którzy nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa;
(9) Którzy poniosą karę, wieczną zgubę od oblicza Pana i od chwały Jego mocy,

1 Ptr 4:17-18, UBG
(17) Nadszedł bowiem czas, aby sąd rozpoczął się od domu Bożego, a jeśli rozpoczyna się od nas, to
jaki będzie koniec tych, którzy są nieposłuszni ewangelii Bożej?
(18) A ponieważ sprawiedliwy z trudnością będzie zbawiony, gdzie się znajdzie bezbożny i grzesznik?

 

Harmonizuje to z ostrzeżeniem Pana Jezusa:


Jana 3:36, TBS
(36) Kto wierzy [gr. pisteuo] w Syna, ma życie wieczne;
ale kto jest nieposłuszny [gr. apeitheo] Synowi, nie zobaczy życia, lecz gniew Boży pozostaje nad nim.

 

Posłuszeństwo Ewangelii to innymi słowy posłuszeństwo wierze (w Ewangelię). Człowiek wierzący, ale zakładający nieposłuszeństwo wierze, zapiera się swej wiary. Aby wiara była zbawcza, żywa, należy się jej poddawać (w myślach, słowach i czynach). Dlatego apostoł Paweł używał sformułowania „posłuszeństwo wiary”:

 

Rz. 16:26, TBS

(26) Lecz teraz objawionej i przez Pisma prorockie według postanowienia wiecznego Boga oznajmionej wszystkim narodom, żeby je przyprowadzić do posłuszeństwa wiary;

 

Nie dziwi więc, że uczeń Pawła, Łukasz, napisał:

 

Dz. 6:7, TBS

(7) A rosło Słowo Boże, i pomnażała się liczba uczniów w Jerozolimie; i bardzo liczna rzesza kapłanów była posłuszna wierze.

 

Jeśli ktoś dał się przekonać nauce Jezusa, to to przekonanie jest wiarą. Wiarą nie w sensie intuicji, tylko przyjętej do serca nauki. Cóż więc komuś z tego, że będzie miał wiarę (naukę w sercu), jeśli będzie postępował wbrew niej? Posłuszeństwo głoszonej wierze, prawdzie, jest warunkiem zachowania zbawienia:

 

Rz. 2:8, TBS

(8) Kłótliwym natomiast i nieposłusznym prawdzie, lecz posłusznym niesprawiedliwości — [Bóg odda] zapalczywość i gniew;

 

Jak widać, Paweł wcale nie uważał, że samo przyjęcie prawdy (wiara bez posłuszeństwa, bez uczynków) zapewnia nieśmiertelność. Takich ludzi dotknie zapalczywość i gniew Boży.

 

Posłuszeństwo prawdzie to innymi słowy poddanie się wierze, Ewangelii, apostolskiej nauce:

 

Rz. 6:15-17, TBS

(15) Cóż więc? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod Prawem, ale pod łaską? Z pewnością nie!

(16) Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?

(17) Ale chwała niech będzie Bogu, że wy, którzy byliście niewolnikami grzechu, usłuchaliście z serca wzoru tej nauki, której się poddaliście.

 

Dla wierzącego są więc dwie drogi: albo będzie posłuszny „grzechowi ku śmierci”, albo będzie posłuszny nauce, „której się poddaliście” „ku sprawiedliwości”. Mowa tu o nauce Jezusa i apostołów, nauce, która jest łaską. Przyjmując tę naukę, przyjmuje się łaskę. Czego ta łaska naucza?

 

Tyt. 2:11-15, BW

(11) Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi,

(12) Nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli,

(13) Oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa,

(14) Który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach.

(15) To mów i tak napominaj, i tak strofuj z całą powagą. Niechaj cię nikt nie lekceważy.

 

Łaska zbawienna naucza, jak należy żyć, więc ten chodzi w łasce, kto jest jej posłuszny. Posłuszeństwo wierze, posłuszeństwo łasce – chodzi o posłuszeństwo prawdzie, Ewangelii, nauce Jezusa, która jest łaską i gdy się ją przyjmie do serca, jest wiarą.



Nauka Lutra a nauka Pawła - cz. 2

środa, 05 kwietnia 2017 13:45

 

Apostoł Piotr ostrzegł, że w pismach apostoła Pawła są rzeczy trudne, które pewni ludzie przekręcają ku własnej zgubie (2 Ptr 3:15-16). Sam Paweł to przyznał w słowach: „Albo, czemu nie mamy czynić złych rzeczy, żeby przyszły dobre, jak nas spotwarzają, i jak mówią niektórzy, że my tak mówimy? Wyrok na takich jest sprawiedliwy” (Rz. 3:8, TBS). Te złe rzeczy to grzechy, a te dobre to uwydatnienie sprawiedliwości Bożej. Innymi słowy: skoro nasze grzechy uwydatniają sprawiedliwość Boga, to Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby nas osądził. Taką naukę oszczerczo przypisywano Pawłowi.

 

Omawiany wiersz pojawia się, gdy Paweł odpowiada na kwestię, czy Żydzi przewyższają nie-Żydów, jeśli chodzi o pozycję wobec grzechu (Rz. 3:1,9). Żydzi myśleli, że oni są sprawiedliwi, a nie-Żydzi są pod grzechem. Paweł dowodzi, że choć Żydzi pełnili ważną rolę (mieli Słowo Boże) i obrzezanie miało swój pożytek (3:1-2), to jednak część z nich nie uwierzyła, odrzuciła Boga (3:3). Są więc winni, niepojednani z Bogiem, są pod władzą grzechu (nie przewyższają pogan). Ich grzech jednak nie obala wierności Boga i Jego prawdomówności odnośnie planu zbawienia wierzących; plan się wypełni, niewierzący Żydzi zostaną osądzeni, a potępia ich choćby grzech kłamstwa (3:3-4). Nie uważają oni swojej niewiary za grzech, więc Paweł wytyka im grzech kłamstwa. W następnych czterech wierszach Paweł stosuje sztukę retoryczną, polegającą na przedstawieniu argumentu przeciwnika, by go następnie obalić. Wiersz 3:5 to argument niewierzącego Żyda, co Paweł zaznacza w słowach: „według człowieka mówię”. W poprzednim wierszu Paweł zapowiedział Żydom sąd. W 3:5 jakby Żydzi odpowiadają: >>Nauczasz Pawle, że nawet nasza niewiara i kłamstwo nie zniweczy wierności Boga, a wręcz, że uwydatni Jego sprawiedliwość. Skoro tak, to nasz grzech kłamstwa przysparza Bogu blasku, chwały. Z twoich słów wynika, że czyniąc złe rzeczy (kłamstwo) sprawiamy dobre (uwydatniamy sprawiedliwość Boga). Bóg byłby więc niesprawiedliwy, gdyby nas za to potępił.<< W 3:6 Paweł odpowiada: Nie byłby niesprawiedliwy, bo gdyby niesprawiedliwe było potępienie grzesznych Żydów, to jak Bóg mógłby osądzić świat (grzesznych pogan)? (Potępieniu pogan Żydzi zaprzeczyć nie mogli). W 3:7 niewierzący Żyd jakby powtarza swój argument: >>Jeśli przez moje kłamstwo prawda Boża tym bardziej obfituje na rzecz Jego chwały, to dlaczego jeszcze i ja miałbym być sądzony jako grzesznik?<< I odpowiedź Pawła w 3:8: Tak nas (wierzących) właśnie szkalujecie, że my tak mówimy, ale potępienie wasze jest sprawiedliwe. I podsumowanie: „Cóż więc? Czy [my, Żydzi] przewyższamy ich [nie-Żydów]? Żadną miarą! Ponieważ przedtem dowiedliśmy, że zarówno Żydzi, jak i Grecy, wszyscy są pod grzechem (3:9).

 

Schemat jest taki:

 

Argument przeciwnika: 3:5

Odpowiedź Pawła: 3:6

Argument przeciwnika: 3:7

Odpowiedź Pawła: 3:8

 

Na tym przykładzie widać, jak głębokie i złożone było argumentowanie Pawła i jak łatwo można coś źle zrozumieć. Zwłaszcza gdy wyrywa się pojedyncze zdania ze skomplikowanego toku argumentacji.

 

Oszczercy przekręcali naukę Pawła, żeby zniechęcać ludzi do tego apostoła. Szkalowali go po zborach w całym cywilizowanym świecie. Skutkowało to tym, że niektórzy wierzący przejmowali naukę, jakoby rozmyślne grzeszenie było bezkarne, bo uwydatnia łaskę. Wiara w naukę wypaczoną jest niezdrowa, wypaczona. Nie jest to wiara chrześcijańska. Dlatego nie każdy wierzący z imieniem Jezusa na ustach jest chrześcijaninem. Apostoł walczy z tą wypaczoną wiarą w rozdziale 6, gdy pyta:

 

Co więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska była obfitsza? Z pewnością nie! (...). Cóż więc? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod Prawem, ale pod łaską? Z pewnością nie! Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?” (Rz. 6:1-2,15-16, TBS).

 

A zatem według Pawła łaska nie polega na tym, że można czynić zło (grzeszyć) bezkarnie. Jeśli chrześcijanin pozostanie w grzechu, to będzie sługą grzechu (zamiast Boga), i będzie to ku śmierci– mówi tu jasno apostoł. Oznacza to utratę zbawienia – przez uczynki (por. z nauką Pawła w 1 Kor. 6:8-10; Rz. 8:13; Gal. 6:8-9; Kol. 3:23-25). Tak więc twierdzenie luterańskie, że wierzący wchodzi do Raju niezależnie od uczynków (nakazanych przez wiarę) jest przekręcaniem nauki apostoła. Jest to głoszenie: czyńmy złe rzeczy (tolerujmy grzechy), żeby przyszły dobre (łaska). Innymi słowy: nie staraj się być pobożnym w uczynkach, bo w ten sposób zastępujesz łaskę swoimi własnymi siłami – czyż nie tak głoszą protestanci? Piewcy tego twierdzenia są ostrzegani przed potępieniem zarówno słowami Piotra, jak i Pawła (2 Ptr 3:15-16; Rz. 3:8).

 

Luter napisał:

 

Och, jaka byłaby to subtelna, pożyteczna i przyjemna nauka, gdyby ludzie nauczyli się, że obok wiary mogliby stać się pobożni również przez uczynki. Oznaczałoby to tyle, że nie tylko śmierć Chrystusa gładzi nasze grzechy, lecz również nasze uczynki przyczyniają się do tego.” (Marcin Luter, Okólnik o tłumaczeniu, 1530)

 

Najpierw rozważmy to przebiegłe zdanie:

 

Oznaczałoby to tyle, że nie tylko śmierć Chrystusa gładzi nasze grzechy, lecz również nasze uczynki przyczyniają się do tego.”

 

Odpowiedź: Uczynki wiary i miłości nie są konkurencją dla ofiary Jezusa. Moc gładzenia grzechów ma tylko ofiara Jezusa. Nasze uczynki nie mają takiej mocy. Ta prawda nie przeczy jednak drugiej prawdzie, że po odrodzeniu warunkiem dalszego korzystania z ofiary Jezusa jest utrzymywanie w sobie życia wiary i miłości. Życiem wiary i miłości są uczynki wiary i miłości (Jak. 2:26). A obowiązkiem chrześcijan jest je gorliwie (Tyt. 2:14; 1 Ptr 4:8; Hbr 10:24) spełniać (Ef. 2:10; 1 Ptr 3:11), aby zachować życie wieczne (1 Tym. 6:18-19; Jana 5:29; Rz. 2:7). Wiara bez uczynków nie byłaby doskonała (Jak. 2:22), czyli nie byłaby zbawcza. Dlaczego? Bo ludziom odrodzonym dano Ducha Chrystusowego po to właśnie, by odnawiali swą naturę (Rz. 12:2; Ef. 4:23) i owocowali (Ef. 5:8-10, UBG; Kol. 1:10-11; Jana 15:2). A zatem po odrodzeniu nasze uczynki nie są konkurencją dla zbawczej ofiary Jezusa, tylko są warunkiem korzystania z tej ofiary. A ponieważ uczynki te możemy spełniać dzięki wsparciu stale w nas obecnego Ducha Jezusa, dlatego nawet one wynikają z łaski (co nie przeczy udziałowi naszej woli, wysiłku i poświęcenia – a więc i zasłudze). Dlatego zbawieni jesteśmy z łaski – mówi Paweł. I dodaje: do dobrych uczynków (Ef. 2:10). Gdy mając Ducha Świętego walczymy ze swymi impulsami pchającymi nas ku złym uczynkom i zaniechaniom, to utrzymujemy w sobie życie wiary i miłości. Jeśli natomiast tolerujemy u siebie uczynki przeciwne wierze i miłości, to zapieramy się wiary (1 Tym. 5:8; Tyt. 1:16) i miłości (1 J. 3:17-18), zabijamy je w sobie przez złą wolę, złe wybory, złe czyny. A zatem walka o życie wiary i miłości wymaga odpowiednich wyborów woli oraz uczynków (tzn. realizacji tej woli). Skoro w tej walce wspiera nas Duch Chrystusa, to może być skuteczna – w zależności od naszych wyborów, starań i poświęcenia. Taka walka może sprawić postępy, tak że dawni grzesznicy będą mieć taki poziom wiary i miłości, o jaki chodzi Bogu (nie chodzi o bezbłędność, tylko o intencję i staranie). W ten sposób spełnimy warunek trwania łaski, warunek korzystania z ofiary Jezusa i będziemy mogli być wtórnie usprawiedliwiani z błędów i potknięć.

 

Parabola z Mat. 18:23-35. Czego ona dotyczy? Łaski. Parabola tłumaczy, że łaska jest warunkowa, a jeśli człowiek nie spełnia warunku, będzie ona cofnięta. Warunkiem trwania łaski Boga jest łaska człowieka wobec bliźniego. I to taka łaska, która coś sprawia, a nie jest jedynie stanem umysłu. Można w umyśle okazać łaskę, a w czynach ją wstrzymać. W rzeczywistości oznacza to stłumienie łaski w sobie, zabijanie jej, zaparcie się jej. Tylko łaska niestłumiona, za którą idą czyny, jest łaską prawdziwą, to znaczy taką, jaką w paraboli król okazał dłużnikowi. Mamy w niej króla, jego dłużnika oraz dłużnika tego dłużnika. Król podarował dłużnikowi pieniądze, które ten był mu winien. Zapobiegł jego uwięzieniu. A zatem król spełnił dobry uczynek wobec dłużnika, dzięki czemu ten mógł żyć i działać jako wolny. I oto wkrótce ktoś jest winien uwolnionemu pieniądze, tak jak ten był winien królowi. Co robi uwolniony? Czy naśladuje łaskę króla? Nie. On spełnia uczynek zły, mianowicie ulega chciwości i przez to sprawia, że jego dłużnik cierpi. Król reaguje na to tak, że cofa swoją łaskę i jego dłużnik trafia do więzienia. Z powodu czego? Miarą łaski jest uczynek. Uwolniony nie miał w sobie łaski na tyle, by darować dług swemu dłużnikowi. Miał jej na tyle mało, by wsadzić go do więzienia. W ten sposób prawdą jest, że usprawiedliwienie jest z łaski i prawdą jest, że przez uczynki usprawiedliwienie może zostać cofnięte. Dlatego nie może być prawdą twierdzenie luterańskie, że nieśmiertelność gwarantowana jest „tylko wiarą”, niezależnie od uczynków. Król usprawiedliwił dłużnika przez swą łaskę. Uwolniony dłużnik wierzył w swoje usprawiedliwienie, ale ten sam król cofnął mu usprawiedliwienie z powodu uczynku. Bo życiem i miarą łaski, wiary i miłości są uczynki. Wiara w uczynkową łaskę króla powinna wzbudzić w dłużniku uczynkową łaskę wobec bliźnich. Ale uwolniony dłużnik wolał ulec chciwości i w ten sposób przez zły uczynek zaparł się łaski, stłumił życie łaski w sobie. Dlatego każde wtórne usprawiedliwienie odbywa się nie przez samą wiarę i łaskę, ale przez wiarę i należne jej uczynki. To znaczy Bóg ocenia, czy człowiek wydaje owoce łaski, wiary, czy przeciwnie. Jeśli tłumi w sobie życie wiary przez złe wybory, złe uczynki i zaniechania łaska zostanie cofnięta. Nauka Lutra mówi natomiast dłużnikowi, że usprawiedliwienie króla jest na zawsze gwarantowane przez samą wiarę, bez względu na uczynki po uwolnieniu od długu. Dlatego Luter wtrąca dłużników do więzienia.

 

Co jest grzechem? Brak wiary i miłości względem Boga i bliźniego. Rezygnacja z uczynków miłości jest rezygnacją z miłości. Jeśli nie miłujemy człowieka na tyle, by coś dla niego zrobić, to znaczy, że nie miłujemy go miłością Bożą, która jest uczynkowa (czyny Jezusa, z których największym było poświęcenie się na krzyżu). Napisano:

 

Jana 15:13, UBG
(13) Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje swoje życie za swoich przyjaciół.

 

Jana 3:16, UBG
(16) Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna (...)

 

Rz. 5:8, UBG
(8) Lecz Bóg okazuje nam swoją miłość przez to, że (...) Chrystus za nas umarł.

 

Czytamy też:

 

Jana 10:32, UBG
(32) Jezus powiedział do nich: Ukazałem wam
wiele dobrych uczynków od mego Ojca (...)

 

Dz. 10:38, UBG
(38) ...Jezusa z Nazaretu, który chodził, czyniąc dobrze...

 

Jana 13:15, UBG
(15) Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy czynili tak, jak ja wam uczyniłem.

 

Ef, 5:1-2, UBG
(1) Bądźcie więc naśladowcami Boga jako umiłowane dzieci;
(2) I postępujcie w miłości, jak i Chrystus umiłował nas i wydał samego siebie za nas jako dar i ofiarę Bogu na miłą woń.

 

3 Jn 1:11, UBG
(11) Umiłowany, nie naśladuj tego, co złe, lecz to, co dobre. Kto czyni dobrze, jest z Boga, kto zaś czyni źle, nie widział Boga.

 

A zatem miarą miłości Bożej są Boże uczynki. Jak bardzo miłuje Bóg? Tak bardzo, że Jezus oddał za ludzi swoje życie. Oto wzór Bożej miłości. Takiej właśnie miłości, uczynkowej, wymaga Bóg od chrześcijan. Tego nauczali apostołowie od początku.

 

1 Jn 3:16-19, UBG
(16)
Po tym poznaliśmy miłość Boga, że on oddał za nas swoje życie. My również powinniśmy oddawać życie za braci.
(17) A kto miałby majętność tego świata i widziałby swego brata w potrzebie, a zamknąłby przed nim swoje serce,
jakże może mieszkać w nim miłość Boga?
(18) Moje dzieci,
nie miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem i prawdą.
(19) Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy i uspokoimy przed nim nasze serca.

 

Oczywiście miłość nie może być ślepa. Duch Święty daje nie tylko potencjał miłości, ale też mądrości i wiedzy. Rzeczą człowieka jest korzystać z tego potencjału, żeby czynić miłość mądrze. Wymaga to modlitwy i rozważań, a nie tylko aktów emocjonalnych, które często przynoszą więcej szkody niż pożytku. Mamy mnóstwo nauk i przykładów w Piśmie Świętym, które objawiają, jaki jest Bóg i co się Jemu podoba. A Bóg miłuje na tyle, by dla innych wysilać się i poświęcać czynem. Jeśli ktoś rezygnuje z czynów miłości, to znaczy że nie miłuje taką miłością, jaką miłuje Bóg. Tłumi miłość wobec bliźnich i Boga, który naucza miłować innych czynem. Potem na nabożeństwie modli się: Boże, odpuść mi ten grzech, że na przykład zostawiłem w mróz kobietę, która się przewróciła. Pewnie była pijana. Ona leżała, a ja pojechałem dalej. Ale dlaczego ją zostawił? Uczynił to dlatego, że Luter nauczył go, że uczynki (zostawianie kobiety na mrozie) nie mogą odebrać mu usprawiedliwienia, bo usprawiedliwienie jest przez samą wiarę. Luter rzucił na Boga cień, który ukazuje Stwórcę jako automat do wybaczania złych uczynków, któremu obojętne jest to, że jeden Jego poddany krzywdzi drugiego lub cofa pomocną dłoń. W ten sposób Luter pozbawił miłość wielkiej podpory, jaką jest bojaźń. Bóg motywuje ludzi przez miłość i bojaźń, grożąc potępieniem wiecznym za złe uczynki i zaniechania. Luter twierdzi odwrotnie: złe uczynki i zaniechania nie mogą odebrać zbawienia, bo zbawienie jest „tylko wiarą”. Jeśli usprawiedliwienie jest przez samą wiarę, to po co prosić Boga o usprawiedliwienie z uczynku pozostawienia tej kobiety? Skoro usprawiedliwienie jest niezależne od uczynków, to po co modlić się o usprawiedliwienie z tego grzesznego uczynku? I tak Luter prowadzi ludzi do wniosku: żal za grzechy uczynkowe nie ma sensu. Luter w Twierdzeniach napisał o tym wprost: „Mocno wierz, że zostałeś rozgrzeszony i rzeczywiście będziesz, bez względu na twój żal”. Podobnie jego współpracownik Melanchton w De summa christianae doctrinae: „Głupio i bezbożnie nauczali scholastycy, że grzechy są odpuszczone ze względu na żal”. Jeśli jednak skruszona prośba o usprawiedliwienie ze złego uczynku ma sens, to jaki? Jaki jest sens błagać Boga o usprawiedliwienie z grzesznego uczynku, skoro Luter mówi, że wszelkie usprawiedliwienie jest niezależne od uczynków? Ta diabelska hipokryzja pokazuje, jakie jest źródło nauki Lutra.

 

Ktoś odpowie, że usprawiedliwienie jest przez samą wiarę, ale pod warunkiem żalu. Dlatego modlitwa skruszonego chrześcijanina o usprawiedliwienie ze złego uczynku jest konieczna: bez żalu nie można zostać usprawiedliwionym, choćby miało się wiarę. Byłby to jakiś argument, gdyby nie przeczył twierdzeniu „tylko wiarą”. Trzeba się zdecydować, które twierdzenie się wyznaje: 1) tylko wiarą; 2) nie tylko wiarą, ale też żalem, skruchą. A skrucha jest przecież aktem człowieka. Nie mogłaby być narzucona przez Boga w sensie sterowania umysłem, bo inaczej nie byłaby skruchą. Ktoś odpowie: skrucha wynika z wiary. To prawda, ale nie na zasadzie automatyzmu. Wynika to z wolności woli, wolności osądu i wyboru. Jeden wierzący osądzi siebie tak, a drugi inaczej. Wiara nie jest ze skruchą równoznaczna. Wiara zachęca do skruchy, ale z drugiej strony nęcą pożądliwości. Są tacy, którzy są przekonani, że wierzą, a jednocześnie nie żałują swych grzechów. Trwają z premedytacją w grzesznych układach, uważając, że Bóg to akceptuje, to znaczy nie uważa za grzeszne. Tacy wierzą w swoje usprawiedliwienie, a mimo grzechu nie przejawiają skruchy. Jeśli więc ktoś twierdzi, że zbawienie jest „tylko wiarą”, to twierdzi tym samym, że konieczna jest wiara, ale nie skrucha. Niech każdy jeszcze raz rozważy, które twierdzenie wyznaje: 1) tylko wiarą; 2) nie tylko wiarą, ale też skruchą. Jeśli wyznajesz punkt drugi, to nie głoś pierwszego. Jeśli wyznajesz punkt pierwszy, to tym samym wyznajesz, że oprócz żony możesz mieć kochankę i być usprawiedliwiany – tylko wiarą, tzn. bez żalu, skruchy. Przecież skrucha wymagałaby porzucenia kochanki, inaczej nie byłaby prawdziwa, bo tylko powierzchowna. Luter wyznawał punkt pierwszy, czego logicznym następstwem była zachęta, jakiej udzielił Filipowi von Hessen, by ten wziął sobie drugą żonę – obok pierwszej. Von Hessen (Filip Wielkoduszny) miał problem z wybujałą żądzą seksualną, która pchała go w cudzołóstwo. Często wyjeżdżał, a branie ze sobą żony, wielkiej damy, wiązało się ze zbyt dużymi kosztami. Miał jednak w zanadrzu mniejszą damę, dużo tańszą. Wpadł na pomysł, że jeśli ożeni się z tą drugą, to będzie ją miał na wyjazdy, podczas gdy pierwszą będzie miał w domu. Luter wielożeństwo akceptował, nie uważał poligamii za sprzeczną z Pismem Świętym. Poparł pomysł von Hessena, co zakończyło się małżeństwem bigamicznym. Patrz:

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Filip_Wielkoduszny

https://pl.wikipedia.org/wiki/Krystyna_saska_(1505-1549)

 

W Przeglądzie powszechnym z 1929 roku można przeczytać:

 

Najciemniej jednak, najbardziej brzydko zarysował się charakter Lutra i jego teologji w głośnej sprawie bigamji Filipa, landgrafa heskiego. Książę ten, od dłuższego czasu żonaty z Krystyną, córką księcia Jerzego Saskiego, powziął w 1539 r. zamiar poślubienia młodziutkiej 17-letniej Małgorzaty von der Sale. Dla zrealizowania swego projektu za pośrednictwem Butzera zażądał od teologów wittenberskich wyrażenia zgody na ów krok, motywując go „najwyższą potrzebą sumienia,” gdyż nie mógłby inaczej powstrzymać się od swych upadków i cudzołóstwa. Usłużni teologowie wittenberscy, Luter i Melanchton, stosownie do swych poglądów na kwestję małżeństwa, nadto w obawie ewentualnego odstępstwa Filipa od sprawy ewangelji, ustąpili żądaniu i, acz niechętnie, dali 10 grudnia 1539 r. na piśmie opinję w formie rady poufnej ze zgodą na bigamję. (Przypis: Autograf słynnej tej rezolucji Lutra i Melanchtona przechowuje się w archiwum państwowem w Marburgu. „Niesłychany dokument teologiczny nie znajduje w całej historji Kościoła żadnego porównania”. Inny przypis: Przykłady patrjarchów w Starym Zakonie, z których każdy posiadał dla Lutra więcej powagi, niż „100.000 papieży”, doprowadziły go do wniosków, że poligamja nie jest sprzeczna z Pismem św. i może być w pewnych wypadkach dozwolona, aczkolwiek ze względu na zgorszenie i obyczajność wśród chrześcijan nie należy jej radzić, ani tem bardziej zezwalać na jej rozpowszechnienie. Podobne opinje wyrażał Luter w 1524 na zapytanie kanclerza Brucka — również w 1526 r. na zapytanie Filipa heskiego nie zaprzeczył absolutnej niemożności poligamji. Patrjarchowie mieli za sobą słowo Boże i potrzebę (por. G r i s a r , Lufher, II, 213—4). Wielce znamienne było stanowisko teologów wittenberskich w sprawie głośnego rozwodu Henryka VIII z królową Katarzyną. Robert Barnes. angielski teolog, apostata, bawiący w Wittenberdze, prosił Lutra o opinję w tej kwestji. Nie mogąc uznać małżeństwa z Katarzyną za nieważne, Luter wskazał charakterystyczne wyjście z kłopotliwej sytuacji: królowa Katarzyna powinna zezwolić, by król dobrał sobie drugą małżonkę za przykładem patrjarchów. Melanchton poszedł dalej w swej opinji 23 sierpnia 1531 r., w której wyraził się, że aczkolwiek nie można zgodzić się na powszechne wielożeństwo, to jednak dla króla w tym wypadku bigamja jest dopuszczalna „propter magnam utilitatem regni, fortassis etiam propter conscienciam regis” ze względu na wielką korzyść królestwa (małżeństwo z Katarzyną było bezdzietne) i może również ze względu na sumienie króla. Papież winien tej dyspensy udzielić z miłości — .propter caritatem”. Gdyby nie udzielił, to król musi ze spokojnem sumieniem przybrać sobie drugą żonę, gdyż jest rzeczą pewną, że poligamja nie jest prawem Boźem zakazanem). Obrząd uroczystych zaślubin landgrafa z Małgorzatą odbył się formalnie, udzielony przez predykanta Melandra 4 marca 1540 r. w obecności również Butzera i Melanchtona.

Cała ta sprawa nabrała wkrótce wielkiego rozgłosu, zagrażając komplikacjami prawa, które surowo karało występek wielożeństwa, jak również kompromitacją dla teologów wiftenberskich, zwłaszcza, że Filip heski nie chciał bynajmniej ukrywać w tajemnicy zawartych formalnie z Małgorzatą związków, ani dozwolić, by uchodziły one w opinji za zwykły konkubinat.

Zachowanie się Lutra w wytworzonej nader kłopotliwej sytuacji wywołuje przykry posmak. Wolał on bowiem chwytać się wątpliwej wartości wybiegów, niż jawnie przyznać się do udzielonej opinji poufnej. To więc utrzymuje, że dane przezeń zaświadczenie miało charakter rady spowiednika, obowiązującej do ścisłego sekretu, a nie mającej żadnego znaczenia wobec prawa — to znów doradza, by landgraf zaparł się zawartego formalnie nowego związku małżeńskiego przez oświadczenie, że wziął sobie tylko konkubinę — to wreszcie zasłaniać się pragnie tem, że mniemał, iż Filip heski nie będzie publicznie traktował Małgorzaty, jako swej żony, lecz będzie ją „ku wielkiej swej potrzebie sumienia" trzymał, jako ein ehrlich Meidlein w potajemnem małżeństwie, choćby to na zewnątrz — dla świata — miało pozory nielegalne, podobne do sytuacji tych proboszczów i biskupów, którym — jak dodaje — takich rad udzielał, żeby „potajemnie swe kucharki poślubiali”.

Wreszcie na konferencji w Eisenach, w lecie 1540 r., Luter sprzeciwił się gorąco ujawnieniu zawartego związku oraz powoływaniu się na potajemną jego opinję z dnia 10 grudnia, grożąc jej odwołaniem, zaprzeczeniem. Natomiast zalecał księciu użycie „poczciwego kłamstwa": dla wybrnięcia z kłopotu należy publicznie oświadczyć, że Małgorzata von der Sale jest tylko konkubiną. Na posiedzeniu dnia 15 lipca uzasadniał zupełnie otwarcie swą radę twierdzeniem, że wszak dla większego dobra i ze względu na sprawę „kościoła chrześcijańskiego” wolno popełnić „poczciwe, mocne kłamstwo”, 17 zaś lipca tłumaczył, że kłamstwa w potrzebie, dla pożytku, ku pomocy nie sprzeciwiają się Bogu.

W całej tej brzydkiej sprawie zarysował się aż nazbyt jaskrawo brak prostej linji w charakterze Lutra; najgłębsza zaś — wprost tragiczna niemoralność tkwi w zajętem przez „Bożego notarjusza” stanowisku, dozwalającem dla wybrnięcia z kłopotliwej sytuacji i dla odwrócenia skandalu z nadzwyczajną łatwością zaprzeczać faktom i okłamywać ludzi.

To właśnie stanowisko, jak również inne wady w charakterze Lutra, stoją w rażącym kontraście do jego własnego, najgłębszego przekonania o wielkiem swem posłannictwie Bożem i zadaniu reformatora. Wszak sam uważał siebie za „ekklezjastę z Wittenbergi” za „proroka Niemiec”, za „ewangelistę z Bożej łaski”, za „Bożego notarjusza i świadka Jego Ewangelji”. To przekonanie, wciąż z biegiem życia wzrastające, wywierało dominujący wpływ na jego płomienny temperament, na całą działalność i walkę, jaką z uporem toczył. Nigdy żaden z ludzi śmiertelnych nie mówił tak o sobie, jak Luter — zauważa Grisar, przytaczając długi szereg charakterystycznych urywków z jego pism.” (Przegląd powszechny, 1929 rok, artykuł „Luter w świetle nowych badań”).

 

Tego rodzaju owoce są logicznym następstwem nauki protestanckiej przeciw roli uczynków. Jeśli w pałace Boże wchodzi się tylko wiarą, niezależnie od uczynków, to dlaczego nie mieć haremu? Nietrudno się domyślić, co kierowało von Hessenem, by stać się luteraninem. Nie poskramiane żądze stają się coraz bardziej wybujałe. Odwykła od walki z nimi wola ludzka coraz słabsza. Brak wiary w aspekcie chęci spełniania przykazań oraz brak wiary w moc Ducha, który w tym pomaga. Wszystko to sprawia, że człowiek, choćby wcześniej narodził się na nowo, staje się niewolnikiem złych żądz i coraz bardziej chce w tym stanie trwać. Stopniowo zatwardza serce. Wtedy wkracza „dobra nowina” protestancka i mówi: w pałace Boże wejdziesz bez żadnych starań w spełnianiu przykazań, bo zbawienie jest „tylko wiarą”, niezależnie od uczynków. Cóż taki człowiek zrobi? Ta nauka to miód na jego duszę, bo pozwala mu we wszystkim dogadzać sobie w doczesności, a jednocześnie zabezpiecza wieczność. W dodatku zyskuje się grono „braci”, którzy również przyjęli tę naukę i dlatego ma się ich akceptację, co byłoby niemożliwe w prawdziwym Kościele chrześcijańskim pierwszych trzech wieków po Chrystusie.

 

Czy Luter mógł nie znać stanowiska Pana Jezusa w sprawie cudzołóstwa? Czy mógł nie czytać o tym stanowisku w Ewangeliach i Listach Pawła, posłańca Jezusa? I czy mógł nie wiedzieć, że Chrystus nieraz ostrzega uczniów przed potępieniem wiecznym? Nowy Testament naucza, że do Raju wchodzi się nie tylko wiarą, ale też skruchą i nie tylko wiarą, ale też staraniami w uczynkach, które to starania są zdawanymi na bieżąco egzaminami z wiary w Nowe Przymierze. Kto nie chce ich zdawać, ten zapiera się swej wiary. Wiara (przyjęta do serca nauka Chrystusa) zachęca do skruchy i uczynków, ale niektórzy się buntują i mówią: nie. W ten sposób swej wiary się zapierają. Bóg uznaje taką wiarę za martwą. Brak uczynków staje się przyczyną utraty życia wiary, a tym samym zbawienia. Dlatego Jakub naucza jednoznacznie:człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary” (Jak. 2:24). Słowa Lutra „tylko wiarą” są tej prawdy odwróceniem. Jeśli ktoś z premedytacją odwraca natchnioną prawdę, jest antychrystem. Tym bardziej, jeśli do tego procederu używa innych fragmentów natchnionej prawdy.

 

 



Nauka Lutra a nauka Pawła - cz. 1

piątek, 17 marca 2017 11:14

 

Rz. 3:23-26, BW

(23) Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej,

(24) I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie,

(25) Którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów,

(26) Dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa.

 

W tekście źródłowym nie ma słowa „sam” w wierszu 26. Dodanie tego słowa miało chyba na celu wzmocnić dogmat luteran o sprawiedliwości wyłącznie nadanej. Luteranie odrzucają prawdę, że po usprawiedliwieniu i odrodzeniu chrześcijanie otrzymują moc i zdolność do osobistej przemiany w duchu umysłu (Rz. 12:2; Ef. 4:22-23), tak że mogą postępować sprawiedliwie (Ef. 6:1 BG /„dikaios”/; Flp 4:8; 2 Tym. 3:16; 1 J. 3:7). Luteranie przeczą temu, że Bóg może tak ukształtować na nowo człowieka, że ten z niesprawiedliwego stanie się sprawiedliwy w swoim myśleniu i działaniu (co nie oznacza bezbłędności). Według nauki luterańskiej odrodzony człowiek pozostaje w środku jak łajno, nie mający sprawiedliwości osobistej, ale okrywa go płaszcz sprawiedliwości Chrystusa i jedynie ten płaszcz czyni to łajno sprawiedliwym w oczach Boga. Czyli pasterz rzekomo ubiera wilki w owcze skóry i nazywa je owcami. Wilki mogą kąsać i zagryzać, ale dopóki wierzą, dopóty są uznawane przez pasterza za owce – tak można zobrazować rojenia Lutra.

 

Oczywiście z takimi absurdami Prawda nie ma nic wspólnego. Gdy człowiek nieodrodzony, a więc będący jeszcze „łajnem”, słyszy Ewangelię i szczerze ją przyjmuje, co pieczętuje Chrztem, wówczas „łajno” zostaje z niego wypłukane przez Ducha Świętego, o ile wierzy w moc Ducha ku przemianie. O tym właśnie momencie (pierwsze usprawiedliwienie) mówi w omawianym fragmencie z Rz. 3 apostoł Paweł. Drugą kwestią jest to, jak ten usprawiedliwiony człowiek ma odtąd postępować, by ten stan sprawiedliwości zachować, by nie stać się na powrót „łajnem”, „wilkiem”. Tej drugiej kwestii w powyższym fragmencie Paweł w ogóle nie porusza. Pisze jedynie o pierwotnym usprawiedliwieniu, jakby wypłukaniu z „łajna”, dzięki czemu człowiek uzyskuje właściwą społeczność z Bogiem, która wcześniej była niemożliwa.

 

Paweł nie naucza tutaj ani nigdzie, że człowiek odrodzony pozostaje „łajnem”, a Bóg tego trwającego w poważnych grzechach (stąd łajno) człowieka tylko okrywa sprawiedliwością Chrystusa. Owszem, w człowieku pozostają złe skłonności, które kuszą go, ale dzięki mocy Ducha Świętego nie mają już one nad wierzącym władzy, by go trzymać w niewoli. A zatem wierzący nie musi już ulegać pokusom, trwać w grzechach odbierających zbawienie, a jeśli trwa, to tylko dlatego, że albo nie rozumie nauki apostolskiej o mocy łaski, albo po prostu chce grzeszyć. Łaska bowiem nie odbiera wolności woli, swobody wyboru drogi postępowania. Łaska daje moc, by nie grzeszyć. Prawdziwie wierzący może po odrodzeniu czasem upadnie (emocje, okoliczności), ale nie będzie trwał w grzechu. Będzie walczył, by powstać i iść dalej, a przyczyny grzechu odciąć. Będzie mógł robić postępy. Chyba że zechce wrócić do złego postępowania albo zaniedba swe duchowe życie na tyle, że osłabnie. Zależy to od niego, bo może z mocy Bożej korzystać albo się jej zapierać. Bóg nie odbiera chrześcijanom wolności osądu, wolności chcenia i wyboru. Jeśli wierzący zechce grzeszyć, będzie mógł trwać w grzechu do końca życia, zapierając się swej wiary uczynkami – by utracić zbawienie. Ten, kto chce podobać się Bogu w swym myśleniu, uczynkach, w postępach, ten może się podobać, bo jest odrodzony i ma dar Ducha Jezusa. Stąd chrześcijanin może pokusy ujarzmiać, może panować nad kuszącym go od wewnątrz czy z zewnątrz grzechem. Jeśli walczy z pokusami wewnętrznymi i zewnętrznymi, jeśli nie trwa w poważnych grzechach, to mimo potknięć jest na bieżąco usprawiedliwiany przez ofiarę Jezusa i jest w oczach Boga sprawiedliwy, czysty, święty. A zatem nie jest „łajnem”, jak roił to sobie Luter. Bóg dobrze wie, czy ktoś stara się walczyć z grzechem, czy woli grzechowi ulegać.

 

Rz. 3:28-30, TBS

(28) Rozumiemy bowiem, że człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa.

(29) Czy Bóg jest tylko Bogiem Żydów? Czy także nie pogan? Tak, i pogan.

(30) Bo jeden jest Bóg, który usprawiedliwi obrzezanie z wiary i nieobrzezanie przez wiarę.

 

...człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa” – pisze apostoł do Rzymian, których próbowano wciągnąć na starotestamentową – nieskuteczną – drogę usprawiedliwienia. Wiersze 29-30 jasno pokazują, że nie chodzi o czyny Nowego Przymierza, tylko o obrzezanie. Paweł tłumaczy, że zarówno nieobrzezani, jak i obrzezani – wszyscy mogą być usprawiedliwieni tylko z wiary (a nie z obrzezania, jak mniemali Żydzi). Nie z uczynków (obrzezanie), tylko z wiary w Nowe Przymierze Jezusa, gdzie uczynki poza-Chrystusowe (obrzezanie, sabaty, koszerność) nie mają znaczenia dla usprawiedliwienia. Wmawiano chrześcijanom z pogan, że wiara w Jezusa (i wynikające z niej posłuszeństwo Jego przykazaniom) nie wystarczy do pojednania z Bogiem. Tłumaczono im, że aby stali się czyści i pojednani z Bogiem muszą uzyskać przynależność do ludu Przymierza, Izraela, co osiąga się przez konwersję na judaizm. Konieczne do tego jest obrzezanie. Z tym właśnie polemizuje Paweł. Kwestia była taka: czy do usprawiedliwienia pierwotnego (pojednania z Bogiem) wystarczy wiara w naukę Jezusa (z jej przykazaniami, jak Chrzest), czy może konieczne jest obrzezanie? Inaczej mówiąc: czy do osiągnięcia pierwszego etapu procesu zbawienia konieczne jest obrzezanie? Paweł odpowiada: „człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa” (w. 28). A więc innymi słowy: poganin przystępuje do Boga przez wiarę, a nie przez obrzezanie. Poganie stają się ludem Bożym przez wiarę, a nie przez uczynki wprowadzające w Stare Przymierze i będące warunkami trwania w nim (obrzezanie). Paweł nie porusza tu jeszcze tematu drugiego etapu zbawienia. Paweł nie porusza tu jeszcze kwestii, jak należy postępować po tym pierwotnym usprawiedliwieniu, pojednaniu z Bogiem. O tym, jakie Prawo trzeba wypełniać po odrodzeniu, Paweł napisze w dalszej części Listu do Rzymian. Apostoł po prostu podzielił zagadnienie zbawienia na dwie części i omawia je kolejno. To, że Paweł rozdziela zbawienie na dwa etapy, widać jasno np. w rozdziale 5:

 

Rz. 5:9-10, TBS

(9) Tym bardziej więc, będąc teraz usprawiedliwieni Jego krwią, zostaniemy przez Niego zbawieni [gr. sozo] od gniewu.

(10) Bo jeżeli, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna tym bardziej będąc pojednani, zostaniemy zbawieni [gr. sozo] przez Jego życie [manifestujące się przez dar Ducha Parakletosa, rozdz. 8 - J.].

 

A zatem w rozumieniu Pawła usprawiedliwieni (w sensie odrodzeni, pojednani z Bogiem) jesteśmy już, ale zbawieni dopiero będziemy, dzięki pomocy Jezusa. Są to więc dla Pawła dwie odrębne kwestie. Usprawiedliwienie (zbawienie) najpierw, zbawienie nieutracalne potem. W Liście do Rzymian apostoł każdą z tych dwóch kwestii omawia osobno:

 

1) Kwestia pierwsza (I etap zbawienia): w jaki sposób zostajemy usprawiedliwieni, odrodzeni, pojednani z Bogiem? W jaki sposób stajemy się ludem Bożym? Czy przez wiarę w Stare Przymierze uczynków (oznacza to zaparcie się wiary w Nowe Przymierze), czy przez wiarę w naukę Jezusa (której istotą jest odkupienie i odrodzenie)? Apostoł odpowiada w rozdziałach 3 i 4, że usprawiedliwieni stajemy się przez wiarę w Nowe Przymierze bez konieczności uczynków prawa Starego Przymierza (obrzezania). Sens: zbawienie jest wyłącznie przez Nowe Przymierze, a nie przez Stare.

2) Kwestia druga (II etap zbawienia): gdy już zostaliśmy usprawiedliwieni (zbawieni w sensie odrodzenia i wejścia na drogę zbawienia), to w jaki sposób zostaniemy zbawieni (w sensie otrzymania nieśmiertelności)? Przez służbę Staremu Przymierzu czy przez służbę Nowemu Przymierzu? Przez służbę Nowemu Przymierzu – odpowiada Paweł np. w Rz. 6:15-22 czy w 2 Kor. 3:3-11. W Nowym Przymierzu nie można bezkarnie trwać w ciężkich grzechach (1 Kor. 6:8-10; Gal. 6:7-8). Służba Nowemu Przymierzu polega na posłuszeństwie nauce Ducha, z którego natchnienia mówią apostołowie (1 Kor. 2:13; J. 14:26). Zbawienie w Nowym Przymierzu odbywa się nie przez przekazanie jedynie zbioru zasad, jak to było w Starym Przymierzu, ale przez odrodzenie i uzdolnienie do posłuszeństwa wobec objawionej przez samego Syna Bożego nauki Nowego Przymierza. Nauka tym się różni od zbioru zasad, że nauka uzasadnia wolę Bożą, dzięki czemu ludzie dobrej woli służą Bogu z przekonania. Tacy otrzymują pomoc Ducha Chrystusa, który uzdalnia do czynienia sprawiedliwości „ku uświęceniu”, aby otrzymać życie wieczne (Rz. 8:2-4; 6:17-22). O ile tylko wierzą i mocno chcą, mogą czynić dobro, sprawiedliwość. Zadaniem chrześcijan jest wysiłek i wyrzeczenia w celu postępowania według Ducha, spełniania przykazań Nowego Przymierza. Trzeba przy tym rozumieć, że apostoł Paweł często używa tych samych słów w różnych znaczeniach. Czasem na przykład używa słowa „zbawić” w znaczeniu pierwotnego usprawiedliwienia, które rzeczywiście jest początkiem zbawienia. A czasem używa słowa „zbawić” w znaczeniu daru nieśmiertelności, jak w powyższym Rz. 5:9-10.

 

Tak więc Paweł rozpatruje odrębnie dwie kwestie: 1) w jaki sposób zostajemy pojednani z Bogiem, usprawiedliwieni, odrodzeni (zbawieni), oraz 2) jak po odrodzeniu postępować, by otrzymać nieśmiertelność (zbawienie nieutracalne).

 

By lepiej zrozumieć tę pierwszą kwestię, poruszaną też w Rz. 3:28, warto rozważyć podobne stwierdzenie z 4 rozdziału:

 

Rz. 4:5-11 TBS

(5) Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego, jego wiara jest policzona za sprawiedliwość.

 

Ktoś powie: ale przecież Paweł wyraźnie tu mówi, że nie trzeba pracować, a wystarczy wierzyć, żeby... No właśnie, żeby co? Czy żeby otrzymać nieśmiertelność? Tego Paweł nie mówi. Apostoł nie twierdzi, że wystarczy wierzyć (np. w naukę Jezusa o talentach – mimo że zakopało się talent), a i tak otrzyma się nieśmiertelność. Nie twierdzi, że wystarczy wierzyć w naukę Jezusa o owcach i kozłach – mimo że skąpi się chleba głodnemu bratu Chrystusa. Nie, tego Paweł nie mówi. Mówi tu o pierwszym etapie zbawienia: o usprawiedliwieniu, odrodzeniu, przejściu ze stanu niewoli grzechu i śmierci do stanu pełnego pojednania z Bogiem. Bez nowego narodzenia niemożliwe jest wejście do Miejsca Najświętszego (Hbr 7:19; 10:19). Nieodrodzeni Żydzi chcieli być w pełni usprawiedliwiieni (Dz. 13:39) przez pracę typu obrzezanie i sabaty. Miejsca Najświętszego nie można osiągnąć przez uczynki starozakonne, które Paweł porównuje tu do pracy. Nie trzeba tak pracować, żeby otrzymać pełne usprawiedliwienie. A wręcz szturmowanie Miejsca Najświętszego przez uczynki starozakonne jest odrzucaniem wiary w to, że jedyną Drogą jest Jezus ze swoją nowotestamentową nauką, której podstawą jest odkupienie. Jeśli ktoś uważa, że wierzy w Jezusa, ale wierzy też, że bez obrzezania nie może być pojednany z Bogiem, to zapiera się wiary w Jezusa. Szukanie zbawienia w judaizmie starotestamentowym jest zapieraniem się wiary w jedynozbawczość Nowego Przymierza, opartego na odkupieńczej roli Jezusa (Gal. 2:21) i stąd na zbawiennej pomocy Ducha Chrystusowego (J. 7:39; 16:7; Flp 1:19), który uzdalnia do czynienia nauczanej w Nowym Przymierzu sprawiedliwości (Rz. 8:2-4; 1 Ptr 1:22, BG). Bóg odradza człowieka na podstawie wiary w naukę Jezusa, a ta mówi o zbawczej śmierci, zmartwychwstaniu i ustanowieniu Nowego Przymierza z Jego przykazaniami. Trzeba powtórzyć, że w tym miejscu Paweł jeszcze nie porusza kwestii, co trzeba czynić po odrodzeniu, żeby nowe narodzenie zachować i na końcu wziąć „koronę żywota”. To Paweł tłumaczy w dalszej części Listu.

 

To, że w powyższym wierszu apostoł mówi o pierwszym usprawiedliwieniu, odpuszczeniu grzechów, a nie o obowiązkach w Nowym Przymierzu koniecznych dla zachowania zbawienia, wynika z kolejnych wierszy:

 

(6) Tak jak i Dawid mówi o błogosławieństwie człowieka, któremu Bóg policzy sprawiedliwość niezależnie od czynów, mówiąc:

(7) Błogosławieni, którym odpuszczone są nieprawości i których grzechy są zakryte;

(8) Błogosławiony mąż, któremu Pan nie policzy grzechu.

(9a) Czy to błogosławieństwo, jest tylko dla obrzezania, czy też dla nieobrzezania?

 

Dla Pawła zarówno Żydzi jak i nie-Żydzi są nieodrodzeni zanim nie uwierzą w odkupienie. Są pod grzechem (Rz. 3:9). Dlatego porównuje w tych wierszach ich sytuację do sytuacji Dawida po grzechu z Batszebą i zabiciu Uriasza. Uczynki judaizmu, to że Dawid został obrzezany i uczestniczył w życiu religijnym, nie mogło wyrównać jego wielkiej winy cudzołóstwa i zabójstwa. Potrzebne było coś więcej – akt łaski Bożej na podstawie skruchy i wiary Dawida w łaskę Bożą. Sytuacja Żydów i pogan była podobna do sytuacji Dawida po grzechu. Byli grzesznikami (nieodrodzeni) i uczynki judaizmu nie mogły wyrównać ich win. Nie mogli mieć pełnego usprawiedliwienia (Dz. 13:39). Potrzebowali łaski Bożej, a ta jest dostępna jedynie w Nowym Przymierzu. Tak jak Dawid nie mógł być uznany za sprawiedliwego na podstawie swoich uczynków judaizmu, ale potrzebował specjalnej łaski, tak i Żydzi oraz poganie potrzebują łaski w postaci nowotestamentowego daru usprawiedliwienia, nowego narodzenia w Chrystusie. Próby zbawienia się przez Stare Przymierze Paweł porównał do pracy, która nie ma sensu, przez którą nawet Dawid nie osiągnąłby usprawiedliwienia po swym grzechu. Sens ma jedynie wejście pod Nowe Przymierze łaski, czego początkiem jest wiara. Tę właśnie myśl zawierają słowa:

 

Rz. 4:5-11, TBS

(5) Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego, jego wiara jest policzona za sprawiedliwość.

 

Gdyby Dawid po swym grzechu szukał zbawienia w uczynkach judaizmu, zamiast w specjalnej łasce Boga, należałoby mu powiedzieć: „Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia...”. Tak właśnie Żydzi w czasach Pawła szukali zbawienia w judaizmie zamiast w specjalnej łasce Boga (Jezusie), dlatego te słowa od Pawła usłyszeli.

 

Wyobraźmy sobie teraz, co by było, gdyby Dawid po przyjęciu łaski (usprawiedliwienia po grzechu z Batszebą) ubzdurał sobie, że odtąd może już bezkarnie grzeszyć z nowymi Batszebami, bo przecież „Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego, jego wiara policzona jest za sprawiedliwość”. Co by się z Dawidem stało, gdyby tak wykorzystywał okazaną mu wcześniej łaskę? Czy widać jasno, na czym polega groza przekręcenia myśli apostoła Pawła? Dlatego nie wolno rozciągać słów o usprawiedliwieniu pierwotnym na uczynki wymagane potem w Nowym Przymierzu. Paweł pisze wyżej o łasce pierwszego usprawiedliwienia, odrodzenia, a nie o zbawieniu w sensie otrzymania nieśmiertelności mimo grzeszenia z nowymi Batszebami. O tym, że w Nowym Przymierzu grzeszyć nie wolno, pod groźbą potępienia, Paweł wspomina w innych fragmentach Listu. Czytamy o tym już w 2:6-10. Sporo o tym jest w rozdziale 6. W Rz. 8:13 powiedziano jasno: „Jeśli bowiem żyjecie według ciała, umrzecie, ale jeśli Duchem uśmiercacie uczynki ciała, będziecie żyć” (Rz. 8:13). Należy też rozważyć rozdziały 12 i 13.

 

W Rz. 3 kwestia dotyczy tego, w jaki sposób obecnie poganie (i Żydzi) wchodzą do społeczności z Bogiem: przez Stare Przymierze (obrzezanie i sabaty) czy przez Nowe Przymierze? Dlatego w Rz. 3:9-10 Paweł pyta: Czy to błogosławieństwo, czyli pełne usprawiedliwienie, uwolnienie z niewoli grzechu i śmierci, jest tylko dla obrzezanych? Czy Bóg zbawia przez Stare Przymierze?

 

(9b) Mówimy bowiem, że wiara została policzona Abrahamowi za sprawiedliwość.

(10) Jak więc mu została policzona? Przed obrzezaniem, czy po obrzezaniu? Nie po obrzezaniu, ale przed obrzezaniem.

 

A więc tak jak Abraham nie potrzebował obrzezania, a mimo to stał się przyjacielem Boga, tak też obecnie nie jest potrzebne obrzezanie (w domyśle: i Stare Przymierze). Skoro bowiem Abraham mógł otrzymać usprawiedliwienie zanim się obrzezał, to znaczy, że i dziś Bóg nie potrzebuje czyjegoś obrzezania, by go usprawiedliwić. Obrzezanie nie było warunkiem usprawiedliwienia:

 

(11) I przyjął znak obrzezania jako pieczęć sprawiedliwości tej wiary, którą miał w nieobrzezaniu, aby był ojcem wszystkich wierzących w nieobrzezaniu, żeby i im została policzona sprawiedliwość,

 

Wszystko to Paweł pisze pod kątem błędu Żydów, którzy nauczali, że pojednanie z Bogiem jest przez obrzezanie. To tak jakby Dawid po grzechu z Batszebą mniemał, że nie potrzeba mu specjalnej łaski, bo wystarczą uczynki judaizmu (Starego Przymierza). W ten sposób negowano jedynozbawczą rolę Jezusa, Nowego Przymierza łaski.

 

Negowano dwa etapy nauki Pawła o zbawieniu: to, że do nowego narodzenia wystarcza wiara w naukę Jezusa oraz to, że do otrzymania nieśmiertelności wystarczają starania w posłuszeństwie Nowemu Przymierzu – przykazaniom Jezusa – w czym pomaga Duch Chrystusowy (bez konieczności przestrzegania całego Pięcioksięgu). Dlatego Paweł w Liście do Rzymian omawia te etapy kolejno.

 

Wracając do wiersza z 3:28:

 

Rozumiemy bowiem, że człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa.” (Rz. 3:28)

 

Luteranie tłumaczą słowa „bez czynów prawa” jako wszystkie przykazania. Nie tylko starozakonne, ale też nowozakonne i w takim sensie, że można do końca życia trwać w poważnych grzechach i mimo to być usprawiedliwiany. W ten sposób eliminują fakt, że dla ludu Nowego Przymierza Bóg dał nowe przykazania i że starania w ich przestrzeganiu są warunkiem korzystania z ofiary Jezusa. Nie bezbłędność jest warunkiem, ale starania, by w służbie Jezusowi robić postępy, a gdy zdarzą się błędy, by nie trwać w nich, tylko pokutować. Bóg ocenia te starania i w oparciu o to, czy Mu się podobamy poczytuje nam (lub nie) ofiarę Jezusa. Chodzi o to, że zbawienie jest przez ofiarę Jezusa, ale korzystanie z tej ofiary jest po pierwszym usprawiedliwieniu uwarunkowane tym, jak nasze postępowanie ocenia Bóg. Czy chcemy robić postępy w naśladowaniu Pana Jezusa? Czy wkładamy w to wysiłek i poświęcenie? Czy mając pomoc Ducha Świętego staramy się wykonywać przykazania Nowego Przymierza? Jeśli ktoś rozmyślnie trwa w poważnym grzechu, ofiara Jezusa nie obejmuje go. Jak widać, to że zbawienie jest z łaski (przez ofiarę Jezusa), nie przeczy temu, że można je utracić przez rozmyślne grzeszenie (skoro łaska, tzn. ofiara Jezusa, nie obejmuje takiego grzesznika). Jedynym ratunkiem jest prawdziwe nawrócenie. Niektórzy mylą nawrócenie z samym obrzydzeniem dla grzechu. Nawrócony to według nich taki wierzący, który trwa w grzechu, ale się go brzydzi. Tak nauczali gnostycy, których apostoł Jan nazywał antychrystami. Pismo naucza, że taki „nawrócony” zapiera się swej wiary uczynkami, dlatego wiara nie jest mu już poczytywana przez Boga. Odwrócenie się od grzechu nie polega na samym wstręcie do grzechu, ale też na walce z nim, by go nie czynić. Polega to np. na odcinaniu przyczyn grzechu. Gnostycy tak strasznie nienawidzili grzechu, że pokusę ujarzmiali przez uleganie jej. Nasyceni grzechem mieli go przez jakiś czas dosyć, więc ich nie nękał. Ich potępienie jest sprawiedliwe – napisał Paweł. Nauka Lutra prowadzi do tego samego, bo też i wywodzi się z neoplatońskiej mistyki nadreńskiej (panteista Eckhart i Jan Tauler).

 

Zestawmy wiersz 3:28 z innymi fragmentami Pawłowego nauczania.

 

Rz. 6:15-18, TBS

(15) Cóż więc? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod Prawem, ale pod łaską? Z pewnością nie!

(16) Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?

(17) Ale chwała niech będzie Bogu, że wy, którzy byliście niewolnikami grzechu, usłuchaliście z serca wzoru tej nauki, której się poddaliście.

(18) A będąc uwolnieni od grzechu, staliście się niewolnikami sprawiedliwości.

 

W 3:28 czytamy, że „człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa”, tu zaś Paweł jasno mówi, że jeśli odrodzeni poddadzą się na powrót grzechowi, będzie to „ku śmierci” (w. 16), co oznacza utratę zbawienia. Podobnie w Rz. 8:13:

 

Rz. 8:12-13, UBG

(12) Tak więc, bracia, jesteśmy dłużnikami, ale nie ciała, abyśmy mieli żyć według ciała.

(13) Jeśli bowiem żyjecie według ciała, UMRZECIE, ale jeśli Duchem uśmiercacie uczynki ciała, będziecie żyć.

 

Umrzecie, jeśli nie będziecie Duchem uśmiercać uczynków ciała. Co to znaczy uśmiercać Duchem uczynki ciała? „Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej” (Gal 5:16). A więc trzeba dać się prowadzić nauce Ducha (zapisanej w Nowym Testamencie) i ze wsparciem mocy Ducha odcinać przyczyny grzechu, grzeszne „członki” (Mat. 5:28-30; Kol. 3:5-8; 1 Kor. 9:27; Ef. 5:3; Gal. 5:24-25; 2 Tym. 2:22; Tyt. 2:12; 1 Ptr 1:14; 2:11; 4:2). O prowadzeniu przez Ducha mówi Gal. 5 i 6. Bycie prowadzonym przez Ducha oznacza bycie pod Prawem Chrystusa, bo w Gal. 6:2 mówi: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełniajcie prawo Chrystusa” („z miłości służcie jedni drugim”, 5:13). Jesteśmy prowadzeni przez Ducha, czyli przez naukę i moc Ducha (J. 6:63; 14:26; 1 Kor. 2:13). Zapisano ją w Nowym Testamencie (1 Kor. 14:37-38; 2 Tes. 2:15; J. 20:31). Kto chce i stara się postępować według Ducha (Gal. 5:25), według Jego nauki i mocy, ten nie jest już pod prawem Mojżeszowym (Gal. 5:18). Taki ktoś wydaje owoc Ducha (czyli owoc posłuszeństwa Duchowi i jedności z Nim): miłość, dobroć, itd. (Gal. 5:22). Kto natomiast woli słuchać ciała (tzn. złych skłonności), ten zbierze plon w postaci zniszczenia. Wybór jest taki: zniszczenie albo życie wieczne (Gal. 6:8).

 

 



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 5

środa, 11 stycznia 2017 11:42

 

Z nauki Eckharta i mistyki niemieckiej wynika żelazna logika: skoro człowiek jest jedno z bóstwem w tym sensie, że dno duszy człowieka jest bóstwem, to spełniając wolę dna duszy (boskiej iskry), spełnia się wolę bóstwa. Tak spełniana wola bóstwa jest dla Eckharta uczynkiem wewnętrznym. Gdy natomiast jakiś uczynek spełniany jest wbrew intuicyjnemu chceniu, a pod wpływem Pisma i bojaźni Bożej, to jest to dla Eckharta uczynek zewnętrzny. Oczywiście tylko uczynki wewnętrzne są właściwe, zdaniem Eckharta. O uczynkach zewnętrznych Eckhart głosił:

 

Bóg nie ma upodobania w chwale ziemskiej ani też w uczynku zewnętrznym, objętym czasem i przestrzenią” (Traktaty, str. 105)

 

...uczynki i czas są razem stracone, uczynki jako uczynki, czas jako czas. Powiem też dalej: Żaden uczynek nigdy jeszcze nie był dobry ani święty, ani błogosławiony” (Kazania i traktaty, str. 260)

 

Dlatego uczynki i czas zostają - jeden z drugim stracone; złe czy dobre, stracone są w takim samym stopniu, albowiem nie mają one żadnej ostoi w duchu ani nie mają bycia czy miejsca same w sobie, a Bog nie potrzebuje ich do niczego.” (Kazania i traktaty, str. 261)

 

Nasze uczynki w najmniejszym stopniu nie skłaniają Go [Boga] do dawania nam lub czynienia czegoś.” (Traktaty)

 

Sprawiedliwy niczego nie szuka przez uczynki, ci bowiem, ktorzy szukają czegoś z pomocą uczynkow albo tacy, ktorzy robią coś ze względu na jakieś ≫dlaczego≪, są sługami i najemnikami. Jeśli zatem chcesz się ukształtować i przekształcić w sprawiedliwości, nie dąż do niczego przez uczynki i żadnego ≫dlaczego≪ za cel sobie nie stawiaj” (Kazania, str. 263)

 

Wierzcie mi, że popełniane przez nas grzechy nie są grzechem, jeśli sprawiają nam ból.” (Eckhart, Traktaty)

 

Człowiek ma być wolny i panem swych czynów oraz nie doznawać w tym uszczerbku ani przymusu (Mistrz Eckhart, Kazania).

 

Porównajmy to ze słowami Lutra:

 

Bóg zobowiązuje cię tylko, abyś wierzył i wyznawał (wiarę). We wszystkich pozostałych rzeczach pozostawia ci swobodę jako panu i władcy, abyś robił, cokolwiek chcesz bez żadnego niebezpieczeństwa dla twojego sumienia” (Werke, Weimar ed., XII, s.131 nn – Cf. op. cit., s. 446).

 

Ale co z głosem sumienia (tzn. osądu rozumu)? Luter radzi:

 

więcej pić, uprawiać hazard, zabawiać się, a nawet popełnić jakiś grzech pomimo gniewu i nienawiści do diabła, aby uniemożliwić mu danie sposobności do niepokojenia naszych sumień jego sztuczkami” (M. Luther, „Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, Berlin, 1825-1828 – Cf. op.cit., s.199-200).

 

A więc zdaniem Lutra grzech jest lekiem na niepokój sumienia i sztuczki diabła. W takim właśnie sensie grzech służy do zbawienia. Dlatego gdzie indziej Luter napisał:

 

Teraz już nic nie może mu [wierzącemu] być przeszkodą w zbawieniu, przeciwnie, wszystko jest mu poddane i wszystko służy mu do zbawienia (...). Życie i śmierć, grzech i pobożność, dobre i złe rzeczy muszą spełniać tę służbę.” (Luter, O wolności chrześcijanina 15)

 

A zatem popełniane z premedytacją grzechy i złe rzeczy służą wierzącemu do zbawienia w takim sensie, że uniemozliwiają ponoć diabłu „danie sposobności do niepokojenia naszych sumień” – zdaniem Lutra. Podobną myśl dwa wieki wcześniej zapisał Eckhart:

 

A gdyby kto zrobił jaki fałszywy krok lub rzekł złe słowo, albo mu się przydarzył zły uczynek, wtedy Bóg, który od początku towarzyszył tej czynności, musiałby też wziąć na siebie i szkodę, ty zaś nie powinieneś żadną miarą zaniechać czynności. (...) Wierzcie mi, dla człowieka obdarzonego zdrowym rozsądkiem i rozumiejącego Boga takie cierpienie i przypadki [grzechów] stają się wielkim błogosławieństwem. Bo jak mówi św. Paweł, 'dobremu wszystko się obraca na dobre' (Rz 8, 28), a św. Augustyn dodaje: 'owszem, nawet grzechy'” (Eckhart, Traktaty)

 

Jeszcze Eckhart o uczynkach:

 

Dopóki bowiem do działania będzie cię pobudzało coś z zewnątrz, wszystkie takie uczynki będą naprawdę martwe; gdyby nawet sam Bog pobudzał cię do działania z zewnątrz [z kart Pisma Św. - J.], wszystkie one będą z całą pewnością martwe.” (Kazania, str. 264)

 

...a tak niech człowiek kroczy naprzód i się nie lęka, że może nie dość się zastanawiał, czy dobrze albo źle postępuje. (...) Dlatego trzeba się poddawać pierwszemu natchnieniu i iść naprzod – a wówczas dochodzi się, gdzie należy. Oto najwłaściwsza postawa.” (Kazanie 62)

 

Dwa ostatnie cytaty dobrze pokazują, skąd wzięła się w protestantyzmie nauka, by kierować się intuicją, odczuciami (które uznaje się za głos Ducha Świętego). Eckhart mówi: trzeba się poddawać pierwszemu natchnieniu (!) i nie zastanawiać się, czy dobrze, czy źle się postępuje. Chodzi po prostu o to, by kierować się rzekomo istniejącym w człowieku gnostyckim dnem duszy, boską iskrą, którą gnostycy zwą też duchem ukrytym w duszy.

 

I ponownie Luter o uczynkach. Cytaty z książki „Dr. M. Lutra rozprawa o wolności chrześcijanina” (wydane przez „Towarzystwo ewangelickie”, 1917, Cieszyn):

 

Uczynki same przez się są rzeczą martwą, nie mogą ani chwalić, ani czcić Boga, choćby nawet dla czci i chwały Bożej były wykonane.” (Luter, O wolności chrześcijanina 13)

 

Nie można bowiem czcić Boga inaczej, tylko uznając, że On jest bezwzględnie prawdziwy i dobry, jakim też w istocie jest. Wyrazem tego przekonania są nie dobre uczynki, lecz jedynie tylko serdeczna wiara i dlatego też tylko ona jest źródłem usprawiedliwienia człowieka i wypełnieniem zakonu.” (Luter, O wolności chrześcijanina 13)

 

Żaden czyn, żadne przykazanie nie może być warunkiem zbawienia, chrześcijanin wolny jest od wszelkich przykazań, a co czyni, to czyni w zupełnej wolności, nie aby wyciągnąć z tego jaką korzyść, choćby nią było nawet zbawienie.” (Luter, O wolności chrześcijanina 23)

 

Osobę czyni dobrą jedynie wiara, a znowu jedynie niewiara czyni ją złą. Zapewne w oczach ludzkich rozstrzygają o naszej dobroci albo złości nasze uczynki, to znaczy, one są zewnętrznym wyrazem naszej nabożności albo złości, jako Chrystus powiada: Z uczynków ich poznacie je (Mat. 7, 20). Jest to jednakże tylko rzecz zewnętrzna, pozór.” (Luter, O wolności chrześcijanina 24)

 

Widać więc, że Luter wie lepiej niż Jezus, czy uczynki odzwierciedlają pobożność, czy nie. Chrystus twierdzi, że „z uczynków ich poznacie ich”, Luter zaś temu przeczy, twierdząc, że uczynki to tylko rzecz zewnętrzna i pozór. W kolejnym cytacie depcze słowa Jezusa już całkiem otwarcie:

 

Zależnie od wiary albo niewiary człowieka są jego uczynki dobre albo złe; ale nie można uczynkami przezeń wykonanymi mierzyć jego wiary i pobożności(Luter, O wolności chrześcijanina 23)

 

[Człowiekiem] złym i potępionym czynią go nie dopiero złe jego czyny, lecz niewiara” (Luter, O wolności chrześcijanina 24)

 

Skoro człowiekiem złym i potępionym czynią nie dopiero złe czyny, tylko niewiara, to nikolaici i Jezebel z Tiatyry nie byli źli i Jezus ich nie potępiał (Obj. 2:21-23). Każdy, kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, zmuszony jest uznać, że nikolaici musieli nauczać o uczynkach tak jak Luter. Jezebel podawała się za prorokinię w Tiatyrskim zborze, nie mogła więc nauczać niewiary. Przeciwnie, musiała nauczać takiej wiary, która zbawia niezależnie od uczynków nierządu (Obj. 2:20). Tak właśnie nauczał Luter. Dlatego nie uznawał Księgi Objawienia za pismo kanoniczne, podobnie jak Listu Jakuba, Judy i Listu do Hebrajczyków. Jest całkowicie jasne, że każdy, kto wyznaje zbawienie wieczne niezależne od uczynków, wyznaje naukę nikolaitów i Jezebel z Tiatyry. Przeciw tej gnostyckiej nauce Jakub napisał: „Widzicie więc, że człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary” (Jak. 2:24). Chodzi w tych słowach o to, że po pierwszym usprawiedliwieniu Bóg ocenia, na ile chrześcijanin jest posłuszny wierze w naukę Jezusa, która zachęca go do dobrego postępowania. Zgodnie ze słowami: „I ja ciebie nie potępiam. Idź i już więcej nie grzesz (J. 8:11, UBG). „Nie grzesz więcej, aby nie przydarzyło ci się coś gorszego (J. 5:14, UBG). Jeśli poziom posłuszeństwa (starań, uczynków) jest zbyt niski, Bóg nie usprawiedliwia wierzącego z błędów, tylko go karze, aby się opamiętał. Dopiero gdy wierzący staje się posłuszny wierze na tyle, na ile trzeba (warunkiem nie jest bezbłędność, tylko staranie o bezbłędność i postęp), Bóg wysłuchuje modlitw i odpuszcza potknięcia. W takim właśnie sensie wtórnego usprawiedliwiania Jakub napisał przeciw gnostykom: „człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary”. Dlatego wyznanie luterańskie „tylko wiarą” jest gnostycką nauką nikolaitów i Jezebel. Trzeba bowiem rozumieć, i jest to udowodnione w Piśmie, że apostoł Paweł nauczał tak jak Jakub, iż posłuszeństwo wierze w uczynkach jest chwytaniem się życia wiecznego (1 Tym. 6:18-19), zaś uczynki nieposłuszeństwa są wyrazem zaparcia się wiary i Boga i skutkują śmiercią duchową, potępieniem wiecznym (1 Tym. 5:6-8; Tyt. 1:16; Gal. 6:7-9; Rzym. 6:19,22; 8:13), o ile człowiek się w porę nie nawróci. Uczynki są więc przez Boga traktowane jako życie wiary (Jak. 2:26 w kontekście 21). Wiara ze zbyt niskim poziomem posłusznych jej uczynków jest przez Boga uznawana za martwą (Jak. 2:20). Jeśli jednak człowiek stara się być wierze i miłości posłuszny, tak że walczy ze swymi złymi skłonnościami, przełamuje swoje niskie chęci i niechęci (1 Kor. 9:25-29), wtedy Bóg uznaje wiarę za doskonałą (Jak. 2:22), a Duch Chrystusa umacnia wierzącego w tej walce. W ten sposób chrześcijanin jest usprawiedliwiany, tak jak napisał Jakub: nie tylko przez wiarę, ale również przez uczynki posłuszeństwa wierze. Eliminowanie wagi uczynków przez gnostyckich nikolaitów, Jezebel, Eckharta i Lutra jest po prostu pchaniem ludzi w wieczne potępienie (Jana 5:29).

 

Według Lutra złe uczynki nie szkodzą życiu wiecznemu, ale za to szkodzą mu uczynki dobre:

 

"Słowem tem jest kazanie o Chrystusie, zawarte w Ewangelii, które powinno w ten sposób być głoszone, abyś w niem słyszał Boga mówiącego ci, że przed Jego obliczem tak twe życie, jak i tweuczynki żadnego nie mają znaczenia; pokładając w nich nadzieję, doznałbyś gorzkiego zawodu, albowiem udziałem twym stałoby się wieczne zniszczenie." (Luter, O wolności chrześcijanina 6)

 

Czy dobre uczynki wykonane są w tej błędnej myśli, jakoby one zdobyć nam mogły zbawienie lub stanowiły naszą pobożność, to tem samem już nie są dobrymi, lecz godnymi potępienia.” (Luter, O wolności chrześcijanina 25)

 

Skoro uczynki nie mają żadnego wpływu na zbawienie lub potępienie, to po co je spełniać? Luter roił to sobie tak:

 

Człowiek żyje na ziemi nie samotny, lecz wśród innych ludzi. Stosunki z nimi zmuszają go do wykonywania względem nich pewnych uczynków (...), chociaż żaden z tych uczynków nie jest konieczny do pobożności lub zbawienia.” (Luter, O wolności chrześcijanina 26)

 

Tak samo jak bliźni nasz cierpi może nędzę i potrzebuje tego, co nam zbywa, cierpieliśmy i my nędzę przed Bogiem i potrzebowali Jego łaski. Jako więc nam pomógł Bóg przez Chrystusa z łaski, tak i my nie inaczej będziemy pomagali bliźniemu ciałem i tego ciała uczynkami. (...) Przy wszystkiem jednakże należy wystrzegać się mniemania, jakoby przez uczynki te można stać się pobożnym lub osiągnąć zbawienie (Luter, O wolności chrześcijanina 27-28)

 

A zatem według Lutra uczynki miłości można spełniać tylko pod warunkiem, że wierzący zapiera się mniemania, że te uczynki są wyrazem pobożności i warunkiem zbawienia. W przeciwnym razie uczynki miłości już nie są dobrymi, lecz godnymi potępienia” i „pokładając w nich nadzieję, doznałbyś gorzkiego zawodu, albowiem udziałem twym stałoby się wieczne zniszczenie” (cyt. wyżej).

 

Albowiem wolny chrześcijanin mówi tak: Będę chętnie pościł, modlił się, czynił wszystko, co mi czynić nakazano, nie jak gdybym ja tego potrzebował, albo stał się przez to pobożnym i dostąpił zbawienia” (Luter, O wolności chrześcijanina 28)

 

W ten oto sposób hinduizm-neoplatonizm-gnostycyzm spenetrował nominalne chrześcijaństwo i wpływ ten rośnie, aż do pojawienia się Antychrysta. Dotyczy to nie tylko protestantyzmu. Przecież mistyka niemiecka z Eckhartem na czele powstała w łonie rzymskiego katolicyzmu, podobnie jak hezychazm w łonie Prawosławia, a ich źródłem są tacy neoplatonicy jak Pseudo-Dionizy Areopagita (V wiek), Eriugena, Amalryk z Bene i inni. Większości z nich nikt nie wyłączył z Kościoła, a ich pisma mogą być czytane do dziś. Hezychazm został oficjalnie uznany przez Prawosławie za prawowierny. Lecz Biblia niezmiennie istnieje, bo istnieje osobowy Bóg i prawda. Trzeba odrzucić pogańskie doktryny gnostyków i neoplatoników, obecne u Eckhartów, Taulerów, Lutrów, Kalwinów, a także u nowszych „autorytetów”, które obficie czerpią z tamtych. Trzeba prosić Boga o mądrość i zrozumienie i czytać Biblię jak człowiek, który stracił pamięć i musi pojąć Pismo na nowo. Tyle że już bez pomocy skażonych „autorytetów” i ich płatnych książek. Istnieją prawdziwe autorytety i ich pisma, to znaczy chrześcijanie pierwszych dwóch, trzech wieków, kiedy nie znano nauk o braku wolnej woli, lutersko-kalwińskiej predestynacji i zbawieniu niezależnym od uczynków. To znaczy znano te nauki, ale u gnostyków, których z tego powodu apostoł Jan nazywał antychrystami.

 

Jeszcze o „Mistrzu” Eckhartcie

 

Jak wcześniej wspomniano, Kościół rzymsko-katolicki potępił lub uznał za podejrzane 28 twierdzeń „Mistrza” Eckharta. Pierwsze trzy potępione twierdzenia mówią, że świat jest współwieczny z Bogiem (!). Oto większość pozostałych, wzięte z bulli papieża (tłumaczenie własne z j. ang.):

 

Piąty artykuł. Ponadto, osoba, która kogoś dyskredytuje, przez samo dyskredytowanie, to znaczy przez grzech dyskredytowania, chwali Boga; i im bardziej dyskredytuje i im poważniej grzeszy, tym bardziej chwali Boga.

 

Szósty artykuł. Ponadto, ktoś, kto bluźni Bogu, ten chwali Boga.

 

Siódmy artykuł. Ponadto, kto modli się o coś szczególnego, ten modli się źle i o zło, bo modli się o negację dobra i negację Boga i prosi, żeby Bóg mu odmówił.

 

Ósmy artykuł. Ci , którzy nie pragną dobytku, albo zaszczytów, albo zysku, albo wewnętrznego poświęcenia, albo świętości, albo nagrody, albo królestwa niebieskiego, ale wyrzekli się tego wszystkiego, nawet tego, co jest ich, ci ludzie oddają cześć Bogu.

 

Dziewiąty artykuł. Ostatnio rozważałem czy istniało coś, co bym wziął albo poprosił o to Boga. Powinienem myśleć o tym z troską, bo gdybym przyjmował coś od Boga, byłbym mu podległy lub niżej niego jak służący albo niewolnik i on w dawaniu byłby jak pan. Nie bylibyśmy więc w życiu wiecznym.

 

(...)

 

Dwunasty artykuł. Cokolwiek Pismo Święte mówi o Chrystusie, wszystko to jest też prawdą o każdym dobrym i boskim człowieku.

 

Trzynasty artykuł. Cokolwiek jest właściwe naturze Boskiej, wszystko to jest właściwe sprawiedliwemu i boskiemu człowiekowi. Z tego powodu człowiek ten wykonuje cokolwiek wykonuje Bóg i razem z Bogiem stworzył niebo i ziemię, i jest rodzicielem Słowa Wiecznego, i Bóg nie wiedziałby jak coś uczynić bez takiego człowieka.

 

Czternasty artykuł. Dobry człowiek powinien tak dostosować swą wolę do woli Bożej, że powinien chcieć tego, czegokolwiek chce Bóg. Jeśli Bóg w jakiś sposób chce, żebym zgrzeszył, to ja nie będę chciał nie popełnić grzechu; i to jest prawdziwa pokuta.

 

Piętnasty artykuł. Jeśli człowiek popełnił tysiąc śmiertelnych grzechów, to o ile taki człowiek był słusznie usposobiony, nie powinien chcieć, by nie zostały popełnione.

 

Szesnasty artykuł. Bóg właściwie nie nakazuje zewnętrznego działania.

 

Siedemnasty artykuł. Zewnętrzny uczynek nie jest właściwie dobry albo boski i Bóg go nie tworzy albo nie rodzi we właściwym sensie.

 

Osiemnasty artykuł. Zradzajmy owoc nie zewnętrznych uczynków, które nie sprawiają, że jesteśmy dobrzy, ale wewnętrznych uczynków, które sprawia i tworzy mieszkający w nas Ojciec.

 

Dziewiętnasty artykuł. Bóg miłuje dusze, nie zewnętrzną pracę.

 

(...)

 

Dwudziesty czwarty artykuł. Każde rozróżnienie jest Bogu obce, tak w naturze, jak w Osobach. Dowodem jest to, że sama natura jest jedna i jest tą jedną rzeczą, i każda Osoba jest jedną i tą samą rzeczą, którą jest natura.

 

(...)

 

Dwudziesty szósty artykułu. WSZYSTKIE stworzenia są jedną czystą nicością. Nie mówię, że one są czymś albo niczym, ale że one są czystą nicością.

 

Z dodatkowych dwóch twierdzeń Eckharta:

 

Drugi artykuł. Bóg nie jest ani dobry, ani lepszy, ani najlepszy; dlatego, gdy nazywam Boga dobrym, mówię tak samo niepoprawnie, jak gdybym miał nazwać białe czarnym.”

 

Współcześnie (1989 r.) prefekt Joseph Ratzinger wysłał do biskupów list zatytułowany „O niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej”, gdzie w przypisie 15 czytamy:

 

Mistrz Eckhart mówi o zanurzeniu się "w nieokreśloną głębię Boskości", która jest "ciemnością, w której światło Trójcy nigdy nie zabłysło". Por. Sermo "Ave gratia plena", na końcu; w: J. Quint, Deutsche Predigten und Traktate, Hanser 1955, 261.”

 

Profesor Tatarkiewicz w „Historii filozofii” pisze:

 

POGLĄDY ECKHARTA. 1. SPEKULACJE o BOGU i DUSZY. Spekulacje mające przygotować podłoże dla mistyki dotyczyły z natury rzeczy dwóch przedmiotów: Boga i duszy, których łączność była założeniem mistyki. Spekulacje te zaprowadziły Eckharta, jak tylu innych, na tory neoplatońskie. „Bóstwo" pojmował abstrakcyjnie, na wzór prajedni neoplatońskiej, nie nadając mu cech osobowości: osoby boskie były dlań tylko emanacją bóstwa, a jedynie pierwotne bezosobowe „bóstwo" stanowiło istotę Boga lub, jak mówił, Jego dno, źródło, korzeń, podstawę.

Wszystkie istoty wyłoniły się z bóstwa. Dlaczego? Bo bóstwo musi tworzyć, „upowszechniać się", na tym właśnie polega jego boskość. Proces powstawania świata z Boga jest więc procesem koniecznym, dokonywanym bez specjalnego aktu woli; tak rozumiał to neoplatonizm, tak też zostało u Eckharta.

Wszelki byt z Boga się wywodzi, jest boskiej natury. Wiodło to do panteizmu. Eckhart chciał jednakże panteizmu uniknąć. Wyjście znalazł - kosztem realności stworzenia; wszelki byt jest boskiej natury, ale nie stworzenie, bo ono nie jest realne. Mógł tedy twierdzić, że Bóg jest poza stworzeniem, mimo że wszelki byt jest boski. Świat materialny, cały czasowo-przestrzenny świat, jaki postrzegamy, jest „czystą nicością". Mistyczna spekulacja doprowadziła tedy Eckharta do immaterializmu.

Natomiast dusza ludzka jest realna, bo jej „dno" jest boskiej natury. Niektóre jej władze należą wprawdzie do stworzonego świata, ale „dno" jej jest boskie, nie stworzone. A o to właśnie chodziło Eckhartowi: wykazanie boskości duszy było celem jego spekulacji. Jeśli dno duszy jest identyczne z Bogiem, to dusza może oglądać Boga. Jest w tym dostateczna podstawa dla mistyki.

2. KONTEMPLACJA BOGA PRZEZ DUSZĘ. Wynik spekulacji Eckharta był taki: na dnie duszy jest sam Bóg i tam dusza może Go oglądać tak bezpośrednio, jak ogląda siebie. Możliwa jest więc kontemplacja mistyczna. Warunkiem jej jest tylko, by dusza: odwróciła się od rzeczy i skupiła w sobie, 2) odwróciła się nawet od swej przyrodzonej natury i skupiła się na swym „dnie", i 3) tam bezwolnie poddała się działaniu Boga. Nie przez czynne rozglądanie się poza sobą, lecz przez skoncentrowaną w sobie i bierną postawę osiągamy najdoskonalsze poznanie i możemy oglądać Boga.

Wynikiem zaś oglądania Boga jest to, że dusza upodabnia się do Boga. Człowiekowi niepotrzebne są już wówczas prawa moralne, bo jego życie wewnętrzne samo ku dobru zdąża. Jedynie tedy do życia wewnętrznego ta filozofia mistyczna przykładała wagę: poznanie i cnotę uzależniała od wewnętrznego skupienia i nie ceniła wiedzy o zewnętrznym świecie ani zewnętrznych dóbr i zewnętrznych czynów.

Panteistyczne utożsamienie Boga i duszy, idealistyczne rozumienie świata materialnego, mistyczne pojmowanie poznania i celu człowieka: wszystkie te idee były nienowe, ale rzadko znajdowały tak pełny wyraz jak u Eckharta.

NASTĘPCY ECKHARTA. l. Mistyczną swą naukę Eckhart głosił w kazaniach wobec mas. Wypowiadana przez natchnionego kaznodzieję i nie w szkolnym, łacińskim, lecz w ludowym, niemieckim języku, oddziałała i trafiła do ludu. Była jednym z objawów potężnego prądu mistycznej religijności, który przebiegł Europę środkową w XIV w., opanował szerokie masy ludności i wyładował się w różnorodnych sektach i związkach „wspólnego życia" i „przyjaciół Bożych".

Panteizm, uznający jedynie byt boski, i introspekcyjna postawa, wedle której byt ten można odnaleźć jedynie na dnie własnej duszy - i po Eckharcie pozostały właściwością niemieckiej mistyki. Ale jej przedstawiciele byli już nie tyle spekulatywnymi myślicielami, co praktykami-kaznodziejami: zwłaszcza dotyczy to bezpośrednich uczniów Eckharta, jak Jan Tauler ze Strasburga (1300- 1361) i ascetyczny Henryk Suso z Konstancji (1300- 1365), obaj z zakonu kaznodziejskiego. Spekulacje w duchu Eckharta snuł jeszcze nieznany autor Niemieckiej teologii (Eine deutsche Theologie), należący do frankfurckiego związku „przyjaciół Bożych"; dzieło jego, przez Lutra po raz pierwszy drukiem wydane, streszczało istotne myśli niemieckiej mistyki XIV w.

 

Widzimy więc, że system Eckharta był podobny do systemu Szymona Maga i gnostyków. Bogiem i początkiem nie był dla niego osobowy Bóg, tylko nieosobowa prajednia (u Szymona ogień). Według Eckharta w człowieku jest iskra, która nie tyle jest w jedności z Bogiem, ile jest Bogiem. Gnostycy twierdzili, że wprawdzie człowiek został stworzony przez archontów (z demiurgiem na czele), ale wyższe od demiurga bóstwo pierwotne wyemanowało ludzkiego ducha, boską iskrę, która jest ukryta w duszy. Dlatego człowiek składa się nie tylko ze stworzonych ciała i psychiki, ale także z niestworzonego elementu boskiego. Gnostyk odrzucał ciało i psychikę (rozumowanie i stąd działanie sumienia) jako rzeczy stworzone przez pomniejszego boga (demiurga), którego władzy nie uznawał. Gnostyk uznawał tylko bóstwo pierwotne, którego cząstkę ma – jak wierzył – w sobie w postaci ducha, iskry. Stąd uważał, że kierując się tym duchem spełnia boską wolę, nawet jeśli było to niezgodne z nauką Pana Jezusa zapisaną w Nowym Testamencie, a tym samym moralnie naganne (krzywdziło innych). Dla gnostyka osobowy JHWH był tylko dalszą emanacją bóstwa pierwotnego, które samo jedynie jest wieczne. Skoro więc zdaniem gnostyka JHWH (Demiurg) nie jest wieczny, nie jest początkiem wszystkiego i nie jest źródłem iskry boskiej (ducha), a jedynie ciała i psychiki, to działania ciała i psychiki nie mają znaczenia, a liczy się jedynie to, by kierować się boską iskrą (duchem) – emanacją bóstwa pierwotnego. Patrz hasło emanacja w PEF (http://peenef2.republika.pl/hasla/e/emanacja.html).

 

Tatarkiewicz stwierdza, że Eckhart był na torach neoplatonizmu. O Bogu w neoplatonizmie Józef Bocheński napisał:

 

Jest On absolutną jednością, jest najzupełniej nieokreślony, wskutek braku ograniczeń (apeiron) i jest początkiem (TO PRWTON) wszystkiego. Nawet myśli i woli nie wolno Bogu przypisywać, bo wymagają one jakiegoś rozdwojenia w Bogu. Bóg nie jest też osobą („Zarys historii filozofii”).

 

Jak poznaje się Boga w neoplatonizmie? Ten sam Bocheński stwierdził:

 

Narzędziem poznania nie jest doświadczenie i logika, ale intuicja, wsparta z reguły, według wierzeń filozofów, oświeceniem przez Bóstwo.”

 

Główną postacią neoplatonizmu był Plotyn.

 

Plotyn (ok. 203-270 n.e.) - (...) Bytem pierwszym i zarazem najdoskonalszym, który "wyemanował" z siebie wszystkie pozostałe, jest › prajednia, w której zjednoczone są idee Piękna, Dobra i Prawdy. Z niej wyłoniły się inne, coraz bardziej zależne i coraz mniej twórcze. Plotyn nazwał je › hipostazami, a wyróżnił ich trzy: › duch, › dusza i › materia [por. trójpodział gnostycki - J.]. Duch, pierwsza emanacja absolutu, to świat idei rozumianych po platońsku; jego emanacją był z kolei świat psychiczny czyli dusza świata, łącząca w sobie wszystkie dusze jednostkowe. Ostatnią hipostazą, najbardziej oddaloną od Jedni, stanowiącą kres emanacji, była nietwórcza już materia. Bytu najwyższego nie można poznać ani zmysłowo, ani nawet na drodze filozoficznej spekulacji. Jednak oczyszczona i natchniona dusza zdolna jest w stanie ekstatycznego zachwytu do bezpośredniej intuicji absolutu (› mistycyzm). Filozofia Plotyna stanowiła pomost łączący starożytną filozofię grecką z myślą chrześcijańską.” (Źródło: http://www.edupedia.pl/words/index/show/493790_slownik_filozoficzny-plotyn.html)

 

Wikipedia o neoplatonizmie:

 

Syntezę etyki neoplatońskiej dał Proklos w nauce o Erosie, Prawdzie i Wierze. Eros - miłość do wyższego bytu - przygotowuje do poznawania Prawdy, Prawda doprowadza duszę do Wiary, a Wiara kończy wszelkie poznanie: dusza staje się pochłonięta przez to, co najdoskonalsze i w tym stanie spoczywa w milczeniu. To jest kres wszelkiego wysiłku i wszelkiego poznania. (Wikipedia, hasło neoplatonizm)

 

W szkole ateńskiej neoplatońską mistykę rozwijał głównie Proklos, według którego najważniejsza jest Wiara, w której uspokaja się wszelka czynność poznawcza i następuje milczenie, mistyczne pochłonięcie przez to, co niepoznawalne a najdoskonalsze. Ten stan mistyczny stanowi cel i kres wszelkiego życia: umysłowego, moralnego, religijnego. Do neoplatońskiej mistyki nawiązywał mistycyzm późniejszych okresów, w tym Eckhart z Hochheim.” (http://portalwiedzy.onet.pl/67630,,,,neoplatonska_mistyka,haslo.html)

 

Według Proklosa ostatecznym celem duszy jest wiara stojąca rzekomo w sprzeczności z życiem umysłowym (rozum), moralnym (uczynki) i religijnym. Czyż nie podobnie nauczał Luter?

 

Ile słów trzeba jeszcze wytoczyć, by ludzie dobrej woli zrozumieli, że wszelka nauka przeciw uczynkom (i ludzkiej psychice oraz ciału) pochodzi z pogaństwa?

 

Hinduizm-neoplatonizm-gnostycyzm -> Pseudo-Dionizy -> Eckhart, Tauler i „Teologia niemiecka” -> Luter

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

 



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 4

niedziela, 01 stycznia 2017 18:28

 

Mistyka niemiecka a hinduizm i neoplatonizm

 

Jak sami luteranie przyznają, duchowość Taulera (a więc także Lutra) była „pod silnym wpływem myśli neoplatońskiej” i kształtowała się pod wpływem Eckharta. Z kolei o neoplatonizmie czytamy:

 

Analizując neoplatoński system filozoficzny, można znaleźć wiele powiązań pomiędzy dorobkiem Platona, filozofią hinduską i hinduizmem.” (Źródło: http://portalwiedzy.onet.pl/4570,,,,neoplatonski_system_filozoficzny,haslo.html)

 

Wikipedia o Eckhartcie:

 

XIX-wieczny filozof Schopenhauer był pod wpływem wczesnych przekładów Upaniszad [pismo religii hinduizmu – J.], które nazwał 'pociechą mego życia'. Schopenhauer porównał poglądy Eckharta do nauk indyjskich, chrześcijańskich i islamskich mistyków i ascetów:

'Jeśli odwrócimy się od form stworzonych przez zewnętrzne okoliczności i dojdziemy do źródła rzeczy, odkryjemy, że Sakyamuni i Mistrz Eckhart nauczają tego samego. Tyle że ten pierwszy wyrażał swe idee wyraźnie i konkretnie, podczas gdy Eckhart był zmuszony ubrać je w szatę chrześcijańskiego mitu i dostosować do niego swe sformułowania.'

Schopenhauer oświadczył również:

Budda, Eckhart i ja nauczamy zasadniczo tego samego.” (Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Meister_Eckhart)

 

Nie jest więc przypadkiem, że czasopismo Sai Ram, poświęcone hinduskiemu guru Sathya Sai Baba, ciepło wspomina Eckharta i jego naukę:

 

Kochani, idąc i szukając poprzez dzieje ludzkie, Odwiecznej Drogi Prawości (Sanatana Dharmy) należy wreszcie dotknąć przepięknej i jakże nam bliskiej ścieżki – chrześcijaństwa. (…) Mistycy głoszą, że czlowiek może, a nawet powinien nawiązywać bezpośredni kontakt i związek z Bogiem, odkrywać Jego obecność w sobie. Ten proces ma doprowadzić do przemiany i do zjednoczenia człowieka z Bogiem. Słowa jakie wypowiadali lub zapisywali, były często wypowiedziami natchnionymi i inspirowanymi boską mądrością. Takie poglądy nie zawsze były popularne i często mistycy byli napiętnowani przez współczesnych (…). Podobnie było ze średniowiecznym dominikaninem Mistrzem Eckhartem, który obecnie jest szanowany także przez niechrześcijan i nazywany „chrześcijańskim mistrzem Zen. (…) Znał pisma Eckharta także Marcin Luter. (…) Ja dowiedziałem się o Mistrzu Eckhartcie z pełnych szacunku wzmianek w pismach filozoficznych Swamiego Omkaranandy” (kwartalnik Sai Ram nr 26; http://www.sathyasai.org.pl/SaiRam/sairam26.pdf).

 

Następnie autor artykułu cytuje kilka fragmentów z pism Eckharta, po czym pisze: „Mam nadzieję, że te fragmenty zachęcą do studiowania dzieł Mistrza Eckharta”.

 

W tym samym czasopiśmie czytamy:

 

Człowiek chciałby dostąpić wizji Brahmy, tymczasem całkowicie ulega bhramie (iluzji). Jedność w wielości to Brahma, natomiast postrzeganie owej jedności jako wielość to bhrama [iluzja]. Człowiek nie widzi jedności Wszechrzeczy, ponieważ rozwinął intelekt, który nieustannie dokonuje podziałów. Takiej „inteligencji” należałoby się wstydzić. Człowiek powinien dążyć do rozpoznania jedności wszechrzeczy. To jest prawdziwa praktyka duchowa.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26).

 

Panteizm głosi, że wszystko jest Jednym, wszystko jest Bogiem. Skoro tak, to osobowe ego, czyli „ja”, zafałszowuje rzeczywistość, bo tworzy wrażenie oddzielenia zamiast Jedności. Skoro „ja”, intelekt tworzy wniosek „jestem odrębną osobą, a nie Bogiem-Kosmosem”, to znaczy, że „ja” stoi na drodze bycia Jednym, bycia w unii mistycznej z Bogiem-Kosmosem. W zjednoczeniu z wszechbóstwem przeszkadza intelekt, czyli rozum, który „dokonuje podziałów” (to znaczy wnioskuje, czego następstwem jest nasza świadomość, że istniejemy jako osoby oraz zdolność rozróżniania dobra i zła). Takiej inteligencji należałoby się wstydzić, naucza wyżej guru. Dla porównania, Luter głosił o rozumie:

 

Rozum to jest największa k...a diabelska; z natury swojej i sposobu bycia jest szkodliwą k...ą; jest prostytutką, prawdziwą k...ą diabelską, k...ą zeżartą przez świerzb i trąd, którą powinno się zdeptać nogami i zniszczyć ją i jej mądrość.” (https://pl.wikiquote.org/wiki/Marcin_Luter)

 

Dlatego hinduiści i neoplatonicy zalecają unicestwianie swego „ja”, intelektu, porzucenie opartej na nim woli. Ale jak to zrobić? Świadomość istnienia jako osoby trwa dopóty, dopóki człowiek rozumuje i pragnie (np. życia wiecznego). Aby unicestwiać swoje „ja” należy więc maksymalnie wygaszać swoje myśli i pragnienia, a także aktywność w działaniach. Chodzi tu o wszelkie myśli, pragnienia i działania, nie tylko te złe. Dlatego mistycy zakazują myśleć np. o nagrodzie Bożej. Podobnie Luter nauczał, że nie wolno spełniać uczynków z myślą o nagrodzie lub karze.

 

Wracając do czasopisma Sai Ram:

 

Ciało i umysł mają charakter negatywny (ujemny), jedynie atma jest pozytywna (dodatnia)”

 

Co to jest atma(n)?

 

Atman - (...) prawdziwa jaźń człowieka (...); jest ukrytym w człowieku fragmentem boskiej praprzyczyny (Źródło: http://inp.republika.pl/religie/religia8.doc)

 

Atman to dusza w swej czystej postaci, w odróżnieniu od uwikłanej w świecie duszy nazywanej terminem dźiwa [1]. (...) Według Upaniszad atman jest więc kluczem do wyzwolenia, jedyną drogą poznania Brahmana - prawdziwej rzeczywistości i najwyższej, transcendentnej zasady bytu. Poznanie atmana-brahmana jest możliwe przez wgląd w siebie, przy czym należy posłużyć się intuicją, by obejść przesłaniającego atmana osobowe, związane z bieżącą inkarnacją ego, które omamione mają ulega iluzji oddzielenia od Absolutu oraz od reszty istot.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Atman)

 

Mamy tu więc ukazane nauki, które głosi również gnostycyzm. Istnieje jakaś praprzyczyna, zwana Brahmanem (jednią, prajednią, absolutem), której cząstka istnieje w ludzkiej duszy, dlatego ów człowiek jest boski z natury (z wyłączeniem ciała i psychiki). Owa cząstka zwana jest atmanem (wyższą jaźnią, nadświadomością, duchem, iskrą boską w człowieku). Tę boską cząstkę przesłania rzekomo niższa dusza, czyli ludzkie „ja”, psychika, intelekt, a także ciało („ciało i umysł mają charakter negatywny”). Hinduizm zaleca więc, żeby obejść ludzką psychikę (szczególnie rozum) i kontaktować się ze swą boską jaźnią (atmanem) w sposób bezpośredni poprzez intuicję, jak czytamy wyżej (lub ekstazę wskutek medytacji, czyli wygaszania mózgu). Jeśli jednak człowiek kieruje się osobowym ego, tzn. własnym „ja”, rozumem, wiedzą (np. z Pisma Świętego), doświadczeniem i opartym na tym sumieniem, to oddziela się ponoć od wszechbóstwa (Brahmana, prajedni, absolutu) i tak odłącza się od szczęścia, zbawienia. Tak więc drogą zbawienia jest w hinduizmie łączenie się ze swym atmanem przez intuicję (kierowanie się „pierwszym natchnieniem”, jak napisał Eckhart), a z kolei atman jest jedno z Brahmanem (prajednią, absolutem). Uczynki, które spełniane są pod wpływem atmana (wyższej jaźni, ducha, nadświadomości, dna duszy), są dobre, nawet jeśli są złe moralnie, bo przecież to bóg w człowieku (Brahman w jedności z atmanem) miota nim jak ocean falą. Jeśli uczynki spełniane są w takiej unii z Bogiem-Kosmosem, wtedy nie podlegają prawu Karmy (reinkarnacja stosowna do uczynków z poprzednich wcieleń). Oznacza to zbawienie, bo wolność od prawa Karmy oznacza uwolnienie od kolejnych wcieleń. Zamiast inkarnacji w kolejne ciało hindus rzekomo wędruje do świata wyższego i stanu szczęśliwości. Jest wreszcie uwolniony od złej materii. Ten sam schemat istnieje w nauce Lutra. Ciało i psychika chrześcijanina nie podlegają docześnie odrodzeniu, odnowieniu i naprawie, a wszystko co się czyni z ciała i duszy jest złe. Dlatego trzeba unicestwiać swoje „ja” i kierować się Duchem Chrystusowym (rozumianym na spobób Lutra), a nie rozumem opartym na przykazaniach i działającym w bojaźni Bożej (tak jakby była to sprzeczność). Chrystus jednoczy się z nami do tego stopnia, że nasze uczynki nie są naszymi, gdyż to nie my wydajemy owoc – twierdzi Luter. Nie ponosimy rzekomo odpowiedzialności za złe uczynki, bo Bóg działa wszystko we wszystkich, a Chrystus udziela nam swej świętości, tak że jesteśmy święci, choćbyśmy popełniali tysiąc morderstw i cudzołóstw dziennie. Unia z Chrystusem uwalnia nas zdaniem Lutra od Bożego Prawa moralnego w tym sensie, że to Prawo nie może nas już potępić (podobnie jak prawo Karmy w hinduizmie). Tak oto zbawienie jest „tylko wiarą” rozumianą jako ufność w to zbawienie przez unię mistyczną niezależnie od uczynków. Natomiast nauka apostolska mówi, że zbawienie jest przez wiarę rozumianą jako pielęgnowanie w sobie przekonania, że cała nauka Jezusa Chrystusa jest prawdą i trzeba ją wypełniać myślami, słowami i uczynkami na tyle, na ile potrafimy, a więc z całego serca, z całej duszy. W tych staraniach pomaga nam jedność z Duchem Chrystusa, abyśmy gdy trzeba, mogli nawet chodzić po morzu, by czynić dobro, miłość. Ponieważ jednak nasza wola jest z daru Bożego wolna, dlatego nie jesteśmy bezbłędni. I tu aktywny jest drugi aspekt działania Pana, mianowicie arcykapłański. Pan Jezus wstawia się za nami, ale dotyczy to tylko tych, którzy starają się wypełniać Jego zapisane w Nowym Testamencie przykazania albo właśnie podjęli taką decyzję (nawrócenie, upamiętanie).

 

Pewien wyznawca hinduizmu i Sai Baby pisze w swoim świadectwie:

 

Swami uczy, że wszyscy jesteście Bogiem. Ta nauka w hinduizmie jest od zawsze, ale dla nas, ludzi z Zachodu, jest szokująca. Od dziecka wiemy, że Bóg jest gdzieś daleko, a my małe robaczki, jak coś zrobimy dobrego, to pójdziemy do nieba, a jak coś zlego, to do piekła. A Swami mówi: - Nie, nie, nie. Ty jesteś Bogiem i sam możesz zdecydować, czy chcesz to urzeczywistnić, czy nie. On mówi, że tak naprawdę istnieje tylko jedność. Postrzeganie wielości jest iluzją. Jak ocean i fale. Wszystkie fale to pojedyncze osoby. Przychodzą i odchodzą. Ocean to Bóg. Jest jeden. Czy możemy powiedzieć, że fala jest czymś innym niż ocean? Nie. Fale są oceanem. Ale fala myśli, że jest falą, że jest oddzielna, że jest czymś innym niż ocean. Ponieważ większość tak sądzi, postrzega inne fale również jako pojedyncze i robi się wielość. Ale w chwili gdy fala uświadomi sobie: O, jestem wodą! - będzie wiedziała, że jest całym oceanem. To jest nauka filozofii niedwoistości” (kwartalnik Sai Ram nr 26).

 

Tak jak fala jest wodą, tak wyższa świadomość w człowieku jest bogiem – naucza hinduizm. Wiele fal, lecz jedna woda. Wiele bytów, lecz jeden absolut. Jest to panteizm. Tak też nauczał neoplatonizm i gnostycyzm. Według nich drogą zbawienia jest odnalezienie w sobie wyższego ja, ducha, iskry boskiej, czyli świadomości, że jest się bóstwem („w chwili gdy fala uświadomi sobie: O, jestem wodą! - będzie wiedziała, że jest całym oceanem”). Wtedy już można czynić, co się chce, bo chcenie wyższego ja (atmana, dna duszy, gnostyckiego ducha) wypływa z bóstwa (Brahmana w hinduizmie, logosu w neoplatonizmie, duchowego „chrystusa” w gnostycyzmie). Przecież to nie fala decyduje, gdzie zostanie rzucona. Decyduje ocean, woda, nurt. Ludzie skażeni neoplatonizmem i mistyką niemiecką głoszą, że nie trzeba nic robić, wystarczy tylko płynąć z prądem Ducha. Nie należy się wysilać, przełamywać, poświęcać, tylko bazować na wewnętrznej chęci lub niechęci, która jest rzekomo wolą Ducha. Źródłem tego jest pogaństwo. Tymczasem Duch Jezusa jasno objawia przez Pismo Święte, co należy robić i na ile trzeba się starać i poświęcać. Tak więc Duch kieruje człowiekiem, ale nie miota nim jak lalkarz marionetką albo ocean falą. Nauka o byciu jak fala albo płynięciu z prądem pochodzi z hinduizmu, neoplatonizmu, gnostycyzmu. Gdy dobry kierownik daje pracownikowi instrukcje, co i jak należy robić, a jednocześnie informuje o konsekwencjach wywiązywania lub nie wywiązywania się z obowiązków, to znaczy, że kieruje podwładnym, ale nim nie steruje. Nasz Pan zlecił nam, byśmy zmieniali się w duchu naszego umysłu na Jego obraz i naśladowali Go w naszych czynach. Wola kierownika nie jest wolą pracownika w sensie fali miotanej przez ocean. Wola Pana staje się wolą posłusznego ucznia w takim sensie, że wola ucznia staje się obrazem i podobieństwem woli Pana. Czym innym są dwie wole, z których jedna dobrowolnie jednoczy się z drugą, a czym innym jedna wola, która wyłącza działanie drugiej, żeby kimś sterować jak robotem. Bóg nie jest sterowany i nie chce by Jego dziecko (człowiek) był bezwolny jak robot. Nie byłby wówczas obrazem i podobieństwem Ojca. Stąd istnienie w Biblii takich określeń, jak dobra wola, posłuszeństwo, naśladować, podobać się Bogu, szczerość miłości itp. Oraz takich, jak zaprzeć się wiary itp.

 

Ciąg dalszy świadectwa hinduisty:

 

Wziąłem książki o niedwoistości, Upaniszady, różne nauki wielkich mistrzów i zacząłem czytać. Powtarzałem sobie - ja jestem Bogiem. Wiem, że jestem Bogiem. Przekonywałem siebie, że jestem Bogiem, jestem Bogiem.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26).

 

Problem w tym, że guru też był „Bogiem”.

 

Weszliśmy do środka, usiadłem naprzeciw Baby [Sai Baby - guru]. Zapytał: - Kim jesteś? - Jestem Bogiem - odpowiedziałem. - O nie, nie, nie. Ja jestem Bogiem, a ty jesteś Moim dzieckiem - stwierdził, chcąc mnie poprawić. A ja na to: - Nie, Swami, ja jestem Bogiem, a Ty, Swami, jesteś iluzją. - Nie, nie - powiedział i wykonał ruch, jakby chciał uciec z krzesła. Przerażony siadł ponownie i zadawał mi pytania. Nie pamiętam tych pytań, ale każda odpowiedź była zła. Stworzylem taką konstrukcję umysłową: jestem Bogiem. Ostatnie pytanie Swamiego brzmiało: - Gdzie jest Bóg? - Wszędzie - powiedziałem i byłem pewien, że odpowiedziałem dobrze. Swami pochylił się nade mną i wykręcił mi policzek. Kiedy Swami cię dotyka, to nie jest poklepanie. Swami ma moc, więc kiedy wykręcił mi policzek, to moja konstrukcja filozoficzno-mentalna zaczęła się trząść.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26)

 

W barbarzyńskim dążeniu do tego, kto jest bardziej Bogiem, musi dochodzić do takich spięć. Dopiero po ręcznej nauce stało się jasne, kto tu jest „Bogiem” bardziej. Po jakimś czasie guru jednak przyznał:

 

Ty jesteś Bogiem i ja jestem Bogiem, ale dopóki tego w pełni nie urzeczywistnisz, w pełni nie poczujesz, nie mów takich rzeczy.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26)

 

Tak oto „absolut” dogadał się sam ze sobą w osobach guru i ucznia. Z użyciem rękoczynów.

 

I właśnie z hinduizmu czerpał tzw. Mistrz Eckhart, który zapoczątkował mistykę niemiecką i przygotował grunt dla zwiedzenia Lutra.

 

Niektórzy brahmini, stoicy, manichejczycy, pryscylianie uczyli, że dusze ludzkie mają wypływać wprost z „Substancji Bożej” i, będąc cząstką Bóstwa, wchodzić w ciała na czas historii ziemskiej, by potem powrócić do Bóstwa i stopić się z nim całkowicie (nauka odrzucona: DH 455-456, 459; BF V, 2-3; DH 685, 3024). Naukę tę podejmują też często różne odmiany panteizmu, np. Mistrz Eckhart” /Cz. S. Bartnik, Dogmatyka Katolicka, t. 1, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 2000, s. 436.” (Liszka - Panteizm)

 

Encyklopedia WIEM:

 

Eckhart z Hochheim (1260-1327), filozof niemiecki twórca neoplatońskiej mistyki niemieckiej. (...) Bóg jest wg niego pełnią istnienia, jest wszędzie i zarazem jest wszystkim, jak bezgraniczna sfera kulista mająca wszędzie swoje centrum, ale całkowicie pozbawiona powierzchni. Egzystencja (istnienie) rzeczy pokrywa się z istnieniem Boga a proces stwarzania dokonuje się ustawicznie, a zatem jest wieczny.

Dusza ludzka istnieje istnieniem Boga, poprzez poznanie i miłość. Poznanie i wiedza zapewniają duszy ukojenie. Nad poznaniem zaś góruje miłość, kierująca człowieka bezpośrednio do celu - Boga i łącząca go z nim w jedności natury.

Podobnie jak dusza, wola ludzka jest identyczna z wolą bożą i człowiek, który posiada tego świadomość, jest wolny od wszelkich przepisów moralnych. Wszystko, bowiem co zrobi, będzie dobre jako zgodne z wolą Bożą.

Współzależność Boga i człowieka jest niezależna od narzuconej moralności czy religii, gdyż ma charakter bezpośredni. Bóg objawia się człowiekowi na swój sposób i poucza go indywidualnie, stąd też każdy jest sam dla siebie rzecznikiem i sędzią swojej moralności.

(...)

Poglądy Eckharta znalazły wyraz w niemieckiej mistyce ludowej i w społecznych nurtach nadchodzącej reformacji. Przyczyniły się m.in. do zniesienia spowiedzi konfesyjnej w kościele zreformowanym.” (http://portalwiedzy.onet.pl/5582,,,,eckhart_z_hochheim,haslo.html)

 

Kościół rzymsko-katolicki dostrzegł zagrożenie, dlatego 28 twierdzeń Eckharta zostało potępionych lub uznanych za podejrzane przez papieża Jana XXII (XIV wiek).

 

Eckhart uważał za swego mistrza Pseudo-Dionizego Areopagitę (V wiek), który był neoplatonikiem. W poniższym fragmencie nazwał go świetlanym Dionizym. Przy okazji fragment ten pokazuje, jak obaj rozumieli Boga.

 

Eckhart pisał:

 

[Apostoł Paweł] ujrzał Nicość: był to Bóg. On jest Niczym, a jednocześnie Czymś. To, co jest Czymś, jest zarazem Niczym. Stąd świetlany Dionizy, gdy pisze o Nim, mówi: jest On Nad-bytem, Nadżyciem i Nad-światłem.” (Mistrz Eckhart, Kazania, 397 i 400; za: Wiesław Szymona - Poznanie Boga w mistyce spekulatywnej Mistrza Eckharta)

 

A oto, jak ten „świetlany Dionizy” opisywał Boga:

 

Wznosząc naszą mowę jeszcze wyżej, mówimy: Bóg nie jest ani duszą, ani intelligencyą; nie ma ani wyobraźni, ani mniemania, ani rozumu, ani pojmowania; on nie jest ani słowem, ani myślą: nie może być ani nazwany, ani pojęty: nie jest ani liczbą, ani porządkiem; wielkością ani małością, równością ani nierównością, podobieństwern ani niepodobieństwem. Nie jest nieruchomym, ani nie porusza się, ani nie spoczywa. Nie ma mocy, nie jest potęgą, ani światłem.

Nie żyje, ani nie jest życiem. Nie jest ani substancyą. ani wiecznością, ani czasem. Nie ma w nim percepcyi. Nie jest ani nauką, ani prawdą, ani panowaniem, ani mądrością; nie jest ani jeden, ani jednością, ani bóstwem, ani dobrocią. Nie jest duchem, o tyle, o ile znamy duchów; nie jest synostwem, ani ojcostwem; ani żadna rzeczą, która mogłaby być przez nas albo przez drugich pojętą, On nie jest niczem z tego, co nie jest, niczem nawet z tego, co jest.” (Pseudo-Dionizy, O teologii mistycznej)

 

Autora tych słów Eckhart uważał za swego mistrza i nazywał świetlistym Dionizym. Jako uczeń swego mistrza, Eckhart pisał:

 

Dodam jeszcze: 'Bóg jest bytem' – i to nie będzie prawdą, gdyż On jest bytem transcendentnym i ponadistotową Nicością” (Eckhart, Kazania, str. 450)

 

A jeśli nie jest On ani dobrocią, ani bytem, ani prawdą, ani jednym, czymże zatem jest? – Nicością” (Eckhart, Kazania, str. 198)

 

Na temat jedności z Bogiem Eckhart głosił:

 

Dusza nie staje się „zjednoczona” z Bogiem, lecz „jedno” z Nim. Pozwólcie, że posłużę się tu następującym porównaniem: kiedy beczkę napełni się wodą, jest ona z nią złączona, ale nie stanowi jednego, bo to, co jest wodą, nie jest drewnem, a to, co jest drewnem, nie jest wodą. Weźcie drewno i rzućcie na środek wody: i wtedy będzie z nią tylko złączone, ale nie będzie tworzyć z nią jednego. Inaczej dzieje się z duszą. Staje się ona jednym z Bogiem, a nie – zjednoczona (…). Przytoczę z Ewangelii krotką wypowiedź Pana: „Ojcze, proszę Cię, niech się staną z Nami jedno, tak jak Ja i Ty stanowimy jedno” (por. J 17,21). A oto inne słowa Pana, wzięte rownież z Ewangelii: „Gdzie Ja będę, tam będzie również Moj sługa” (J 12,26) – w takiej samej pełni, nic nie mniej, dusza się staje jestestwem, którym jest Bóg.” (Kazanie 64)

 

I ten właśnie Eckhart był początkiem mistyki nadreńskiej, zwanej też mistyką niemiecką, która ukształtowała myśl Lutra.

 

Uczeń Eckharta, Jan Tauler pisał:

 

Kto chce znaleźć to Królestwo, to jest Boga z całym Jego bogactwem, w Jego własnej istocie i naturze, ten musi Go szukać tam, gdzie On się znajduje, a mianowicie w najbardziej wewnętrznej głębi duszy, tam, gdzie Bóg znacznie bliższy jest duszy i daleko bardziej w niej obecny niż ona sama w sobie. (…) Obraz wyciśniety na drachmie powinien byc czysty. Nie znaczy to tylko, że dusza jest ukształtowana na wzór Boga; mamy tu ten sam obraz, którym On jest w swojej własnej, czystej, boskiej istocie. Tutaj, w tym obrazie, Bóg żyje, poznaje i rozkoszuje się sobą. Żyje, mieszka i działa w duszy. Tutaj dusza staje się podobna do Boga, równa Mu, boska. Staje sie przez łaskę tym wszystkim, czym Bóg jest z natury, sciśle z Nim zjednoczona, zatopiona, ku Niemu ponad siebie samą wyniesiona. Staje się tak podobna do Boga, że gdyby mogła ujrzeć siebie samą, za Niego by się uznała.” (Tauler, Kazanie 37)

 

Wąż w Raju kusił: będziecie jako bogowie.

 

Dla porównania streśćmy to, czego nauczał hinduski braminizm:

 

Zależność między brahmanem a atmanem:

Brahman- pierwsza zasada i praprzyczyna wszelkiego istnienia, bezosobowa, niepodzielna, stwarzająca świat potęga, jest zawieszona poza dobrem i złem; można ją pojąć jedynie przez ekstatyczne wizje [w innym miejscu czytamy: „brahman – 1. (sanskr. absolutne ja, dusza świata) boska praprzyczyna istnienia świata i zarazem cel życia człowieka, absolut, jednia” - J.]

Atman (sanskr. oddech, tchnienie) – prawdziwa jaźń człowieka, nośnik świadomości i sił życiowych, dusza człowieka; jest ukrytym w człowieku fragmentem boskiej praprzyczyny – stąd wywnioskowano wkrótce, że atman jest zasadą rządzącą nie tylko człowiekiem, ale i całym światem.

Teza o identyczności brahmana (duszy świata) i atmana (duszy człowieka) – wiedzy tej można doświadczyć jedynie w mistycznej ekstazie. Kto to zrozumiał, odnalazł mokszę, czyli zbawienie i wyzwolił się od wszelkiego pożądania.

Nie ma stawania się, jest tylko bycie tzn. że dusze są już zbawione od wieczności, tylko ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. [podobnie w predestynacji protestanckiej – J.](Źródło: http://inp.republika.pl/religie/religia8.doc)

 

Czy widać wyżej jakąś rolę uczynków w zachowaniu zbawienia? Nie.

 

Jak wyżej ukazano, kolejność duchowego dziedziczenia jest taka:

 

Hinduizm-neoplatonizm-gnostycyzm -> Eckhart i Tauler -> Luter

 

Kto chce lepiej zrozumieć istotę i pochodzenie mistyki niemieckiej, to w co wierzyli dominikanie Eckhart i Tauler, powinien poznać poglądy mistyka i mnicha Willigisa Jägera, który jest jakby dzisiejszym (na miarę czasów) odpowiednikiem Eckharta: https://pl.wikipedia.org/wiki/Willigis_J%C3%A4ger

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 5

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

 



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 3

niedziela, 01 stycznia 2017 18:23

 

Mistyka nadreńska - inspiracja Marcina Lutra

 

Luter był Niemcem. W Niemczech też poprzedziła go tzw. mistyka nadreńska zwana mistyką niemiecką.

 

Encyklopedia WIEM:

 

Niemiecka mistyka ludowa, prąd mistycznej religijności, który zapoczątkowany został w Niemczech przez J. Eckharta i ogarnął Europę Środkową w XIV w. Objąwszy szerokie masy ludności, stał się podstawą wielu związków wyznaniowych, znanych pod nazwami Wspólnego Życia i Przyjaciół Bożych.

Istotą doktryny niemieckiej mistyki ludowej był panteizm, uznający jedynie byt boski i postawę introspekcyjną, wg której ten byt można odnaleźć jedynie na dnie własnej duszy. Przedstawiciele niemieckiej mistyki ludowej byli nie tyle teoretykami, ile praktykami-kaznodziejami, jak J. Tauler ze Strasburga i H. Suso z Konstancji (1300-1365), obaj z zakonu kaznodziejskiego. Teologia niemieckiej mistyki ludowej została wyłożona w dziele nieznanego autora, należącego do frankfurckiego Związku Przyjaciół Bożych (Eine deutsche Theologie).

Po raz pierwszy zostało wydane drukiem dopiero przez M. Lutra, stając się inspiracją, podobnie jak poglądy J. Eckharta, dla reformacji luterańskiej i kalwińskiej.” (http://portalwiedzy.onet.pl/69279,,,,niemiecka_mistyka_ludowa,haslo.html)

 

Trzeba przypomnieć, że panteizm to pogląd, że Bóg jest tożsamy ze stworzeniem, kosmosem, że wszystko jest Bogiem. Taki Bóg-Kosmos nie ma początku ani końca, a we wszystkim jest obecna jego nieosobowa dusza, zwana też duszą świata (w hinduizmie Brahman). Jej cząstka jest rzekomo ukryta w duszy ludzkiej. Dlatego mistyka niemiecka szukała Boga na dnie duszy człowieka i głosiła, że „wola ludzka jest identyczna z wolą bożą i człowiek, który posiada tego świadomość, jest wolny od wszelkich przepisów moralnych” (Encyklopedia WIEM, hasło Eckhart). Myśli Eckharta i Taulera zostały wyłożone w dziełku pt. „Teologia niemiecka”. Jaki to ma związek z Lutrem? Otóż Marcin Luter wydał „Teologię niemiecką” drukiem. W przedmowie do wydania z 1518 r. Luter napisał:

 

Ta szlachetna książeczka bowiem, jak jest uboga i nieujmująca co do słów i ludzkiej mądrości, tak jest w tym samym stopniu i jeszcze bardziej bogata i drogocenna co do wiedzy i bożej mądrości. Tak że stosownie do mojej starej głupoty szczycę się tym, iż obok Biblii i Augustyna nie przytrafiła mi się żadna książka, z której nauczyłem się więcej i wciąż chcę się uczyć, czym jest Bóg, Chrystus, człowiek i wszystkie rzeczy. (...) Dziękuję Bogu, że w języku niemieckim Boga mego słyszę i odnajduję w taki sposób, w jaki ja, a wraz ze mną oni[8], nie odnaleźliśmy go dotąd ani w języku łacińskim, greckim, ani hebrajskim. Niech Bóg sprawi, że więcej takich książek ujrzy światło dzienne, a przekonamy się, że niemieccy teolodzy są bez wątpienia najlepszymi teologiami.” (doktor Marcin Luter).

 

Rzecz w tym, że ta zachwalana przez Lutra książeczka głosi Boga panteistycznego. Czyżby Luter o tym nie wiedział? Jak mógłby nie wiedzieć, skoro książeczka zawiera takie oto zdania:

 

Zobacz, gdyby więc Bóg był czymś, tym albo tamtym, to nie byłby wszystkim i ponad wszystkim, tak jak jest, i w ten sposób nie byłby prawdziwą doskonałością. (…) Dlatego gdyby Bóg jako ten, który jest dobry, był tym dobrem lub tamtym dobrem, nie byłby wszelkim dobrem i ponad wszelkie dobro, a w ten sposób nie byłby dobrem niezłożonym i doskonałym, którym przecież jest” („Teologia niemiecka”, rozdz. 32).

 

Pismo Święte objawia Boga osobowego, który mieszka w niebie. Na przekór temu autor „Teologii niemieckiej” zaprzecza, że Bóg jest „tym albo tamtym”, twierdzi natomiast, że Bóg jest wszystkim. Biblia naucza, że Bóg jest konkretnym osobowym Dobrem, Miłością. Autor „Teologii niemieckiej” przeczy temu, głosząc, że Bóg NIE jest tym lub tamtym dobrem, tylko wszelkim dobrem. Twierdzi tym samym, że Bóg nie jest Dobrem w sensie osobowym. Panteistycznego, bezosobowego Boga potwierdzają następne cytaty:

 

(...) Bóg i prawdziwe światło pozostaje bez jakiejkolwiek jaźni i sobności [tzn. indywidualności] (...)” („T. n.”, 40)

 

A kogo zaspokaja coś, co jest tym albo tamtym, tego Bóg nie zaspokaja; kogo natomiast zaspokaja Bóg, tego zaspokaja nic i wszystko, które nie jest ani tym, ani tamtym, i jest wszystkim. Gdyż Bóg jest jednem i musi być jednem, oraz jest wszystkim i musi być wszystkim. (...) A dla kogo wszystko nie jest jednym, a jedno wszystkim, oraz dla kogo „coś” i „nic” nie jest jednym i tym samym, tego Bóg nie może zaspokoić.” („T. n.”, 46)

 

Według „Teologii niemieckiej” Bóg może być osobą tylko w stworzeniu:

 

(...) Bóg jest światłem i poznaniem (…). Zauważcie, gdzie więc to poznanie i światło jest czynne w stworzeniach, tam rozpoznaje się i uczy[142], czym jest; jest zaś dobrem i dlatego nie jest ani tym, ani tamtym[143]. (…) Nic więc nie może być nigdy zdziałane i sprawiane[145] bez udziału stworzeń, gdyż w Bogu bez stworzeń wszystko jest niczym innym niż jednym istnieniem i początkiem, nie zaś działaniem. Gdzie jednak owo jedno, które jest przecież tym wszystkim, przyjmuje kształt[146] jakiegoś stworzenia i ma nad nim władzę, i się z nim scala i wydaje się, że może się tam rozpoznać w tym, co jemu właściwe” („T. n.”, 32).

 

I dlatego Bóg nie miłuje siebie jako siebie samego, ale jako dobro. (...) Jaźń i sobność [tzn. indywidualność] jest bowiem zupełnie oddzielona od Boga i nie przysługuje mu, z wyjątkiem tego, że jest mu konieczna do osobowego bycia. Spójrz, tak powinno być i zaprawdę jest w bożym, czyli prawdziwym, przebóstwionym człowieku („T. n.”, 32).

 

Trzeba też pamiętać, że o ile Bóg jest Bogiem, o tyle nie może pojawić się w nim ani przykrość, ani smutek, ani niezadowolenie, choć Bóg przecież smuci się z powodu grzechu człowieka. Tak więc nie może się to wydarzyć w Bogu bez udziału stworzeń. A więc musi się to wydarzyć, gdy Bóg jest człowiekiem, czyli w przebóstwionym człowieku.” („T. n.”, 37)

 

Sens: Bóg jest bezosobowy, a jeśli się smuci, to tylko w sensie, że smuci się człowiek przebóstwiony, czyli taki, w którym ten bezosobowy Bóg stał się osobą. Gdy Bóg-Kosmos stanie się już osobą w człowieku przebóstwionym, wówczas wola człowieka ma zostać zastąpiona przez wolę uosobionego bóstwa:

 

Wieczna wola, która jest w Bogu w sposób źródłowy i istotowy, i bez żadnych działań, i bez urzeczywistnienia, ta sama wola w człowieku i w stworzeniu jest urzeczywistniona i chcąca. (...) Dlatego stworzenie powinno istnieć i Bóg chce je mieć, żeby wola, która w Bogu jest i musi być pozbawiona działania, miała i urzeczywistniała w nim swoje działanie. (...) Dlatego nie stworzenie powinno chcieć za pomocą owej stworzonej woli, lecz to Bóg ma i chce w rzeczywisty sposób chcieć za pomocą woli, która jest w człowieku, a przecież należy do Boga. I gdzie w jakimś człowieku byłoby tak w sposób przeczysty i zupełny, tam nie człowiek by chciał, lecz Bóg, i tam wola [człowieka] nie byłaby własną wolą („T. n.”, 51)

 

Czym więc jest zjednoczenie [z Bogiem – J.]? Niczym innym niż tym, że (...) w ogóle jest się pozbawionym woli, a więc że stworzona wola jest zanurzona w wiecznej woli i w niej roztopiona i unicestwiona, tak że tam tylko sama wieczna wola chce działać i na coś przyzwalać.” („T. n.”, 27)

 

A zatem w celu uosobienia w sobie Boga-Kosmosu (stania się Bogiem), trzeba odrzucać własną rozumną wolę. Dopiero wówczas bezosobowa boska Dusza Kosmosu może przejąć kontrolę nad człowiekiem, tak że „tam tylko sama wieczna wola chce coś działać”:

 

I jeśli ma się to stać, cała własna wola musi zostać odrzucona („T. n.”, 34)

 

Jest ogromną głupotą, gdy jakiś człowiek lub jakieś stworzenie roi sobie, że wie lub że może coś samo z siebie, a szczególnie, gdy roi sobie, że zna lub potrafi coś dobrego, za pomocą czego mogłoby wiele wysłużyć sobie u Boga lub otrzymać od niego. Któż to rozumie we właściwy sposób, że hańbi się tak Boga? (...) Trzeba bowiem odrzucić jaźń; inaczej nic nie zostanie znalezione i przyjęte.” („T. n.”, 44)

 

W tej pogańskiej doktrynie życie wewnętrzne polega na tym, że:

 

(...) człowiek nie przywłaszcza sobie ani życia, istnienia, mocy, ani wiedzy, ani czynienia i przyzwalania na coś, ani wszystkiego, co można nazwać dobrym. I w ten sposób człowiek staje się tak ubogi, i w sobie samym w ogóle niczym, a w nim i wraz z nim wszelkie „coś”, to jest wszystkie stworzone rzeczy. I tak najpierw rozpoczyna się prawdziwe, wewnętrzne życie, a następnie sam Bóg staje się tym człowiekiem, tak że nie ma tam już niczego, co nie byłoby Bogiem („T. n.”, 53)

 

Taką panteistyczną, hindusko-gnostycko-neoplatońską teologię wydał Luter drukiem i we wstępie zachwalał.

 

Mistyka niemiecka to głównie Eckhart, Tauler oraz synteza ich poglądów w postaci cytowanej „Teologii niemieckiej”. Sami luteranie przyznają, że mistyka niemiecka odegrała kluczową rolę w kształtowaniu się myśli Lutra. W luterańskim czasopiśmie „Zwiastun” (11.2012), w artykule „Mistyka nadreńska - jedna z inspiracji Marcina Lutra” czytamy:

 

Kazania Taulera mocno wpłynęły na rozwój średniowiecznej duchowości mistycznej. Jednym z najbardziej znanych zwolenników jego teologii był Marcin Luter. Wydał Teologie niemiecką (Theologia deutsch) przypisywaną Taulerowi, którą uważał za kwintesencję jego nauki. Ojciec Reformacji wielokrotnie wypowiadał się na temat teologicznej myśli Taulera jako bardziej zbawiennej i bliższej Ewangelii od nauk wszystkich profesorów teologii razem wziętych. To wielkie uznanie, jakim cieszyła się teologia Taulera w oczach Lutra, spowodowało ogromną popularność kazań dominikańskiego mistyka wśród ewangelików” („Zwiastun”, Łukasz Barański, „Mistyka nadreńska - jedna z inspiracji Marcina Lutra”).

 

Cytowany artykuł jest dostępny na stronie „Zwiastuna”. Oto link: Mistyka nadreńska – jedna z inspiracji Lutra

 

Związek Jana Taulera z tzw. Mistrzem Eckhartem

 

W tymże artykule czytamy też:

 

Jan Tauler przyszedł na świat około 1300 r. w Strassburgu, w bogatej rodzinie mieszczańskiej. W wieku 14 lat wstąpił do miejscowego klasztoru dominikańskiego, gdzie w tym czasie urząd wikariusza generała zakonu dominikanów sprawował Mistrz Eckhart. Poznanie w tak młodym wieku jednego z najsławniejszych mistyków i teologów ówczesnej Europy z pewnością przyczyniło się do ukształtowania duchowości przyszłego kaznodziei. Obrona Mistrza Eckharta przed oskarżeniami o herezję stała się w późniejszym czasie jednym z głównych wątków twórczości Taulera. W swych kazaniach starał się tak przedstawić naukę Eckharta, by mieściła się ona w ramach uznawanej przez Kościół doktryny. (…) Jego teologia pozostaje pod silnym wpływem myśli neoplatońskiej. Jednak głównym nauczycielem duchowości mistycznej strasburskiego kaznodziei był Mistrz Eckhart. („Zwiastun”, Barański, „Mistyka nadreńska”)

 

Typowe dla Taulera jest umniejszanie roli człowieka i podkreślanie Bożego działania w procesie dochodzenia do Boga. 'Ludzie tacy nie widzą nic poza Bogiem (...), a nawet – jeśli wolno się tak wyrazić – to nie oni działają, lecz działa w nich Bóg' (Kazanie 5). Umniejszanie roli człowieka w procesie mistycznego zjednoczenia jest typowe dla całej mistyki nadreńskiej. Również Mistrz Eckhart i Henryk Suzo zakładali, że w momencie przyjścia Boga dusza musi być absolutnie wyciszona, nieruchoma, wręcz apatyczna. Stwierdzenie to stanowi punkt wyjścia dla średniowiecznej zasady sola gratia (tylko łaska), która później stanie się jednym ze sztandarowych haseł Reformacji.

W swych dziełach Luter często podkreślał, że jego reorientacja myślenia o pokucie nastąpiła w czasie lektury dzieł Taulera.” („Zwiastun”, Barański, „Mistyka nadreńska”)

 

Rysuje się więc następująca genealogia duchowa:

 

Eckhart i Tauler, i „Teologia niemiecka” -> Luter i protestanci

 

Czego nauczał Jan Tauler – katolicki mnich, dominikanin? W luterańskim „Zwiastunie” czytamy:

 

Człowiek staje się jednością z Bogiem, jego istnienie ulega przebóstwieniu. Zbawienie może być rozumiane jako powrót Bożego dzieła do Stwórcy. Jednak warunkiem tego jest całkowite uwolnienie się od wszystkiego, co wiąże człowieka z tym światem, również od nadziei własnej świętości. (…) Zdaniem Taulera w człowieku można wyróżnić trzy aspekty jego istnienia, tak różne, że można nawet mówić o trzech ludziach w człowieku. Pierwszym jest człowiek zewnętrzny, cielesny i zmysłowy, w swych instynktach i popędach podobny do zwierzęcia. Drugi to człowiek obdarzony rozumem i kierujący się jego wskazaniami. Ostatnim i najwyższym aspektem istoty człowieka jest tzw. najwyższy człowiek wewnętrzny. Tego trzeciego człowieka określa Tauler jako dno duszy (w języku niemieckim Grund, czyli podstawa), które jest miejscem, w którym dochodzi do spotkania człowieka z Bogiem. Grund jest niejako enklawą boskości w człowieku, jest miejscem całkowicie odmiennym i obcym dla człowieka niższego. Zadaniem człowieka jest sprawić, by ten najwyższy i najgłębszy zarazem aspekt jego człowieczeństwa przejął kontrolę nad człowiekiem niższym.” („Zwiastun”, Barański, „Mistyka nadreńska”)

 

Mamy tu więc gnostyckie porzucenie starań o świętość oraz podział człowieka na ciało, duszę i lepsze od nich tajemnicze dno duszy (zwane przez gnostyków duchem, boską iskrą). Według Taulera dno duszy jest odmienną i obcą człowiekowi niższemu „enklawą boskości”. Tak też dzielił człowieka gnostycyzm (patrz np. system Walentyna) i neoplatonizm.

 

Celem gnostyków było zjednoczenie owego ducha (boskiej iskry w człowieku) z resztą bóstwa. W rozumieniu pierwszego gnostyka antychrześcijańskiego, Szymona Maga, wiecznym Bogiem nie jest osobowy JHWH, tylko ogień, od którego rzekomo pochodzi wszystko (również JHWH) i który to ogień przenika wszystko. Hipolit Rzymski oraz Teodoret z Cyru przekazują, że dla Szymona Maga korzeniem wszystkiego był właśnie ogień. Źródłem tych rojeń jest nauka filozofów greckich: Heraklita i stoików. Celem gnostyków było zjednoczenie ich ducha (boskiej iskry) z prabóstwem. Sednem tego było przekonanie, że ich duch, jako boska iskra, został wyemanowany przez bóstwo pierwotne, zaś ludzkie ciało i psychika są wadliwe i skazane na wieczne zniszczenie, bo zostały zaledwie stworzone przez samowolnie działających archontów (w tym JHWH) (!). Skoro więc iskra w duszy gnostyków została wyemanowana z prabóstwa (a nie stworzona), to jest częścią prabóstwa, jest więc boska i nieśmiertelna z natury. Jeśli jest wyemanowana, to znaczy, że jest tym, z czego została wyemanowana.

 

Na temat boskiej iskry w duszy człowieka Eckhart głosił:

 

Jak już nieraz mówiłem, w duszy znajduje się coś, co jest tak pokrewne Bogu, że nie jest z Nim zjednoczone, lecz stanowi jedno” (Kazanie 2).

 

[Iskierka] ujmuje Boga w Jego całkowitej nagości, w Jego istocie, jest ona jedna w Jedności, nie zaś podobna w podobieństwie” (Kazanie 13).

 

Koniecznym warunkiem zjednoczenia się Boga i duszy jest ich równość. Gdzie znika wszelka nierówność, tam musi być jedno. Ma wtedy miejsce nie tylko Zjednoczenie przez włączenie, lecz raczej jedno, nie podobieństwo, lecz równość” (Kazanie 44).

 

Będziemy tym samym, czym On jest, tym samym bytem, czuciem i umysłem, dokładnie tym samym, czym On jest” (Kazanie 76)

 

Co bowiem przemienia się w inną rzecz, tworzy z nią jedno. Zostaje przemieniony w Niego tak całkowicie, że tworzy On mnie jako własny byt - nie podobny, lecz jako Jeden. Na Boga żywego! Prawdą jest, że nie ma tu żadnej różnicy” (Kazanie 6).

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 4



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 2

czwartek, 01 grudnia 2016 15:06

 

Teraz niech przemówią cytaty z Lutra.

 

O braku wolności woli i zarazem predestynacji:

 

Drugą częścią całokształtu nauki chrześcijańskiej jest wiedzieć, czy uprzednia wiedza Boża pozostawia wolny bieg przypadkowi i czy my robimy wszystko z konieczności. (...) Jest przeto, i to szczególnie konieczną i zbawienną dla chrześcijanina rzeczą wiedzieć, iż uprzednia wiedza Boża nie pozostawia wolnego biegu ślepemu przypadkowi, lecz że wszystko niezmienną i wiekuistą, i nieomylną wolą przewiduje, zamyśla i dokonuje. Tym piorunem zostaje porażona i doszczętnie starta wolna wola” (Luter - O niewolnej woli)

 

Stąd wynika bezspornie, że wszystko, co my czynimy, wszystko, co się dzieje, chociaż nam się wydaje, że dzieje się w sposób niezmienny i tak, że mogłoby być także inaczej, w rzeczy samej jednak dzieje się z konieczności i niezmiennie” (Luter - O niewolnej woli)

 

Luter tak bardzo wierzył w brak wolności woli i predestynacyjny determinizm, że wolał oskarżać o niesprawiedliwość Boga niż wolną wolę człowieka:

 

Skoro więc pewnikiem jest owa wola [Boża – J.], bez której nic się nie dzieje, i skoro jest rzeczą ustaloną, że wolna wola [człowieka – J.] nie może chcieć nic dobrego, to daremna to jest mowa, cokolwiek się mówi na usprawiedliwianie Boga, a na oskarżanie wolnej woli [człowieka – J.]. Zawsze bowiem wolna wola mówi: "Ja nie mogę a Bóg nie chce, cóż mam zrobić ? Niechby się nawet litował, gdy mnie smaga, ja na tym nic nie zyskuję, lecz muszę stawać się gorszą, jeżeli nie udziela Ducha. Ale nim nie obdarza, a obdarzałby, gdyby chciał. Pewną więc jest rzeczą, że dać go nie chce” (Luter - O niewolnej woli)

 

W takiego Boga nikt normalny nie mógłby uwierzyć, dlatego Luter czuł, że powinien napisać:

 

To jest najwyższy stopień wiary: wierzyć, że dobry jest On, który tak niewielu zbawia, a tak wielu potępia - wierzyć - że sprawiedliwy jest On, Który z woli swojej przeznacza nas z konieczności na potępienie tak, iż wydaje się - jak to i Erazm przedstawia, że rozkoszuje się mękami nieszczęśliwych i zasługuje raczej na nienawiść, niż na miłość. Jeślibym mógł jakimś rozumem pojąć, jak miłosierny i sprawiedliwy jest ten Bóg, który ukazuje tak wielki gniew i niesprawiedliwość, to wiary nie byłoby potrzeba” (Luter - O niewolnej woli)

 

Luter określił tutaj Boga jako tego, który „przeznacza nas z konieczności na potępienie” i w ten sposób ukazuje się niesprawiedliwym, a jednak Luter nakazuje nam wierzyć, że Bóg jest dobry! Ten pogląd (predestynacja) przejął od Lutra oczywiście Kalwin. Ale i Luter go nie wymyślił:

 

Przyznaję bowiem, że ów artykuł Wiklefa, że 'wszystko dzieje się z konieczności' został niesłusznie potępiony przez Sobór w Konstancji, albo raczej przez Sprzysiężenie i Bunt.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Dlaczego nikt nie informuje protestantów, że Wiclef nie wierzył w zmartwychwstanie Jezusa w ciele fizycznym, tylko duchowym? A oto inne twierdzenia Wiclefa, znalezione w jego książkach „Dialogus”, „Trialogus” i innych pismach, potępione na Soborze w Konstancji. Cytaty z dokumentu soborowego:

 

Bóg musi być posłuszny diabłu.

Bóg niczego nie może unicestwić, ani świata powiększyć ani pomniejszyć, ale może stwarzać dusze aż do pewnej liczby i nie więcej.

Ktokolwiek jest Bogiem (panteizm – J.).

Każde stworzenie jest Bogiem (panteizm – J.).

Każdy byt jest wszędzie, ponieważ każdy byt jest Bogiem (panteizm – J.).

Wszystko, co się zdarza, zdarza się z absolutnej konieczności (predestynacjonizm – J.).

 

Oto bohater protestantyzmu Wiclef. Oto autorytet Lutra. Jak wiadomo poganie wierzyli w gwiazdy i ich bogów, a jeśli w gwiazdy, to i w astrologiczne przeznaczenie. Czyż nie badano gwiazd w celu rozeznania co się wydarzy? Tego uczył pogan Szatan, żeby użyć potem przeznaczenia przeciw Bogu. Gdy nastało chrześcijaństwo i Bóg zastąpił w sercach ludzkich gwiazdy, siła pogańska próbowała przenieść przeznaczenie z gwiezdnych bogów na Boga prawdziwego. Choć oczywiste jest, że Bóg kontroluje bieg dziejów i prowadzi go do realizacji swego planu, tak że plan Boży realizuje się z konieczności, to jednak nie unicestwia to wolności woli poszególnych osób. Bóg wykorzystuje wolne wybory i postanowienia jednostek do realizacji swego dobrego celu. Trzeba pamiętać przy tym, że Bóg nie działa z ukrycia i nieuczciwie, tylko wciąż objawia światu siebie i swą światłość (miłość, dobroć, mądrość, moc, sprawiedliwość). Luter jednak głosił Boga, który nie tyle wykorzystuje wolne wybory aniołów i ludzi w celu przekucia to w dobro (przykład Józefa), ile kreuje w ludziach te wybory, skoro nie istnieje wolna wola:

 

Co można wymyślić, co byłoby w nas tak wolne, iż mogłoby stać się inaczej, aniżeli On uprzednio wiedział, albo obecnie czyni. Sprzeczna jest przeto diametralnie uprzednia wiedza i wszechmoc Boga z naszą wolną wolą. (...) Wszechmocą Bożą zaś ja nazywam nie ową moc, dzięki której On nie czyni wiele z tych rzeczy, które może, lecz ową działającą, czynną moc, dzięki której mocarnie czyni wszystko we wszystkim, jak to Pismo zwie Go wszechmocnym. I ta - powiadam - wszechmoc i uprzednia wiedza u samych podstaw obalają dogmat o wolnej woli.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Paweł mówi bowiem o ludziach, których porównuje z gliną, Boga zaś przyrównuje do garncarza. Nieskuteczny zaiste i bezsensowny jest, i daremnie przytoczony zostaje ten przykład, jeżeli nie oznacza tego, że nasza wolność jest niczym.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Jeśli bowiem, jeden człowiek, chociażby nie wiedzieć w jakiej mierze był człowiekiem prywatnym, nie może w obliczu Boga chcieć inaczej, jak tylko zgodnie z tym, jak nim pokieruje Bóg, to to samo trzeba będzie powiedzieć o wszystkich ludziach.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Jeżeli bowiem łaska przychodzi do nas z postanowienia Bożego lub z przeznaczenia, Efez. r.1, w.11, to przychodzi z 'konieczności' a nie na podstawie (773) naszego usiłowania lub zabiegania, jak powyżej wyszczególniliśmy.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Pewny, ustalony i prawdziwy jest ten wniosek: 'Jeżeli Bóg wie o czymś naprzód, to to dzieje się z konieczności'” (Luter - O niewolnej woli)

 

Pismo temu wnioskowi Lutra jednoznacznie przeczy:

 

1 Sm 23:7-13, BW

(7) I doniesiono Saulowi, że Dawid przybył do Keili. Rzekł tedy Saul: Wydał go Bóg w moją rękę, bo sam się zamknął, wchodząc do miasta, które ma bramy i rygle.

(8) I powołał Saul cały lud pod broń, aby wyruszyli do Keili i oblegli Dawida i jego wojowników.

(9) A gdy Dawid dowiedział się, iż Saul gotuje mu klęskę, rzekł do kapłana Ebiatara: Przynieś efod.

(10) I modlił się Dawid: Panie, Boże Izraela! Słyszał twój sługa, iż Saul zamierza przybyć do Keili i zburzyć to miasto z powodu mnie.

(11) Czy wydadzą mnie obywatele Keili w jego ręce? Czy przybędzie tu Saul, jak to słyszał twój sługa? Panie, Boże Izraela, oznajmij to swemu słudze! A Pan rzekł: Przybędzie.

(12) A Dawid rzekł: Czy wydadzą obywatele Keili mnie i moich wojowników w ręce Saula? A Pan odpowiedział: Wydadzą.

(13) Wstał wtedy Dawid wraz ze swoimi wojownikami w liczbie około sześciuset mężów i wyszli z Keili, i tułali się tu i tam. Gdy zaś doniesiono Saulowi, że Dawid umknął z Keili, zaniechał wyprawy.

 

Kontekst jest taki. Filistyni najechali Keilę i zaczęli już plądrować gumna. Dawid przyszedł z odsieczą i po oswobodzeniu mieszkańców osiadł w mieście. Ale Dawid dowiaduje się, że zamierza go oblec Saul, który chce go zabić. Dawid pyta więc Boga, czy mieszkańcy wydadzą go Saulowi. Bóg odpowiada: „Wydadzą”. Tu przypomnijmy słowa Lutra: „Jeżeli Bóg wie o czymś naprzód, to to dzieje się z konieczności”. Jeśli Luter miał rację, to Dawid został wydany na śmierć Saulowi. Tymczasem Dawid, usłyszawszy „wydadzą”, po prostu wyjechał z miasta zanim przybył Saul. Co się wówczas stało? Saul w ogóle nie wyruszył – mimo że Bóg zapowiedział: „Przybędzie”. Dlaczego Saul nie wyruszył? Bo Dawid dokonał wolnego wyboru i opuścił zagrożone miejsce. Gdyby Dawid był Lutrem albo Kalwinem, uznałby, że jeśli Bóg o czymś wie naprzód, to to się musi z konieczności wydarzyć, a wola ludzka nie ma żadnego znaczenia. I zostałby w mieście, bo wiedzy uprzedniej Boga nie da się umknąć. Wtedy Saul by przybył, a mieszkańcy wydaliby Dawida na śmierć.

 

Owszem, są wyroki Boże, których nie można odmienić, np. królowanie Nowego Jeruzalem. Żadna siła tego wyroku nie zmieni, bo Bóg takiej zmiany przedwiecznie nie chce. Chce natomiast przedwiecznie zmiany grzesznika, by się nawrócił (2 Ptr 3:9). Problem w tym, że Luter rozciągał te niezmienne wyroki Boże na wolą każdej osoby, jakoby Bóg nią sterował ku zbawieniu lub potępieniu, odbierając jej wolność wyboru. Jak wyżej widać, Luter był po prostu zwiedziony.

 

Bóg ingeruje w losy świata. Zatem zmienia przyszłość, ponieważ każda zmiana świata dziś, czyni go innym jutro i w wieczności. Przez modlitwy można wyprosić u Boga ingerencję w losy osób. Zmiana losu osoby zmienia przyszłość. W ten sposób jedna wysłuchana modlitwa zmienia świat. Bóg wciąż kształtuje przyszłość, wie, co chce ukształtować (jaka ona ma być). Bóg widzi przyszłość, ale ponieważ wciąż ingeruje w bieg zdarzeń, po każdej ingerencji widzi ją w jakimś stopniu zmienioną. Przed decyzją Dawida o opuszczeniu Keili Bóg widział go jako wydanego na śmierć Saulowi. Po decyzji Dawida Bóg widział inny wariant jego przyszłości jako bieżący. Bóg zna przyszłość, ale nie w sensie jednego nagranego filmu, który siłą rzeczy jest niezmienny i los każdej filmowej postaci jest przesądzony przed projekcją. Bóg zna przyszłość w sensie każdego możliwego wariantu przyszłości, jak to widzimy w 1 Sm 23:7-13. Może ingerować, aby po każdej ingerencji widzieć przyszłość nieco inaczej. Skoro Bóg dał ludziom wolność woli, to znaczy, że zadecydował, by tak właśnie było. Osobiste wybory poszczególnych osób są ingerencją w przyszłość. Na przykład rok temu Nowak miał dobrą wolę i żywą, czynną wiarę, więc rok temu Bóg widział przyszłość z Nowakiem w Nowym Jeruzalem. Potem jednak Nowak został zwiedziony np. przez kobietę i został z Kościoła wyłączony. Odtąd Bóg widział przyszłość z Nowakiem w gehennie. Po roku Nowak opamiętał się, porzucił nierządnicę i wrócił do Kościoła w prawdziwej pokucie. Odtąd Bóg widzi przyszłość z Nowakiem w Nowym Jeruzalem. Zauważmy jednak, że w tym wszystkim niezmienne jest istnienie w przyszłości Nowego Jeruzalem. Bóg tak ingeruje, tak kieruje sprawami, żeby było i Nowe Jeruzalem i wszystkie inne obietnice dane jako niezmienne. Natomiast obecność poszczególnych osób w przyszłości Bóg uzależnił przed wiekami od ich własnej woli, którą sam im nadał w naturze stworzenia. Jeśli z własnej woli stajemy się Ciałem Chrystusa, czyli Kościołem, to w tym sensie Bóg znał nas przedwiecznie w Chrystusie. W przeciwnym razie Bóg nie przyznaje się do nas i mówi w Chrystusie: "Nie znam was, idźcie ode mnie precz wy, którzy czynicie bezprawie". Mówi do tych, których znał w sensie wiedzy, ale nie zna ich jako swoich wybranych. Bo już nimi nie są. Gdy więc Paweł pisze, że Bóg nas poznał, trzeba to dobrze zrozumieć. Dopóki jesteśmy w Chrystusie, Bóg nas zna w Nim przedwiecznie jako zbawionych. Ale jeśli potem bardziej umiłujemy rozkosze grzechu niż Boga, Bóg już nas przedwiecznie w Nim nie zna.

 

Luter o uczynkach:

 

Wiara, która jest wypełnieniem wszystkich przykazań, obficie usprawiedliwi wszystkich, którzy ją posiadają, tak że do sprawiedliwości i pobożności poza nią więcej nie potrzebują” (Luter - O wolności chrześcijanina)

 

Widzimy zatem, że chrześcijanin, aby być pobożnym, do żadnego się nie musi uciekać uczynku, a jeśli uczynek nie jest konieczny, to nie ulega już żadnej wątpliwości, że chrześcijanin nie jest związany zakonem, ani żadnymi przepisami; jeśli zaś nie jest związany, to jest wolny.” (Luter - O wolności chrześcijanina)

 

Czyste są to bowiem drwiny, gdy oto [Erazm] powiada tak: "Z owoców ich - mówi Pan - poznacie ich" (Mat. r.7, w.20). Owocami nazywa uczynki, i mówi o nich, że są one "nasze". A one przecież nie są nasze, jeżeli wszystko dzieje się z konieczności. (...) I odwrotnie, jeżeli robimy to, co naszym jest zwane, to w takim razie sami sobie zrobiliśmy oczy, sami sobie zrobiliśmy ręce i sami sobie zrobiliśmy nogi, jeżeli naszymi są zwane oczy, ręce, nogi. Nie! owszem jest tak, jak mówi Paweł: "Cóż mamy, czegośmy nie otrzymali"? (I Kor. r.4,w.7.) Czy więc powiemy, że albo one nie są nasze, albo, że przez nas samych zostały zrobione ? Wyobraź więc sobie, że owoce są nazwane naszymi, ponieważ my je zrobiliśmy; to gdzie pozostaje łaska i Duch? Boć nie mówi przecież: "Z owoców, które w małej tylko cząstce są ich, poznacie ich". To są raczej owe śmieszne, zbędne, daremne, niedorzeczne, owszem głupie i nienawistne drwiny, którymi słowa Boże zostają skalane i zohydzone.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Widać więc jasno, że Luter uważał owoce dobrych uczynków za spełniane z konieczności (w sensie braku wolności woli i sterowania). Zaprzeczał temu, że owoce uczynków są spełniane przez chrześcijan na zasadzie współdziałania z Bogiem (1 Kor. 3:9), bycia sługami obciążonymi obowiązkami (por. Łuk. 17:7-10), których uczynki, trud i wytrwałość Pan ocenia (Obj. 2:2,5), a nie wykonuje zamiast nich. I cytat z innej części tej samej książki:

 

Na odwrót, z drugiej strony, jeżeli Bóg w nas działa, to odmieniona przez Ducha Bożego i łagodnie przezeń pobudzona wola znów, z czystej ochoty i skłonności i z własnej pobudki chce i czyni” (Luter - O niewolnej woli)

 

Należy to interpretować przez pryzmat poprzedniego cytatu. Ta myśl Lutra to źródło protestanckiego zwiedzenia, że jak nie mamy ochoty danego czynu wykonać, to znaczy, że Duch nie chce, byśmy wykonali. Nasza ochota jest znakiem woli Ducha, a właściwie jest zdalnym sterowaniem. W ten sposób każde niskie chcenie zostaje przez Lutra uznane za chcenie Ducha. Skoro mam chcenie, to znaczy, że Duch chce. Skoro mam niechęć (np. niechęć do przyodziania nagiego), to znaczy, że Duch nie chce. W ten sprytny sposób to człowiek decyduje, ale odpowiedzialność zrzuca na Ducha.

 

W rzeczywistości w człowieku są dwa rodzaje chcenia: niższe i wyższe. Niższe to np. chcenie uniknięcia wyrwania zęba, bo wyrywanie boli. Jednocześnie występuje chcenie wyższe, oparte na wiedzy i rozumie: muszę wyrwać, bo będzie bolało dłużej, wda się zakażenie i mogę umrzeć. U normalnych ludzi wola wyższa, czyli wola rozumu, pokonuje w takich przypadkach wolę niższą, czyli wolę ciała, instynktu. Ale gdybyśmy wmówili takiemu człowiekowi, że on nie ma się kierować wolną wolą, rozumem i wiedzą co jest dobre, a tylko wewnętrzną chęcią lub niechęcią dawaną rzekomo przez Ducha, to ten człowiek porzuciłby wniosek wiedzy i rozumu, że wyrwanie zęba jest dobre, a zamiast tego pokierowałby się „wolą Ducha”, czyli chęcią uniknięcia wyrwania zęba. Zamiast pójść do dentysty żyłby z bólem zęba. W końcu wdałoby się zakażenie. Tak właśnie nauka luteranska sprawia, że człowiek porzuca korzystanie z wolnej woli, odrzuca wiedzę z przykazań i rozum do stosowania ich, a kieruje się tylko „Duchem”, czyli swoją chęcią lub niechęcią. Jaki jest skutek? Luter napisał:

 

Bądź grzesznikiem, grzesz mocno (esto peccator et pecca fortiter), ale wierz i raduj się tym bardziej w Chrystusie, zwycięzcy grzechu, śmierci i świata. Podczas tego życia musimy grzeszyć. Właściwe jest, że przez miłosierdzie Boga znamy Baranka, który gładzi grzechy świata. Grzech nie oddzieli nas od Niego, nawet jeślibyśmy popełnili tysiąc morderstw i tysiąc cudzołóstw dziennie” („Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, II, s.37 – Cf. op. cit., s. 439).

 

Głos sumienia Luter uważał za sztuczki Diabła. W takiej sytuacji radził, że należy:

 

więcej pić, uprawiać hazard, zabawiać się, a nawet popełnić jakiś grzech pomimo gniewu i nienawiści do diabła, aby uniemożliwić mu danie sposobności do niepokojenia naszych sumień jego sztuczkami. Cały Dekalog powinien być wymazany z naszych oczu i naszych dusz, z nas samych, którzy jesteśmy tak prześladowani i dręczeni przez diabła” (M. Luther, „Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, Berlin, 1825-1828 – Cf. op.cit., s.199-200)

 

Luter o sobie:

 

Ja zaś, który – żyjąc jako mnich nienagannie – czułem się wobec Boga grzesznikiem z pełnym niepokoju sumieniem i nie wierzyłem, że będę mógł go przebłagać jakimkolwiek zadośćuczynieniem z mej strony, nie tylko nie kochałem, ale wręcz nienawidziłem sprawiedliwego i karzącego grzeszników Boga i jeśli nie bluźniąc w cichości, to w każdym razie głośno szemrząc oburzałem się na Boga mówiąc: jakby nie dość było, że nieszczęśni grzesznicy na wieki zgubieni są przez grzech pierworodny i przytłoczeni wszelkiego rodzaju nieszczęściami przez przykazania dekalogu, Bóg przez ewangelię pomnożył jeszcze cierpienie i przez ewangelię grozi nam swoją sprawiedliwością i gniewem. Miotałem się tak i srożyłem w swym wzburzonym sumieniu, jednak nie przestawałem zaciekle roztrząsać tego miejsca z listu Pawła, pragnąc za wszelką cenę dowiedzieć się, co on chciał tam powiedzieć. Wreszcie, rozmyślając dniem i nocą, dostrzegłem za sprawą miłosiernego Boga właściwe powiązanie i sens owych słów: ‘Sprawiedliwość boża objawia się w ewangelii, jako napisane jest: Sprawiedliwy z wiary żyje’ (Rzym. 1,17). I wtedy zacząłem rozumieć, że sprawiedliwość boża to ta, dzięki której sprawiedliwy żyje z daru bożego, mianowicie z wiary, i zrozumiałem, że sprawiedliwość boża objawiona przez ewangelię to owa sprawiedliwość bierna...” (http://konserwatyzm.pl/artykul/10624/protestancka-formula-sola-fide/)

 

Podkreślmy słowa: „nie kochałem, ale wręcz nienawidziłem sprawiedliwego i karzącego grzeszników Boga” oraz „przytłoczeni wszelkiego rodzaju nieszczęściami przez przykazania dekalogu”. A zatem sam Luter twierdził, że jego nauka zrodziła się z jego nienawiści do Boga i Dekalogu. Zestawmy to z tym oto cytatem, gdzie Luter pisze o sobie:

 

Czy Luter nie wydaje ci się być ekscentrykiem? Tyle razy ile nad tym się zastanawiam, myślę, że jest Bogiem. W przeciwnym razie, jak jego pisma lub jego imię mogłoby mieć moc przemieniania żebraków w panów, uczniów w doktorów (nauk), oszustów w świętych, szlamu w perły!” (Ed. Wittenberg, 1551, t.IV, s.378 - Cf. op. cit., s.190).

 

Jakie były owoce nauki Lutra o biernej sprawiedliwości? (Napisano, po owocach poznacie ich).

 

Jestem człowiekiem narażonym i uwikłanym w społeczeństwo, rozpustę, cielesne odruchy, zaniedbania i inne niepokoje, do których dodane są te wynikające z mojego urzędu” („Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, I, s.232 – Cf. op. cit., s.198).

 

Niech przykładem będzie też żona Lutra, zbiegła zakonnica Katarzyna, która po jego śmierci musiała wraz z dziećmi z czegoś żyć, a nie bardzo miała z czego. Skoro dobre uczynki nie mają znaczenia dla zachowania zbawienia, a wręcz stoją w opozycji do wiary, to czemu luterański lud miałby składać się na Katarzynę Luter? Wprawdzie elektor przyznał jej zapomogę, ale były problemy z wypłacaniem, bo Katarzyna pisała listy do króla Danii z prośbą o wsparcie. Ten nie od razu zgodził się przyznać jej pensję.

 

Luter zdążył ujrzeć owoce swej nauki:

 

Pod rządami papiestwa ludzie byli przynajmniej miłosierni i nie trzeba było używać siły, by otrzymać jałmużnę. Teraz, pod rządami Ewangelii [tzn. nauki Lutra], zamiast dawać – okradają się i można by rzec, że nikt nie uzna, że coś ma, dopóki nie weźmie w posiadanie własności swojego sąsiada.” (źródło: https://pl.wikiquote.org/wiki/Marcin_Luter)

 

Po tym jak zrozumieliśmy, że dobre uczynki nie są konieczne dla usprawiedliwienia, staliśmy się znacznie bardziej opieszali i oziębli w czynieniu dobra... i jeżeli moglibyśmy wrócić do starego stanu rzeczy i jeżeli nauka o konieczności dobrych uczynków dla bycia świętym mogłaby ożyć, to nasza żwawość i zdecydowanie w czynieniu dobra byłyby inne” („Werke”, Weimar ed., XXVII, s. 443 – Cf. op. cit., s. 441).

 

Po ogłoszeniu naszej nauki ludzie oddali się rabunkowi, kłamstwu, oszustwu, rozpuście, pijaństwu i wszelkim innym nałogom. Wypędziliśmy diabła (papiestwo), a siedem gorszych weszło” („Werke”, Weimar ed., XXVIII, s.763 – Cf. op. cit., s.440).

 

Wniosek: kto będzie szedł drogą Lutra, w tego wejdzie siedem gorszych diabłów. Wiara w Pana Jezusa z Jego przykazaniami, a nie pogarda dla uczynków, którymi On warunkuje dar nieśmiertelności – oto jedyna Droga.

 

Katolicyzm wymagał reformacji, mianowicie powrotu do kształtu z pierwszych trzech wieków, ale Luter tej reformacji nie dokonał. Luter stworzył sektę czerpiącą z neoplatonizmu i gnostycyzmu (mistyka niemiecka), która z biegiem lat podzieliła się na wiele innych sekt, które sektami będą dopóty, dopóki nie zerwą z Lutrem i nie powrócą do czystej Ewangelii. Każda osoba i każdy pojedynczy zbór może reformować siebie, bo któż zabroni drugiemu pójść za prawdą.

 

Kto przeczy wolności woli, odrodzeniu ciała i duszy człowieka, odnawianiu się w duchu umysłu na obraz Chrystusa, aby coraz bardziej obfitować w miłości i jej uczynkach i kto przeczy, że uczynki odrodzonych są warunkiem zmartwychwstania do życia – ten przeczy Ewangelii i rzeczywiście jest protestantem. Kto natomiast wierzy przeciwnie, ten nie jest protestantem, tylko chrześcijaninem.

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 3

 

 



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

czwartek, 01 grudnia 2016 14:54

 

W komentarzu do Psalmu 82 Luter napisał o anabaptystach:

 

Takich nie można tolerować, ale trzeba karać jak publicznych bluźnierców, ponieważ są nie tylko heretykami, ale i bluźniercami. Mojżesz rozkazuje kamienować bluźnierców i głoszących fałszywą naukę. Nie należy zatem z nimi rozprawiać, lecz przeciwnie, potępić bez zwłoki i bez skrupułu”.

 

Protestanci nawoływali władzę do uśmiercania anabaptystów. To, że ci anabaptyści faktycznie błądzili Lutra nie usprawiedliwia, zwłaszcza że i on błądził w kwestiach, od których zależy zbawienie.

 

Kilka innych cytatów z Lutra. W odniesieniu do buntów chłopskich:

 

Zabijać chłopów jak wściekłe psy (...) bo teraz nie chodzi o cierpliwość i miłosierdzie, lecz jest czas miecza i gniewu, i każdy powinien bić, kłuć i zabijać, i książę może teraz przelewem krwi lepiej na niebo zasłużyć niż inni modlitwą.” (źródło: https://pl.wikiquote.org/wiki/Marcin_Luter)

 

W traktacie „O Żydach i ich kłamstwach” Luter nawoływał: „podpalać ich synagogi i szkoły, a co nie da się spalić, na to narzucić ziemi i przysypać, żeby żaden człowiek nie oglądał po wieki ani kamienia, ani szlaki”; „niszczyć też i burzyć ich domy” (Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/O_%C5%BBydach_i_ich_k%C5%82amstwach)

 

Najgroźniejsze były jednak nauki teologiczne Lutra.

 

Bóg nie może być Bogiem, najpierw musi on stać się diabłem. (…) Muszę przyznać boskość diabłu za krótką godzinę i niech diabelskość będzie przypisana do naszego Boga. Ale to pierwsze dni jeszcze. W końcu możemy rzeczywiście powiedzieć: Jego dobroć i lojalność panuje nad nami.” (źródło: https://pl.wikiquote.org/wiki/Marcin_Luter)

 

Powyższe słowa brzmią tajemniczo, ale może naświetlić je inny cytat z Lutra:

 

Następnie [wierzymy], że nic nie dzieje się inaczej jak tylko za Jego wolą, a to jest rzecz, którą przyznać musi sam rozum, który też zarazem zaświadcza, że nie może w ogóle być wolnej woli w człowieku albo w aniele, czy w jakimkolwiek stworzeniu.” (Luter - „O niewolnej woli”)

 

Luter zaprzeczał więc istnieniu wolności woli u ludzi i aniołów. Skoro nie może być wolnej woli w aniele, to znaczy, że zdaniem Lutra pewien anioł stał się Szatanem nie z własnej woli, tylko z Bożego przeznaczenia. W ten sposób Luter ogłosił, że Bóg jest Szatanem. Kto bowiem stworzyłby anioła tylko w celu kierowania jego wolą tak, by był Szatanem, ten sam byłby Szatanem, skoro go wymyślił. Na szczęście to Luter był oskarżyciem Boga, a nie Bóg Diabłem.

 

Nauka Lutra nie jest w Polsce znana, bo też niewiele jego pism przetłumaczono, a i to z należytą ostrożnością. (Dlaczego z ostrożnością? To się zaraz okaże). Polscy protestanci, zwłaszcza post-reformacyjni, znają z reguły tylko pięć zasad protestantyzmu, które, bez kontekstu, nie ukazują prawdziwego oblicza myśli Lutra. Skąd więc można dziś czerpać wiedzę o nauce Lutra, jeśli nie zna się biegle języków? Są trzy możliwości: albo od luteran, albo od ateistów, albo od katolików. Luteranie wolą milczeć, by się nie pogrążać. Ateiści piszą niewiele. Trochę można dowiedzieć się od katolików. Ale mogą być nieobiektywni. Należy więc bazować na tym, co jest do sprawdzenia. Są odnośniki i cytaty.

 

Istnieje treściwe ujęcie głównych myśli Lutra autorstwa ks. Janusza Bujaka z Uniwersytetu Szczecińskiego („Marcina Lutra koncepcja 'niewolnej woli' w świetle doktryny Kościoła Katolickiego”). Czytamy tam:

 

„W ostatnich dziesięcioleciach powstają wciąż nowe ośrodki naukowe, w których bada się myśl Marcina Lutra i jej wpływ na teologię i filozofię europejską. Należy do nich m.in. fińska Lutherforschung z siedzibą w Helsinkach, z jej najwybitniejszymi przedstawicielami Tuomo Mannermaa i Risto Saarinen2, czy też niemiecki instytut Gustav-Sieverth-Akademie z Theobaldem Beerem i Alamą von Stockhausen na czele3. Naukowcy z tej ostatniej szkoły nieprzypadkowo wiele miejsca w swoich studiach poświęcają idei „niewolnej woli”, którą sam Marcin Luter uznał za najbardziej rewolucyjną spośród swoich tez. Luter przedstawił swoje rozumienie kwestii wolnej, a właściwie „niewolnej woli” w broszurze De Servo Arbitrio z grudnia 1525 r., która była odpowiedzią na dzieło De Libero Arbitrio Erazma z Rotterdamu z 1524 r., w której niderlandzki humanista bronił tezy o wolności woli człowieka4. Teza o braku wolnej woli jest fundamentem nowej teologii Lutra, z niej bowiem wynika doktryna usprawiedliwienia jedynie przez wiarę (...). Luter był wdzięczny Erazmowi z Rotterdamu, że ten jako jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny, zrozumiał, że istotę jego nauczania nie stanowi ani prymat papieża, ani ogień czyśćcowy czy odpusty, ale pragnienie wykazania, że nauka o wolnej woli jest kłamstwem7.”

 

Tu trzeba przerwać ks. Bujakowi, żeby potwierdzić ostatnie zdanie cytatem:

 

Luter do Erazma: „Następnie tak i to u Ciebie bardzo pochwalam i oświadczam, że jedynie ty poza wszystkimi innymi uchwyciłeś rzecz samą, to jest istotę sprawy, a nie nużysz mnie tymi obcymi mi tematami: o papiestwie, o czyśćcu, o odpustach, i innymi podobnymi bredniami [...]. Ty jeden i jedyny dostrzegłeś zasadniczy punkt zagadnienia i do samego gardła mi skoczyłeś, za co w głębi duszy składam ci dzięki. W tym bowiem zagadnieniu (tzn. kwestia niewolnej woli) chętniej się poruszam, o ile czas i sprzyjające okoliczności na to pozwalają” (M. Luter, O niewolnej woli, dz.cyt., nr 786)

 

Ks. Bujak kontynuuje:

 

„Luter twierdził, że wolność woli przynależy jedynie do Boga, nie do człowieka. Aby dwie wole – boska i ludzka – mogły istnieć obok siebie bez konfliktu, trzeba by uznać, że Bóg jest Miłością, która w uniżeniu siebie samego umożliwia drugiemu stanowienie o sobie samym. Jeśli jednak Bóg jest „zimną wszechmocą” (kalte Allwille), jak twierdził Luter, wolność woli jest niemożliwa. Bóg, twierdził niemiecki reformator, działa, kiedy chce i jak chce, bez przyczyny ani powodu, ponieważ do Jego natury przynależy wszechmoc. Taki Bóg w swojej wolności narzuca człowiekowi konieczność8. Bóg, aby był Bogiem, a nie bożkiem, musi swoją wolą przewidywać i spełniać to, co postanowił, a w ten sposób podporządkowuje On sobie wolną wolę człowieka, czy wręcz niszczy ją jak uderzeniem pioruna9. Woli Boga, która w pewien sposób jest tożsama z Bożą mocą, nic nie może się przeciwstawić.

Wszechmoc Boga wydaje się polegać na Jego wyłącznym panowaniu i narzucaniu swoich decyzji wszystkim stworzeniom, traktowanym jako posłuszni i bezwolni słudzy. Luter porównuje wolę człowieka do sługi, który będąc poddany woli swojego pana, nie może być przecież nazwany wolnym. W jeszcze większym stopniu dotyczy to człowieka lub anioła, którzy znajdują się pod władzą Boga. Wola przysługuje jedynie Bogu i nikomu innemu, ponieważ tylko On i nikt inny, czyni to, co zechce na niebie i na ziemi (por. Ps 115, 3). Jeśli by przypisać wolną wolę człowiekowi, oznaczałoby to przypisanie mu samej boskości, co byłoby bluźnierstwem największym ze wszystkich, twierdził Luter.

Argumentacja Lutra jest do przyjęcia pod warunkiem uznania, że wszechmoc Boga jest tożsama z Jego istotą, której Bóg z nikim nie dzieli. Wiemy jednak, że Bóg swoją wszechmoc okazuje przez dzielenie się z innymi bytami swoją doskonałością, do Jego istoty należy rezygnująca z siebie miłość, dlatego wizja Lutra nie ma podstaw w Piśmie Świętym, podkreśla prof. A. von Stockhausen. Jeśli Luter zamienia ogałacającą siebie samą miłość Boga na ślepą samowolę, wpada on z konieczności w pułapkę mitu, który mówi, że silniejszy musi osiągać przewagę przez podeptanie słabszego. A przecież objawił nam się Bóg, który nie chciał i nie musiał strzec swego bóstwa jak złodziej, ale który stał się raczej naszym bratem, podkreśla A. von Stockhausen10. Rzeczywiście, obraz Boga, jaki nosił w sobie Luter nie pochodził z metafizyki greckiej czy średniowiecznej ani z Pisma Świętego, ale z mitów, w których nieograniczona władza Boga przejawia się w podporządkowaniu sobie człowieka. Natomiast Chrystus ukazał nam Boga, który rezygnuje z własnej natury i bierze na siebie ciężar niesiony przez człowieka.

Jeśli zatem, jak twierdzi Luter, Bóg nie może znieść, by człowiek miał wolną wolę, czy jest możliwe moralne działanie człowieka? Idąc za Lutrem, należy stwierdzić że Bóg, który sam sprawuje absolutną władzę i z nikim się nią nie dzieli, czyni z człowieka bezwolną istotę, która ślepo wykonuje boskie przykazania. Z tego względu ludzkie czyny nie mogą podlegać ocenie moralnej, nie ma też mowy o współpracy człowieka z Bogiem. Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy uznamy, że Bóg jest zapominającą o sobie miłością, która pragnie być przy i z ludźmi. Teza Lutra o absolutnej władzy Boga i niewolnej woli człowieka nieuchronnie prowadzi do wniosku sformułowanego przez niemieckiego reformatora, że to Bóg i tylko On jest źródłem zarówno dobra, jak i zła, ponieważ to Bóg czyni wszystko we wszystkich!11. To On i tylko On popycha wolę ludzką do działania zarówno w dobrym, jak i w złym, co wyklucza wszelkie współdziałanie człowieka i odpowiedzialność za swoje czyny12. Luter podkreśla, że Bóg, ponieważ działa we wszystkim i we wszystkich, działa również w szatanie i w ludziach bezbożnych. W ten sposób w pełni ujawnia się cała beznadziejność luterskiej wizji Boga, który pozwala jedynie na istnienie zniewolonej woli swoich stworzeń, stwierdza von Stockhausen13.

Aby zobrazować, jak bardzo wola człowieka jest „niewolna”, Luter porównuje jądo „jucznego zwierzęcia”: jeśli siedzi na nim Bóg, chce ono tego, czego chce Bóg, jeśli szatan – chce ono tego, co nakazuje mu szatan. Nie od człowieka zależy, czy jest poddany jednemu lub drugiemu jeźdźcowi, ale to sami jeźdźcy walczą o niego. Człowiek pozostaje biernym przedmiotem walki Boga z szatanem o niego14. Luter twierdził również, że nigdzie w Piśmie Świętym nie ma mowy o wolnej woli człowieka. Ponieważ człowiek nigdy jej nie zdobył, zatem nie została ona utracona przez grzech pierworodny. „Niewolna wola” przynależy bowiem do natury człowieka, ponieważ żadne stworzenie nie może być wolne wobec wszechmogącego Boga. Jak zatem rozumieć pojawienie się zła, upadek pierwszych ludzi, jeśli od początku ich wola nie była wolna, pyta Luter? Z Księgi Rodzaju wynika, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, „aby panował nad rybami morskimi”. Zatem człowiek działa zgodnie z własną wolą jedynie w odniesieniu do stworzeń niższych od siebie, natomiast jest niewolny w tym, co dotyczy przykazań Boga. Przykazania, które dał Bóg, nie domagają się wolnej woli człowieka, ale odwrotnie: mają na celu jedynie przypominanie człowiekowi o jego niemocy i niemożliwości ich zachowania. Pierwszy człowiek upadł w momencie, gdy opuściła go łaska. Bóg pozwolił na to, by nam pokazać, że nasza wola nie może nic bez nieustannego wsparcia łaską Bożą15.

To oznacza, że Bóg pozwala nam grzeszyć, ponieważ wie, że bez wsparcia łaską nasza wola nie może tego, czego pragnie. Dlaczego jednak to czyni? Luter odpowiada, że jest to związane z wolnym działaniem Boga, które jest nieprzeniknione, bez przyczyny i bez powodu. Bóg jest bowiem Stwórcą i dobra, i zła, które należy wyprowadzić z Jego własnej natury. Bóg nie jest Bogiem dobrym, ale groźnym Bogiem, który czyni człowieka niewolnikiem grzechu i sprawia, że grzech przynależy do istoty człowieka16. To z Jego winy zgrzeszył Adam, przez Niego zdradził Judasz, ponieważ nie zależało to od ich woli, nie mogli wybrać. Ponieważ nasza wola jest całkowicie bezwolna, gdy my działamy, działa przez nas Bóg. Dotyczy to również zła, dlatego Bóg jest źródłem również zła!17. Z tego powodu Bóg dla Lutra jest wrogiem, przeciwnikiem, który przychodzi, aby nas zabijać Prawem. Pokonać Boga może jednak tylko Bóg, tzn. Chrystus.

 

Usprawiedliwienie, czyli przeniesienie grzechu z człowieka na Chrystusa

 

Marcin Luter pytał, jak grzeszny człowiek może znaleźć Boga miłosiernego, łaskawego? Odpowiedź na to pytanie jest według niego następująca: człowiek znajdzie łaskę Boga nie przez pełnienie dobrych uczynków, nie przez własną sprawiedliwość, której nie ma, ale dzięki samej wierze w sprawiedliwość Chrystusa, która zostaje mu przypisana. (...)

Jednak nawet po usprawiedliwieniu człowiek pozostaje simul iustus et peccator – jednocześnie grzesznikiem i sprawiedliwym (...). Obie te rzeczywistości istnieją jednocześnie w jednym podmiocie, sprawiedliwość Chrystusa bowiem jest nam jedynie przypisana19. (...) Zatem „grzech natury”, grzech pierworodny, w sposób substancjalny trwa w człowieku również po chrzcie św. i jest obecny w każdym jego uczynku (...). Zgodnie z tą ideą w jednej z dyskusji z 1544 r. określa on naturę człowieka jako „łajno, kał”, stąd też wszystko, co człowiek czyni, również dobre czyny, są zawsze grzeszne, ponieważ podmiotem działania jest grzeszna natura21”

 

Tu ponownie trzeba przerwać, żeby odnotować: skoro dla Lutra również dobre czyny spełniane PO CHRZCIE są zawsze grzeszne, bo spełniane przez łajno (po odrodzeniu człowiek jest łajnem? Duch Święty mieszka w łajnie?), to staje się jasne, jakie jest źródło nauki protestantów przeciw dobrym uczynkom. Gnostycka nauka przeciw wolnej woli oraz gnostycka nauka przeciw ciału i psychice (które są ponoć z natury wadliwe i nienaprawialne) musi zrodzić gnostycki wniosek, że uczynki, dobre czy złe, nie mają znaczenia dla zbawienia. Jak więc gnostycy chcieli dostąpić zbawienia? Przez samą łaskę i wiarę, wiarę w gnozę (tzn. wiedzę), którą głosili. Można sprawdzić, że już w pierwszych wiekach po Chrystusie gnostycy głosili te trzy twierdzenia: przeciw ciału, przeciw wolności woli i przeciw roli uczynków w zachowaniu zbawienia. Odnośnie trzeciego, Ireneusz z Lyonu zapisał:

 

Ludzie bowiem są zbawieni przez jego [boga Szymona Maga - J.] łaskę, a nie z powodu własnych sprawiedliwych uczynków.” (AH I)

 

O sekcie Karpokratesa:

 

Nawet jeśli popełniane są przez nich czyny bezbożne, potworne i zakazane, ja bym w to nie uwierzył. W ich jednak pismach w ten sposób jest napisane i to oni w ten sposób rzecz przedstawiają, mówiąc, że Jezus w sekrecie przemawiał do uczniów i do apostołów na osobności, a oni uznali za słuszne przekazać te rzeczy ludziom godnym i posłusznym: przez wiarę i miłość dostępuje się zbawienia, pomiędzy pozostałymi sprawami nie ma natomiast różnicy, a tylko według opinii ludzi jedne uznawane są za dobre inne za złe” (Teodoret z Cyru, Haereticarum fabularum compendium I)

 

Porównajmy to ze słowami Lutra:

 

Bóg zobowiązuje cię tylko, abyś wierzył i wyznawał (wiarę). We wszystkich pozostałych rzeczach pozostawia ci swobodę jako panu i władcy, abyś robił, cokolwiek chcesz bez żadnego niebezpieczeństwa dla twojego sumienia; z drugiej strony, jest pewne, że o ile On nie jest zainteresowany, nie ma żadnej różnicy czy zostawisz swoją żonę, uciekniesz od swojego pana lub nie jesteś wierny jakimkolwiek obowiązkom. Jakie ma znaczenie dla Niego to, czy robisz lub nie robisz takich rzeczy?” (Werke, Weimar ed., XII, s.131 nn – Cf. op. cit., s. 446).

 

Oczywiście nauka o zbawieniu bez względu na uczynki obudowana była w różnych sektach gnostyckich mitycznymi baśniami, które Szatan tchnął w nich przeciw Stwórcy, ale sedno było takie: Wolnej woli nie ma, bo Stwórca jest zły i stworzył człowieka ze złą psychiką i ciałem w celu sterowania nim. Nie ma znaczenia, jakie uczynki spełnia psychika i ciało, ważne żeby boska iskra ukryta w duszy była w jedności z Logosem (Chrystusem), który według gnostyków był w człowieku Jezusie, ale nie był Jezusem. Zbawienie jest przez jedność boskiej iskry z Logosem (nie Jezusem), a nie przez uczynki złego z natury ciała i psychiki.

 

Śledźmy dalej naukę Lutra. Ks. Bujak pisze:

 

„(...) Łaska to „nowa natura”, ale jest ona „obcą sprawiedliwością”, która nie ma żadnej relacji do grzesznej natury człowieka w sensie jej przemiany. Jako zewnętrzna łaska, chroni ona jedynie człowieka przed gniewem Boga. Ponieważ nie istnieje żaden „punkt zaczepienia” dla łaski w grzesznej naturze ludzkiej, działa ona od zewnątrz. Dlatego, gdy przychodzi łaska w momencie chrztu, mogę powiedzieć, że już nie ja żyję, ale obca, zewnętrzna łaska zastąpiła mnie samego. Ze mnie zostało tylko grzeszna natura, ciało. Dlatego Luter mógł twierdzić, że jeden i ten sam człowiek jest jednocześnie sprawiedliwy i grzeszny, dobry i zły (simul iustus et peccator), jako że istnieje w nim „stary człowiek”, grzesznik, i „nowy człowiek”, czyli Chrystus. Nowej duchowej naturze człowieka odpowiada łaska, starej, grzesznej naturze zaś – ciało. Ponieważ jednak „duch” człowieka zgadza się z „ciałem”, należy go utożsamić z „ciałem buntu”. Dlatego też duch Chrystusa, łaska, musi zastąpić ducha ludzkiego, wejść w jego miejsce, nie mając przy tym nic wspólnego z ludzką naturą. Duchowe siły człowieka: pamięć, rozum, wola, w tym samym momencie podlegają grzechowi, tak że łaska musi działać per contrarium, czyli poza nami i bez nas. (...) Paradoksalnie, mimo że człowiek wierzący jest jedno z Chrystusem, który w nim żyje jako osoba, to jednoczenie pozostaje on grzesznikiem. Przeciwieństwa nie zostają zniesione, łaska nie zwycięży w człowieku grzechu, nie uleczy zranionej natury, którą z tego powodu należy odrzucić jako obcą. (...)

Bóg nie miłuje grzesznika i nie umiera za niego, Bóg miłuje tylko siebie i swoją sprawiedliwość. Historia miłości pomiędzy Ja i Ty, Bogiem i człowiekiem, zostaje zastąpiona przeciwieństwem łaski i natury, „pojedynkiem” Boga z samym sobą, aby się sam ze sobą mógł pojednać26. (...)

 

Chrystus – największy grzesznik

 

Kim był zatem Chrystus dla Marcina Lutra? Był przede wszystkim Tym, który broni nas przed gniewem Ojca. Jest to Chrystus „dla mnie”, pro me, nie in se, w sobie samym. (...) Luter podkreśla kenozę Boga, rozumie Wcielenie jako wydarzenie zjednoczenia przeciwności: boskiej wszechmocy i ludzkiego grzechu30.

Luter, podobnie jak Ariusz, a odwrotnie niż biskup Atanazy z Aleksandrii, odrzucał termin homousios (współistotny) obecny w wyznaniu wiary Soboru Nicejskiego z 325 r., twierdząc, że jest to termin „światowy”, niebiblijny, który sprzeciwia się „czystości Pisma Świętego” (sinceritas scripturae)31. Mimo odrzucenia homousios, sam Luter tworzył nowe terminy, niemające źródła ani w Biblii, ani w nauce Ojców Kościoła czy scholastyków, lub też nadawał nowe znaczenie tradycyjnym definicjom32, np. twierdził, że Chrystus, podobnie jak my, został stworzony „na obraz Boga”, ad imaginem Dei, czyli jest stworzeniem, któremu została dodana boska natura! Uważał, że wskazują na to słowa z Prologu św. Jana: „Bogiem było Słowo”. Luter komentuje ten tekst, że Jan nie mówi: „Syn był Słowem”. Również na sposób ariański rozumie on słowa Psalmu 110, 3: „Przed jutrzenką Ciebie zrodziłem” jako: uczyniłem. Jednak ani Filip Melanchton, ani Andreas Osiander nie pójdą za Lutrem w tej interpretacji, pozostając w tej kwestii wierni Tradycji Kościoła.

Luter pojmuje Chrystusa nie jako Osobę Boską, ale w perspektywie Jego dzieła zbawienia, które ma do wykonania, a więc na sposób funkcjonalny. Nie pyta: kim jest Chrystus sam w sobie? Uważa, że są to pytania dobre dla scholastyków i filozofów, którymi gardził, ale interesuje go pytanie, kim jest Chrystus dla mnie?

Uznaje on, że zbawcze dzieło miało swój początek nie w momencie Poczęcia w łonie Maryi, ale dopiero w chwili chrztu w Jordanie, gdy przyjął On na siebie nasze grzechy, a raczej stał się Grzechem, ponieważ ludzka natura jest siedliskiem zła33.

Według niego już prorocy zapowiadali, iż Mesjasz, dla zbawienia ludzi, stanie się największym bandytą, bluźniercą, złodziejem, niszczycielem świątyni, ponieważ nie będzie działał w swojej własnej osobie, ale w skażonej, oddanej diabłu naturze34. Aby nas zbawić, Chrystus musi sam stać się Złem35. Tylko w ten sposób ściągnie na siebie gniew Ojca i odsunie go od ludzi36. Ludzka grzeszna natura przyjęta przez Chrystusa stała się „przynętą” dla Lewiatana, czyli szatana. Szatan połknął przynętę, ale został pokonany przez „haczyk”, na którym była zawieszona przynęta, tzn. przez naturę boską, przez którą Chrystus pokonał Lewiatana, starożytnego smoka, czyli diabła. Zatem natura ludzka była „polem bitwy”, na którym spotkali się Bóg i szatan, ale zbawienia dokonała tylko boska natura Chrystusa. Zbawienie dokonało się bez nas i poza nami. Natura ludzka nie została przemieniona przez Chrystusa, pozostała, jak przedtem, substancją grzechu37.

Zatem według Lutra człowieczeństwo Chrystusa nie było święte, ale przeciwnie, było poddane piekłu i szatanowi. Posługując się argumentem z komunikacji przymiotów wynikających z dogmatu chalcedońskiego, twierdzi, że w Chrystusie mamy zjednoczenie bóstwa i piekła: bóstwa w naturze boskiej i piekła w naturze ludzkiej. Zatem w jednej Boskiej Osobie połączyły się dwa największe przeciwieństwa38. Z tego powodu w samym Chrystusie toczy się walka, pojedynek dwóch gigantów: z jednej strony jest Chrystus, który przyjął grzeszną naturę ludzką, która zasługuje na karę i potępienie, Chrystus „w postaci sługi”, z drugiej zaś strony Chrystus – Syn Boży, całkowicie święty i bez grzechu. W Chrystusie odzwierciedla się to samo napięcie, paradoksalność i sprzeczność, co w człowieku: również On jest zarazem święty i grzeszny, żyje i umarł, walczy w sobie przeciw grzechowi. Jesteśmy zbawieni nie dzięki świętości Chrystusa, przez Jego zbawcze dzieło i miłość do nas, ale dzięki walce z grzechem, którą toczy On sam w sobie. Chrystus, który na mocy urzędu Mesjasza stał się grzechem, walczy z Chrystusem, który jest sprawiedliwym Synem Bożym, i zostaje przez Niego pokonany. Luter bowiem nie uznaje unii hipostatycznej w sensie dogmatu chalcedońskiego, ale jako zwykłe złożenie z dwóch natur sobie przeciwnych: ludzkiej, czyli grzesznej i boskiej, czyli świętej, które walczą ze sobą w jednej Osobie Syna Bożego39. Odkupienie jest więc „wewnątrzboskim dramatem”, w którym „Bóg zwycięża Boga” dla naszego dobra, zauważa kard. Ch. Schönborn40.

 

Zakończenie

 

Th. Beer i A. von Stockhausen zauważają, że Filip Melanchton po śmierci Marcina Lutra dokonał korekty myśli Ojca Reformacji. Przede wszystkim mocniej uwypuklił autorytet Ojców Kościoła, czego dowodem jest jego dzieło na temat Soboru w Nicei, wydawane dwukrotnie w 1550 i 1561 r.41. Melanchton zignorował również najważniejszą tezę w teologii Lutra o podwójnym usprawiedliwieniu, aktywnym i pasywnym (iustitia activa et passiva). Także inne wypowiedzi Lutra dotyczące chrystologii lub trynitologii zostały pominięte lub otwarcie uznane za ariańskie. Melanchton powrócił także do terminu homousios, który Luter odrzucił, by uzasadnić swoją tezę o „walce gigantów” w Chrystusie.

Z komentarzy Lutra do dzieł Wigiliusza z Tapsus, Augustyna, Piotra Lombarda i innych teologów wynika, że źródłem jego teologii nie była myśl katolicka, ale neoplatońsko-plotyńska (Theologia Deutsch), neoplatońsko-pitagorejska (Pseudo-Hermes-Trismegistos) i gnostyczno-mitologiczna (Lewiatan schwytany na przynętę natury ludzkiej). Te źródła bierze pod uwagę niewielu badaczy myśli Lutra42.”

 

Tyle ks. Bujak ("Marcina Lutra koncepcja 'niewolnej woli' w świetle doktryny Kościoła Katolickiego").

 

W drugiej części tego artykułu przemówią cytaty z Lutra.

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 2

 

 



Dobre sumienie - cz. 2

środa, 12 października 2016 20:57

 

Jeszcze odnośnie prawa Mojżeszowego.

 

Mat. 23:23, UBG

(23) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo dajecie dziesięcinę z mięty, anyżu i kminku, a opuszczacie to, co ważniejsze w prawie: sąd, miłosierdzie i wiarę. To należało czynić i tamtego nie zaniedbywać.

 

Łuk 11:42, UBG

(42) Ale biada wam, faryzeusze, bo dajecie dziesięcinę z mięty, ruty i z każdego ziela, lecz opuszczacie sąd i miłość Boga. To należało czynić i tamtego nie opuszczać.

 

Widać tu jasno, że Pan Jezus dzieli Prawo Mojżeszowe na część ważniejszą i mniej ważną. Część fundamentalna to wiara, miłość i sąd (właściwy osąd okoliczności, tak by wybrać sprawiedliwe rozwiązania). Tę część Jezus uważa za ważniejszą („to co ważniejsze w prawie”) i ona weszła później do Nowego Przymierza. Drugą część, czyli całą resztę (ofiary, dziesięciny, święta, sabaty, obrzezanie itd.) Jezus uważa za mniej ważną, co jednak nie znaczy, że tę drugą część należało wówczas ignorować. Trzeba pamiętać, że Jezus powiedział to w erze Starego Przymierza. Do czasu nastania Nowego Przymierza obowiązywało literalnie całe prawo Mojżeszowe (każda jota i kreska), dlatego Jezus nakazywał je wówczas spełniać w całości: „Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. (...) Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z prawa, aż wszystko się wypełni (Mat. 5:17-18, UBG). Na krzyżu oznajmił: „Wykonało się!” (J. 19:28,30). A po zmartwychwstaniu: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza” (Łuk. 24:44).

 

Zasadniczo prawo Mojżeszowe składało się z trzech części:

 

1) przykazania wiary, miłości i sprawiedliwości (które zawierają się w nowotestamentowej wierze i miłości Boga i bliźniego i w ten sposób są obowiązujące w Nowym Przymierzu)

2) przykazania dane tymczasowo, będące „cieniami rzeczy przyszłych” (które wypełniają się duchowo w Chrystusie: np. obrzezanie wypełnia się w Chrzcie i obrzezaniu serca; pascha w ofierze Chrystusa i Wieczerzy Pańskiej; sabat w odpoczynku w Chrystusie od skutków grzechu, np. od pracy koniecznej, by zarobić pieniądze na zwierzęta ofiarne; kara śmierci pokazuje, jakie grzechy zasługują na śmierć, i wypełnia się tak, że grzesznik wyłączony z Kościoła „za życia umarł”)

3) przykazania dane tymczasowo „z powodu zatwardziałości” (np. poligamia, rozwody – usunięte przez Mesjasza, nie dopuszczone w Nowym Przymierzu)

 

Przykład odnośnie punktu 3:

 

Mat. 19:7-8, UBG

(7) Zapytali go: Dlaczego więc Mojżesz nakazał dać list rozwodowy i oddalić ją?

(8) Odpowiedział im: Z powodu zatwardziałości waszego serca Mojżesz pozwolił wam oddalić wasze żony, ale od początku tak nie było.

 

Mar. 10:9-12, UBG

(9) Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza.

(10) A w domu jego uczniowie znowu go o to pytali.

(11) I powiedział im: Kto oddala swą żonę i żeni się z inną, cudzołoży wobec niej.

(12) A jeśli kobieta opuści swego męża i wyjdzie za innego, cudzołoży.

 

W Biblii są dwa Dekalogi: Dekalog Starego Przymierza i Dekalog Nowego Przymierza. Jeden przekazał Mojżesz, drugi zawiera się w nauce Jezusa. W starotestamentowym Dekalogu zakaz cudzołóstwa nie stał w sprzeczności z poligamią. Dekalog Starego Przymierza nie zabraniał posiadania kilku żon (5 Moj. 21:15-17). Nie zabraniał też rozwodu i wejścia w nowy związek (5 Moj. 24:1-4). Ponadto, gdzie w starym Dekalogu jest zakaz pijaństwa i nienawiści (por. Gal. 5:20-21)? Dlatego nie można twierdzić, że Nowe Przymierze oparte jest na starozakonnym Dekalogu, prawie Mojżeszowym. Dekalog jest wiążący tylko jako nauka Jezusa, a nie Mojżesza. Jest wiążący w duchu nauki Jezusa, a nie Mojżesza i Starego Przymierza. Dekalog obowiązuje jako instruktaż, jak stosować miłość ukazaną przez Jezusa, a nie Mojżesza (Jezus zabrania kamienować, Mojżesz nakazuje). Chociaż Dekalog zawiera się w Prawie Nowego Przymierza, nie jest całym Prawem Chrystusowym. Całym Prawem Nowego Przymierza jest kompletna nauka Pana Jezusa (Mat. 28:20). Również powyższy fragment na temat nierozerwalności małżeństwa. Odnośnie poligamii nasuwa się pytanie: dlaczego w Starym Przymierzu Bóg na to zezwolił? Można się domyślić, że z tego samego powodu, dla którego zezwolił na list rozwodowy – z powodu zatwardziałości serc (wynikającej z nieodrodzenia, z braku Ducha Parakletosa i dobrego sumienia).

 

Tak więc z trzech wymienionych wyżej aspektów prawa Mojżeszowego pierwsza obowiązuje w nowym duchu, jako nowe Prawo, druga nie obowiązuje literalnie (wypełnia się duchowo), a trzeciej – danej z powodu zatwardziałości – Bóg w ogóle nie włączył do Nowego Przymierza. Czy można więc twierdzić, że w Nowym Przymierzu obowiązuje prawo Mojżeszowe? Czy tak naucza apostoł Paweł? Trzeba zadać sobie pytanie: ile z ponad 600 przepisów prawa Mojżeszowego obowiązuje w sensie literalnym w Nowym Przymierzu? Czy np. obowiązuje nas prawo, że:

 

Pwt 21:18-21, BW

(18) Jeżeli ktoś ma syna upartego i krnąbrnego, który nie słucha ani głosu swojego ojca, ani głosu swojej matki, a choć oni go karcą, on ich nie słucha,

(19) To pochwycą go jego ojciec i matka i przyprowadzą do starszych jego miasta, do bramy tej miejscowości,

(20) I powiedzą do starszych miasta: Ten nasz syn jest uparty i krnąbrny, nie słucha naszego głosu, żarłok to i pijak.

(21) Wtedy wszyscy mężowie tego miasta ukamienują go i poniesie śmierć. Wytępisz zło spośród siebie, a cały Izrael to usłyszy i będzie się bał.

 

Lcb 19:14-20, BW

(14) Takie jest prawo: Gdy ktoś umrze w namiocie, to każdy, kto wchodzi do tego namiotu, i każdy, kto przebywa w tym namiocie, jest nieczysty przez siedem dni.

(...)

(20) Lecz człowiek, który się skalał, a nie oczyścił się, będzie wytracony spośród zboru, gdyż zbezcześcił świątynię Pana, nie został skropiony wodą oczyszczenia i jest nieczysty.

 

Kpn 15:16-23, BW

(16) Jeżeli mężczyźnie wypłynie we śnie nasienie, to obmyje on wodą całe swoje ciało i będzie nieczysty do wieczora.

(17) Każdą szatę, każdą skórę, na które wypłynie nasienie, należy wyprać w wodzie i będą nieczyste do wieczora.

(18) A jeżeli mężczyzna obcował z kobietą, a miał upływ nasienia, to oboje obmyją się wodą i będą nieczyści do wieczora.

(19) Jeżeli kobieta ma krwawy upływ, a jest to zwykłe krwawienie z jej ciała, to będzie siedem dni w swojej nieczystości i każdy, kto się jej dotknie, będzie nieczysty do wieczora.

(20) Wszystko zaś, na czym się położy w swojej nieczystości, będzie nieczyste i wszystko, na czym usiądzie, będzie nieczyste.

(21) Każdy, kto się dotknie jej łoża, wypierze swoje szaty i obmyje się wodą, i będzie nieczysty do wieczora.

(22) Każdy, kto się dotknie jakiegokolwiek sprzętu, na którym siądzie, wypierze swoje szaty i obmyje się wodą, i będzie nieczysty do wieczora.

(23) Jeżeli coś było na jej łożu lub na sprzęcie, na którym siedziała, to ten, kto się go dotknie, będzie nieczysty do wieczora.

 

Kpn 19:19, BW

(19) (...) Twego pola nie będziesz obsiewał dwojakim gatunkiem ziarna i nie wdziewaj na siebie szaty zrobionej z dwóch rodzajów przędzy.

 

Pwt 25:5-9, BW

(5) Jeżeli bracia mieszkają razem, a jeden z nich umrze, nie pozostawiwszy po sobie syna, żona zmarłego nie wyjdzie za mąż na zewnątrz za obcego mężczyznę. Jej szwagier sprowadzi się do niej i weźmie ją sobie za żonę, i ożeni się z bezdzietną wdową po swoim bracie.

(9) To jego bratowa przystąpi do niego na oczach starszych, zdejmie mu z nogi jego sandał i plunie mu w twarz, a potem odezwie się i powie do niego: Tak postępuje się z mężczyzną, który nie chce odbudować domu swego brata.

 

Pwt 25:11-12, BW

(11) Jeżeli dwaj mężczyźni będą się bić z sobą, a podbiegnie do nich żona jednego z nich, aby wyrwać swego męża z rąk tego, który go bije, i wyciągnie swoją rękę, i pochwyci tamtego za jego narządy wstydliwe,

(12) To odetniesz jej dłoń. Oko twoje nie ulituje się.

 

Pwt 23:1-8, BW

(1) Ten, kto ma zmiażdżone jądra i odcięte prącie, nie może wejść do zgromadzenia Pańskiego.

(2) Nie może wejść do zgromadzenia Pańskiego ten, kto jest z nieprawego łoża. Również dziesiąte pokolenie po nim nie może wejść do zgromadzenia Pańskiego.

(3) Nie może Ammonita i Moabita wejść do zgromadzenia Pańskiego. Również dziesiąte pokolenie po nich nie może wejść do zgromadzenia Pańskiego, a więc po wszystkie czasy,

 

Czy powyższe przykazania nadal obowiązują? Ktoś mógłby argumentować, że wprawdzie nie obowiązują literalnie, ale obowiązują duchowo. Po pierwsze, które obowiązują duchowo, a które zostały dane ze względu na zatwardziałość (jak poligamia czy rozwód)? Czy ten ktoś umie wszystkie przykazania rozróżnić i posegregować? Czy potrafi je zinterpretować duchowo? Ponadto, skąd wiadomo, że jego duchowa interpretacja jest właściwa? Ilu jest nauczycieli, tyle może być duchowych interpretacji. Skąd pewność, że słuszna jest ta, a nie inna duchowa interpretacja? Rzeczywistość jest prostsza. Wystarczy spełniać naukę Jezusa, a wypełni się duchowo każde przykazanie Mojżesza, nawet jeśli nie rozumie się jego duchowego sensu: „nie pożądaj, i wszelkie inne przykazania, zamykają się w tym słowie, mianowicie: Będziesz miłował” (Rz. 13:9, TBS). Chodzi o to, że te przykazania Mojżesza, których Jezus nie włączył do Nowego Przymierza, nie obowiązują – i to trzeba głosić za Pawłem (1 Kor. 7:19, por. Dz. 15:24). Te zaś przykazania Mojżesza, które Chrystus włączył, nie nazywają się już przykazaniami Mojżesza, tylko Chrystusa, ponieważ tak jak odrodzony staje się nowym człowiekiem, tak też przykazania stają się nowe, mimo że istniały wcześniej. Np. miłość bliźniego staje się nową miłością nieprzyjaciół, czego prawo Starego Przymierza nie nakazywało. Prawo Mojżeszowe obowiązywało w sensie literalnym, dlatego nie można dziś twierdzić, że nadal obowiązuje – całe lub częściowo. To wprowadzanie w błąd, które idzie w kierunku katastrofy Galacjan („pozbawiliście się Chrystusa”). Twierdzenie, że prawo Mojżeszowe obowiązuje oznacza, że dopuszczalna jest poligamia i list rozwodowy. Jeśli jednak NIE jest to dopuszczalne, to znaczy, że poligamia i list rozwodowy zostały usunięte. W takim razie nie można twierdzić, że każda jota i kreska nadal obowiązuje. Niektórzy nie rozumieją słów Jezusa o jocie i kresce i chcą je interpretować wbrew faktom i wbrew nauce apostołów. Paweł naucza jednoznacznie, że pod prawem Mojżeszowym nie jest. A zarazem twierdzi, że jest pod Prawem Chrystusowym:

 

1 Kor. 9:20-21, BW

(20) I stałem się dla Żydów jako Żyd, aby Żydów pozyskać; dla tych, którzy są pod zakonem, jakobym był pod zakonem, chociaż sam pod zakonem nie jestem, aby tych, którzy są pod zakonem, pozyskać.

(21) Dla tych, którzy są bez zakonu jakobym był bez zakonu, chociaż nie jestem bez zakonu Bożego, lecz pod zakonem Chrystusowym, aby pozyskać tych, którzy są bez zakonu.

 

Te dwa stwierdzenia apostoł rozwinął tutaj:

 

Gal 3:23 do 6:8, UBG

(3:23) Zanim zaś przyszła wiara, byliśmy poddani pod straż prawa i trzymani w zamknięciu aż do tej wiary, która potem miała być objawiona.

(3:24) Tak więc prawo było naszym pedagogiem do Chrystusa, abyśmy z wiary byli usprawiedliwieni.

(3:25) Lecz gdy przyszła wiara, już nie jesteśmy pod pedagogiem.

(...)

(5:1) Trwajcie więc w tej wolności, którą nas Chrystus wyzwolił, i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli.

(...)

(5:13) ...tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale z miłości służcie jedni drugim.

(5:14) Całe bowiem prawo wypełnia się w tym jednym słowie, mianowicie: Będziesz miłował swego bliźniego jak samego siebie.

(...)

(5:18) Lecz jeśli jesteście prowadzeni przez Ducha, nie jesteście pod prawem

(...)

(5:22) Owocem zaś Ducha jest miłość (...), dobroć, wiara;

(...)

(5:25) Jeśli żyjemy w Duchu, w Duchu też postępujmy.

(...)

(6:7) ...Co bowiem człowiek sieje, to też żąć będzie.

(6:8) Bo kto sieje dla swego ciała, z ciała żąć będzie zniszczenie. Kto zaś sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie życie wieczne.

 

Uchwyćmy logikę wywodu. Nie jesteście pod prawem Mojżeszowym, tylko jesteście prowadzeni przez Ducha Chrystusa (5:18). Bycie prowadzonym przez Ducha oznacza bycie pod Prawem Chrystusa, bo w 6:2 mówi: Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełniajcie prawo Chrystusa” („z miłości służcie jedni drugim”, 5:13). Jesteśmy prowadzeni przez Ducha, czyli przez naukę i moc Ducha (J. 6:63; 14:26; 1 Kor. 2:13). Zapisano ją w Nowym Testamencie (1 Kor. 14:37-38; 2 Tes. 2:15; J. 20:31). Kto chce i stara się postępować według Ducha (5:25), według Jego nauki i mocy, ten nie jest już pod prawem Mojżeszowym (5:18). Taki ktoś wydaje owoc Ducha (czyli owoc posłuszeństwa Duchowi i jedności z Nim): miłość, dobroć, itd. (5:22). Kto natomiast woli słuchać ciała (tzn. złych skłonności), ten zbierze plon w postaci zniszczenia. Wybór jest taki: zniszczenie albo życie wieczne (6:8).

 

Jeśli ktoś po przeczytaniu powyższego wywodu apostoła nie widzi, że prawo Mojżeszowe miało obowiązywać tylko do przyjścia Chrystusa, to znaczy, że zamyka oczy na prawdę. Jeśli nie widzi tu, że wolność od prawa Mojżeszowego jest zarazem poddaniem się pod Prawo Chrystusa, które obowiązuje pod groźbą potępienia (6:8), to nic więcej dla niego nie można zrobić. Kto odrzuca jednoznaczne nauki apostołów, ten ma złą wolę.

 

Twierdzić dziś, że prawo Mojżeszowe obowiązuje w Nowym Przymierzu, to twierdzić tym samym, że dopuszczalne są rozwody, poligamia, prawo zemsty, kara śmierci. Nie mówiąc o obowiązku składania ofiar zwierzęcych w świątyni. Tej, która została zburzona.

 

Można natomiast twierdzić za apostołem Pawłem, że w chrześcijanach wypełnia się sprawiedliwość prawa Mojżeszowego. Nie że ono obowiązuje, tylko że jego sprawiedliwość, jego ponadczasowe i docelowe wymagania wypełniają się w posłuszeństwie Nowemu Przymierzu, tzn. Chrystusowi i miłości:

 

Rz. 8:4, UBG

(4) Aby sprawiedliwość prawa wypełniła się w nas, którzy postępujemy nie według ciała, ale według Ducha.

 

Aby sprawiedliwość prawa wypełniła się w nas – w jakim sensie?

 

Rz. 13:8-10, UBG

(9) Gdyż to: Nie będziesz cudzołożył, nie będziesz zabijał, nie będziesz kradł, nie będziesz fałszywie świadczył, nie będziesz pożądał i jakiekolwiek inne przykazanie, w tych słowach się streszcza, mianowicie: Będziesz miłował swego bliźniego jak samego siebie.

(10) Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Tak więc wypełnieniem prawa jest miłość.

 

Nie chodzi więc Pawłowi o wypełnianie starotestamentowego prawa w sensie jego wszystkich przepisów, tylko o to, że wystarczy słuchać Chrystusa, aby wypełnić sprawiedliwość dawnego prawa w sensie ponadczasowej istoty prawa, która obowiązywała już np. Henocha, Noego itp., mimo że prawa Starego Przymierza jeszcze nie było. Co jest istotą prawa? Miłość:

 

Mat. 7:12, UBG

(12) Wszystko więc, co chcecie, aby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. To bowiem jest Prawo i Prorocy.

 

To było istotą i celem prawa i proroków. Było ono pedagogiem przygotowującym do przyjęcia Chrystusa i Jego nauki (przyjęta nauka jest wiarą). Gdy więc Chrystus przyszedł i dał naukę (wiarę), a w czynie przykład ofiarnej miłości, a następnie odrodził człowieka, to zrealizował cel prawa Mojżeszowego i w ten sposób je zakończył (wypełnił je).

 

Rz. 10:4, TBS

(4) Albowiem zakończeniem Prawa jest Chrystus ku sprawiedliwości każdemu wierzącemu.

 

Zakończeniem prawa (Starego Przymierza) jest Chrystus ku sprawiedliwości nie tylko w sensie usprawiedliwienia, ale też w sensie uczynienia wierzących sprawiedliwymi w postępowaniu dzięki odrodzeniu, dobremu sumieniu i włożeniu praw miłości w ich serca. Oto wcześniejszy kontekst powyższego wiersza:

 

Rz. 6:16-22, TBS

(16) Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?

(17) Ale chwała niech będzie Bogu, że wy, którzy byliście niewolnikami grzechu, usłuchaliście z serca wzoru tej nauki, której się poddaliście [chodzi o naukę Jezusa i apostołów - J.].

(18) A będąc uwolnieni od grzechu, staliście się niewolnikami sprawiedliwości.

(19) Po ludzku mówię, z powodu słabości waszego ciała. Albowiem jak oddawaliście swoje członki w niewolę nieczystości i nieprawości ku czynieniu nieprawości, tak teraz oddawajcie swoje członki w niewolę sprawiedliwości ku uświęceniu.

(20) Bo kiedy byliście niewolnikami grzechu, byliście wolni od sprawiedliwości.

(21) Jaki więc wówczas mieliście pożytek z tych rzeczy? Taki, którego się teraz wstydzicie; bo końcem ich jest śmierć.

(22) Lecz teraz, będąc wyzwoleni od grzechu, oddaliście się w niewolę Bogu, mając swoją korzyść w uświęceniu, a za cel życie wieczne.

 

A zatem zakończeniem prawa jest Chrystus ku sprawiedliwości nie tylko nadanej, ale też sprawiedliwości w sensie przemiany ku doskonałości:

 

Hbr 10:14, TBS

(14) Albowiem jedną ofiarą na zawsze uczynił doskonałymi tych, którzy są uświęceni.

 

W jakim sensie „uczynił doskonałymi”? Proszę przewinąć do początku części pierwszej.

 

Część I

 

 

 



Dobre sumienie - cz. 1

środa, 12 października 2016 20:56

 

Hbr 7:18-22, UBG

(18) Zostało więc zniesione poprzednie przykazanie z powodu jego słabości i nieużyteczności.

(19) Prawo bowiem nie uczyniło niczego doskonałym, ale na jego miejsce została wprowadzona lepsza nadzieja, przez którą zbliżamy się do Boga.

(...)

(22) O tyle też Jezus stał się poręczycielem lepszego przymierza.

 

Widzimy, że prawo Starego Przymierza nie mogło uczynić niczego doskonałym (w. 19), ale Nowe Przymierze jest Przymierzem lepszym (w. 22). Natomiast w 10:14 czytamy:

 

Jedną bowiem ofiarą uczynił doskonałymina zawsze tych, którzy są uświęceni.”

 

W jakim sensie chrześcijanie są uczynieni doskonałymi? O jaką doskonałość chodzi w Liście do Hebrajczyków? Rozważmy szerszy kontekst, skupiając się na słowach „doskonały” oraz „sumienie”.

 

Hbr 9:9, UBG

(9) Był on [Przybytek] wzorem na tamten czas, a składano w nim dary i ofiary, które nie mogą uczynić doskonałym w sumieniu tego, który pełni służbę Bożą;

 

Wiersz 10:14 mówi: uczynić doskonałymi. Wiersz 9:9 mówi: uczynić doskonałymi w sumieniu. Nietrudno wywnioskować, że dla autora doskonali to właśnie ci, którzy stali się doskonałymi w sumieniu. Co to znaczy być doskonałym w sumieniu?

 

Hbr 9:14, UBG

(14) To o ileż bardziej krew Chrystusa (...) oczyści wasze sumienie z martwych uczynków, by służyć Bogu żywemu?

 

A zatem być doskonałym w sumieniu to mieć czyste sumienie, tzn. sumienie, które potępia martwe uczynki i zachęca do służenia Bogu. Cały czas bazujemy tylko na Liście do Hebrajczyków.

 

Hbr 10:2, KJV

(2) For then would they not have ceased to be offered? because that the worshippers once purged should have had no more conscience [gr. suneidesis - sumienie] of sins.

 

Właściwe tłumaczenie Hbr 10:2 brzmi: Bo inaczej zaprzestano by je [ofiary] składać, gdyż składający ofiarę, raz oczyszczeni, nie mieliby już dłużej sumienia grzechów  [tzn. grzesznego sumienia].

 

W tym właśnie kontekście występuje omawiany wiersz 10:14:

 

Hbr 10:14-22, UBG

(14) Jedną bowiem ofiarą uczynił doskonałymi na zawsze tych, którzy są uświęceni.

(15) A poświadcza nam to także Duch Święty. Bo powiedziawszy najpierw:

(16) Takie jest przymierze, które zawrę z nimi po tych dniach, mówi Pan: Włożę moje prawa w ich serca i wypiszę je na ich umysłach;

(...)

(22) Zbliżmy się ze szczerym sercem, w pełni wiary, mając serca  oczyszczone od złego  sumienia i ciało obmyte czystą wodą.

 

Wiersz 10:14 mówi: uczynił doskonałymi. Wiersz 10:22 objawia sens doskonałości: serca oczyszczone od złego sumienia. Co to znaczy mieć serce oczyszczone od złego sumienia?

 

Hbr 13:18, UBG

(18) ... Ufamy bowiem, że mamy czyste sumienie, gdyż chcemy we wszystkim dobrze postępować.

 

Zauważmy logikę całego wywodu. Ofiary zwierzęce nie mogły uczynić człowieka doskonałym w sumieniu (9:9), tzn. dać mu dobrego sumienia. Sumienie może być oczyszczone tylko przez krew Chrystusa (9:14). Gdyby ofiary zwierzęce mogły uczynić kogoś doskonałym, nie trzeba by ich znowu składać, bo doskonały nie ma już grzesznego sumienia (10:1-2). Tak właśnie doskonałymi (tzn. nie mającymi już grzesznego sumienia) są chrześcijanie dzięki ofierze Jezusa (10:14). Ich serca są oczyszczone od złego sumienia (10:22). Tę doskonałość w sumieniu zapowiedział Duch Święty w słowach: „Włożę moje prawa w ich serca i wypiszę je na ich umysłach” (10:16). Sumienie to osąd rozumu, czyli osąd myśli oskarżających lub biorących w obronę w danej kwestii. Dobre sumienie to jakby sędzia sprawiedliwie oceniający. Sumienie bazuje właśnie na prawach Bożych wypisanych na chrześcijańskich sercach. Jak wypisanych?

 

2 Kor. 3:3, UBG

(3) Gdyż wiadomo, że jesteście listem Chrystusowym sporządzonym przez nasze posługiwanie, napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego, nie na tablicach kamiennych, lecz na żywych tablicach serc.

 

Apostołowie są u Pana, ale pozostawili nam Nowy Testament, czyli prawa, które wypisywali wówczas na sercach przez mowy i Listy. Porównajmy to z pokrewną wypowiedzią Pawła:

 

Rz. 2:15-16, BT

(15) Wykazują oni [nieobrzezani chrześcijanie - J.], że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające.

(16) [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii.

 

Mamy w tym fragmencie prawa Boże wypisane na sercach i mamy bazujące na tym sumienie – tak jak w Liście do Hebrajczyków. Paweł twierdzi tu, że chrześcijanie zachowują prawo, bo istota prawa (nauka Chrystusa i miłość) wypisana jest na ich sercach, „gdy jednocześnie sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające”. (Rz. 2:15 jest odpowiedzią Pawła dla Żydów odnoście nieobrzezanych chrześcijan, których Żydzi uważali za przeklętych z powodu nie przestrzegania prawa Mojżeszowego. Paweł tłumaczy im, że nieobrzezani wierzący jednak przestrzegają Bożego Prawa, choć nie prawa ST). Wracając do wywodu z Listu do Hebrajczyków. Przeczytaliśmy, że ofiara Jezusa czyni ludzi doskonałymi, tzn. oczyszcza od złego sumienia, od „sumienia grzechów”. Nietrudno zrozumieć, że „sumienie grzechów” oznacza sumienie poddające się grzechom (tzn. pokusom grzechu). Grzeszne sumienie to sumienie akceptujące grzeszenie, natomiast dobre sumienie to sumienie chcące postępować zgodnie z Chrystusem i miłością. Na tym polega doskonałość, którą daje ofiara Jezusa. Stare Przymierze i jego prawo zostało usunięte „z powodu jego słabości i nieużyteczności” (Hbr 7:18-19, 22), a grzeszne sumienie zostaje zastąpione przez sumienie dobre, czyste, dzięki któremu „chcemy we wszystkim dobrze postępować” (Hbr 13:18). Do tego stopnia, że Paweł mógł napisać: „To bowiem jest naszą chlubą: świadectwo naszego sumienia, że w prostocie i w szczerości Bożej, nie w cielesnej mądrości, ale w łasce Boga postępowaliśmy na świecie” (2 Kor. 1:12).

 

 

 

To właśnie z dobrego sumienia wypływa miłość:

 

1 Tm 1:5, BG

(5) Lecz koniec przykazania [starotestamentowego - J.] jest miłość z czystego serca i z sumienia dobrego, i z wiary nieobłudnej.

 

Dobre sumienie to inaczej mówiąc sumienie miłości. Niewierzący mają „sumienie grzechów”, natomiast odrodzeni mają sumienie miłości. Powtórzmy powyższe słowa Pawła: „końcem przykazania jest miłość (...) z sumienia dobrego”. Kto ma wiarę w Chrystusa, dobre sumienie i miłość, ten osiągnął cel, do którego prowadziło prawo Starego Przymierza jako przewodnik (Gal. 3:24-25; 5:6,14; 6:2). Nie wszyscy jednak wierzyli w przemianę serca i sumienia, dlatego w kolejnych wierszach Paweł pisze:

 

1 Tm 1:6-11, BW

(6) Czego niektórzy nie osiągnęli i popadli w próżną gadaninę,

(7) Chcą być nauczycielami zakonu [Starego Przymierza - J.], a nie rozumieją należycie ani tego, co mówią, ani tego, co twierdzą.

(8) Wiemy zaś, że zakon jest dobry, jeżeli ktoś robi z niego właściwy użytek,

(9) Wiedząc o tym, że zakon nie jest ustanowiony dla sprawiedliwego, lecz dla nieprawych i nieposłusznych, dla bezbożnych i grzeszników, dla bezecnych i nieczystych,

(...) i dla wszystkiego, co się sprzeciwia zdrowej nauce,

(11) Zgodnej z ewangelią chwały błogosławionego Boga, która została mi powierzona.

 

Zakon jest dobry, jeśli robi się z niego właściwy użytek (w. 8). To znaczy: do nastania ery Chrystusa należało żyć pod zakonem i to właśnie było robieniem właściwego użytku (Gal. 3:24-25), bo właśnie wtedy ludzie byli nieodrodzeni, czyli nieprawi, nieposłuszni, bezecni i grzeszni. Streśćmy cały wywód. Końcem zakonu Starego Przymierza jest miłość z wiary i dobrego sumienia (1:5). Innymi słowy, końcem zakonu jest nowe narodzenie (por. Gal. 6:15; Ef. 2:15; Rz. 7:4-6). Czego niektórzy nie osiągnęli i dlatego chcą pozostać pod Starym Przymierzem i nauczać zakonu (1:6). Zakon był dobry (jako przewodnik do ery Chrystusa), dlatego, że ludzie, jako nieodrodzeni, byli wówczas grzesznikami (1:8-9). Nie mając jeszcze wiary w naukę Chrystusa i dobrego sumienia, nie mogli osiągnąć odpowiedniego poziomu miłości (1:5) i dlatego sprzeciwiali się zdrowej nauce (np. o bałwochwalstwie), zgodnej z dzisiaj głoszoną Ewangelią (1:10-11). (Przykład: zanim Mojżesz przekazał zakon, Izrael już popadł w kult złotego cielca, dlatego Bóg dopuścił, by zakon został odpowiednio dopasowany do ludzi skłonnych do pogańskich praktyk, obudowany licznymi przepisami i tymczasowymi dodatkami). Dla takich właśnie nieodrodzonych ludzi był zakon Starego Przymierza (1:5).

 

Celem Boga nie było samo to, by człowiek spełniał przykazania. Celem było to, by człowiek był rozumny i by w wolności osądu i wyboru po rozważaniach nabrał przekonania, że dobro jest lepsze od zła, miłość od nienawiści. I by pod wpływem tego przekonania pokochał Boga jako źródło dobra i odpowiedział na Jego miłość miłością. Celem Boga jest, by człowiek był obrazem Boga. Bóg jest miłujący, dobry. Jego obrazem jest więc człowiek miłujący, dobry. A choćby człowiek przekroczył jakieś przykazania (można chcieć dobrze, ale niewłaściwie zadziałać albo uczynić źle pod wpływem emocji, a nie z głębokiego przekonania), to jeśli cały czas trwa w dążeniu do miłości i stara się ją pielęgnować, będą mu wybaczone w Jezusie Chrystusie. Kto trwa w tym wynikającym z wiary dążeniu miłości, ten jest sprawiedliwy w oczach Boga pomimo potknięć, z których Bóg go usprawiedliwia na podstawie ofiary Jezusa. Kto jednak zapiera się dobrego sumienia, zagłusza je i postępuje rozmyślnie wbrew niemu, ten dopóki w tym trwa, nie może korzystać z ofiary Jezusa (Hbr 10:26 w kontekście 22). Doskonałość z Listu do Hebrajczyków polega na tym, by starać się być posłusznym dobremu sumieniu opartemu na nauce nowotestamentowej, którą wierzący się stale karmi, tak że jest ona wypisana na sercu. A co z tymi, którzy kochają w sensie uczucia, ale z premedytacją nie czynią dobra? Oni nie kochają w tym sensie miłości, o jaki chodzi Bogu. Bogu nie chodzi o samo uczucie, ale o zrozumienie miłości Bożej (uczynkowej przecież) i przyjęcie przekonania, że szczęście Wspólnoty nie jest możliwe bez miłości w sensie zarówno myśli, słów, jak i czynienia innym dobra. Zrozumienie tego objawienia w Chrystusie i przyjęcie tego przekonania jest właśnie przyjęciem miłości. Uczucie z tego wynika. Jeśli nie ma tej podstawy, to uczucie jest wówczas pozorne albo błahe i ulotne, tak że nie jest w stanie poskromić w człowieku nienawiści. Silne uczucie może dokonać wiele, ale co wtedy, jeśli przeciwstawi mu się inne silne uczucie? Np. ktoś miłuje brata miłością bazującą głównie na uczuciowości. I oto ów brat wyrządza temu komuś wielką krzywdę. Co się stanie? Pewnie pojawi się uczucie będące odwrotnością miłości. Mamy więc dwa przeciwstawne uczucia. Toczą one w umyśle wojnę. Z jakim skutkiem? W najlepszym razie uczucie miłości zostanie zneutralizowane. Taki jest los miłości zbudowanej na uczuciowości. Miłość powinna bazować przede wszystkim na zrozumieniu prawdy Ewangelii. Z tego rodzi się uczucie, a nie z samych pieśni i atmosfery. W Ewangelii jest moc. Gdy jest mądrość, zrozumienie Ewangelii, wówczas człowiek będzie na tyle silny miłością, by ujarzmiać niższe uczucia przeciwstawne. Gdy ktoś Ewangelię rozumie, może być wyrozumiały wobec kogoś, kto go krzywdzi. Gdy natomiast ktoś opiera się jedynie na uczuciach, nie będzie w stanie wybaczać. Dlatego napisano:

 

Jak 3:17, UBG

(17) Mądrość zaś, która jest z góry, jest przede wszystkim czysta, następnie pokojowo usposobiona, łagodna, ustępliwa, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, bezstronna i nieobłudna.

 

To mądrość – a nie uczucie – jest „pokojowo usposobiona, łagodna, ustępliwa, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, bezstronna i nieobłudna”. By mieć mądrość z góry, trzeba mieć zrozumienie Ewangelii, która z góry pochodzi. Tylko miłość wynikająca z mądrości (ze zrozumienia Ewangelii Bożej miłości) jest w stanie z pomocą Ducha Parakletosa poskromić w człowieku nienawiść. Prawo Starego Przymierza miało jedynie przygotować ludzi na przyjęcie miłości w Chrystusie. Toteż Paweł gdzie indziej naucza:

 

Rz. 13:8-10, UBG

(8) Nikomu nie bądźcie nic winni oprócz wzajemnej miłości. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił prawo.

(9) Gdyż to: Nie będziesz cudzołożył, nie będziesz zabijał, nie będziesz kradł, nie będziesz fałszywie świadczył, nie będziesz pożądał i jakiekolwiek inne przykazanie, w tych słowach się streszcza, mianowicie: Będziesz miłował swego bliźniego jak samego siebie.

(10) Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Tak więc wypełnieniem prawa jest miłość.

 

A zatem Paweł nie naucza bezprawia. Przeciwnie, poddaje chrześcijan pod Prawo Chrystusa, czyli Prawo miłości. Kto wypełnia Prawo Chrystusa – naucza wyżej Paweł – wypełnia tym samym istotę i cel prawa Mojżeszowego. Nie musi wypełniać całego prawa Mojżeszowego. Musi natomiast poddawać się temu, co było istotą i celem prawa Mojżeszowego: Chrystusowi i miłości. Jest to warunek trwania w Nowym Przymierzu, warunek zbawienia. A ponieważ Dekalog zawiera się w nauce Jezusa i w przykazaniach miłości, dlatego jest obowiązujący – ale nie jako prawo Mojżeszowe, tylko jako Prawo Chrystusa. Istotą prawa Mojżeszowego była miłość:

 

Mat. 22:34-40, UBG

(37) A Jezus mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swym sercem, całą swą duszą i całym swym umysłem.(...)

(39) (...) Będziesz miłował swego bliźniego jak samego siebie.

(40) Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

 

Mat. 7:12, UBG

(12) Wszystko więc, co chcecie, aby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. To bowiem jest Prawo i Prorocy.

 

Tak więc miłość była istotą prawa Mojżeszowego. „To bowiem jest Prawo i Prorocy” – objawia Jezus. A zatem wypełniając Prawo Chrystusowe, wypełnia się zarazem prawo Mojżeszowe w jego ponadczasowej i docelowej części. Bo miłość dana przez Jezusa w odrodzeniu jest sednem, celem, zamierzeniem, wykonaniem i zarazem końcem prawa Mojżeszowego. Jeszcze raz:

 

1 Tm 1:5, BG

(5) Lecz koniec [gr. telos – cel, wykonanie, koniec] przykazania [starotestamentowego - J.] jest miłość z czystego serca i z sumienia dobrego, i z wiary nieobłudnej.

 

Gal. 5:14, UBG

(14) Całe bowiem prawo wypełnia się w tym jednym słowie, mianowicie: Będziesz miłował swego bliźniego jak samego siebie.

 

Rz. 13:10, UBG

(10) Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Tak więc wypełnieniem prawa jest miłość.

 

Miłość wypływa z sumienia dobrego – mówi Paweł w 1 Tm 1:5. Kto więc przyjął przez wiarę dobre sumienie, ten przez miłość wypełnia Prawo Chrystusa, a wypełniając Prawo Chrystusa wypełnia zarazem istotę prawa Starego Przymierza (które jako przewodnik do ery Chrystusa już nie obowiązuje, ale jego istota przeszła do Nowego Przymierza). Aby otrzymać dobre sumienie, należy przyjąć Chrzest:

 

1 Ptr 3:21, BW

(21) Ona jest obrazem chrztu, który teraz i was zbawia, a jest nie pozbyciem się cielesnego brudu, lecz prośbą do Boga o dobre sumienie przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa,

 

Ponieważ każdy chrześcijanin posiada dar wolności woli, dlatego wiarę i dobre sumienie może odrzucić – z tragicznymi skutkami:

 

1 Tm 1:19-20, UBG

(19) Mając wiarę i czyste sumienie, które niektórzy odrzucili i stali się rozbitkami w wierze.

(20) Do nich należą Hymenajos i Aleksander, których oddałem szatanowi, aby nauczyli się nie bluźnić.

 

1 Tm 4:1-2, UBG

(1) A Duch otwarcie mówi, że w czasach ostatecznych niektórzy odstąpią od wiary, dając posłuch zwodniczym duchom i naukom demonów;

(2) Mówiąc kłamstwo w obłudzie, mając napiętnowane sumienie;

 

Trzeba dokładać starań, by sumienie pozostało dobre, bez skazy:

 

Dzieje 24:16, UBG

(16) I sam się  usilnie staram, aby zawsze mieć sumienie bez skazy wobec Boga i ludzi.

 

Co to znaczy mieć sumienie bez skazy? Jeszcze raz:

 

Hbr 13:18, UBG

(18) ... Ufamy bowiem, że mamy czyste sumienie, gdyż chcemy we wszystkim dobrze postępować.

 

Wtedy można napisać tak:

 

2 Kor. 1:12, UBG

(12) To bowiem jest naszą chlubą: świadectwo naszego sumienia, że w prostocie i w szczerości Bożej, nie w cielesnej mądrości, ale w łasce Boga postępowaliśmy na świecie, a szczególnie względem was.

 

Dokończenie w cz. 2

 

 



poniedziałek, 1 maja 2017

Archiwum

O moim bloogu

Przemyślenia związane z chrześcijańską wiarą w kontekście otaczającej nas rzeczywistości.

O mnie

Mam na imię Jakub. Bliżej mam do czterdziestki niż do trzydziestki.
Kiedy zapisuję swoje rozważania na tematy związane z chrześcijańską duchowością i dzielę się nimi, jestem dodatkowo zmotywowany, żeby równać do przedstawionych treści. Do stanu uczniowskiego samozadowolenia jest mi daleko.

jakub_73@poczta.fm

stat4u
refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl