Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 206 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

W co wierzył Giordano Bruno?

poniedziałek, 17 lipca 2017 11:56

 

Wielu słyszało o Giordano Bruno jako męczenniku za naukę, ale niewielu wie, o jaką naukę chodziło naprawdę. Gnoza nie jest przecież dla motłochu – uważają propagatorzy Bruno. Jest to ta sama nauka, którą w różnych odcieniach rozsiewały potajemnie sekty gnostyckie już od I wieku istnienia Kościoła. Jej inspiracji dał się skazić Luter i wielu innych. Ma ona swych propagatorów zarówno w rzymskim katolicyzmie (Pseudo-Dionizy, Eckhart, Tauler, z których czerpał Luter), jak i w Prawosławiu. Ta gnostycka nauka jest istotą neoplatonizmu, ale jej obecność stwierdza się w starodawnych religiach Egiptu czy Indii. (Więcej o tym tutaj: Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 4).

 

Poniżej fragment artykułu Ryszarda Mozgola pt. "Wysłannik słońca", opubl. w "Zawsze wierni", nr 99, 2007:

 

„W co wierzył Giordano Bruno?

 

(...) Przez całe swoje życie Bruno występował przeciwko nadawaniu boskiego charakteru Chrystusowi, nazywając ironicznie kult Syna Bożego "misterium syryjskim". Dla Bruna Pan Jezus nie był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, a wyłącznie - pojmowaną w antropocentryczny sposób - doskonałą istotą ludzką. W późniejszym czasie arianizm połączony z koncepcjami neoplatońskimi spowodował przyjęcie gnostyckich poglądów ezoterycznych całkowicie zrywających z chrześcijaństwem.

 

Bruno uważał za pewnik celową budowę świata, zawierającą ukryty przed ludźmi (ignorantami i skrupulantami) sens. Jego zdaniem wszystkie byty materialne posiadały swój początek. Ponieważ jednak rozumiał to twierdzenie specyficznie, na sposób gnostycki, bóg filozofa nie był tożsamy z Pierwszą Osobą Trójcy Świętej, ale z Pierwszą Przyczyną kabalistów, która spowodowała działanie uruchamiające lawinę kreacji, ale uczestniczyła w jej kolejnych aktach tylko pośrednio. Pierwsza Przyczyna jest bytem duchowym zawierającym w sobie wszystkie inne byty - powtarzał Bruno za ezoterycznym Hermesem Trismegistosem.. Pogląd zaczerpnięty od antycznych orfików, bliski kabalistom, spowodował postrzeganie wszechświata w kategoriach panteistycznych i monistycznych, jako jednorodną i związaną w jeden system jedność wszystkiego. "A więc jeżeli duch, dusza, życie znajdują się we wszystkich rzeczach i w różnym stopniu wypełniają całą materię, to staje się pewne, że są prawdziwym aktem i prawdziwą formą wszystkich rzeczy. A więc dusza świata jest formalną i kształtującą zasadą wszechświata i wszystkiego, co się w nim znajduje. Twierdzę, że jeżeli Życie znajduje się we wszystkich rzeczach, to dusza jest formą wszystkich rzeczy. I dlatego trwałość jest również właściwą tego rodzaju formie, jak i materii. Jest ona, jak sądzę, jedna dla wszystkich rzeczy" - pisał Bruno. W tym duchu wypowiadał się również jeden z hugenockich ezoteryków doby renesansu, Filip de Mornay (1581): "Bóg jest jeden (...) do Niego jednego należy imię Ojca i Dobrego (...) On jeden i sam w sobie jest Wszystkim; bez Imienia i doskonalszy nad wszelkie imię". Skoro zatem wszystko jest jednym, a jedność wszystkim, to wszystko zawiera w sobie cząstkę Pierwszej Przyczyny, a to z kolei implikuje wieczność całego stworzenia.

 

Bruno utrzymywał, że nie istnieje ścisły podział natury stworzonej przez Boga na duchową i materialną, ponieważ materia, będąc bytem stworzonym, zawiera w sobie pierwiastki kreacji, a więc jest nieśmiertelna. Nieśmiertelny jest w równym stopniu kamień, roślina, zwierzę i człowiek. Obumierając cieleśnie - ulegając erozji, gnijąc, zdychając, umierając - są przekształcani w cyklach kreacji, a nie unicestwienia, ponieważ duchowy pierwiastek zawiera się w monadach tworzących każdy byt. Skoro - w pewnym sensie bliskim metempsychozie (Bruna oskarżano o wiarę w reinkarnację!) - nieśmiertelna jest tak samo mysz, jak Księżyc czy gwiazdy, Bruno poszukiwał zwieńczenia dla swojej koncepcji, które ostatecznie odnalazł w popularnej wtedy astronomii. Niszcząc de facto renesansowy, kopernikański model wszechświata, rozrywając jego regularny i skończony układ, utożsamił największy znany sobie byt (zawierający w sobie wszystkie byty) z bóstwem. Bóstwem był wszechświat - nieograniczony, złożony z nieskończonej ilości układów słonecznych, pojmowanych jako kopie naszego Układu Słonecznego.

 

Zainteresowanie Bruna ówczesnymi odkryciami astronomicznymi wynikało nie tyle z poglądu o słuszności tez Kopernika, ile ze przekonania Bruna o zbieżności jego poglądów religijnych z tezami heliocentrycznymi. Franciszek Yates twierdzi nawet, że Bruno odczuwał wyższość w stosunku do Mikołaja Kopernika, twierdząc, iż kanonik warmiński ujął teorię wyłącznie w formie matematycznych obliczeń, podczas kiedy prawdziwą głębię koncepcji, będącej w istocie tajemnicą zakrytą przed profanami, odkrył dopiero Nolańczyk. Dlaczego Bruno przypisywał tak ważną rolę układowi, w którym Słońce detronizowało Ziemię? Odpowiedzi na to pytanie również poszukiwać należy daleko od dociekań naukowych, zagłębiając się w meandry renesansowego ezoteryzmu. Dla ezoterycznych humanistów i kabalistów neoplatońskich pokroju Marcelego Ficina, Pico delia Mirandoli czy Egidiusza de Viterbo głównym celem poszukiwań intelektualnych było odkrycie pierwotnej religii, objawienia starszego od Biblii, które w XVI w. utożsamiono w tych kręgach z religią starożytnego Egiptu. Naturalna religia ludzi była - zdaniem ezoteryków - kultem symbolicznie skupionym wokół Słońca, światła dającego wieczne życie. Ziemia natomiast utożsamiana była ze Starym i Nowym Testamentem, opresyjną i obcą religią zazdrosnego boga. Heliocentryczna detronizacja Ziemi pojmowana zatem była przez Bruna w kategoriach zakończenia epoki chrześcijaństwa i otwarcia na nowe... Nowym miał być zapowiadany przez Bruna w Londynie powrót do religii dawnych Egipcjan, opisanej przez Pseudo-Apulejusza w Asklepiosie. Przez całe swoje życie Bruno oczekiwał wieszczonego przez siebie końca epoki chrześcijańskiej, tonącej w chciwości i wojnie, oraz nadejścia epoki Hermesa, objawiającej się tryumfem wiedzy i magii.

 

Słoneczny wysłannik - Hermes - był przez Giordana Bruna utożsamiany właśnie z dawną religią egipską. Nie miał nic wspólnego z konkretnym bóstwem panteonu helleńskiego, natomiast bliski był postaci z dialogu Pseudo-Apulejusza. Wysłannik słońca, nazywany przez Bruna Hermesem lub Merkurym, był w koncepcji religijnej włoskiego filozofa istotą wielokrotnie zsyłaną na ziemię przez Pierwszą Przyczynę w celu wydobycia niektórych ludzi z "osłowatości". Do korowodu "Merkurych" , idących przez historię ludzkości, Bruno zaliczał Platona, Apulejusza., Jezusa i .... siebie. Rolą Giordana Bruna - "Merkurego" czy "Kapitana" (tego pojęcia używał w inkwizycyjnym więzieniu w Rzymie) - było zjednoczenie wszystkich skłóconych religii w jedną religię uniwersalną i sprowadzenie wiecznego pokoju na całą ludzkość.

 

Wbrew zapewnieniom składanym przez samego filozofa przed trybunałem Świętej Inkwizycji, trudno znaleźć punkty wspólne pomiędzy koncepcjami Giordana Bruna a doktryną Kościoła katolickiego. Poglądy Nolańczyka wywracały cały porządek teologiczny chrześcijaństwa. Stworzony przez Pierwszą Przyczynę wszechświat miałby być zarazem bóstwem ("natura jest Bogiem w rzeczach"), co przekreśla ostatecznie możliwość istnienia osobowego Boga. Trójca Święta z punktu widzenia koncepcji Bruna była dogmatem całkowicie nie do zaakceptowania, ponieważ łączyła w sobie (mieszała) elementy nieograniczonego absolutu (Boga) z niedoskonałą materią (Synem Bożym). Dogmat o podwójnej naturze Jezusa Chrystusa Bruno odrzucał z odrazą, porównując bluźnierczo naturę Drugiej Osoby Trójcy Świętej do mitologicznego centaura, kreatury nieudanej i nieszczęśliwej. Z punktu widzenia panteizmu i monizmu Bruna prawda teologiczna o grzechu pierworodnym przestaje odgrywać jakąkolwiek rolę, eliminując zarazem potrzebę odkupienia ludzkości przez Syna Bożego. Konsekwentnie Jezus Chrystus był wyłącznie człowiekiem o specjalnych, magicznych zdolnościach ("Merkurym"), a grzech, potępienie i piekło stanowią wyłącznie kreację teologiczną, istniejącą tylko w głowach wyznawców. Bruno pisał: "Chociaż nie istnieje żadne piekło, to jednak przedstawienie i wyobrażenie piekła czynią je prawdziwym i rzeczywistym bez wszelkich podstaw rzeczywistości i prawdziwości. Gdyż obraz fantastyczny posiada realność, a z tego wynika, że działa ona realnie i wywiera realny i najpotężniejszy przymus na to, co zdolne mu się podporządkować". Skoro nie ma zagrożenia potępieniem wymyślonym przez religijnych skrupulantów, śmierć Chrystusa nie posiadała charakteru zbawczego. Była jedynie egzekucją dokonaną przez "głupców" i faryzejskich "pedantów" na wybitnej jednostce, pragnącej sprowadzić na świat pokój i religię naturalną. Jeśli nie było upadku pierwszych rodziców, skąd zatem plagi, wojny i śmierć? Bruno nie eksploatował nadmiernie tego wątku, ale z analizy jego gnostyckiego pisarstwa można wysnuć wniosek, że stanowią one efekt ludzkiej niewiedzy i ignorancji. Uzyskanie wyższej świadomości przez ludzi, a specjalnego magicznego wtajemniczenia przez nielicznych wybranych, spowoduje nastanie epoki bez wojen i cierpienia - epokę panowania na ziemi ludzi-bogów. Wiedza niesie zbawienie. Ci, którzy to odrzucają ("pedanci" i "głupcy"), zostaną ukarani za swoje postępowanie, powracając do swojej zwierzęcej powłoki, podobnie jak w koncepcjach gnostyckich miały zostać unicestwione dusze odrzucających wiedzę hylików. Właśnie tu koncepcje Giordana Bruna ostatecznie ujawniają swoje gnostyckie oblicze.”

 

Źródło: http://www.dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1103&Itemid=53

-

 

Gdyby Kościół rzymsko-katolicki trzymał się ewangelicznej zasady, by pomstę zostawić Bogu, to kręgi gnostycko-okultystyczne nie miałyby tego rodzaju męczenników. Nie mogłyby więc używać ich dziś jako pałki do bicia chrześcijan, tych nominalnych i tych żyjących Ewangelią.

 

 



Pomyśleć coś sami z siebie

poniedziałek, 26 czerwca 2017 11:33

 

Różni nauczyciele czytają publicznie Pismo, że trzeba być solą ziemi, światłem świata, spełniać dobre uczynki (Mat. 5:13-16). Jednocześnie ci sami nauczyciele mówią, że to nie może być z nas, nie może być spełniane własnym wysiłkiem itp. Drugie twierdzenie, jeśli nie zostanie wyjaśnione, kasuje pierwsze. Nie zostaje nic. I jest tak, jakby nauczyciel nic nie powiedział.

Napisano wprawdzie:

2 Kor. 3:5, UBG
(5)  Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga.

Ale napisano też:

2 Kor. 9:7, BW (ten sam List)
(7)   Każdy [niech zrobi], tak jak sobie postanowił w sercu, nie z żalem albo z przymusu; gdyż ochotnego dawcę Bóg miłuje.

Rz. 14:5, UBG
(5)  Jeden bowiem czyni różnicę między dniem a dniem, a drugi każdy dzień ocenia jednakowo. Każdy niech będzie dobrze upewniony w swoim zamyśle.

Flp 3:15, UBG
(15)  Ilu więc nas jest doskonałych, tak myślmy. A jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi.

Kol. 3:1-6, UBG
(1)  ...szukajcie tego, co w górze (...)
(2)  Myślcie o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi. (...)
(5)  Umartwiajcie więc wasze członki, które są na ziemi: nierząd, nieczystość, namiętność, złe żądze i chciwość, która jest bałwochwalstwem;

O Tymoteuszu:

Flp 2:20, UBG
(20)  Nie mam bowiem nikogo o równych jemu myślach [gr. isopsychon], który by się szczerze troszczył o wasze sprawy. (...)

1Tym. 4:15, UBG
(15)  O tym rozmyślaj, temu się oddawaj, aby twoje postępy były widoczne dla wszystkich.

Ponadto napisano:

Łuk. 10:27, UBG
(27)  ...Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swym sercem, całą swą duszą, z całej swojej siły i całym swym umysłem, a swego bliźniego jak samego siebie.

Co więc znaczą słowa z 2 Kor. 3:5? "Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga."

Kontekst jest taki: Judaizanci w Koryncie podważali apostolstwo Pawła. Wmawiali Koryntianom, że działa samowolnie, bez jedności z apostołami, nie ma listów polecających od nich. Głównym celem napisania 2 Listu do Koryntian jest obrona godności apostolskiej Pawła oraz prawowierności zboru w obliczu działalności ludzi, którzy szukali zbawienia w Starym Przymierzu. Posuwali się oni do fałszowania Słowa Bożego (2 Kor. 2:17) i podważali wiarygodność Pawła. Oczerniali go, że jest prostakiem w mowie (11:6), że jest grzesznikiem (11:7), że łupi zbory finansowo (11:8), że jest głupcem (11:16). Paweł nazywa ich zdradliwymi robotnikami, przyjmującymi postać apostołów Chrystusa (11:13), sługami Szatana, udającymi sługi sprawiedliwości (11:14-15). Zarzuca im, że chlubią się ciałem (11:18), mianowicie tym, że są Żydami, Izraelitami, potomstwem Abrahama (11:22-23). Paweł wypomina zborowi, że znosi tych ludzi, mimo że czynią oni zbór niewolnikami (11:20). Nietrudno się domyślić, że chodzi o niewolę przykazań starozakonnych (por. Gal. 2:4; 4:9; 5:1; Dz. 15:5.10). Jednym z argumentów przeciwko Pawłowi było to, że nie posiada listów polecających (3:1). Toteż w 3:2-3 Paweł odpowiada, że jego listem polecającym są prawowierni Koryntianie, i to listem pisanym Duchem Boga. A skoro Duchem Boga, to Paweł nie działa samowolnie, tylko z rozkazu Boga. I właśnie w tym sensie: "Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga." Nie chodzi tu więc o to, że Bóg miałby wdrukowywać ludziom każdą myśl i chęć z pominięciem ich własnej wolnej woli, samodzielnego rozumowania, osądu, przekonania, decyzji. Chodzi natomiast o to, że Paweł z własnej woli myśli i działa zgodnie z objawieniem Bożym, uzdolniony do tego przez Ducha Świętego. Gdy Paweł formuje i głosi jakąś własną ważną myśl, to czerpie z objawionej mu wcześniej Prawdy - w tym sensie owa myśl nie jest z Pawła, tylko z Boga. Ewangelia Nowego Przymierza nie jest wymyślona przez ludzi, nie jest z nich samych, ale to Bóg dał im jej objawienie, autorytet i moc do jej głoszenia. Nie przeczy to temu, że Paweł, jako byt obdarzony wolnością woli, mógł samodzielnie myśleć o danej mu wcześniej przez Boga Ewangelii. Apostoł napisał:

Flp 4:6-8, UBG
(6)  ...niech wasze pragnienia będą znane Bogu.
(7)  A pokój Boży, który przewyższa wszelkie zrozumienie, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.
(8)  W końcu, bracia, co prawdziwe, co uczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, jeśli jest jakaś cnota i jakaś chwała – o tym myślcie.

"Niech Wasze pragnienia będą znane Bogu" (w. 6) - czyje pragnienia? Wasze. Jak to "niech wasze pragnienia będą znane Bogu", skoro ponoć to Bóg ma wdrukowywać chrześcijanom pragnienia?

"Jeśli jest jakaś cnota i jakaś chwała – o tym myślcie" (w. 8). Jak to "o tym myślcie", skoro czytamy: "nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie". Dlaczego Paweł motywuje słowami "o tym myślcie", skoro ponoć to Bóg daje chcenie z pominięciem naszej woli? Czy więc Bóg wdrukowuje myśli i pragnienia, zdaniem Pawła? Widać, że wielu nie chce zrozumieć nauki apostoła. Wolą narkotyzować się fantazją zwalniającą od wszelkiego wysiłku i odpowiedzialności.

Zwiedzeni ludzie stawiają sprawę tak: jeśli robisz coś z własnej woli i na bazie własnego osądu (w tym sensie "sam z siebie"), to znaczy, że robisz to bez Boga, własnym wysiłkiem (tak jakby niemożliwe było zgadzać się z Bogiem z własnej woli). Tacy ludzie zasiewają wątpliwość w ten sposób, że stawiają kwestię: czy daną rzecz (dobrą, zgodną z Ewangelią) robisz z Boga, czy własnymi siłami? Powołują się na Pismo. Wmawiają sobie, że ich intuicja to jakiś nadprzyrodzony kanał łączności z Bogiem i że trzeba pytać "Boga" (tzn. intuicję) o każdy aspekt życia. Oczywiście takiej nauki nie ma w Piśmie Świętym. Jest natomiast w gnostycyzmie, neoplatonizmie, New Age itp. (dowody tutaj: http://refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl/id,356203771,title,Duch-i-dusza-i-cialo-niech-beda-bez-nagany-cz-II,index.html). Wielkimi propagatorami tego zwiedzenia byli Watchman Nee, Witness Lee i ludzie z ich kręgu.

Rozważmy określenie "sam z siebie".

Czytamy w Piśmie, że Pan Jezus nie czynił nic sam z siebie (Jana 8:28). Ale w jakim sensie? Czy w sensie, że był bezwolną marionetką, bez własnego myślenia, osądu, decyzji? I czy w sensie, że bez własnego wysiłku i poświęcenia?

Jana 10:17-18, UBG
(17)  Dlatego Ojciec mnie miłuje, bo ja oddaję swoje życie, aby je znowu wziąć.
(18)  Nikt mi go nie odbiera, ale ja oddaję je SAM Z SIEBIE. Mam moc je oddać i mam moc znowu je wziąć. Ten nakaz otrzymałem od mego Ojca.

Zwiedzeni zabraniają czynić cokolwiek na zasadzie "sam z siebie". Ten gnostycki dogmat sieje w sercach wierzących prawdziwe spustoszenie. Tu zaś widać, że Jezus czynił coś "sam z siebie" i za to miłuje Go Ojciec. Jednocześnie Jezus czynił to z nakazu Bożego: "ten nakaz otrzymałem". A zatem to, że czyni się coś "sam z siebie" nie musi przeczyć temu, że jest to z Boga, o ile czyn wynika z posłuszeństwa Bogu. Np. Bóg mówi nam ogólnie: miłuj. W ten sposób daje nam chcenie. Chrześcijanin zaś odpowiada na to przez dokonywanie własnych wyborów tak, by to przykazanie posłusznie wypełniać (przyjmuje chcenie i działa, a Bóg umacnia go w wykonaniu). Zaczyna od tego, by kontrolować własne myśli tak, by nie myśleć o innych niesprawiedliwie. Ujarzmia złe myśli i ukierunkowuje myślenie w dobrą stronę. Karci siebie, gniewa się na siebie, gdy pomyśli źle. Reaguje skruszonymi modlitwami o moc do dalszej walki. Każdy wybór kierunku myślenia jest przez człowieka dokonywany "z samego siebie" w sensie, że z własnej woli, z własnego chcenia i przekonania. I jednocześnie z nakazu Boga ("miłuj"), a więc z Boga. I właśnie ten fakt, że wierzący czyni to z nakazu Boga sprawia, że jest to czyn z Boga, a nie z samego siebie w sensie negatywnym. Taki czyn ma Bożą pomoc, tak jak służba Pana Jezusa, który oddał życie "sam z siebie".

Jeśli ktoś czyni coś "sam z siebie" wbrew nauce Chrystusa, dopiero wtedy jest to złe. Jeśli jednak ktoś czyni coś "sam z siebie" pod wpływem nauki Jezusa ("miłuj"), wtedy Bóg za to człowieka miłuje i wspomaga Go w tym dziele, jak to widzimy w powyższym cytacie.

Rozważmy inny fragment:

Jana 8:28-29, UBG
(28)  Dlatego Jezus powiedział do nich: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że ja jestem, a nie czynię nic sam od siebie, ale mówię to, czego mnie nauczył mój Ojciec.
(29)  A ten, który mnie posłał, jest ze mną. Ojciec nie zostawił mnie samego, bo ja zawsze czynię to, co mu się podoba.

Pan Jezus mówi: "nie czynię nic sam od siebie" (w. 28). Zwodziciele skomentują: Jezus był sterowany i my mamy być sterowani. Nie chcą widzieć, że Jezus jednocześnie mówi: "ja zawsze czynię to, co mu się podoba" (w. 29). A to przeczy sterowaniu, bo o marionetce nie można powiedzieć: podoba mi się jej postępowanie. Jak więc Jezus rozumiał sformułowanie "czynić sam od siebie"? W tym kontekście "czynić sam od siebie" znaczy czynić i mówić rzeczy nie nakazane przez Ojca. Gdyby np. Jezus nawoływał do rebelii wobec Rzymu, to byłoby to właśnie działaniem z samego siebie - bo wbrew nauce Ojca. Wiersz 28 dokładnie pokazuje w jakim przypadku czynienie czegoś "sam z siebie" jest złe: "nie czynię nic sam od siebie, ale mówię to, czego mnie nauczył mój Ojciec". A zatem, gdy z własnej woli i osądu myślimy, mówimy i czynimy to, czego naucza Ojciec (w Piśmie Świętym), to siłą rzeczy nie czynimy tego sami od siebie. Tak przedstawia to Jezus. Nowy Testament jest nauką Boga dla Nowego Przymierza. Jeśli spełniamy z wiarą to, czego Bóg naucza w Nowym Testamencie, to siłą rzeczy nie robimy tego "sami z siebie" w sensie negatywnym. Robimy to z Boga i w Panu i nie przeczy to wcale temu, że robimy to zarazem sami z siebie w sensie dobrowolności, z własnego osądu i przekonania (a nie poprzez wdrukowywanie i sterowanie). Z wiersza 29 zaś wynika, że kto czyni to, co się podoba Ojcu, ten będzie miał z Ojcem jedność. Przykład Jezusa jest dla nas nauką, która mówi: starajcie się spełniać przykazania to Bóg będzie w was mieszkał i da wam moc potrzebną do ich przestrzegania. Jeśli czyny Jezusa były dobrowolnie spełniane pod wpływem nauki Ojca, to Syn rzeczywiście nie działał sam z siebie. Apostoł Paweł, naśladując Jezusa, wyraził się podobnie:

2 Kor. 3:5-6
(5)  Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga.

Jest to ten sam sens, jak wyżej. Podobnie jak Jezus, chrześcijanie dobrze myślą, mówią i czynią, bo tego nauczył ich Ojciec. Jak? Przez słowa i czyny Pana Jezusa zapisane w Nowym Testamencie. Nie przeczy to wolności woli, wolności osądu i wyboru, wolności ludzkiej decyzji. Nie przeczy to własnemu wysiłkowi i poświęceniu. Nauka Boża kształtuje myślenie, przekonuje, pobudza, nakłania, wychowuje (2 Tym. 3:16-17), ale jest tak dopóty, dopóki chrześcijanie dają się jej nauczać. Każdego dnia wybór należy do nich - taką wolność dał im sam Bóg.

Wszystko, czego Pan Jezus wymaga od uczniów, to też popiera. Nie może być inaczej. A jeśli popiera, to znaczy, że pomaga uczniom to realizować przez moc Ducha Świętego. Jeśli więc Pan mówi "dobrze czyńcie" (Łuk. 6:27-38; por. Gal. 6:10) i uczeń stara się tak właśnie postępować, to nie można tych starań nazywać wysiłkiem własnym w sensie negatywnym. Uczeń działa pod wpływem Słowa Pańskiego, w które wierzy, działa ze względu na Pana, a więc przyjął chcenie, które przez Ewangelię dał mu Bóg. Skoro dał, to działanie to popiera i wspomaga. A zatem uczeń nie robi tego sam z siebie ani nie są to jedynie jego własne wysiłki. Dlatego, kto stara się czynić dobrze pod wpływem Słowa i ze względu na Pana, ten zawsze czyni to w Panu - mimo że czyni to sam z siebie w sensie dobrowolności, podjęcia inicjatywy, samozaparcia, poświęcenia itp.

W jaki sposób pogańskie religie wschodu i gnostyckie nauki przekłamują naukę chrześcijańską? Główną manipulacją jest przekręcenie nauki Jezusa i Pawła w temacie zapierania się siebie. Jezus mówił o zapieraniu się siebie w sensie zapierania się swych żądz, popędów, instynktów, obaw, o ile powstrzymują nas one od spełniania woli Bożej zapisanej w Nowym Testamencie. Na przykład chciwość i lenistwo kuszą nas, by nie pomagać innym (zabijają w nas miłość). Trzeba więc zawsze poskramiać swoją chciwość, zapierać się siebie, by spełniać dobre uczynki (miłość), czyli wolę Bożą.

Zwodziciele przekłamują tę prawdę i mówią, że zapieranie się siebie ma polegać na zaniechaniu wszelkich dobrych działań, jeśli tylko czujemy do nich niechęć. Jeśli nie ma w nas ochoty, by daną rzecz zrobić, to takie działanie rzekomo wynikałoby z nas i Bogu by się nie podobało. Byłoby to ponoć naszym własnym wysiłkiem w sensie negatywnym. Dopiero gdy czujemy chęć do jakiegoś działania, wtedy jest ono z Boga - twierdzą. Gdy więc stoisz przed jakimś przykazaniem Nowego Testamentu, a chciwość i lenistwo da ci impuls niechęci do działania, zwodziciele uznają to za głos Ducha Świętego i "zapierają się siebie", czyli powstrzymują się od spełnienia Bożego przykazania. Gdy zaś widzą, że jakiś prawdziwy chrześcijanin spełnia przykazanie przełamując swe niskie instynkty, obawy i żądze, wtedy twierdzą, że robi to "sam z siebie", z własnego wysiłku, a nie z Ducha. A przecież apostoł Paweł napisał:

1 Kor 10:31, UBG
(31)  Tak więc czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego robicie, wszystko róbcie ku chwale Boga.

A zatem Bóg odbiera chwałę nie poprzez sterowanie nami, lecz we wszystkim cokolwiek sami z siebie robimy, o ile jest to zgodne z wiarą w nowotestamentową naukę Jezusa. Gdy tak postępujemy, wówczas Bóg jest z nami:

Flp 4:8-9, UBG
(8)  W końcu, bracia, co prawdziwe, co uczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, jeśli jest jakaś cnota i jakaś chwała – o tym myślcie.
(9)  Czyńcie to, czego się też nauczyliście, co przyjęliście, co słyszeliście i widzieliście we mnie, a Bóg pokoju będzie z wami.

Tak więc, gdy myślimy o rzeczach dobrych oraz czynimy naukę apostołów, wówczas Bóg będzie w tym z nami. A jeśli będzie w tym z nami, to jak można bać się, że robimy te rzeczy tylko własnymi siłami? Taka wątpliwość byłaby niewiarą.

Jeśli ktoś ma Ducha Świętego, to ma Go ciągle czy od święta? Jeśli ma Go ciągle, to znaczy, że ma Jego pomoc ciągle. Duch dał przez apostołów przykazania (zapisane w Nowym Testamencie). Spełniając przykazania Ducha, ma się pomoc Ducha - to oczywiste. Nie ma się pomocy, gdy przykazania się łamie. A zatem każde działanie w celu spełnienia przykazania ma pomoc Ducha (uwarunkowaną tym, czy się w tę pomoc wierzy). Kwestia, czy robi się daną rzecz własnymi siłami ma proste rozwiązanie. Gdy starasz się spełnić przykazanie, masz zawsze pomoc Ducha według wiary, a jeśli starasz się złamać przykazanie, łamiesz je tylko własnymi siłami.

Zwodziciele twierdzą, że wierzącemu wolno jest czynić dobro dopiero wtedy, gdy Bóg potwierdzi mu przez przeczucie i chęć, że konkretny czyn błogosławi. Bez takiego potwierdzenia czynić dobra nie należy, bo byłoby to działaniem "w ciele", "w sile starego człowieka".

Prawdziwa nauka odpowiada:

"Lecz kto wpatruje się w doskonałe prawo wolności i trwa w nim... ...ten będzie błogosławiony w swoim działaniu." (Jak. 1:25, UBG)

Zatem Bóg obserwuje chrześcijan i gdy widzi, że wierzący czynią coś pod wpływem prawa wolności, tzn. Słowa Prawdy (w. 18), czyli zapisu Nowego Testamentu, wówczas błogosławi to działanie. Błogosławi to działanie, a to oznacza pomoc Ducha Świętego. Jest to więc czynione w Bogu, a nie z samego siebie.

Paweł napisał: "Nikt też nie może powiedzieć, że Jezus jest Panem, jak tylko przez Ducha Świętego" (1 Kor. 12:3). Skoro nikt nie może szczerze wychwalać Pana inaczej, jak tylko przez Ducha Świętego, to również nikt nie może szczerze spełniać dla chwały Pana dobrych uczynków inaczej, jak tylko z pomocą Ducha Świętego. Tak jak prawdą jest, że jeśli ktoś szczerze wychwala Pana, to robi to przez Ducha Świętego, tak też prawdą jest, że jeśli robi coś szczerze dla chwały Pańskiej, w zgodzie ze Słowem Bożym, to jest to uczynek w Panu, a nie "w ciele". Bo nikt nie może uczynić czegoś dobrego (np. wychwalać Pana) inaczej, jak tylko przez Ducha Świętego - naucza wyżej Paweł. Jeśli więc wierzący ma w danej sytuacji jakiś dobry pomysł i podejmuje inicjatywę, by spełnić naukę "miłuj", to jego działanie zawsze ma pomoc Ducha Świętego i siłą rzeczy nie może być działaniem "sam z siebie" w sensie negatywnym. Robi to wprawdzie "sam z siebie" w sensie własnego pomysłu i inicjatywy, ale jego pomysł wynika z nauki Bożej ("miłuj z całej duszy", "dobrze czyńcie"), dlatego jest to z Boga i w Bogu. Oskarżanie tego, że jest to "z ciała", "z własnego wysiłku", "z samego siebie" - takie oskarżanie jest działaniem diabelskim.

Inne fragmenty Pawła o odpowiedzialności za własne myślenie:

Flp 3:15-19, UBG
(15)  Ilu więc nas jest doskonałych, tak myślmy. A jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi.
(16)  Jednak w tym, do czego doszliśmy, postępujmy według jednej miary i to samo myślmy.
(17)  Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i przypatrujcie się tym, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie.
(18)  Wielu bowiem, o których wam często mówiłem, postępuje inaczej, a teraz nawet z płaczem mówię, że są wrogami krzyża Chrystusa.
(19)  Ich końcem jest zatracenie, ich Bogiem jest brzuch, a ich chwała jest w hańbie; myślą oni o tym, co ziemskie.

Po co Paweł zachęca do dobrego myślenia, skoro sam napisał, że nie jesteśmy w stanie pomyśleć coś z samych siebie? Właśnie dlatego, że Paweł nie znał nauki o zdalnym sterowaniu myśleniem (i działaniem). Paweł głosił naukę, która wychowuje chrześcijan od nowa, czyli kształtuje ich myślenie, tak że to, iż potem dobrze myślą sami z siebie, wynika z tego, że dali się Bogu wyuczyć. A więc wynika z Boga. Owocem pracy nauczyciela w szkole jest to, że ktoś zostaje fizykiem i dokonuje samodzielnych odkryć. Fizyk mógł zostać fizykiem i dokonywać odkryć dlatego, że nauczyciel dał mu naukę i pomoce, a on chciał ją zgłębiać. Gdyby nie chodził do szkoły lub nie starał się uczyć, a potem odkrywać, nigdy nie zostałby fizykiem i nie dokonałby odkryć. Sam z siebie (bez pomocy nauczyciela) nie mógłby zostać fizykiem, ale też nie mógłby nim zostać, gdyby nie współdziałał sam z siebie (z własnej woli, osądu, decyzji, wysiłku) z nauczycielem. Sam z siebie nie mógłby zostać fizykiem, nie mógłby myśleć jak fizyk i dokonywać odkryć. W tym sensie "nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie". Nie przeczy to jednak temu, że fizyk dokonuje odkryć "sam z siebie" w sensie własnej woli, wolności myślenia, rozumowania, decydowania i działania - ale na bazie objawionej mu wcześniej nauki.

I dalej o samodzielnym myśleniu:

1 Tym. 4:13-16, UBG
(13)  Dopóki nie przyjdę, pilnuj czytania, zachęcania i nauki.
(14)  Nie zaniedbuj daru, który jest w tobie, który został ci dany przez proroctwo wraz z nałożeniem rąk starszych.
(15)  O tym rozmyślaj, temu się oddawaj, aby twoje postępy były widoczne dla wszystkich.
(16)  Pilnuj samego siebie i nauki, trwaj w tych rzeczach, bo to czyniąc, i samego siebie zbawisz, i tych, którzy cię słuchają.

Jak to, "o tym rozmyślaj" (w. 15), skoro to Bóg daje chcenie, a myśli pochodzące od Tymoteusza byłyby rzekomo złe, jako pomyślane na zasadzie "sam z siebie"? Widać tu jasno, jak przekręcono słowa Pawła o tym, że Bóg daje chcenie. Na szczęście słowa "o tym rozmyślaj" (i podobne) rzucają właściwe światło na słowa "Bóg daje chcenie". Bóg daje chcenie i wykonanie, ale to człowiek decyduje, czy to chcenie przyjmie, czy będzie "o tym rozmyślał" i czy będzie się starał je wykonać. "Nie zaniedbuj daru", poucza wyżej Paweł (w. 14), co pokazuje, że można mieć chcenie i moc wykonania, a potem zaniedbać swe duchowe dary i życie. Jak wielka jest ludzka część odpowiedzialności, ukazują antyluterańskie słowa apostoła: "bo to czyniąc, i samego siebie zbawisz..." (w. 16).

O tym, że swą wiarę można zaniedbać, świadczą też na przykład słowa:

Hebr. 4:11-13, UBG
(11)  Starajmy się więc wejść do owego odpoczynku, aby nikt nie wpadł w ten sam przykład niewiary.

"Starajmy się", by nie wpaść w niewiarę - mówi natchniony autor. Bo staranie jest przeciwieństwem zaniedbania.

Przykład praktyczny samodzielności wierzącego. Kwestia ożenienia się. Kwestia mająca przecież ogromny wpływ na całą przyszłość. Ożenić się czy nie?

1 Kor. 7:36-37, UBG
(36)  Jeśli ktoś uważa, że zachowuje się niewłaściwie wobec swojej dziewicy, gdyby przeszły już jej lata i jest taka potrzeba, niech czyni, co chce, bo nie grzeszy. Niech wyjdzie za mąż.
(37)  Lecz jeśli ktoś mocno postanowił w swym sercu, nie mając takiej potrzeby, ale panując nad własną wolą, i osądził w swym sercu, że zachowa swoją dziewicę, dobrze czyni.

Oto jaka jest rola sumienia, myślenia, własnej woli, własnego osądu, własnej decyzji. "Jeśli ktoś mocno postanowił w swym sercu" - mówi Paweł. Nawet w tak żywotnej sprawie, jak kwestia małżeństwa, Bóg pozostawia człowiekowi swobodę osądu i wyboru. Człowiek może chcieć lub nie chcieć, może pomyśleć tak lub inaczej i jego rolą jest robić z tej wolności właściwy użytek, czyli dokonywać słusznych wyborów. Słusznych, tzn. zgodnych z wolą Bożą objawioną przez Jezusa i apostołów w Nowym Testamencie. W danych okolicznościach trzeba wybierać zawsze to, co lepsze, co bardziej słuszne w świetle nauki Boga. Jest to nie do pogodzenia z baśniami o zdalnym sterowaniu myśleniem. Dlaczego apostoł nie radzi tu tego, co radzą nowożytni nauczyciele: pytaj swej intuicji jako Boga? Odpowiedź jest prosta: Paweł takiej nauki nie znał.



 
 
 
chrześcijanom
 
chrześcijanom
 
Transliteration
 
No Internet Connection
 


Czy niewierzący mogą robić co chcą?

czwartek, 18 maja 2017 12:22

 

Świat uważa, że wolny jest ten, kto może robić co chce. Według tej definicji wolność polega na tym, że można mieć i robić (lub nie robić) wszystko, czego się pragnie. Stąd niewierzący wyciągają wniosek: skoro chrześcijanie nie mogą robić co chcą, to znaczy, że nie są wolni. Wolni jesteśmy my, niechrześcijanie, bo możemy robić co chcemy.

Zacznijmy od pytania, czy niewierzący może robić co chce. Jeśli nie może, to w świetle powyższej definicji znaczyłoby, że nie jest wolny.

Niewierzący nie może robić wszystkiego co chce, bo chce tego, czego robić nie może. Pragnie bowiem rzeczy i dobrych, i złych, a one wzajemnie się wykluczają. Na przykład zdradzanie żony wyklucza szczęście rodzinne; obżarstwo wyklucza zdrowie i dobry wygląd; hazard wynika z chęci bogacenia się, a prowadzi do utraty środków do życia - spełnienie jednego pragnienia wyklucza spełnienie drugiego, tak więc nie można mieć i robić wszystkiego, czego się pragnie. Powodem brania narkotyków jest dla niewierzącego przyjemność. Ale jeszcze bardziej niewierzący pragnie długiego życia, bo im dłuższe życie, tym dłużej trwa przyjemność. Pragnienie narkotyków stoi więc w konflikcie z lepszym pragnieniem długiego życia. Nie da się zrealizować obu tych pragnień. Wniosek: niewierzący nie może mieć i robić wszystkiego co chce, zatem nie jest wolny. Kto więc jest wolny?

Aby móc robić wszystko, czego się chce - być wolnym - trzeba wybrać pragnienia lepsze. Trzeba zrezygnować z pragnień, które uniemożliwiają realizację lepszych pragnień. Robię wszystko co chcę - to jest możliwe pod warunkiem, że wszystko czego chcę jest dobre, dzięki czemu jedne pragnienia nie wykluczają drugich. Czy zdradzenie współmałżonka jest lepsze od szczęścia rodzinnego? Jest gorsze. Gdy zrezygnujemy z pragnienia zdrady, zostanie nam chcenie szczęścia rodzinnego. Będzie to wszystkim czego chcemy, dlatego będzie możliwe zrealizowanie wszystkiego w tym zakresie. Gdybyśmy chcieli jednocześnie zdrady, nie moglibyśmy zrobić wszystkiego co chcemy. Na tej samej zasadzie należy zrezygnować z wszystkich innych chęci, które stoją w sprzeczności z lepszymi chęciami. Skoro wszystko czego chcemy jest dobre, a więc wolne od konfliktu z chęciami złymi, to nasze pragnienia nie wykluczają się wzajemnie. Dopiero wtedy jest możliwe, by robić wszystko co się chce, czyli być wolnym. Gdy wola obstanie tylko przy pragnieniach lepszych, da się zrealizować ich więcej niż może zrealizować niewierzący, który cierpi, gdy zdradza żonę (bo rozbija szczęście rodzinne) i cierpi, gdy jej nie zdradza (bo nie zaspokaja fantazji seksualnej, a przez nią swego ego). Niewierzący cierpi zawsze, bo zawsze biczują go niezrealizowane pragnienia. Chrześcijanin natomiast dzięki mocy Boga ujarzmia złe pragnienia i nie cierpi z ich powodu. Gromi je na bieżąco przez modlitwę, wzmacniany zrozumieniem nauki Pana Jezusa oraz Duchem Świętym. Chrześcijanin zastępuje myśli złe myślami dobrymi, skupia się na realizacji dobrych pragnień. Tylko takie przyjął do serca, dlatego są one wszystkim czego chce. Może robić wszystko co chce. Zatem to chrześcijanin bardziej zasługuje na określenie wolny.

Flp 1:9-10, UBG
(9)  ...aby wasza miłość coraz bardziej obfitowała w poznanie i we wszelkie zrozumienie;
(10)  Abyście mogli rozpoznać to, co lepsze...

Rz. 12:2, UBG
(2)  ...abyście mogli rozeznać, co jest dobrą, przyjemną i doskonałą wolą Boga.

Ef. 5:10, UBG
(10)  ...Badając to, co podoba się Panu;

1Ts 5:21, UBG
(21)  Wszystko badajcie, a trzymajcie się tego, co dobre.

Hebr. 5:14, UBG
(14)  ...którzy przez praktykę mają zmysły wyćwiczone do rozróżniania dobra i zła.

 



Nauka Lutra a nauka Pawła - cz. 3

piątek, 21 kwietnia 2017 18:08

 

Nauka Lutra oparta jest na diabolicznym przekręceniu nauki Pawła.

 

Apostoł Paweł zarzucał judaizantom, że próbują zbawić się przez uczynki – ale chodziło o uczynki Starego Przymierza, a nie o uczynki nakazane przez wiarę w Nowym Przymierzu. Jeśli Jezus naucza, by coś czynić i ty w to wierzysz, to te czyny są nakazem wiary, która jest w tobie. Takie czyny są aktami wiary, są wiarą żywą. Ale ponieważ Bóg stworzył nas z wolnością woli, dlatego możemy danemu nakazowi wiary poddać się lub nie, uczynić coś lub nie. Jeśli postąpiliśmy zgodnie z wiarą, to zachowaliśmy świętość w danej sprawie (czystość w oczach Boga), a jeśli nie, to zgrzeszyliśmy (zanieczyściliśmy się) i potrzebujemy ze skruchą nawrócić się w tym aspekcie. W przeciwnym razie zostalibyśmy uznani za człowieka, który zapiera się wiary (1 Tym. 5:8). Bez zmiany postępowania wiara nie będzie nam poczytana i znajdziemy się w stanie potępienia, odłączenia od Jezusa i życia wiecznego. Oczywiście Bóg ocenia wszelkie aspekty życia człowieka i bierze pod uwagę okoliczności łagodzące. Lecz Jego cierpliwość ma swoje granice, które zna tylko On – dlatego nie należy ryzykować.

 

A zatem Paweł nie polemizuje z szukaniem zbawienia w uczynkach Nowego Przymierza przez wiarę, tylko w uczynkach Starego Przymierza, co było zaprzeczeniem wiary. Paweł nie polemizuje z próbą zbawienia się przez uczynki Nowego Przymierza wynikające z wiary w odkupienie, tylko przez uczynki Starego Przymierza, a więc ZAPIERAJĄCE SIĘ wiary w odkupienie.

 

Nowe Przymierze we krwi Jezusa to odkupienie, odrodzenie, odnawianie się w Duchu na obraz Jezusa w myślach, słowach i czynach (naśladowanie Pana, spełnianie Jego przykazań). Kto w to uwierzy i stara się tak żyć, ten jest w Nowym Przymierzu. Natomiast Stare Przymierze to brak odkupienia przez krew Jezusa, brak odrodzenia i odnawiania się w Duchu Chrystusa, a także brak naśladowania Pana. Stare Przymierze to uznawanie prymatu Pięcioksięgu Mojżesza nad przykazaniami Jezusa (por. Jn 5:39-40), uznawanie, że zbawcze jest posłuszeństwo Mojżeszowi, a nie Jezusowi. Szukanie zbawienia w Starym Przymierzu stało w sprzeczności z faktem, że Nowe Przymierze jest JEDYNĄ drogą zbawienia (Jn 14:6; Dz. 4:12). Bo jeśli wierzę, że poza Nowym Przymierzem nie ma zbawienia, to nie szukam zbawienia w Starym. A jeśli szukam, to znaczy, że albo nie uwierzyłem w jedynozbawczość Nowego Przymierza, albo zapieram się tej wiary (Gal. 5:2,4). Dlatego szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza to akt niewiary w Nowe Przymierze. Nie samo wykonywanie starozakonnych uczynków jest aktem niewiary, tylko szukanie w tym zbawienia. W ten sposób człowiek przez uczynki (Starego Przymierza) zapiera się wiary w (Nowe Przymierze) Jezusa. Uchwyćmy więc dwa klucze do zrozumienia nauki Pawła:

 

1) Paweł potępiał szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza (nakazywał natomiast szukać zbawienia w uczynkach wiary Nowego Przymierza: 1 Tym. 6:18-19; 4:16; Gal. 6:2)

2) Paweł potępiał szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza dlatego, że takie szukanie było aktem niewiary (lub zaparcia się wiary) w jedynozbawczość Nowego Przymierza (Gal. 5:2-4 w kontekście 3:23-25; J. 14:6). Owe uczynki były więc uczynkami niewiary w Nowe i w tym sensie przeczyły wierze. (Natomiast uczynki Nowego Przymierza nie są aktem niewiary w jedynozbawczość Nowego Przymierza, przeciwnie, czynią wiarę doskonałą, jak napisał Jakub w 2:22, są życiem wiary: 2:26; i dlatego są jako akty wiary warunkiem każdego wtórnego usprawiedliwienia: 2:24)

 

A zatem, po pierwsze, Paweł naucza: nie szukajcie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza (jest to zaparcie się wiary), tylko w wierze w Nowe Przymierze (i uczynkach przez nią nakazanych). Luteranie przekręcają to do postaci: nie szukajcie zbawienia w uczynkach wiary nakazanych przez Jezusa w Nowym Przymierzu, a jedynie w wierze jako stanie umysłu. (Zbawienie przez sam stan umysłu pochodzi z neoplatonizmu i gnostycyzmu, które Luter przejął z mistyki niemieckiej).

 

Po drugie Paweł naucza: jeśli szukacie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza, to jest to zaparcie się wiary w Jezusa. Luteranie przekręcają to do postaci: jeśli szukacie zbawienia w uczynkach Nowego Przymierza, to zapieracie się wiary w Jezusa. Tą nauką luteranie potępiają nawet szukanie zbawienia w Chrzcie wiary, depcząc Słowo: „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony” (Mar. 16:16; por. 1 Ptr 3:21).

 

To, co mówi Paweł, jest logiczne. To, co mówią luteranie, nie ma sensu. W jaki sposób szukanie zbawienia w uczynkach wiary w Nowe Przymierze może przeczyć wierze w Nowe Przymierze? W jaki sposób szukanie zbawienia w Chrzcie wiary przeczy wierze w Nowe Przymierze? Jeśli rozumiem, że przez rozmyślne nieposłuszeństwo, sprzeciw, utracę zbawienie i to zrozumienie motywuje mnie (obok miłości) do uczynków posłuszeństwa Nowemu Przymierzu, tak że spełniam je też w celu zachowania zbawienia, to takie uczynki miałyby być zaparciem się wiary w Nowe Przymierze? To nonsens. Przeczy temu sam Paweł, przeczą inni, szczególnie List Jakuba, Judy, Apokalipsa Jana. Pawłowych Listów Luter ze zrozumiałych względów nie mógł odrzucić, ale Listu Jakuba, Judy i Apokalipsy nie zaliczał do Ksiąg natchnionych i nie chciał ich mieć w swoim tłumaczeniu Biblii (umieścił je jako aneks). Stwierdził: „Listem Jakubika będę kiedyś zapalał ogień w piecu” (F. Mussner, Stellung im Kanon, s. 45). O Apokalipsie Jana: „nie mogę znaleźć niczego, co by wskazywało, że jest to ułożone przez Ducha Świętego (...); mój duch nie może się z tą księgą zgodzić, a wystarczającą przyczyną, aby nie cenić jej wysoko, jest dla mnie to, że Chrystus nie jest w niej ani nauczany, ani poznawany” (w komentarzu do Księgi Apokalipsy z 1522 r.). Czy Luter mylił się w ocenie tych natchnionych Ksiąg? Jeśli tak, to jak można ufać, że nie mylił się w ocenie nauki Pawła o zbawieniu przez wiarę? Jak można uczynić zasadą naukę tak omylnego człowieka? Czyżby Luter był dla protestantów tym, kim jest papież dla katolików? Nieomylność papieży demaskowały fakty. Nieomylność Lutra została obalona przez niego samego, gdy odrzucił Apokalipsę Jana, List Jakuba, Judy i List do Hebrajczyków. Szukanie oparcia w naukach tego protestanckiego „papieża” jest niczym innym jak sekciarstwem. Pójście za nauką człowieka na przekór objawieniu Pisma Świętego jest właśnie sekciarstwem.

 

Kościół katolicki odszedł od kilku ważnych prawd Ewangelii. Z tego powodu wymaga reformacji, powrotu do nauczania z pierwszych trzech wieków. Luter reformacji nie dokonał, ponieważ działał nie z pozycji nauki Jezusa i apostołów, tylko z pozycji gnostyckich i neoplatońskich nauk Eckharta i Taulera, a także z pozycji błędów Augustyna, który nie do końca oczyścił umysł z gnostycyzmu (wcześniej był w sekcie manichejczyków). Mimo że Kk wymagał reformacji, to w temacie usprawiedliwienia (zbawienia od śmierci wiecznej) Kk był o wiele bliżej Ewangelii niż Luter. Poniżej przedstawiam garść luterańskich twierdzeń, które były rozważane na soborze trydenckim jako błędne. I moje odpowiedzi w nawiasach kwadratowych.

 

VII. Błędy luteranów o usprawiedliwieniu (kongr. generalna; środa 6 października 1546)

 

[1] Chrzest nie znosi grzechu, lecz tylko [jego] poczytywanie. [Odpowiedź: Chrzest wiary znosi władzę grzechu (tak że nie musimy już rozmyślnie poważnie grzeszyć): por. Rz. 6:4,6,12; Kol. 2:11; Gal. 5:24]

 

[2] Sama wiara wystarcza do zbawienia. [Odpowiedź: „choćbym miał pełnię wiary, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor. 13:2); „człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary” (Jak. 2:24). Paweł mówi miłość, Jakub: uczynki. Obaj mówią to samo, co wyraził Jan: „nie miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem” ( 1 J. 3:18);]

 

[3] Czyny w żadnym razie nie usprawiedliwiają.[Odpowiedź: Jak. 2:24; 1 Jana 3:7 ]

 

[4] Ewangelia walczy z prawem. [Odpowiedź: Ewangelia jest nowym Prawem i trzeba być jej posłusznym pod groźbą potępienia: Rz. 10:16; 2 Kor. 9:13; 2 Tes. 1:8; 1 Ptr 4:17]

 

[5] Bóg nakazał rzeczy niemożliwe. [Odpowiedź: 1 Jana 5:3]

 

[6] Sprawiedliwy w każdym dobrym czynie grzeszy, nawet gdy się modli. [Odpowiedź: ludzie dobrze czyniący podobają się Bogu: Dz. 10:31.35; Kol. 1:10; 3:20; Flp 4:18; 1 Tes. 4:1; Hbr 12:28; 13:16]

 

[7] Każdy czyn najlepiej dokonany jest grzechem i to śmiertelnym, o ile miłosierdzie Boże nie uczyni go lekkim; chociaż w innym miejscu nie czynią różnicy między [grzechem] lekkim a śmiertelnym, ale mówią: Teolodzy, którzy uczą o różnicy między grzechem śmiertelnym a lekkim, usiłują pociągnąć sumienie ludzi do zgubnego szaleństwa. [Odpowiedź: już w Starym Testamencie Bóg pokazuje hierarchię grzechów: nie wszystkie były karane śmiercią. To że Bóg stopniuje grzechy jest jasne w świetle słów Pana Jezusa: Jana 19:11; oraz apostoła: 1 Jana 5:17]

 

[8] Chrześcijanin bez przerwy wyzwalany jest przez Chrystusa od Bożego prawa. [Odpowiedź: chrześcijanin wyzwolony jest od prawa Starego Przymierza, lecz nie od jego istoty, którą jest miłość czynna (Mat. 7:12; 22:40). Ta istota starego prawa obowiązywała już w czasach Kaina i Abla, dlatego Kain został ukarany. I ta istota Starego Przymierza – miłość – weszła do Prawa Nowego Przymierza. Wyzwolenie się od Prawa Nowego Przymierza oznaczałoby wyzwolenie się od Nowego Przymierza]

 

[9] Dziesięć przykazań nie odnosi się do chrześcijan, ale tylko do Żydów. [Odpowiedź: Dziesięć przykazań z sabatem rozumianym duchowo Pan Jezus zawarł w swojej nauce, która jest Prawem Nowego Przymierza]

 

[10] Nie ma żadnego przykazania Bożego w Ewangelii. [Odpowiedź: Jana 15:10; Mat. 28:20; 1 Tes. 4:1-12; 2 Ptr 2:21; 3:2; 1 Jana 5:3; Obj. 14:12. Ewangelii trzeba być posłusznym pod groźbą potępienia: 2 Kor. 9:13; 2 Tes. 1:8; 1 Ptr 4:17 BG; Rz. 2:8]

 

[11] Bóg w ogóle nie dba o czyny ani ich nie pragnie. [Odpowiedź: Tyt. 2:14; 1 Jana 3:22; Obj. 2:2,5; 3:2; Flp 4:18; Kol. 1:10; 3:20; 1 Tes. 4:1; Hbr 3:16; 1 Ptr 3:12; Jak. 2:24]

 

[12] Czyny nie mają żadnego znaczenia dla zbawienia ani dla sprawiedliwości. Sama wiara Chrystusa jest konieczna, abyśmy byli sprawiedliwi; pozostałe rzeczy są dowolne, ani nakazane, ani zakazane. [Odpowiedź: Bóg wymaga dobrych czynów, czynów miłości: Łuk. 6:35; Tyt. 2:14; Gal. 6:8-10. Wymaga ich pod groźbą potępienia: Mat. 7:21.26-27; 25:41-46; Jana 15:2.6; 5:29. Przez rozmyślne złe czyny chrześcijanin zapiera się swej wiary i Boga: 1 Tym. 5:8; Judy 1:4; Tyt. 1:16. Skoro przez uczynki człowiek może zaprzeć się wiary, to nieprawdą jest, że po odrodzeniu usprawiedliwia sama wiara niezależnie od uczynków, patrz Jak. 2:24]

 

[13] Żaden grzech nie może człowieka potępić, nawet wtedy gdyby [człowiek] chciał, tylko brak wiary. [Odpowiedź: jak wyżej]

 

[14] Nie ma innego grzechu niż brak wiary. [Odpowiedź: jak wyżej]

 

[15] Nie ma sprawiedliwości jak tylko wiara. [Odpowiedź: 1 Kor. 13:2; 2 Ptr 1:5-7; 1 J 3:18; 1 Tym. 5:8; Jak. 2:24; 1 Jana 3:7.10; Obj. 22:11 BG]

 

[16] Jakiekolwiek uczynki dokonane przed miłością są grzeszne, godne potępienia i nie przysposabiają do łaski. [Odpowiedź: Dz. 10:31]

 

[17] Uczynki są niczym albo wszystkie są jednakowe, o ile dotyczą zasługi. [Odpowiedź: jak wyżej]

(...)

 

[21] Każde przykazanie Boże zostało raczej ustanowione, aby ukazać grzech przeszły i obecny, a nie aby zakazywało przyszły. [Odpowiedź: patrz niżej]

 

[22] Dobre czyny nas nie zbawiają, a złe nie potępiają. [Odpowiedź odnośnie dobrych czynów: Mat. 25:31-46; Łuk. 6:35; Jana 5:29; Gal. 6:8-10; Jak 4:17; 1 Ptr 3:10-11; 3 Jana 1:11. Odnośnie złych czynów: 1 Ptr 3:12; Mat. 25:31-46; Jana 5:29; Hbr 10:26-27; 1 Jana 5:17; 3:7-8; 3 Jana 1:11; 1 Kor. 6:9-10; 2 Ptr 2:9.13-21; Obj. 2:20-23]

 

[23] Zarówno grzech, jak i dobre czyny potępiają, tylko łaska zbawia. [Odpowiedź: dobre czyny Korneliusza zjednały mu łaskę. Odnośnie czynów po odrodzeniu: jak wyżej]

 

[24] Nic nie jest tak dobre i nic nie jest tak złe, co nie obróciłoby się dla mnie na dobre, jeśli tylko będę wierzył. [Odpowiedź: Rz. 3:8; Iz. 5:20; Mal. 2:17; Łuk. 11:35]

 

[25] Nauka o uczynkach staje się z konieczności nauką demonów. [Odpowiedź: Mar. 3:22-30]

 

[26] Wystrzegajmy się grzechów, ale jeszcze bardziej dobrych czynów. [Odpowiedź: nie da się wystrzegać się grzechów wystrzegając się dobrych czynów, bo „kto umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jak. 4:17). Grzechem jest nie-Prawość (1 J. 5:17), a Prawo Chrystusa nakazuje dobrze czynić: Łuk. 6:35; 1 Tes. 5:15; Ef. 2:10; 6:8; Kol. 1:10; Gal. 6:8-10; 1 Tym. 2:9-10; 6:17-19; Hbr 10:24]

 

[27] Im bardziej jesteś splamiony, tym szybciej Bóg wlewa łaskę. [Odpowiedź: Rz. 3:8]

 

[28] Chrystus nie jest prawodawcą. [Odpowiedź: w Nowym Przymierzu obowiązuje Prawo Chrystusa: 1 Kor 9:20-21; Gal. 6:2; Mat. 28:19-20; 1 Kor. 7:10-11.19; 2 Kor. 10:4-6; 1 Tes. 4:1-12; 2 Tes. 3:4,6; 2 Ptr 2:21; 3:2; 1 Jana 5:3; Obj. 12:17; 14:12]

 

Luteranie mają swoje powiedzenia, którymi próbują przekłamać rzeczywistość. Klasyczne przewrotne twierdzenia:

 

1) „Dobre uczynki nie są zasługami, lecz owocami żywej wiary.”

2) „Chrześcijanin czyni dobrze nie po to by być zbawionym, ale dlatego, że jest zbawiony.”

 

Dlaczego są to twierdzenia przewrotne? Dlatego że w drugim członie te zdania mówią prawdę, ale mówią ją po to, żeby w pierwszym członie zaprzeczyć innej prawdzie. Omówmy je:

 

1) „Dobre uczynki nie są zasługami, lecz owocami żywej wiary”

 

Pierwszy człon zaprzecza zasługom. Odpowiedź: To prawda, że dobre uczynki są owocami żywej wiary, lecz nie przeczy to innej prawdzie, że są też zasługami, gdyż człowiek posiada wolną wolę i może pozwolić wierze, by owocowała, albo zapierać się jej przez złe wybory, złe uczynki i tak czynić ją martwą. Dobre wybory człowieka podobają się Bogu właśnie przez fakt, że są wolne. Dlatego dobre uczynki są zasługami i mają w Piśmie swoje obietnice (Łuk. 6:35-38; Ef. 6:8; Kol. 3:24; por. Mat. 6:1; 19:27-29; 25:31-45).

 

2) „Chrześcijanin czyni dobrze nie po to by być zbawionym, ale dlatego, że jest zbawiony”

 

Pierwszy człon zaprzecza temu, że od uczynków zależy trwanie zbawienia. Odpowiedź: To prawda, że chrześcijanin czyni dobrze dlatego, że jest zbawiony (warunkowo), lecz nie przeczy to prawdzie, że zarazem czyni to, aby być zbawionym (w sposób nieutracalny). Jeśli zostałeś warunkowo wypuszczony z więzienia, to dobrze czynisz dlatego, że jesteś zresocjalizowany i wolny, ale też dlatego, żeby być (nadal) wolnym. W przeciwnym razie wrócisz do więzienia. To, że po zwolnieniu starasz się dobrze czynić w obawie przed więzieniem w żaden sposób nie podważa tego, że twoje uwolnienie było aktem łaski. Ktoś cię okłamał, że żadne uczynki na wolności nie mogą wpędzić cię z powrotem do więzienia, dlatego łudzisz się, że czynisz dobrze nie po to, by pozostać na wolności („nie po to, by być zbawionym”).

 

Kiedy luteranin mówi, że uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia, cóż on ma na myśli? On ma na myśli, że skoro nie można utracić życia wiecznego przez uczynki, to właśnie w tym sensie uczynki są skutkiem zbawienia, a nie jego powodem. Dlatego, kimkolwiek jesteś, czytelniku: jeśli słusznie uważasz, że przez złe uczynki można jednak utracić zbawienie, to nie powtarzaj tego luterańskiego frazesu – o ile rozumiesz już jego szatańską głębię.

 

Uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia. Można to zdanie rozumieć po chrześcijańsku, gdy się je właściwie doprecyzuje. Rozważmy jednak sens luterański. Wiadomo, że nawet bandyta, choć jest niewierzący, mimo wielu czynów złych, spełnia też w życiu jakieś dobre uczynki. Można by powiedzieć: jeśli jest niewiara, to będą też dobre owoce. Luteranie o sobie mawiają: jeśli jest wiara, to będą też dobre owoce. Bandyta rozmyślnie trwa w poważnych grzechach i czasem czyni dobrze, ale i niejeden luteranin rozmyślnie trwa w poważnym grzechu i czasem czyni dobrze. Nie wiedzieć czemu, luteranin traktuje tę garstkę dobrych uczynków jako dowód swej żywej wiary. Mawia: zbawienie jest z samej wiary, ale prawdziwa wiara nigdy nie jest sama (w sensie: zawsze zrodzi jakieś dobre owoce). Przemilcza, że rozmyślnie poważnie grzeszy, ale na to lekiem jest pierwszy frazes: uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia. Luteranin rozumuje tak: mimo że grzeszę rozmyślnie (np. od lat mam kochankę), to jednak zbawienie jest z wiary a nie z uczynków, a więc nadal posiadam zbawienie. Wprawdzie martwa wiara nie zbawia, ale moja wiara jest żywa, bo dowodem żywej wiary są dobre uczynki, a te od czasu do czasu przecież spełniam. Nie spełniam ich w celu zbawienia, ale tylko wtedy, gdy czuję w sercu taką potrzebę. A więc wszystko robię w zgodzie z nauką luterańską: trwam w poważnym grzechu, bo inaczej się nie da, wiara rodzi we mnie czasem jakieś dobre owoce, czyli jest żywa – mam zatem życie wieczne i nie muszę się martwić.

 

Według Lutra łaska Boża polega na tym, że Bóg daje niektórym (wybranym) ludziom wiarę w sensie stanu umysłu i na jej podstawie udziela aktów usprawiedliwienia – nawet jeśli cały czas trwają w poważnym grzechu. Ponadto Bóg daje ponoć wierzącemu dowód żywej wiary w tym, że steruje nim, by czasem spełnił jakiś dobry uczynek. Nie wolno jednak wierzącemu wysilać się, by spełniać uczynki, a tym bardziej nie wolno ich spełniać w celu zachowania życia wiecznego, bo zdaniem Lutra Bogu się to nie podoba do tego stopnia, że nie poczytuje wiary i nie usprawiedliwia takiego wierzącego. Znaczyłoby to, że Bóg jest takim Ojcem, który karze swoje dziecko śmiercią wieczną za to, że ono stara się dobrze czynić. Zauważmy: Ojciec ostrzegł dziecko, że za powstrzymywanie się od dobrych czynów ukarze je potępieniem – tak naucza Nowy Testament. Tak nauczone dziecko nie ma więc możliwości działać samą miłością, bez bojaźni. Skoro ma świadomość, że przez rozmyślnie złe czyny sprowadzi na siebie potępienie Ojca, to siłą rzeczy spełnia czyny nie tylko z miłości, ale też z bojaźni. Inaczej się nie da, skoro Nowy Testament tworzy w nim bojaźń. Luter natomiast ośmiela się twierdzić, że Ojciec ukarze dziecko potępieniem za to, że ono czyni coś pod wpływem tej nowotestamentowej bojaźni. Ojciec motywuje dziecko podwójnie: miłością i bojaźnią. Luter niszczy motywację bojaźni i depcze w ten sposób wolę Ojca.

 

Jakie są skutki nauki luterańskiej? Natchnione Pismo mówi tak:

 

Abyście postępowali w sposób godny Pana, by podobać mu się we wszystkim, w każdym dobrym uczynku wydając owoc” (Kol. 1:10, UBG)

 

I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków (...). Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy; nie ma już dla nas ofiary za grzechy” (Hbr 10:24,26)

 

Nauczyciel ukształtowany przez Lutra mówi natomiast:

 

Wielu ludzi (...) wierzy, że poprzez spełnianie dobrych uczynków i poprzez bycie gorliwymi przybliżają się do Boga, ale w rzeczywistości te rzeczy ich tylko coraz bardziej oddzielają od Boga. (...) Nie możemy sprawić, żeby Pan Bóg nas bardziej akceptował. I to są nasze wysiłki, aby Pan Bóg nas bardziej akceptował, i one tak naprawdę tworzą taką barierę, która nas oddziela od Boga” (kazanie ze zboru ewangelikalnego, opublikowane w internecie).

 

Tak więc, natchnione Pismo mówi: pobudzajmy się do miłości i dobrych uczynków, bo jeśli rozmyślnie grzeszymy, ofiara Jezusa nie obejmuje nas. Postępujmy w sposób godny Pana, by podobać Mu się we wszystkim, wydając owoc w dobrych uczynkach. Zaś nauczyciel z importu mówi: nasze wysiłki w gorliwości i dobrych uczynkach oddzielają nas od Boga.

 

Inny nauczyciel (też upublicznione w internecie):

 

Ja patrzę na swoje życie i widzę, jak szatan nieraz mnie kusi: musisz zrobić to, musisz zrobić tamto, musisz być taki, nie możesz być taki. To prawda, że Bóg oczekuje, że będziemy podobać się Jemu, że będziemy przynosić owoce sprawiedliwości i one będą coraz bardziej dorodne, ale nie od tego uzależnił nasze zbawienie. Ono jest dokonane w Jezusie Chrystusie.”

 

Zwróćmy uwagę szczególnie na słowa: „Bóg oczekuje, że (...) będziemy przynosić owoce sprawiedliwości (...), ale nie od tego uzależnił nasze zbawienie.

 

Znaczyłoby to, że Jezus kłamał, gdy powiedział:

 

[Ojciec] każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc.” (Jana 15:2, UBG)

 

Kto więc ma rację, post-luterańscy nauczyciele czy Pismo Święte? Niejeden fałszywy nauczyciel uważa, że tak jak Pismo on nauczać nie może, choćby chciał. Bałby się, że zbór się obrazi, wyschną finanse i wszystko się zawali. Ale kto jest temu winien? Kto uzależnił zbór, infrastrukturę od finansów? Bóg czy człowiek? Zbór się obrazi, bo jest wychowany na Lutrze zamiast na Nowym Testamencie. Jeśli ktoś ci wmawia, że do Raju wchodzi się przez sam stan umysłu (tylko „wiarą”), to przyzwyczajasz się do kultu luksusowego i tylko z tego powodu lgniesz do tego zboru. Gdy więc ktoś nagle głosi, że nie tylko od stanu umysłu zależy trwanie zbawienia, ale od miłości, dobrego postępowania -- wtedy następuje reakcja. Kto burzy mój luksus?! Jak śmie?! Sola fide, sola fide! Czy Prawda ma upaść, bo może 3/4 zboru odejdzie? Przecież te 3/4 i tak było poza prawdziwą wiarą. Oni nie zostali ukształtowani duchowo przez Pismo natchnione, tylko przez Pismo przekręcone. Wierzą w prawdę tak wypaczoną, że jest to antywiara. Czymże jest te 3/4 niewierzących (bo zwiedzionych) w obliczu morza innych niewierzących? Cały niemal świat jest niewierzący i zwiedziony. Jedni wierzą w teorię wielkiego wybuchu i teorię ewolucji, inni w kosmitów, jeszcze inni w nieomylne Ciało Kierownicze z Brooklynu. Niektórzy wierzą w nauki Lutra. Przy czym z reguły o Lutrze wiedzą mało, bo gdyby poznali jego historię i przekonania, może by niektórzy oprzytomnieli.

 

Nie ma zbawienia bez posłuszeństwa (Hbr 5:9). Posłuszeństwa czemu? Głoszonej przez Jezusa i apostołów Ewangelii:

 

2 Kor. 9:12-13, TBS
(13) Gdyż przez doświadczenie tej służby chwalą Boga za wasze
posłuszeństwo wyznawanej przez was Ewangelii Chrystusa, i za szczerą wspólnotę z nimi i ze wszystkimi,

 

Co się natomiast stanie z nieposłusznymi Ewangelii?

 

2 Tes. 1:7-9, TBS
(7) (...) przy objawieniu się Pana Jezusa z nieba z aniołami Jego mocy,
(8) W ogniu płomienistym, wymierzającego odpłatę tym, którzy Boga nie znają,
i tym, którzy nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa;
(9) Którzy poniosą karę, wieczną zgubę od oblicza Pana i od chwały Jego mocy,

1 Ptr 4:17-18, UBG
(17) Nadszedł bowiem czas, aby sąd rozpoczął się od domu Bożego, a jeśli rozpoczyna się od nas, to
jaki będzie koniec tych, którzy są nieposłuszni ewangelii Bożej?
(18) A ponieważ sprawiedliwy z trudnością będzie zbawiony, gdzie się znajdzie bezbożny i grzesznik?

 

Harmonizuje to z ostrzeżeniem Pana Jezusa:


Jana 3:36, TBS
(36) Kto wierzy [gr. pisteuo] w Syna, ma życie wieczne;
ale kto jest nieposłuszny [gr. apeitheo] Synowi, nie zobaczy życia, lecz gniew Boży pozostaje nad nim.

 

Posłuszeństwo Ewangelii to innymi słowy posłuszeństwo wierze (w Ewangelię). Człowiek wierzący, ale zakładający nieposłuszeństwo wierze, zapiera się swej wiary. Aby wiara była zbawcza, żywa, należy się jej poddawać (w myślach, słowach i czynach). Dlatego apostoł Paweł używał sformułowania „posłuszeństwo wiary”:

 

Rz. 16:26, TBS

(26) Lecz teraz objawionej i przez Pisma prorockie według postanowienia wiecznego Boga oznajmionej wszystkim narodom, żeby je przyprowadzić do posłuszeństwa wiary;

 

Nie dziwi więc, że uczeń Pawła, Łukasz, napisał:

 

Dz. 6:7, TBS

(7) A rosło Słowo Boże, i pomnażała się liczba uczniów w Jerozolimie; i bardzo liczna rzesza kapłanów była posłuszna wierze.

 

Jeśli ktoś dał się przekonać nauce Jezusa, to to przekonanie jest wiarą. Wiarą nie w sensie intuicji, tylko przyjętej do serca nauki. Cóż więc komuś z tego, że będzie miał wiarę (naukę w sercu), jeśli będzie postępował wbrew niej? Posłuszeństwo głoszonej wierze, prawdzie, jest warunkiem zachowania zbawienia:

 

Rz. 2:8, TBS

(8) Kłótliwym natomiast i nieposłusznym prawdzie, lecz posłusznym niesprawiedliwości — [Bóg odda] zapalczywość i gniew;

 

Jak widać, Paweł wcale nie uważał, że samo przyjęcie prawdy (wiara bez posłuszeństwa, bez uczynków) zapewnia nieśmiertelność. Takich ludzi dotknie zapalczywość i gniew Boży.

 

Posłuszeństwo prawdzie to innymi słowy poddanie się wierze, Ewangelii, apostolskiej nauce:

 

Rz. 6:15-17, TBS

(15) Cóż więc? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod Prawem, ale pod łaską? Z pewnością nie!

(16) Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?

(17) Ale chwała niech będzie Bogu, że wy, którzy byliście niewolnikami grzechu, usłuchaliście z serca wzoru tej nauki, której się poddaliście.

 

Dla wierzącego są więc dwie drogi: albo będzie posłuszny „grzechowi ku śmierci”, albo będzie posłuszny nauce, „której się poddaliście” „ku sprawiedliwości”. Mowa tu o nauce Jezusa i apostołów, nauce, która jest łaską. Przyjmując tę naukę, przyjmuje się łaskę. Czego ta łaska naucza?

 

Tyt. 2:11-15, BW

(11) Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi,

(12) Nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli,

(13) Oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa,

(14) Który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach.

(15) To mów i tak napominaj, i tak strofuj z całą powagą. Niechaj cię nikt nie lekceważy.

 

Łaska zbawienna naucza, jak należy żyć, więc ten chodzi w łasce, kto jest jej posłuszny. Posłuszeństwo wierze, posłuszeństwo łasce – chodzi o posłuszeństwo prawdzie, Ewangelii, nauce Jezusa, która jest łaską i gdy się ją przyjmie do serca, jest wiarą.



Nauka Lutra a nauka Pawła - cz. 2

środa, 05 kwietnia 2017 13:45

 

Apostoł Piotr ostrzegł, że w pismach apostoła Pawła są rzeczy trudne, które pewni ludzie przekręcają ku własnej zgubie (2 Ptr 3:15-16). Sam Paweł to przyznał w słowach: „Albo, czemu nie mamy czynić złych rzeczy, żeby przyszły dobre, jak nas spotwarzają, i jak mówią niektórzy, że my tak mówimy? Wyrok na takich jest sprawiedliwy” (Rz. 3:8, TBS). Te złe rzeczy to grzechy, a te dobre to uwydatnienie sprawiedliwości Bożej. Innymi słowy: skoro nasze grzechy uwydatniają sprawiedliwość Boga, to Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby nas osądził. Taką naukę oszczerczo przypisywano Pawłowi.

 

Omawiany wiersz pojawia się, gdy Paweł odpowiada na kwestię, czy Żydzi przewyższają nie-Żydów, jeśli chodzi o pozycję wobec grzechu (Rz. 3:1,9). Żydzi myśleli, że oni są sprawiedliwi, a nie-Żydzi są pod grzechem. Paweł dowodzi, że choć Żydzi pełnili ważną rolę (mieli Słowo Boże) i obrzezanie miało swój pożytek (3:1-2), to jednak część z nich nie uwierzyła, odrzuciła Boga (3:3). Są więc winni, niepojednani z Bogiem, są pod władzą grzechu (nie przewyższają pogan). Ich grzech jednak nie obala wierności Boga i Jego prawdomówności odnośnie planu zbawienia wierzących; plan się wypełni, niewierzący Żydzi zostaną osądzeni, a potępia ich choćby grzech kłamstwa (3:3-4). Nie uważają oni swojej niewiary za grzech, więc Paweł wytyka im grzech kłamstwa. W następnych czterech wierszach Paweł stosuje sztukę retoryczną, polegającą na przedstawieniu argumentu przeciwnika, by go następnie obalić. Wiersz 3:5 to argument niewierzącego Żyda, co Paweł zaznacza w słowach: „według człowieka mówię”. W poprzednim wierszu Paweł zapowiedział Żydom sąd. W 3:5 jakby Żydzi odpowiadają: >>Nauczasz Pawle, że nawet nasza niewiara i kłamstwo nie zniweczy wierności Boga, a wręcz, że uwydatni Jego sprawiedliwość. Skoro tak, to nasz grzech kłamstwa przysparza Bogu blasku, chwały. Z twoich słów wynika, że czyniąc złe rzeczy (kłamstwo) sprawiamy dobre (uwydatniamy sprawiedliwość Boga). Bóg byłby więc niesprawiedliwy, gdyby nas za to potępił.<< W 3:6 Paweł odpowiada: Nie byłby niesprawiedliwy, bo gdyby niesprawiedliwe było potępienie grzesznych Żydów, to jak Bóg mógłby osądzić świat (grzesznych pogan)? (Potępieniu pogan Żydzi zaprzeczyć nie mogli). W 3:7 niewierzący Żyd jakby powtarza swój argument: >>Jeśli przez moje kłamstwo prawda Boża tym bardziej obfituje na rzecz Jego chwały, to dlaczego jeszcze i ja miałbym być sądzony jako grzesznik?<< I odpowiedź Pawła w 3:8: Tak nas (wierzących) właśnie szkalujecie, że my tak mówimy, ale potępienie wasze jest sprawiedliwe. I podsumowanie: „Cóż więc? Czy [my, Żydzi] przewyższamy ich [nie-Żydów]? Żadną miarą! Ponieważ przedtem dowiedliśmy, że zarówno Żydzi, jak i Grecy, wszyscy są pod grzechem (3:9).

 

Schemat jest taki:

 

Argument przeciwnika: 3:5

Odpowiedź Pawła: 3:6

Argument przeciwnika: 3:7

Odpowiedź Pawła: 3:8

 

Na tym przykładzie widać, jak głębokie i złożone było argumentowanie Pawła i jak łatwo można coś źle zrozumieć. Zwłaszcza gdy wyrywa się pojedyncze zdania ze skomplikowanego toku argumentacji.

 

Oszczercy przekręcali naukę Pawła, żeby zniechęcać ludzi do tego apostoła. Szkalowali go po zborach w całym cywilizowanym świecie. Skutkowało to tym, że niektórzy wierzący przejmowali naukę, jakoby rozmyślne grzeszenie było bezkarne, bo uwydatnia łaskę. Wiara w naukę wypaczoną jest niezdrowa, wypaczona. Nie jest to wiara chrześcijańska. Dlatego nie każdy wierzący z imieniem Jezusa na ustach jest chrześcijaninem. Apostoł walczy z tą wypaczoną wiarą w rozdziale 6, gdy pyta:

 

Co więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska była obfitsza? Z pewnością nie! (...). Cóż więc? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod Prawem, ale pod łaską? Z pewnością nie! Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?” (Rz. 6:1-2,15-16, TBS).

 

A zatem według Pawła łaska nie polega na tym, że można czynić zło (grzeszyć) bezkarnie. Jeśli chrześcijanin pozostanie w grzechu, to będzie sługą grzechu (zamiast Boga), i będzie to ku śmierci– mówi tu jasno apostoł. Oznacza to utratę zbawienia – przez uczynki (por. z nauką Pawła w 1 Kor. 6:8-10; Rz. 8:13; Gal. 6:8-9; Kol. 3:23-25). Tak więc twierdzenie luterańskie, że wierzący wchodzi do Raju niezależnie od uczynków (nakazanych przez wiarę) jest przekręcaniem nauki apostoła. Jest to głoszenie: czyńmy złe rzeczy (tolerujmy grzechy), żeby przyszły dobre (łaska). Innymi słowy: nie staraj się być pobożnym w uczynkach, bo w ten sposób zastępujesz łaskę swoimi własnymi siłami – czyż nie tak głoszą protestanci? Piewcy tego twierdzenia są ostrzegani przed potępieniem zarówno słowami Piotra, jak i Pawła (2 Ptr 3:15-16; Rz. 3:8).

 

Luter napisał:

 

Och, jaka byłaby to subtelna, pożyteczna i przyjemna nauka, gdyby ludzie nauczyli się, że obok wiary mogliby stać się pobożni również przez uczynki. Oznaczałoby to tyle, że nie tylko śmierć Chrystusa gładzi nasze grzechy, lecz również nasze uczynki przyczyniają się do tego.” (Marcin Luter, Okólnik o tłumaczeniu, 1530)

 

Najpierw rozważmy to przebiegłe zdanie:

 

Oznaczałoby to tyle, że nie tylko śmierć Chrystusa gładzi nasze grzechy, lecz również nasze uczynki przyczyniają się do tego.”

 

Odpowiedź: Uczynki wiary i miłości nie są konkurencją dla ofiary Jezusa. Moc gładzenia grzechów ma tylko ofiara Jezusa. Nasze uczynki nie mają takiej mocy. Ta prawda nie przeczy jednak drugiej prawdzie, że po odrodzeniu warunkiem dalszego korzystania z ofiary Jezusa jest utrzymywanie w sobie życia wiary i miłości. Życiem wiary i miłości są uczynki wiary i miłości (Jak. 2:26). A obowiązkiem chrześcijan jest je gorliwie (Tyt. 2:14; 1 Ptr 4:8; Hbr 10:24) spełniać (Ef. 2:10; 1 Ptr 3:11), aby zachować życie wieczne (1 Tym. 6:18-19; Jana 5:29; Rz. 2:7). Wiara bez uczynków nie byłaby doskonała (Jak. 2:22), czyli nie byłaby zbawcza. Dlaczego? Bo ludziom odrodzonym dano Ducha Chrystusowego po to właśnie, by odnawiali swą naturę (Rz. 12:2; Ef. 4:23) i owocowali (Ef. 5:8-10, UBG; Kol. 1:10-11; Jana 15:2). A zatem po odrodzeniu nasze uczynki nie są konkurencją dla zbawczej ofiary Jezusa, tylko są warunkiem korzystania z tej ofiary. A ponieważ uczynki te możemy spełniać dzięki wsparciu stale w nas obecnego Ducha Jezusa, dlatego nawet one wynikają z łaski (co nie przeczy udziałowi naszej woli, wysiłku i poświęcenia – a więc i zasłudze). Dlatego zbawieni jesteśmy z łaski – mówi Paweł. I dodaje: do dobrych uczynków (Ef. 2:10). Gdy mając Ducha Świętego walczymy ze swymi impulsami pchającymi nas ku złym uczynkom i zaniechaniom, to utrzymujemy w sobie życie wiary i miłości. Jeśli natomiast tolerujemy u siebie uczynki przeciwne wierze i miłości, to zapieramy się wiary (1 Tym. 5:8; Tyt. 1:16) i miłości (1 J. 3:17-18), zabijamy je w sobie przez złą wolę, złe wybory, złe czyny. A zatem walka o życie wiary i miłości wymaga odpowiednich wyborów woli oraz uczynków (tzn. realizacji tej woli). Skoro w tej walce wspiera nas Duch Chrystusa, to może być skuteczna – w zależności od naszych wyborów, starań i poświęcenia. Taka walka może sprawić postępy, tak że dawni grzesznicy będą mieć taki poziom wiary i miłości, o jaki chodzi Bogu (nie chodzi o bezbłędność, tylko o intencję i staranie). W ten sposób spełnimy warunek trwania łaski, warunek korzystania z ofiary Jezusa i będziemy mogli być wtórnie usprawiedliwiani z błędów i potknięć.

 

Parabola z Mat. 18:23-35. Czego ona dotyczy? Łaski. Parabola tłumaczy, że łaska jest warunkowa, a jeśli człowiek nie spełnia warunku, będzie ona cofnięta. Warunkiem trwania łaski Boga jest łaska człowieka wobec bliźniego. I to taka łaska, która coś sprawia, a nie jest jedynie stanem umysłu. Można w umyśle okazać łaskę, a w czynach ją wstrzymać. W rzeczywistości oznacza to stłumienie łaski w sobie, zabijanie jej, zaparcie się jej. Tylko łaska niestłumiona, za którą idą czyny, jest łaską prawdziwą, to znaczy taką, jaką w paraboli król okazał dłużnikowi. Mamy w niej króla, jego dłużnika oraz dłużnika tego dłużnika. Król podarował dłużnikowi pieniądze, które ten był mu winien. Zapobiegł jego uwięzieniu. A zatem król spełnił dobry uczynek wobec dłużnika, dzięki czemu ten mógł żyć i działać jako wolny. I oto wkrótce ktoś jest winien uwolnionemu pieniądze, tak jak ten był winien królowi. Co robi uwolniony? Czy naśladuje łaskę króla? Nie. On spełnia uczynek zły, mianowicie ulega chciwości i przez to sprawia, że jego dłużnik cierpi. Król reaguje na to tak, że cofa swoją łaskę i jego dłużnik trafia do więzienia. Z powodu czego? Miarą łaski jest uczynek. Uwolniony nie miał w sobie łaski na tyle, by darować dług swemu dłużnikowi. Miał jej na tyle mało, by wsadzić go do więzienia. W ten sposób prawdą jest, że usprawiedliwienie jest z łaski i prawdą jest, że przez uczynki usprawiedliwienie może zostać cofnięte. Dlatego nie może być prawdą twierdzenie luterańskie, że nieśmiertelność gwarantowana jest „tylko wiarą”, niezależnie od uczynków. Król usprawiedliwił dłużnika przez swą łaskę. Uwolniony dłużnik wierzył w swoje usprawiedliwienie, ale ten sam król cofnął mu usprawiedliwienie z powodu uczynku. Bo życiem i miarą łaski, wiary i miłości są uczynki. Wiara w uczynkową łaskę króla powinna wzbudzić w dłużniku uczynkową łaskę wobec bliźnich. Ale uwolniony dłużnik wolał ulec chciwości i w ten sposób przez zły uczynek zaparł się łaski, stłumił życie łaski w sobie. Dlatego każde wtórne usprawiedliwienie odbywa się nie przez samą wiarę i łaskę, ale przez wiarę i należne jej uczynki. To znaczy Bóg ocenia, czy człowiek wydaje owoce łaski, wiary, czy przeciwnie. Jeśli tłumi w sobie życie wiary przez złe wybory, złe uczynki i zaniechania łaska zostanie cofnięta. Nauka Lutra mówi natomiast dłużnikowi, że usprawiedliwienie króla jest na zawsze gwarantowane przez samą wiarę, bez względu na uczynki po uwolnieniu od długu. Dlatego Luter wtrąca dłużników do więzienia.

 

Co jest grzechem? Brak wiary i miłości względem Boga i bliźniego. Rezygnacja z uczynków miłości jest rezygnacją z miłości. Jeśli nie miłujemy człowieka na tyle, by coś dla niego zrobić, to znaczy, że nie miłujemy go miłością Bożą, która jest uczynkowa (czyny Jezusa, z których największym było poświęcenie się na krzyżu). Napisano:

 

Jana 15:13, UBG
(13) Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje swoje życie za swoich przyjaciół.

 

Jana 3:16, UBG
(16) Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna (...)

 

Rz. 5:8, UBG
(8) Lecz Bóg okazuje nam swoją miłość przez to, że (...) Chrystus za nas umarł.

 

Czytamy też:

 

Jana 10:32, UBG
(32) Jezus powiedział do nich: Ukazałem wam
wiele dobrych uczynków od mego Ojca (...)

 

Dz. 10:38, UBG
(38) ...Jezusa z Nazaretu, który chodził, czyniąc dobrze...

 

Jana 13:15, UBG
(15) Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy czynili tak, jak ja wam uczyniłem.

 

Ef, 5:1-2, UBG
(1) Bądźcie więc naśladowcami Boga jako umiłowane dzieci;
(2) I postępujcie w miłości, jak i Chrystus umiłował nas i wydał samego siebie za nas jako dar i ofiarę Bogu na miłą woń.

 

3 Jn 1:11, UBG
(11) Umiłowany, nie naśladuj tego, co złe, lecz to, co dobre. Kto czyni dobrze, jest z Boga, kto zaś czyni źle, nie widział Boga.

 

A zatem miarą miłości Bożej są Boże uczynki. Jak bardzo miłuje Bóg? Tak bardzo, że Jezus oddał za ludzi swoje życie. Oto wzór Bożej miłości. Takiej właśnie miłości, uczynkowej, wymaga Bóg od chrześcijan. Tego nauczali apostołowie od początku.

 

1 Jn 3:16-19, UBG
(16)
Po tym poznaliśmy miłość Boga, że on oddał za nas swoje życie. My również powinniśmy oddawać życie za braci.
(17) A kto miałby majętność tego świata i widziałby swego brata w potrzebie, a zamknąłby przed nim swoje serce,
jakże może mieszkać w nim miłość Boga?
(18) Moje dzieci,
nie miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem i prawdą.
(19) Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy i uspokoimy przed nim nasze serca.

 

Oczywiście miłość nie może być ślepa. Duch Święty daje nie tylko potencjał miłości, ale też mądrości i wiedzy. Rzeczą człowieka jest korzystać z tego potencjału, żeby czynić miłość mądrze. Wymaga to modlitwy i rozważań, a nie tylko aktów emocjonalnych, które często przynoszą więcej szkody niż pożytku. Mamy mnóstwo nauk i przykładów w Piśmie Świętym, które objawiają, jaki jest Bóg i co się Jemu podoba. A Bóg miłuje na tyle, by dla innych wysilać się i poświęcać czynem. Jeśli ktoś rezygnuje z czynów miłości, to znaczy że nie miłuje taką miłością, jaką miłuje Bóg. Tłumi miłość wobec bliźnich i Boga, który naucza miłować innych czynem. Potem na nabożeństwie modli się: Boże, odpuść mi ten grzech, że na przykład zostawiłem w mróz kobietę, która się przewróciła. Pewnie była pijana. Ona leżała, a ja pojechałem dalej. Ale dlaczego ją zostawił? Uczynił to dlatego, że Luter nauczył go, że uczynki (zostawianie kobiety na mrozie) nie mogą odebrać mu usprawiedliwienia, bo usprawiedliwienie jest przez samą wiarę. Luter rzucił na Boga cień, który ukazuje Stwórcę jako automat do wybaczania złych uczynków, któremu obojętne jest to, że jeden Jego poddany krzywdzi drugiego lub cofa pomocną dłoń. W ten sposób Luter pozbawił miłość wielkiej podpory, jaką jest bojaźń. Bóg motywuje ludzi przez miłość i bojaźń, grożąc potępieniem wiecznym za złe uczynki i zaniechania. Luter twierdzi odwrotnie: złe uczynki i zaniechania nie mogą odebrać zbawienia, bo zbawienie jest „tylko wiarą”. Jeśli usprawiedliwienie jest przez samą wiarę, to po co prosić Boga o usprawiedliwienie z uczynku pozostawienia tej kobiety? Skoro usprawiedliwienie jest niezależne od uczynków, to po co modlić się o usprawiedliwienie z tego grzesznego uczynku? I tak Luter prowadzi ludzi do wniosku: żal za grzechy uczynkowe nie ma sensu. Luter w Twierdzeniach napisał o tym wprost: „Mocno wierz, że zostałeś rozgrzeszony i rzeczywiście będziesz, bez względu na twój żal”. Podobnie jego współpracownik Melanchton w De summa christianae doctrinae: „Głupio i bezbożnie nauczali scholastycy, że grzechy są odpuszczone ze względu na żal”. Jeśli jednak skruszona prośba o usprawiedliwienie ze złego uczynku ma sens, to jaki? Jaki jest sens błagać Boga o usprawiedliwienie z grzesznego uczynku, skoro Luter mówi, że wszelkie usprawiedliwienie jest niezależne od uczynków? Ta diabelska hipokryzja pokazuje, jakie jest źródło nauki Lutra.

 

Ktoś odpowie, że usprawiedliwienie jest przez samą wiarę, ale pod warunkiem żalu. Dlatego modlitwa skruszonego chrześcijanina o usprawiedliwienie ze złego uczynku jest konieczna: bez żalu nie można zostać usprawiedliwionym, choćby miało się wiarę. Byłby to jakiś argument, gdyby nie przeczył twierdzeniu „tylko wiarą”. Trzeba się zdecydować, które twierdzenie się wyznaje: 1) tylko wiarą; 2) nie tylko wiarą, ale też żalem, skruchą. A skrucha jest przecież aktem człowieka. Nie mogłaby być narzucona przez Boga w sensie sterowania umysłem, bo inaczej nie byłaby skruchą. Ktoś odpowie: skrucha wynika z wiary. To prawda, ale nie na zasadzie automatyzmu. Wynika to z wolności woli, wolności osądu i wyboru. Jeden wierzący osądzi siebie tak, a drugi inaczej. Wiara nie jest ze skruchą równoznaczna. Wiara zachęca do skruchy, ale z drugiej strony nęcą pożądliwości. Są tacy, którzy są przekonani, że wierzą, a jednocześnie nie żałują swych grzechów. Trwają z premedytacją w grzesznych układach, uważając, że Bóg to akceptuje, to znaczy nie uważa za grzeszne. Tacy wierzą w swoje usprawiedliwienie, a mimo grzechu nie przejawiają skruchy. Jeśli więc ktoś twierdzi, że zbawienie jest „tylko wiarą”, to twierdzi tym samym, że konieczna jest wiara, ale nie skrucha. Niech każdy jeszcze raz rozważy, które twierdzenie wyznaje: 1) tylko wiarą; 2) nie tylko wiarą, ale też skruchą. Jeśli wyznajesz punkt drugi, to nie głoś pierwszego. Jeśli wyznajesz punkt pierwszy, to tym samym wyznajesz, że oprócz żony możesz mieć kochankę i być usprawiedliwiany – tylko wiarą, tzn. bez żalu, skruchy. Przecież skrucha wymagałaby porzucenia kochanki, inaczej nie byłaby prawdziwa, bo tylko powierzchowna. Luter wyznawał punkt pierwszy, czego logicznym następstwem była zachęta, jakiej udzielił Filipowi von Hessen, by ten wziął sobie drugą żonę – obok pierwszej. Von Hessen (Filip Wielkoduszny) miał problem z wybujałą żądzą seksualną, która pchała go w cudzołóstwo. Często wyjeżdżał, a branie ze sobą żony, wielkiej damy, wiązało się ze zbyt dużymi kosztami. Miał jednak w zanadrzu mniejszą damę, dużo tańszą. Wpadł na pomysł, że jeśli ożeni się z tą drugą, to będzie ją miał na wyjazdy, podczas gdy pierwszą będzie miał w domu. Luter wielożeństwo akceptował, nie uważał poligamii za sprzeczną z Pismem Świętym. Poparł pomysł von Hessena, co zakończyło się małżeństwem bigamicznym. Patrz:

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Filip_Wielkoduszny

https://pl.wikipedia.org/wiki/Krystyna_saska_(1505-1549)

 

W Przeglądzie powszechnym z 1929 roku można przeczytać:

 

Najciemniej jednak, najbardziej brzydko zarysował się charakter Lutra i jego teologji w głośnej sprawie bigamji Filipa, landgrafa heskiego. Książę ten, od dłuższego czasu żonaty z Krystyną, córką księcia Jerzego Saskiego, powziął w 1539 r. zamiar poślubienia młodziutkiej 17-letniej Małgorzaty von der Sale. Dla zrealizowania swego projektu za pośrednictwem Butzera zażądał od teologów wittenberskich wyrażenia zgody na ów krok, motywując go „najwyższą potrzebą sumienia,” gdyż nie mógłby inaczej powstrzymać się od swych upadków i cudzołóstwa. Usłużni teologowie wittenberscy, Luter i Melanchton, stosownie do swych poglądów na kwestję małżeństwa, nadto w obawie ewentualnego odstępstwa Filipa od sprawy ewangelji, ustąpili żądaniu i, acz niechętnie, dali 10 grudnia 1539 r. na piśmie opinję w formie rady poufnej ze zgodą na bigamję. (Przypis: Autograf słynnej tej rezolucji Lutra i Melanchtona przechowuje się w archiwum państwowem w Marburgu. „Niesłychany dokument teologiczny nie znajduje w całej historji Kościoła żadnego porównania”. Inny przypis: Przykłady patrjarchów w Starym Zakonie, z których każdy posiadał dla Lutra więcej powagi, niż „100.000 papieży”, doprowadziły go do wniosków, że poligamja nie jest sprzeczna z Pismem św. i może być w pewnych wypadkach dozwolona, aczkolwiek ze względu na zgorszenie i obyczajność wśród chrześcijan nie należy jej radzić, ani tem bardziej zezwalać na jej rozpowszechnienie. Podobne opinje wyrażał Luter w 1524 na zapytanie kanclerza Brucka — również w 1526 r. na zapytanie Filipa heskiego nie zaprzeczył absolutnej niemożności poligamji. Patrjarchowie mieli za sobą słowo Boże i potrzebę (por. G r i s a r , Lufher, II, 213—4). Wielce znamienne było stanowisko teologów wittenberskich w sprawie głośnego rozwodu Henryka VIII z królową Katarzyną. Robert Barnes. angielski teolog, apostata, bawiący w Wittenberdze, prosił Lutra o opinję w tej kwestji. Nie mogąc uznać małżeństwa z Katarzyną za nieważne, Luter wskazał charakterystyczne wyjście z kłopotliwej sytuacji: królowa Katarzyna powinna zezwolić, by król dobrał sobie drugą małżonkę za przykładem patrjarchów. Melanchton poszedł dalej w swej opinji 23 sierpnia 1531 r., w której wyraził się, że aczkolwiek nie można zgodzić się na powszechne wielożeństwo, to jednak dla króla w tym wypadku bigamja jest dopuszczalna „propter magnam utilitatem regni, fortassis etiam propter conscienciam regis” ze względu na wielką korzyść królestwa (małżeństwo z Katarzyną było bezdzietne) i może również ze względu na sumienie króla. Papież winien tej dyspensy udzielić z miłości — .propter caritatem”. Gdyby nie udzielił, to król musi ze spokojnem sumieniem przybrać sobie drugą żonę, gdyż jest rzeczą pewną, że poligamja nie jest prawem Boźem zakazanem). Obrząd uroczystych zaślubin landgrafa z Małgorzatą odbył się formalnie, udzielony przez predykanta Melandra 4 marca 1540 r. w obecności również Butzera i Melanchtona.

Cała ta sprawa nabrała wkrótce wielkiego rozgłosu, zagrażając komplikacjami prawa, które surowo karało występek wielożeństwa, jak również kompromitacją dla teologów wiftenberskich, zwłaszcza, że Filip heski nie chciał bynajmniej ukrywać w tajemnicy zawartych formalnie z Małgorzatą związków, ani dozwolić, by uchodziły one w opinji za zwykły konkubinat.

Zachowanie się Lutra w wytworzonej nader kłopotliwej sytuacji wywołuje przykry posmak. Wolał on bowiem chwytać się wątpliwej wartości wybiegów, niż jawnie przyznać się do udzielonej opinji poufnej. To więc utrzymuje, że dane przezeń zaświadczenie miało charakter rady spowiednika, obowiązującej do ścisłego sekretu, a nie mającej żadnego znaczenia wobec prawa — to znów doradza, by landgraf zaparł się zawartego formalnie nowego związku małżeńskiego przez oświadczenie, że wziął sobie tylko konkubinę — to wreszcie zasłaniać się pragnie tem, że mniemał, iż Filip heski nie będzie publicznie traktował Małgorzaty, jako swej żony, lecz będzie ją „ku wielkiej swej potrzebie sumienia" trzymał, jako ein ehrlich Meidlein w potajemnem małżeństwie, choćby to na zewnątrz — dla świata — miało pozory nielegalne, podobne do sytuacji tych proboszczów i biskupów, którym — jak dodaje — takich rad udzielał, żeby „potajemnie swe kucharki poślubiali”.

Wreszcie na konferencji w Eisenach, w lecie 1540 r., Luter sprzeciwił się gorąco ujawnieniu zawartego związku oraz powoływaniu się na potajemną jego opinję z dnia 10 grudnia, grożąc jej odwołaniem, zaprzeczeniem. Natomiast zalecał księciu użycie „poczciwego kłamstwa": dla wybrnięcia z kłopotu należy publicznie oświadczyć, że Małgorzata von der Sale jest tylko konkubiną. Na posiedzeniu dnia 15 lipca uzasadniał zupełnie otwarcie swą radę twierdzeniem, że wszak dla większego dobra i ze względu na sprawę „kościoła chrześcijańskiego” wolno popełnić „poczciwe, mocne kłamstwo”, 17 zaś lipca tłumaczył, że kłamstwa w potrzebie, dla pożytku, ku pomocy nie sprzeciwiają się Bogu.

W całej tej brzydkiej sprawie zarysował się aż nazbyt jaskrawo brak prostej linji w charakterze Lutra; najgłębsza zaś — wprost tragiczna niemoralność tkwi w zajętem przez „Bożego notarjusza” stanowisku, dozwalającem dla wybrnięcia z kłopotliwej sytuacji i dla odwrócenia skandalu z nadzwyczajną łatwością zaprzeczać faktom i okłamywać ludzi.

To właśnie stanowisko, jak również inne wady w charakterze Lutra, stoją w rażącym kontraście do jego własnego, najgłębszego przekonania o wielkiem swem posłannictwie Bożem i zadaniu reformatora. Wszak sam uważał siebie za „ekklezjastę z Wittenbergi” za „proroka Niemiec”, za „ewangelistę z Bożej łaski”, za „Bożego notarjusza i świadka Jego Ewangelji”. To przekonanie, wciąż z biegiem życia wzrastające, wywierało dominujący wpływ na jego płomienny temperament, na całą działalność i walkę, jaką z uporem toczył. Nigdy żaden z ludzi śmiertelnych nie mówił tak o sobie, jak Luter — zauważa Grisar, przytaczając długi szereg charakterystycznych urywków z jego pism.” (Przegląd powszechny, 1929 rok, artykuł „Luter w świetle nowych badań”).

 

Tego rodzaju owoce są logicznym następstwem nauki protestanckiej przeciw roli uczynków. Jeśli w pałace Boże wchodzi się tylko wiarą, niezależnie od uczynków, to dlaczego nie mieć haremu? Nietrudno się domyślić, co kierowało von Hessenem, by stać się luteraninem. Nie poskramiane żądze stają się coraz bardziej wybujałe. Odwykła od walki z nimi wola ludzka coraz słabsza. Brak wiary w aspekcie chęci spełniania przykazań oraz brak wiary w moc Ducha, który w tym pomaga. Wszystko to sprawia, że człowiek, choćby wcześniej narodził się na nowo, staje się niewolnikiem złych żądz i coraz bardziej chce w tym stanie trwać. Stopniowo zatwardza serce. Wtedy wkracza „dobra nowina” protestancka i mówi: w pałace Boże wejdziesz bez żadnych starań w spełnianiu przykazań, bo zbawienie jest „tylko wiarą”, niezależnie od uczynków. Cóż taki człowiek zrobi? Ta nauka to miód na jego duszę, bo pozwala mu we wszystkim dogadzać sobie w doczesności, a jednocześnie zabezpiecza wieczność. W dodatku zyskuje się grono „braci”, którzy również przyjęli tę naukę i dlatego ma się ich akceptację, co byłoby niemożliwe w prawdziwym Kościele chrześcijańskim pierwszych trzech wieków po Chrystusie.

 

Czy Luter mógł nie znać stanowiska Pana Jezusa w sprawie cudzołóstwa? Czy mógł nie czytać o tym stanowisku w Ewangeliach i Listach Pawła, posłańca Jezusa? I czy mógł nie wiedzieć, że Chrystus nieraz ostrzega uczniów przed potępieniem wiecznym? Nowy Testament naucza, że do Raju wchodzi się nie tylko wiarą, ale też skruchą i nie tylko wiarą, ale też staraniami w uczynkach, które to starania są zdawanymi na bieżąco egzaminami z wiary w Nowe Przymierze. Kto nie chce ich zdawać, ten zapiera się swej wiary. Wiara (przyjęta do serca nauka Chrystusa) zachęca do skruchy i uczynków, ale niektórzy się buntują i mówią: nie. W ten sposób swej wiary się zapierają. Bóg uznaje taką wiarę za martwą. Brak uczynków staje się przyczyną utraty życia wiary, a tym samym zbawienia. Dlatego Jakub naucza jednoznacznie:człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary” (Jak. 2:24). Słowa Lutra „tylko wiarą” są tej prawdy odwróceniem. Jeśli ktoś z premedytacją odwraca natchnioną prawdę, jest antychrystem. Tym bardziej, jeśli do tego procederu używa innych fragmentów natchnionej prawdy.

 

 



Nauka Lutra a nauka Pawła - cz. 1

piątek, 17 marca 2017 11:14

 

Rz. 3:23-26, BW

(23) Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej,

(24) I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie,

(25) Którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów,

(26) Dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa.

 

W tekście źródłowym nie ma słowa „sam” w wierszu 26. Dodanie tego słowa miało chyba na celu wzmocnić dogmat luteran o sprawiedliwości wyłącznie nadanej. Luteranie odrzucają prawdę, że po usprawiedliwieniu i odrodzeniu chrześcijanie otrzymują moc i zdolność do osobistej przemiany w duchu umysłu (Rz. 12:2; Ef. 4:22-23), tak że mogą postępować sprawiedliwie (Ef. 6:1 BG /„dikaios”/; Flp 4:8; 2 Tym. 3:16; 1 J. 3:7). Luteranie przeczą temu, że Bóg może tak ukształtować na nowo człowieka, że ten z niesprawiedliwego stanie się sprawiedliwy w swoim myśleniu i działaniu (co nie oznacza bezbłędności). Według nauki luterańskiej odrodzony człowiek pozostaje w środku jak łajno, nie mający sprawiedliwości osobistej, ale okrywa go płaszcz sprawiedliwości Chrystusa i jedynie ten płaszcz czyni to łajno sprawiedliwym w oczach Boga. Czyli pasterz rzekomo ubiera wilki w owcze skóry i nazywa je owcami. Wilki mogą kąsać i zagryzać, ale dopóki wierzą, dopóty są uznawane przez pasterza za owce – tak można zobrazować rojenia Lutra.

 

Oczywiście z takimi absurdami Prawda nie ma nic wspólnego. Gdy człowiek nieodrodzony, a więc będący jeszcze „łajnem”, słyszy Ewangelię i szczerze ją przyjmuje, co pieczętuje Chrztem, wówczas „łajno” zostaje z niego wypłukane przez Ducha Świętego, o ile wierzy w moc Ducha ku przemianie. O tym właśnie momencie (pierwsze usprawiedliwienie) mówi w omawianym fragmencie z Rz. 3 apostoł Paweł. Drugą kwestią jest to, jak ten usprawiedliwiony człowiek ma odtąd postępować, by ten stan sprawiedliwości zachować, by nie stać się na powrót „łajnem”, „wilkiem”. Tej drugiej kwestii w powyższym fragmencie Paweł w ogóle nie porusza. Pisze jedynie o pierwotnym usprawiedliwieniu, jakby wypłukaniu z „łajna”, dzięki czemu człowiek uzyskuje właściwą społeczność z Bogiem, która wcześniej była niemożliwa.

 

Paweł nie naucza tutaj ani nigdzie, że człowiek odrodzony pozostaje „łajnem”, a Bóg tego trwającego w poważnych grzechach (stąd łajno) człowieka tylko okrywa sprawiedliwością Chrystusa. Owszem, w człowieku pozostają złe skłonności, które kuszą go, ale dzięki mocy Ducha Świętego nie mają już one nad wierzącym władzy, by go trzymać w niewoli. A zatem wierzący nie musi już ulegać pokusom, trwać w grzechach odbierających zbawienie, a jeśli trwa, to tylko dlatego, że albo nie rozumie nauki apostolskiej o mocy łaski, albo po prostu chce grzeszyć. Łaska bowiem nie odbiera wolności woli, swobody wyboru drogi postępowania. Łaska daje moc, by nie grzeszyć. Prawdziwie wierzący może po odrodzeniu czasem upadnie (emocje, okoliczności), ale nie będzie trwał w grzechu. Będzie walczył, by powstać i iść dalej, a przyczyny grzechu odciąć. Będzie mógł robić postępy. Chyba że zechce wrócić do złego postępowania albo zaniedba swe duchowe życie na tyle, że osłabnie. Zależy to od niego, bo może z mocy Bożej korzystać albo się jej zapierać. Bóg nie odbiera chrześcijanom wolności osądu, wolności chcenia i wyboru. Jeśli wierzący zechce grzeszyć, będzie mógł trwać w grzechu do końca życia, zapierając się swej wiary uczynkami – by utracić zbawienie. Ten, kto chce podobać się Bogu w swym myśleniu, uczynkach, w postępach, ten może się podobać, bo jest odrodzony i ma dar Ducha Jezusa. Stąd chrześcijanin może pokusy ujarzmiać, może panować nad kuszącym go od wewnątrz czy z zewnątrz grzechem. Jeśli walczy z pokusami wewnętrznymi i zewnętrznymi, jeśli nie trwa w poważnych grzechach, to mimo potknięć jest na bieżąco usprawiedliwiany przez ofiarę Jezusa i jest w oczach Boga sprawiedliwy, czysty, święty. A zatem nie jest „łajnem”, jak roił to sobie Luter. Bóg dobrze wie, czy ktoś stara się walczyć z grzechem, czy woli grzechowi ulegać.

 

Rz. 3:28-30, TBS

(28) Rozumiemy bowiem, że człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa.

(29) Czy Bóg jest tylko Bogiem Żydów? Czy także nie pogan? Tak, i pogan.

(30) Bo jeden jest Bóg, który usprawiedliwi obrzezanie z wiary i nieobrzezanie przez wiarę.

 

...człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa” – pisze apostoł do Rzymian, których próbowano wciągnąć na starotestamentową – nieskuteczną – drogę usprawiedliwienia. Wiersze 29-30 jasno pokazują, że nie chodzi o czyny Nowego Przymierza, tylko o obrzezanie. Paweł tłumaczy, że zarówno nieobrzezani, jak i obrzezani – wszyscy mogą być usprawiedliwieni tylko z wiary (a nie z obrzezania, jak mniemali Żydzi). Nie z uczynków (obrzezanie), tylko z wiary w Nowe Przymierze Jezusa, gdzie uczynki poza-Chrystusowe (obrzezanie, sabaty, koszerność) nie mają znaczenia dla usprawiedliwienia. Wmawiano chrześcijanom z pogan, że wiara w Jezusa (i wynikające z niej posłuszeństwo Jego przykazaniom) nie wystarczy do pojednania z Bogiem. Tłumaczono im, że aby stali się czyści i pojednani z Bogiem muszą uzyskać przynależność do ludu Przymierza, Izraela, co osiąga się przez konwersję na judaizm. Konieczne do tego jest obrzezanie. Z tym właśnie polemizuje Paweł. Kwestia była taka: czy do usprawiedliwienia pierwotnego (pojednania z Bogiem) wystarczy wiara w naukę Jezusa (z jej przykazaniami, jak Chrzest), czy może konieczne jest obrzezanie? Inaczej mówiąc: czy do osiągnięcia pierwszego etapu procesu zbawienia konieczne jest obrzezanie? Paweł odpowiada: „człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa” (w. 28). A więc innymi słowy: poganin przystępuje do Boga przez wiarę, a nie przez obrzezanie. Poganie stają się ludem Bożym przez wiarę, a nie przez uczynki wprowadzające w Stare Przymierze i będące warunkami trwania w nim (obrzezanie). Paweł nie porusza tu jeszcze tematu drugiego etapu zbawienia. Paweł nie porusza tu jeszcze kwestii, jak należy postępować po tym pierwotnym usprawiedliwieniu, pojednaniu z Bogiem. O tym, jakie Prawo trzeba wypełniać po odrodzeniu, Paweł napisze w dalszej części Listu do Rzymian. Apostoł po prostu podzielił zagadnienie zbawienia na dwie części i omawia je kolejno. To, że Paweł rozdziela zbawienie na dwa etapy, widać jasno np. w rozdziale 5:

 

Rz. 5:9-10, TBS

(9) Tym bardziej więc, będąc teraz usprawiedliwieni Jego krwią, zostaniemy przez Niego zbawieni [gr. sozo] od gniewu.

(10) Bo jeżeli, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna tym bardziej będąc pojednani, zostaniemy zbawieni [gr. sozo] przez Jego życie [manifestujące się przez dar Ducha Parakletosa, rozdz. 8 - J.].

 

A zatem w rozumieniu Pawła usprawiedliwieni (w sensie odrodzeni, pojednani z Bogiem) jesteśmy już, ale zbawieni dopiero będziemy, dzięki pomocy Jezusa. Są to więc dla Pawła dwie odrębne kwestie. Usprawiedliwienie (zbawienie) najpierw, zbawienie nieutracalne potem. W Liście do Rzymian apostoł każdą z tych dwóch kwestii omawia osobno:

 

1) Kwestia pierwsza (I etap zbawienia): w jaki sposób zostajemy usprawiedliwieni, odrodzeni, pojednani z Bogiem? W jaki sposób stajemy się ludem Bożym? Czy przez wiarę w Stare Przymierze uczynków (oznacza to zaparcie się wiary w Nowe Przymierze), czy przez wiarę w naukę Jezusa (której istotą jest odkupienie i odrodzenie)? Apostoł odpowiada w rozdziałach 3 i 4, że usprawiedliwieni stajemy się przez wiarę w Nowe Przymierze bez konieczności uczynków prawa Starego Przymierza (obrzezania). Sens: zbawienie jest wyłącznie przez Nowe Przymierze, a nie przez Stare.

2) Kwestia druga (II etap zbawienia): gdy już zostaliśmy usprawiedliwieni (zbawieni w sensie odrodzenia i wejścia na drogę zbawienia), to w jaki sposób zostaniemy zbawieni (w sensie otrzymania nieśmiertelności)? Przez służbę Staremu Przymierzu czy przez służbę Nowemu Przymierzu? Przez służbę Nowemu Przymierzu – odpowiada Paweł np. w Rz. 6:15-22 czy w 2 Kor. 3:3-11. W Nowym Przymierzu nie można bezkarnie trwać w ciężkich grzechach (1 Kor. 6:8-10; Gal. 6:7-8). Służba Nowemu Przymierzu polega na posłuszeństwie nauce Ducha, z którego natchnienia mówią apostołowie (1 Kor. 2:13; J. 14:26). Zbawienie w Nowym Przymierzu odbywa się nie przez przekazanie jedynie zbioru zasad, jak to było w Starym Przymierzu, ale przez odrodzenie i uzdolnienie do posłuszeństwa wobec objawionej przez samego Syna Bożego nauki Nowego Przymierza. Nauka tym się różni od zbioru zasad, że nauka uzasadnia wolę Bożą, dzięki czemu ludzie dobrej woli służą Bogu z przekonania. Tacy otrzymują pomoc Ducha Chrystusa, który uzdalnia do czynienia sprawiedliwości „ku uświęceniu”, aby otrzymać życie wieczne (Rz. 8:2-4; 6:17-22). O ile tylko wierzą i mocno chcą, mogą czynić dobro, sprawiedliwość. Zadaniem chrześcijan jest wysiłek i wyrzeczenia w celu postępowania według Ducha, spełniania przykazań Nowego Przymierza. Trzeba przy tym rozumieć, że apostoł Paweł często używa tych samych słów w różnych znaczeniach. Czasem na przykład używa słowa „zbawić” w znaczeniu pierwotnego usprawiedliwienia, które rzeczywiście jest początkiem zbawienia. A czasem używa słowa „zbawić” w znaczeniu daru nieśmiertelności, jak w powyższym Rz. 5:9-10.

 

Tak więc Paweł rozpatruje odrębnie dwie kwestie: 1) w jaki sposób zostajemy pojednani z Bogiem, usprawiedliwieni, odrodzeni (zbawieni), oraz 2) jak po odrodzeniu postępować, by otrzymać nieśmiertelność (zbawienie nieutracalne).

 

By lepiej zrozumieć tę pierwszą kwestię, poruszaną też w Rz. 3:28, warto rozważyć podobne stwierdzenie z 4 rozdziału:

 

Rz. 4:5-11 TBS

(5) Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego, jego wiara jest policzona za sprawiedliwość.

 

Ktoś powie: ale przecież Paweł wyraźnie tu mówi, że nie trzeba pracować, a wystarczy wierzyć, żeby... No właśnie, żeby co? Czy żeby otrzymać nieśmiertelność? Tego Paweł nie mówi. Apostoł nie twierdzi, że wystarczy wierzyć (np. w naukę Jezusa o talentach – mimo że zakopało się talent), a i tak otrzyma się nieśmiertelność. Nie twierdzi, że wystarczy wierzyć w naukę Jezusa o owcach i kozłach – mimo że skąpi się chleba głodnemu bratu Chrystusa. Nie, tego Paweł nie mówi. Mówi tu o pierwszym etapie zbawienia: o usprawiedliwieniu, odrodzeniu, przejściu ze stanu niewoli grzechu i śmierci do stanu pełnego pojednania z Bogiem. Bez nowego narodzenia niemożliwe jest wejście do Miejsca Najświętszego (Hbr 7:19; 10:19). Nieodrodzeni Żydzi chcieli być w pełni usprawiedliwiieni (Dz. 13:39) przez pracę typu obrzezanie i sabaty. Miejsca Najświętszego nie można osiągnąć przez uczynki starozakonne, które Paweł porównuje tu do pracy. Nie trzeba tak pracować, żeby otrzymać pełne usprawiedliwienie. A wręcz szturmowanie Miejsca Najświętszego przez uczynki starozakonne jest odrzucaniem wiary w to, że jedyną Drogą jest Jezus ze swoją nowotestamentową nauką, której podstawą jest odkupienie. Jeśli ktoś uważa, że wierzy w Jezusa, ale wierzy też, że bez obrzezania nie może być pojednany z Bogiem, to zapiera się wiary w Jezusa. Szukanie zbawienia w judaizmie starotestamentowym jest zapieraniem się wiary w jedynozbawczość Nowego Przymierza, opartego na odkupieńczej roli Jezusa (Gal. 2:21) i stąd na zbawiennej pomocy Ducha Chrystusowego (J. 7:39; 16:7; Flp 1:19), który uzdalnia do czynienia nauczanej w Nowym Przymierzu sprawiedliwości (Rz. 8:2-4; 1 Ptr 1:22, BG). Bóg odradza człowieka na podstawie wiary w naukę Jezusa, a ta mówi o zbawczej śmierci, zmartwychwstaniu i ustanowieniu Nowego Przymierza z Jego przykazaniami. Trzeba powtórzyć, że w tym miejscu Paweł jeszcze nie porusza kwestii, co trzeba czynić po odrodzeniu, żeby nowe narodzenie zachować i na końcu wziąć „koronę żywota”. To Paweł tłumaczy w dalszej części Listu.

 

To, że w powyższym wierszu apostoł mówi o pierwszym usprawiedliwieniu, odpuszczeniu grzechów, a nie o obowiązkach w Nowym Przymierzu koniecznych dla zachowania zbawienia, wynika z kolejnych wierszy:

 

(6) Tak jak i Dawid mówi o błogosławieństwie człowieka, któremu Bóg policzy sprawiedliwość niezależnie od czynów, mówiąc:

(7) Błogosławieni, którym odpuszczone są nieprawości i których grzechy są zakryte;

(8) Błogosławiony mąż, któremu Pan nie policzy grzechu.

(9a) Czy to błogosławieństwo, jest tylko dla obrzezania, czy też dla nieobrzezania?

 

Dla Pawła zarówno Żydzi jak i nie-Żydzi są nieodrodzeni zanim nie uwierzą w odkupienie. Są pod grzechem (Rz. 3:9). Dlatego porównuje w tych wierszach ich sytuację do sytuacji Dawida po grzechu z Batszebą i zabiciu Uriasza. Uczynki judaizmu, to że Dawid został obrzezany i uczestniczył w życiu religijnym, nie mogło wyrównać jego wielkiej winy cudzołóstwa i zabójstwa. Potrzebne było coś więcej – akt łaski Bożej na podstawie skruchy i wiary Dawida w łaskę Bożą. Sytuacja Żydów i pogan była podobna do sytuacji Dawida po grzechu. Byli grzesznikami (nieodrodzeni) i uczynki judaizmu nie mogły wyrównać ich win. Nie mogli mieć pełnego usprawiedliwienia (Dz. 13:39). Potrzebowali łaski Bożej, a ta jest dostępna jedynie w Nowym Przymierzu. Tak jak Dawid nie mógł być uznany za sprawiedliwego na podstawie swoich uczynków judaizmu, ale potrzebował specjalnej łaski, tak i Żydzi oraz poganie potrzebują łaski w postaci nowotestamentowego daru usprawiedliwienia, nowego narodzenia w Chrystusie. Próby zbawienia się przez Stare Przymierze Paweł porównał do pracy, która nie ma sensu, przez którą nawet Dawid nie osiągnąłby usprawiedliwienia po swym grzechu. Sens ma jedynie wejście pod Nowe Przymierze łaski, czego początkiem jest wiara. Tę właśnie myśl zawierają słowa:

 

Rz. 4:5-11, TBS

(5) Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego, jego wiara jest policzona za sprawiedliwość.

 

Gdyby Dawid po swym grzechu szukał zbawienia w uczynkach judaizmu, zamiast w specjalnej łasce Boga, należałoby mu powiedzieć: „Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia...”. Tak właśnie Żydzi w czasach Pawła szukali zbawienia w judaizmie zamiast w specjalnej łasce Boga (Jezusie), dlatego te słowa od Pawła usłyszeli.

 

Wyobraźmy sobie teraz, co by było, gdyby Dawid po przyjęciu łaski (usprawiedliwienia po grzechu z Batszebą) ubzdurał sobie, że odtąd może już bezkarnie grzeszyć z nowymi Batszebami, bo przecież „Temu natomiast, który nie pracuje, lecz wierzy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego, jego wiara policzona jest za sprawiedliwość”. Co by się z Dawidem stało, gdyby tak wykorzystywał okazaną mu wcześniej łaskę? Czy widać jasno, na czym polega groza przekręcenia myśli apostoła Pawła? Dlatego nie wolno rozciągać słów o usprawiedliwieniu pierwotnym na uczynki wymagane potem w Nowym Przymierzu. Paweł pisze wyżej o łasce pierwszego usprawiedliwienia, odrodzenia, a nie o zbawieniu w sensie otrzymania nieśmiertelności mimo grzeszenia z nowymi Batszebami. O tym, że w Nowym Przymierzu grzeszyć nie wolno, pod groźbą potępienia, Paweł wspomina w innych fragmentach Listu. Czytamy o tym już w 2:6-10. Sporo o tym jest w rozdziale 6. W Rz. 8:13 powiedziano jasno: „Jeśli bowiem żyjecie według ciała, umrzecie, ale jeśli Duchem uśmiercacie uczynki ciała, będziecie żyć” (Rz. 8:13). Należy też rozważyć rozdziały 12 i 13.

 

W Rz. 3 kwestia dotyczy tego, w jaki sposób obecnie poganie (i Żydzi) wchodzą do społeczności z Bogiem: przez Stare Przymierze (obrzezanie i sabaty) czy przez Nowe Przymierze? Dlatego w Rz. 3:9-10 Paweł pyta: Czy to błogosławieństwo, czyli pełne usprawiedliwienie, uwolnienie z niewoli grzechu i śmierci, jest tylko dla obrzezanych? Czy Bóg zbawia przez Stare Przymierze?

 

(9b) Mówimy bowiem, że wiara została policzona Abrahamowi za sprawiedliwość.

(10) Jak więc mu została policzona? Przed obrzezaniem, czy po obrzezaniu? Nie po obrzezaniu, ale przed obrzezaniem.

 

A więc tak jak Abraham nie potrzebował obrzezania, a mimo to stał się przyjacielem Boga, tak też obecnie nie jest potrzebne obrzezanie (w domyśle: i Stare Przymierze). Skoro bowiem Abraham mógł otrzymać usprawiedliwienie zanim się obrzezał, to znaczy, że i dziś Bóg nie potrzebuje czyjegoś obrzezania, by go usprawiedliwić. Obrzezanie nie było warunkiem usprawiedliwienia:

 

(11) I przyjął znak obrzezania jako pieczęć sprawiedliwości tej wiary, którą miał w nieobrzezaniu, aby był ojcem wszystkich wierzących w nieobrzezaniu, żeby i im została policzona sprawiedliwość,

 

Wszystko to Paweł pisze pod kątem błędu Żydów, którzy nauczali, że pojednanie z Bogiem jest przez obrzezanie. To tak jakby Dawid po grzechu z Batszebą mniemał, że nie potrzeba mu specjalnej łaski, bo wystarczą uczynki judaizmu (Starego Przymierza). W ten sposób negowano jedynozbawczą rolę Jezusa, Nowego Przymierza łaski.

 

Negowano dwa etapy nauki Pawła o zbawieniu: to, że do nowego narodzenia wystarcza wiara w naukę Jezusa oraz to, że do otrzymania nieśmiertelności wystarczają starania w posłuszeństwie Nowemu Przymierzu – przykazaniom Jezusa – w czym pomaga Duch Chrystusowy (bez konieczności przestrzegania całego Pięcioksięgu). Dlatego Paweł w Liście do Rzymian omawia te etapy kolejno.

 

Wracając do wiersza z 3:28:

 

Rozumiemy bowiem, że człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa.” (Rz. 3:28)

 

Luteranie tłumaczą słowa „bez czynów prawa” jako wszystkie przykazania. Nie tylko starozakonne, ale też nowozakonne i w takim sensie, że można do końca życia trwać w poważnych grzechach i mimo to być usprawiedliwiany. W ten sposób eliminują fakt, że dla ludu Nowego Przymierza Bóg dał nowe przykazania i że starania w ich przestrzeganiu są warunkiem korzystania z ofiary Jezusa. Nie bezbłędność jest warunkiem, ale starania, by w służbie Jezusowi robić postępy, a gdy zdarzą się błędy, by nie trwać w nich, tylko pokutować. Bóg ocenia te starania i w oparciu o to, czy Mu się podobamy poczytuje nam (lub nie) ofiarę Jezusa. Chodzi o to, że zbawienie jest przez ofiarę Jezusa, ale korzystanie z tej ofiary jest po pierwszym usprawiedliwieniu uwarunkowane tym, jak nasze postępowanie ocenia Bóg. Czy chcemy robić postępy w naśladowaniu Pana Jezusa? Czy wkładamy w to wysiłek i poświęcenie? Czy mając pomoc Ducha Świętego staramy się wykonywać przykazania Nowego Przymierza? Jeśli ktoś rozmyślnie trwa w poważnym grzechu, ofiara Jezusa nie obejmuje go. Jak widać, to że zbawienie jest z łaski (przez ofiarę Jezusa), nie przeczy temu, że można je utracić przez rozmyślne grzeszenie (skoro łaska, tzn. ofiara Jezusa, nie obejmuje takiego grzesznika). Jedynym ratunkiem jest prawdziwe nawrócenie. Niektórzy mylą nawrócenie z samym obrzydzeniem dla grzechu. Nawrócony to według nich taki wierzący, który trwa w grzechu, ale się go brzydzi. Tak nauczali gnostycy, których apostoł Jan nazywał antychrystami. Pismo naucza, że taki „nawrócony” zapiera się swej wiary uczynkami, dlatego wiara nie jest mu już poczytywana przez Boga. Odwrócenie się od grzechu nie polega na samym wstręcie do grzechu, ale też na walce z nim, by go nie czynić. Polega to np. na odcinaniu przyczyn grzechu. Gnostycy tak strasznie nienawidzili grzechu, że pokusę ujarzmiali przez uleganie jej. Nasyceni grzechem mieli go przez jakiś czas dosyć, więc ich nie nękał. Ich potępienie jest sprawiedliwe – napisał Paweł. Nauka Lutra prowadzi do tego samego, bo też i wywodzi się z neoplatońskiej mistyki nadreńskiej (panteista Eckhart i Jan Tauler).

 

Zestawmy wiersz 3:28 z innymi fragmentami Pawłowego nauczania.

 

Rz. 6:15-18, TBS

(15) Cóż więc? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod Prawem, ale pod łaską? Z pewnością nie!

(16) Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?

(17) Ale chwała niech będzie Bogu, że wy, którzy byliście niewolnikami grzechu, usłuchaliście z serca wzoru tej nauki, której się poddaliście.

(18) A będąc uwolnieni od grzechu, staliście się niewolnikami sprawiedliwości.

 

W 3:28 czytamy, że „człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego wiarą bez czynów Prawa”, tu zaś Paweł jasno mówi, że jeśli odrodzeni poddadzą się na powrót grzechowi, będzie to „ku śmierci” (w. 16), co oznacza utratę zbawienia. Podobnie w Rz. 8:13:

 

Rz. 8:12-13, UBG

(12) Tak więc, bracia, jesteśmy dłużnikami, ale nie ciała, abyśmy mieli żyć według ciała.

(13) Jeśli bowiem żyjecie według ciała, UMRZECIE, ale jeśli Duchem uśmiercacie uczynki ciała, będziecie żyć.

 

Umrzecie, jeśli nie będziecie Duchem uśmiercać uczynków ciała. Co to znaczy uśmiercać Duchem uczynki ciała? „Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej” (Gal 5:16). A więc trzeba dać się prowadzić nauce Ducha (zapisanej w Nowym Testamencie) i ze wsparciem mocy Ducha odcinać przyczyny grzechu, grzeszne „członki” (Mat. 5:28-30; Kol. 3:5-8; 1 Kor. 9:27; Ef. 5:3; Gal. 5:24-25; 2 Tym. 2:22; Tyt. 2:12; 1 Ptr 1:14; 2:11; 4:2). O prowadzeniu przez Ducha mówi Gal. 5 i 6. Bycie prowadzonym przez Ducha oznacza bycie pod Prawem Chrystusa, bo w Gal. 6:2 mówi: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełniajcie prawo Chrystusa” („z miłości służcie jedni drugim”, 5:13). Jesteśmy prowadzeni przez Ducha, czyli przez naukę i moc Ducha (J. 6:63; 14:26; 1 Kor. 2:13). Zapisano ją w Nowym Testamencie (1 Kor. 14:37-38; 2 Tes. 2:15; J. 20:31). Kto chce i stara się postępować według Ducha (Gal. 5:25), według Jego nauki i mocy, ten nie jest już pod prawem Mojżeszowym (Gal. 5:18). Taki ktoś wydaje owoc Ducha (czyli owoc posłuszeństwa Duchowi i jedności z Nim): miłość, dobroć, itd. (Gal. 5:22). Kto natomiast woli słuchać ciała (tzn. złych skłonności), ten zbierze plon w postaci zniszczenia. Wybór jest taki: zniszczenie albo życie wieczne (Gal. 6:8).

 

 



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 5

środa, 11 stycznia 2017 11:42

 

Z nauki Eckharta i mistyki niemieckiej wynika żelazna logika: skoro człowiek jest jedno z bóstwem w tym sensie, że dno duszy człowieka jest bóstwem, to spełniając wolę dna duszy (boskiej iskry), spełnia się wolę bóstwa. Tak spełniana wola bóstwa jest dla Eckharta uczynkiem wewnętrznym. Gdy natomiast jakiś uczynek spełniany jest wbrew intuicyjnemu chceniu, a pod wpływem Pisma i bojaźni Bożej, to jest to dla Eckharta uczynek zewnętrzny. Oczywiście tylko uczynki wewnętrzne są właściwe, zdaniem Eckharta. O uczynkach zewnętrznych Eckhart głosił:

 

Bóg nie ma upodobania w chwale ziemskiej ani też w uczynku zewnętrznym, objętym czasem i przestrzenią” (Traktaty, str. 105)

 

...uczynki i czas są razem stracone, uczynki jako uczynki, czas jako czas. Powiem też dalej: Żaden uczynek nigdy jeszcze nie był dobry ani święty, ani błogosławiony” (Kazania i traktaty, str. 260)

 

Dlatego uczynki i czas zostają - jeden z drugim stracone; złe czy dobre, stracone są w takim samym stopniu, albowiem nie mają one żadnej ostoi w duchu ani nie mają bycia czy miejsca same w sobie, a Bog nie potrzebuje ich do niczego.” (Kazania i traktaty, str. 261)

 

Nasze uczynki w najmniejszym stopniu nie skłaniają Go [Boga] do dawania nam lub czynienia czegoś.” (Traktaty)

 

Sprawiedliwy niczego nie szuka przez uczynki, ci bowiem, ktorzy szukają czegoś z pomocą uczynkow albo tacy, ktorzy robią coś ze względu na jakieś ≫dlaczego≪, są sługami i najemnikami. Jeśli zatem chcesz się ukształtować i przekształcić w sprawiedliwości, nie dąż do niczego przez uczynki i żadnego ≫dlaczego≪ za cel sobie nie stawiaj” (Kazania, str. 263)

 

Wierzcie mi, że popełniane przez nas grzechy nie są grzechem, jeśli sprawiają nam ból.” (Eckhart, Traktaty)

 

Człowiek ma być wolny i panem swych czynów oraz nie doznawać w tym uszczerbku ani przymusu (Mistrz Eckhart, Kazania).

 

Porównajmy to ze słowami Lutra:

 

Bóg zobowiązuje cię tylko, abyś wierzył i wyznawał (wiarę). We wszystkich pozostałych rzeczach pozostawia ci swobodę jako panu i władcy, abyś robił, cokolwiek chcesz bez żadnego niebezpieczeństwa dla twojego sumienia” (Werke, Weimar ed., XII, s.131 nn – Cf. op. cit., s. 446).

 

Ale co z głosem sumienia (tzn. osądu rozumu)? Luter radzi:

 

więcej pić, uprawiać hazard, zabawiać się, a nawet popełnić jakiś grzech pomimo gniewu i nienawiści do diabła, aby uniemożliwić mu danie sposobności do niepokojenia naszych sumień jego sztuczkami” (M. Luther, „Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, Berlin, 1825-1828 – Cf. op.cit., s.199-200).

 

A więc zdaniem Lutra grzech jest lekiem na niepokój sumienia i sztuczki diabła. W takim właśnie sensie grzech służy do zbawienia. Dlatego gdzie indziej Luter napisał:

 

Teraz już nic nie może mu [wierzącemu] być przeszkodą w zbawieniu, przeciwnie, wszystko jest mu poddane i wszystko służy mu do zbawienia (...). Życie i śmierć, grzech i pobożność, dobre i złe rzeczy muszą spełniać tę służbę.” (Luter, O wolności chrześcijanina 15)

 

A zatem popełniane z premedytacją grzechy i złe rzeczy służą wierzącemu do zbawienia w takim sensie, że uniemozliwiają ponoć diabłu „danie sposobności do niepokojenia naszych sumień” – zdaniem Lutra. Podobną myśl dwa wieki wcześniej zapisał Eckhart:

 

A gdyby kto zrobił jaki fałszywy krok lub rzekł złe słowo, albo mu się przydarzył zły uczynek, wtedy Bóg, który od początku towarzyszył tej czynności, musiałby też wziąć na siebie i szkodę, ty zaś nie powinieneś żadną miarą zaniechać czynności. (...) Wierzcie mi, dla człowieka obdarzonego zdrowym rozsądkiem i rozumiejącego Boga takie cierpienie i przypadki [grzechów] stają się wielkim błogosławieństwem. Bo jak mówi św. Paweł, 'dobremu wszystko się obraca na dobre' (Rz 8, 28), a św. Augustyn dodaje: 'owszem, nawet grzechy'” (Eckhart, Traktaty)

 

Jeszcze Eckhart o uczynkach:

 

Dopóki bowiem do działania będzie cię pobudzało coś z zewnątrz, wszystkie takie uczynki będą naprawdę martwe; gdyby nawet sam Bog pobudzał cię do działania z zewnątrz [z kart Pisma Św. - J.], wszystkie one będą z całą pewnością martwe.” (Kazania, str. 264)

 

...a tak niech człowiek kroczy naprzód i się nie lęka, że może nie dość się zastanawiał, czy dobrze albo źle postępuje. (...) Dlatego trzeba się poddawać pierwszemu natchnieniu i iść naprzod – a wówczas dochodzi się, gdzie należy. Oto najwłaściwsza postawa.” (Kazanie 62)

 

Dwa ostatnie cytaty dobrze pokazują, skąd wzięła się w protestantyzmie nauka, by kierować się intuicją, odczuciami (które uznaje się za głos Ducha Świętego). Eckhart mówi: trzeba się poddawać pierwszemu natchnieniu (!) i nie zastanawiać się, czy dobrze, czy źle się postępuje. Chodzi po prostu o to, by kierować się rzekomo istniejącym w człowieku gnostyckim dnem duszy, boską iskrą, którą gnostycy zwą też duchem ukrytym w duszy.

 

I ponownie Luter o uczynkach. Cytaty z książki „Dr. M. Lutra rozprawa o wolności chrześcijanina” (wydane przez „Towarzystwo ewangelickie”, 1917, Cieszyn):

 

Uczynki same przez się są rzeczą martwą, nie mogą ani chwalić, ani czcić Boga, choćby nawet dla czci i chwały Bożej były wykonane.” (Luter, O wolności chrześcijanina 13)

 

Nie można bowiem czcić Boga inaczej, tylko uznając, że On jest bezwzględnie prawdziwy i dobry, jakim też w istocie jest. Wyrazem tego przekonania są nie dobre uczynki, lecz jedynie tylko serdeczna wiara i dlatego też tylko ona jest źródłem usprawiedliwienia człowieka i wypełnieniem zakonu.” (Luter, O wolności chrześcijanina 13)

 

Żaden czyn, żadne przykazanie nie może być warunkiem zbawienia, chrześcijanin wolny jest od wszelkich przykazań, a co czyni, to czyni w zupełnej wolności, nie aby wyciągnąć z tego jaką korzyść, choćby nią było nawet zbawienie.” (Luter, O wolności chrześcijanina 23)

 

Osobę czyni dobrą jedynie wiara, a znowu jedynie niewiara czyni ją złą. Zapewne w oczach ludzkich rozstrzygają o naszej dobroci albo złości nasze uczynki, to znaczy, one są zewnętrznym wyrazem naszej nabożności albo złości, jako Chrystus powiada: Z uczynków ich poznacie je (Mat. 7, 20). Jest to jednakże tylko rzecz zewnętrzna, pozór.” (Luter, O wolności chrześcijanina 24)

 

Widać więc, że Luter wie lepiej niż Jezus, czy uczynki odzwierciedlają pobożność, czy nie. Chrystus twierdzi, że „z uczynków ich poznacie ich”, Luter zaś temu przeczy, twierdząc, że uczynki to tylko rzecz zewnętrzna i pozór. W kolejnym cytacie depcze słowa Jezusa już całkiem otwarcie:

 

Zależnie od wiary albo niewiary człowieka są jego uczynki dobre albo złe; ale nie można uczynkami przezeń wykonanymi mierzyć jego wiary i pobożności(Luter, O wolności chrześcijanina 23)

 

[Człowiekiem] złym i potępionym czynią go nie dopiero złe jego czyny, lecz niewiara” (Luter, O wolności chrześcijanina 24)

 

Skoro człowiekiem złym i potępionym czynią nie dopiero złe czyny, tylko niewiara, to nikolaici i Jezebel z Tiatyry nie byli źli i Jezus ich nie potępiał (Obj. 2:21-23). Każdy, kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, zmuszony jest uznać, że nikolaici musieli nauczać o uczynkach tak jak Luter. Jezebel podawała się za prorokinię w Tiatyrskim zborze, nie mogła więc nauczać niewiary. Przeciwnie, musiała nauczać takiej wiary, która zbawia niezależnie od uczynków nierządu (Obj. 2:20). Tak właśnie nauczał Luter. Dlatego nie uznawał Księgi Objawienia za pismo kanoniczne, podobnie jak Listu Jakuba, Judy i Listu do Hebrajczyków. Jest całkowicie jasne, że każdy, kto wyznaje zbawienie wieczne niezależne od uczynków, wyznaje naukę nikolaitów i Jezebel z Tiatyry. Przeciw tej gnostyckiej nauce Jakub napisał: „Widzicie więc, że człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary” (Jak. 2:24). Chodzi w tych słowach o to, że po pierwszym usprawiedliwieniu Bóg ocenia, na ile chrześcijanin jest posłuszny wierze w naukę Jezusa, która zachęca go do dobrego postępowania. Zgodnie ze słowami: „I ja ciebie nie potępiam. Idź i już więcej nie grzesz (J. 8:11, UBG). „Nie grzesz więcej, aby nie przydarzyło ci się coś gorszego (J. 5:14, UBG). Jeśli poziom posłuszeństwa (starań, uczynków) jest zbyt niski, Bóg nie usprawiedliwia wierzącego z błędów, tylko go karze, aby się opamiętał. Dopiero gdy wierzący staje się posłuszny wierze na tyle, na ile trzeba (warunkiem nie jest bezbłędność, tylko staranie o bezbłędność i postęp), Bóg wysłuchuje modlitw i odpuszcza potknięcia. W takim właśnie sensie wtórnego usprawiedliwiania Jakub napisał przeciw gnostykom: „człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary”. Dlatego wyznanie luterańskie „tylko wiarą” jest gnostycką nauką nikolaitów i Jezebel. Trzeba bowiem rozumieć, i jest to udowodnione w Piśmie, że apostoł Paweł nauczał tak jak Jakub, iż posłuszeństwo wierze w uczynkach jest chwytaniem się życia wiecznego (1 Tym. 6:18-19), zaś uczynki nieposłuszeństwa są wyrazem zaparcia się wiary i Boga i skutkują śmiercią duchową, potępieniem wiecznym (1 Tym. 5:6-8; Tyt. 1:16; Gal. 6:7-9; Rzym. 6:19,22; 8:13), o ile człowiek się w porę nie nawróci. Uczynki są więc przez Boga traktowane jako życie wiary (Jak. 2:26 w kontekście 21). Wiara ze zbyt niskim poziomem posłusznych jej uczynków jest przez Boga uznawana za martwą (Jak. 2:20). Jeśli jednak człowiek stara się być wierze i miłości posłuszny, tak że walczy ze swymi złymi skłonnościami, przełamuje swoje niskie chęci i niechęci (1 Kor. 9:25-29), wtedy Bóg uznaje wiarę za doskonałą (Jak. 2:22), a Duch Chrystusa umacnia wierzącego w tej walce. W ten sposób chrześcijanin jest usprawiedliwiany, tak jak napisał Jakub: nie tylko przez wiarę, ale również przez uczynki posłuszeństwa wierze. Eliminowanie wagi uczynków przez gnostyckich nikolaitów, Jezebel, Eckharta i Lutra jest po prostu pchaniem ludzi w wieczne potępienie (Jana 5:29).

 

Według Lutra złe uczynki nie szkodzą życiu wiecznemu, ale za to szkodzą mu uczynki dobre:

 

"Słowem tem jest kazanie o Chrystusie, zawarte w Ewangelii, które powinno w ten sposób być głoszone, abyś w niem słyszał Boga mówiącego ci, że przed Jego obliczem tak twe życie, jak i tweuczynki żadnego nie mają znaczenia; pokładając w nich nadzieję, doznałbyś gorzkiego zawodu, albowiem udziałem twym stałoby się wieczne zniszczenie." (Luter, O wolności chrześcijanina 6)

 

Czy dobre uczynki wykonane są w tej błędnej myśli, jakoby one zdobyć nam mogły zbawienie lub stanowiły naszą pobożność, to tem samem już nie są dobrymi, lecz godnymi potępienia.” (Luter, O wolności chrześcijanina 25)

 

Skoro uczynki nie mają żadnego wpływu na zbawienie lub potępienie, to po co je spełniać? Luter roił to sobie tak:

 

Człowiek żyje na ziemi nie samotny, lecz wśród innych ludzi. Stosunki z nimi zmuszają go do wykonywania względem nich pewnych uczynków (...), chociaż żaden z tych uczynków nie jest konieczny do pobożności lub zbawienia.” (Luter, O wolności chrześcijanina 26)

 

Tak samo jak bliźni nasz cierpi może nędzę i potrzebuje tego, co nam zbywa, cierpieliśmy i my nędzę przed Bogiem i potrzebowali Jego łaski. Jako więc nam pomógł Bóg przez Chrystusa z łaski, tak i my nie inaczej będziemy pomagali bliźniemu ciałem i tego ciała uczynkami. (...) Przy wszystkiem jednakże należy wystrzegać się mniemania, jakoby przez uczynki te można stać się pobożnym lub osiągnąć zbawienie (Luter, O wolności chrześcijanina 27-28)

 

A zatem według Lutra uczynki miłości można spełniać tylko pod warunkiem, że wierzący zapiera się mniemania, że te uczynki są wyrazem pobożności i warunkiem zbawienia. W przeciwnym razie uczynki miłości już nie są dobrymi, lecz godnymi potępienia” i „pokładając w nich nadzieję, doznałbyś gorzkiego zawodu, albowiem udziałem twym stałoby się wieczne zniszczenie” (cyt. wyżej).

 

Albowiem wolny chrześcijanin mówi tak: Będę chętnie pościł, modlił się, czynił wszystko, co mi czynić nakazano, nie jak gdybym ja tego potrzebował, albo stał się przez to pobożnym i dostąpił zbawienia” (Luter, O wolności chrześcijanina 28)

 

W ten oto sposób hinduizm-neoplatonizm-gnostycyzm spenetrował nominalne chrześcijaństwo i wpływ ten rośnie, aż do pojawienia się Antychrysta. Dotyczy to nie tylko protestantyzmu. Przecież mistyka niemiecka z Eckhartem na czele powstała w łonie rzymskiego katolicyzmu, podobnie jak hezychazm w łonie Prawosławia, a ich źródłem są tacy neoplatonicy jak Pseudo-Dionizy Areopagita (V wiek), Eriugena, Amalryk z Bene i inni. Większości z nich nikt nie wyłączył z Kościoła, a ich pisma mogą być czytane do dziś. Hezychazm został oficjalnie uznany przez Prawosławie za prawowierny. Lecz Biblia niezmiennie istnieje, bo istnieje osobowy Bóg i prawda. Trzeba odrzucić pogańskie doktryny gnostyków i neoplatoników, obecne u Eckhartów, Taulerów, Lutrów, Kalwinów, a także u nowszych „autorytetów”, które obficie czerpią z tamtych. Trzeba prosić Boga o mądrość i zrozumienie i czytać Biblię jak człowiek, który stracił pamięć i musi pojąć Pismo na nowo. Tyle że już bez pomocy skażonych „autorytetów” i ich płatnych książek. Istnieją prawdziwe autorytety i ich pisma, to znaczy chrześcijanie pierwszych dwóch, trzech wieków, kiedy nie znano nauk o braku wolnej woli, lutersko-kalwińskiej predestynacji i zbawieniu niezależnym od uczynków. To znaczy znano te nauki, ale u gnostyków, których z tego powodu apostoł Jan nazywał antychrystami.

 

Jeszcze o „Mistrzu” Eckhartcie

 

Jak wcześniej wspomniano, Kościół rzymsko-katolicki potępił lub uznał za podejrzane 28 twierdzeń „Mistrza” Eckharta. Pierwsze trzy potępione twierdzenia mówią, że świat jest współwieczny z Bogiem (!). Oto większość pozostałych, wzięte z bulli papieża (tłumaczenie własne z j. ang.):

 

Piąty artykuł. Ponadto, osoba, która kogoś dyskredytuje, przez samo dyskredytowanie, to znaczy przez grzech dyskredytowania, chwali Boga; i im bardziej dyskredytuje i im poważniej grzeszy, tym bardziej chwali Boga.

 

Szósty artykuł. Ponadto, ktoś, kto bluźni Bogu, ten chwali Boga.

 

Siódmy artykuł. Ponadto, kto modli się o coś szczególnego, ten modli się źle i o zło, bo modli się o negację dobra i negację Boga i prosi, żeby Bóg mu odmówił.

 

Ósmy artykuł. Ci , którzy nie pragną dobytku, albo zaszczytów, albo zysku, albo wewnętrznego poświęcenia, albo świętości, albo nagrody, albo królestwa niebieskiego, ale wyrzekli się tego wszystkiego, nawet tego, co jest ich, ci ludzie oddają cześć Bogu.

 

Dziewiąty artykuł. Ostatnio rozważałem czy istniało coś, co bym wziął albo poprosił o to Boga. Powinienem myśleć o tym z troską, bo gdybym przyjmował coś od Boga, byłbym mu podległy lub niżej niego jak służący albo niewolnik i on w dawaniu byłby jak pan. Nie bylibyśmy więc w życiu wiecznym.

 

(...)

 

Dwunasty artykuł. Cokolwiek Pismo Święte mówi o Chrystusie, wszystko to jest też prawdą o każdym dobrym i boskim człowieku.

 

Trzynasty artykuł. Cokolwiek jest właściwe naturze Boskiej, wszystko to jest właściwe sprawiedliwemu i boskiemu człowiekowi. Z tego powodu człowiek ten wykonuje cokolwiek wykonuje Bóg i razem z Bogiem stworzył niebo i ziemię, i jest rodzicielem Słowa Wiecznego, i Bóg nie wiedziałby jak coś uczynić bez takiego człowieka.

 

Czternasty artykuł. Dobry człowiek powinien tak dostosować swą wolę do woli Bożej, że powinien chcieć tego, czegokolwiek chce Bóg. Jeśli Bóg w jakiś sposób chce, żebym zgrzeszył, to ja nie będę chciał nie popełnić grzechu; i to jest prawdziwa pokuta.

 

Piętnasty artykuł. Jeśli człowiek popełnił tysiąc śmiertelnych grzechów, to o ile taki człowiek był słusznie usposobiony, nie powinien chcieć, by nie zostały popełnione.

 

Szesnasty artykuł. Bóg właściwie nie nakazuje zewnętrznego działania.

 

Siedemnasty artykuł. Zewnętrzny uczynek nie jest właściwie dobry albo boski i Bóg go nie tworzy albo nie rodzi we właściwym sensie.

 

Osiemnasty artykuł. Zradzajmy owoc nie zewnętrznych uczynków, które nie sprawiają, że jesteśmy dobrzy, ale wewnętrznych uczynków, które sprawia i tworzy mieszkający w nas Ojciec.

 

Dziewiętnasty artykuł. Bóg miłuje dusze, nie zewnętrzną pracę.

 

(...)

 

Dwudziesty czwarty artykuł. Każde rozróżnienie jest Bogu obce, tak w naturze, jak w Osobach. Dowodem jest to, że sama natura jest jedna i jest tą jedną rzeczą, i każda Osoba jest jedną i tą samą rzeczą, którą jest natura.

 

(...)

 

Dwudziesty szósty artykułu. WSZYSTKIE stworzenia są jedną czystą nicością. Nie mówię, że one są czymś albo niczym, ale że one są czystą nicością.

 

Z dodatkowych dwóch twierdzeń Eckharta:

 

Drugi artykuł. Bóg nie jest ani dobry, ani lepszy, ani najlepszy; dlatego, gdy nazywam Boga dobrym, mówię tak samo niepoprawnie, jak gdybym miał nazwać białe czarnym.”

 

Współcześnie (1989 r.) prefekt Joseph Ratzinger wysłał do biskupów list zatytułowany „O niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej”, gdzie w przypisie 15 czytamy:

 

Mistrz Eckhart mówi o zanurzeniu się "w nieokreśloną głębię Boskości", która jest "ciemnością, w której światło Trójcy nigdy nie zabłysło". Por. Sermo "Ave gratia plena", na końcu; w: J. Quint, Deutsche Predigten und Traktate, Hanser 1955, 261.”

 

Profesor Tatarkiewicz w „Historii filozofii” pisze:

 

POGLĄDY ECKHARTA. 1. SPEKULACJE o BOGU i DUSZY. Spekulacje mające przygotować podłoże dla mistyki dotyczyły z natury rzeczy dwóch przedmiotów: Boga i duszy, których łączność była założeniem mistyki. Spekulacje te zaprowadziły Eckharta, jak tylu innych, na tory neoplatońskie. „Bóstwo" pojmował abstrakcyjnie, na wzór prajedni neoplatońskiej, nie nadając mu cech osobowości: osoby boskie były dlań tylko emanacją bóstwa, a jedynie pierwotne bezosobowe „bóstwo" stanowiło istotę Boga lub, jak mówił, Jego dno, źródło, korzeń, podstawę.

Wszystkie istoty wyłoniły się z bóstwa. Dlaczego? Bo bóstwo musi tworzyć, „upowszechniać się", na tym właśnie polega jego boskość. Proces powstawania świata z Boga jest więc procesem koniecznym, dokonywanym bez specjalnego aktu woli; tak rozumiał to neoplatonizm, tak też zostało u Eckharta.

Wszelki byt z Boga się wywodzi, jest boskiej natury. Wiodło to do panteizmu. Eckhart chciał jednakże panteizmu uniknąć. Wyjście znalazł - kosztem realności stworzenia; wszelki byt jest boskiej natury, ale nie stworzenie, bo ono nie jest realne. Mógł tedy twierdzić, że Bóg jest poza stworzeniem, mimo że wszelki byt jest boski. Świat materialny, cały czasowo-przestrzenny świat, jaki postrzegamy, jest „czystą nicością". Mistyczna spekulacja doprowadziła tedy Eckharta do immaterializmu.

Natomiast dusza ludzka jest realna, bo jej „dno" jest boskiej natury. Niektóre jej władze należą wprawdzie do stworzonego świata, ale „dno" jej jest boskie, nie stworzone. A o to właśnie chodziło Eckhartowi: wykazanie boskości duszy było celem jego spekulacji. Jeśli dno duszy jest identyczne z Bogiem, to dusza może oglądać Boga. Jest w tym dostateczna podstawa dla mistyki.

2. KONTEMPLACJA BOGA PRZEZ DUSZĘ. Wynik spekulacji Eckharta był taki: na dnie duszy jest sam Bóg i tam dusza może Go oglądać tak bezpośrednio, jak ogląda siebie. Możliwa jest więc kontemplacja mistyczna. Warunkiem jej jest tylko, by dusza: odwróciła się od rzeczy i skupiła w sobie, 2) odwróciła się nawet od swej przyrodzonej natury i skupiła się na swym „dnie", i 3) tam bezwolnie poddała się działaniu Boga. Nie przez czynne rozglądanie się poza sobą, lecz przez skoncentrowaną w sobie i bierną postawę osiągamy najdoskonalsze poznanie i możemy oglądać Boga.

Wynikiem zaś oglądania Boga jest to, że dusza upodabnia się do Boga. Człowiekowi niepotrzebne są już wówczas prawa moralne, bo jego życie wewnętrzne samo ku dobru zdąża. Jedynie tedy do życia wewnętrznego ta filozofia mistyczna przykładała wagę: poznanie i cnotę uzależniała od wewnętrznego skupienia i nie ceniła wiedzy o zewnętrznym świecie ani zewnętrznych dóbr i zewnętrznych czynów.

Panteistyczne utożsamienie Boga i duszy, idealistyczne rozumienie świata materialnego, mistyczne pojmowanie poznania i celu człowieka: wszystkie te idee były nienowe, ale rzadko znajdowały tak pełny wyraz jak u Eckharta.

NASTĘPCY ECKHARTA. l. Mistyczną swą naukę Eckhart głosił w kazaniach wobec mas. Wypowiadana przez natchnionego kaznodzieję i nie w szkolnym, łacińskim, lecz w ludowym, niemieckim języku, oddziałała i trafiła do ludu. Była jednym z objawów potężnego prądu mistycznej religijności, który przebiegł Europę środkową w XIV w., opanował szerokie masy ludności i wyładował się w różnorodnych sektach i związkach „wspólnego życia" i „przyjaciół Bożych".

Panteizm, uznający jedynie byt boski, i introspekcyjna postawa, wedle której byt ten można odnaleźć jedynie na dnie własnej duszy - i po Eckharcie pozostały właściwością niemieckiej mistyki. Ale jej przedstawiciele byli już nie tyle spekulatywnymi myślicielami, co praktykami-kaznodziejami: zwłaszcza dotyczy to bezpośrednich uczniów Eckharta, jak Jan Tauler ze Strasburga (1300- 1361) i ascetyczny Henryk Suso z Konstancji (1300- 1365), obaj z zakonu kaznodziejskiego. Spekulacje w duchu Eckharta snuł jeszcze nieznany autor Niemieckiej teologii (Eine deutsche Theologie), należący do frankfurckiego związku „przyjaciół Bożych"; dzieło jego, przez Lutra po raz pierwszy drukiem wydane, streszczało istotne myśli niemieckiej mistyki XIV w.

 

Widzimy więc, że system Eckharta był podobny do systemu Szymona Maga i gnostyków. Bogiem i początkiem nie był dla niego osobowy Bóg, tylko nieosobowa prajednia (u Szymona ogień). Według Eckharta w człowieku jest iskra, która nie tyle jest w jedności z Bogiem, ile jest Bogiem. Gnostycy twierdzili, że wprawdzie człowiek został stworzony przez archontów (z demiurgiem na czele), ale wyższe od demiurga bóstwo pierwotne wyemanowało ludzkiego ducha, boską iskrę, która jest ukryta w duszy. Dlatego człowiek składa się nie tylko ze stworzonych ciała i psychiki, ale także z niestworzonego elementu boskiego. Gnostyk odrzucał ciało i psychikę (rozumowanie i stąd działanie sumienia) jako rzeczy stworzone przez pomniejszego boga (demiurga), którego władzy nie uznawał. Gnostyk uznawał tylko bóstwo pierwotne, którego cząstkę ma – jak wierzył – w sobie w postaci ducha, iskry. Stąd uważał, że kierując się tym duchem spełnia boską wolę, nawet jeśli było to niezgodne z nauką Pana Jezusa zapisaną w Nowym Testamencie, a tym samym moralnie naganne (krzywdziło innych). Dla gnostyka osobowy JHWH był tylko dalszą emanacją bóstwa pierwotnego, które samo jedynie jest wieczne. Skoro więc zdaniem gnostyka JHWH (Demiurg) nie jest wieczny, nie jest początkiem wszystkiego i nie jest źródłem iskry boskiej (ducha), a jedynie ciała i psychiki, to działania ciała i psychiki nie mają znaczenia, a liczy się jedynie to, by kierować się boską iskrą (duchem) – emanacją bóstwa pierwotnego. Patrz hasło emanacja w PEF (http://peenef2.republika.pl/hasla/e/emanacja.html).

 

Tatarkiewicz stwierdza, że Eckhart był na torach neoplatonizmu. O Bogu w neoplatonizmie Józef Bocheński napisał:

 

Jest On absolutną jednością, jest najzupełniej nieokreślony, wskutek braku ograniczeń (apeiron) i jest początkiem (TO PRWTON) wszystkiego. Nawet myśli i woli nie wolno Bogu przypisywać, bo wymagają one jakiegoś rozdwojenia w Bogu. Bóg nie jest też osobą („Zarys historii filozofii”).

 

Jak poznaje się Boga w neoplatonizmie? Ten sam Bocheński stwierdził:

 

Narzędziem poznania nie jest doświadczenie i logika, ale intuicja, wsparta z reguły, według wierzeń filozofów, oświeceniem przez Bóstwo.”

 

Główną postacią neoplatonizmu był Plotyn.

 

Plotyn (ok. 203-270 n.e.) - (...) Bytem pierwszym i zarazem najdoskonalszym, który "wyemanował" z siebie wszystkie pozostałe, jest › prajednia, w której zjednoczone są idee Piękna, Dobra i Prawdy. Z niej wyłoniły się inne, coraz bardziej zależne i coraz mniej twórcze. Plotyn nazwał je › hipostazami, a wyróżnił ich trzy: › duch, › dusza i › materia [por. trójpodział gnostycki - J.]. Duch, pierwsza emanacja absolutu, to świat idei rozumianych po platońsku; jego emanacją był z kolei świat psychiczny czyli dusza świata, łącząca w sobie wszystkie dusze jednostkowe. Ostatnią hipostazą, najbardziej oddaloną od Jedni, stanowiącą kres emanacji, była nietwórcza już materia. Bytu najwyższego nie można poznać ani zmysłowo, ani nawet na drodze filozoficznej spekulacji. Jednak oczyszczona i natchniona dusza zdolna jest w stanie ekstatycznego zachwytu do bezpośredniej intuicji absolutu (› mistycyzm). Filozofia Plotyna stanowiła pomost łączący starożytną filozofię grecką z myślą chrześcijańską.” (Źródło: http://www.edupedia.pl/words/index/show/493790_slownik_filozoficzny-plotyn.html)

 

Wikipedia o neoplatonizmie:

 

Syntezę etyki neoplatońskiej dał Proklos w nauce o Erosie, Prawdzie i Wierze. Eros - miłość do wyższego bytu - przygotowuje do poznawania Prawdy, Prawda doprowadza duszę do Wiary, a Wiara kończy wszelkie poznanie: dusza staje się pochłonięta przez to, co najdoskonalsze i w tym stanie spoczywa w milczeniu. To jest kres wszelkiego wysiłku i wszelkiego poznania. (Wikipedia, hasło neoplatonizm)

 

W szkole ateńskiej neoplatońską mistykę rozwijał głównie Proklos, według którego najważniejsza jest Wiara, w której uspokaja się wszelka czynność poznawcza i następuje milczenie, mistyczne pochłonięcie przez to, co niepoznawalne a najdoskonalsze. Ten stan mistyczny stanowi cel i kres wszelkiego życia: umysłowego, moralnego, religijnego. Do neoplatońskiej mistyki nawiązywał mistycyzm późniejszych okresów, w tym Eckhart z Hochheim.” (http://portalwiedzy.onet.pl/67630,,,,neoplatonska_mistyka,haslo.html)

 

Według Proklosa ostatecznym celem duszy jest wiara stojąca rzekomo w sprzeczności z życiem umysłowym (rozum), moralnym (uczynki) i religijnym. Czyż nie podobnie nauczał Luter?

 

Ile słów trzeba jeszcze wytoczyć, by ludzie dobrej woli zrozumieli, że wszelka nauka przeciw uczynkom (i ludzkiej psychice oraz ciału) pochodzi z pogaństwa?

 

Hinduizm-neoplatonizm-gnostycyzm -> Pseudo-Dionizy -> Eckhart, Tauler i „Teologia niemiecka” -> Luter

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

 



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 4

niedziela, 01 stycznia 2017 18:28

 

Mistyka niemiecka a hinduizm i neoplatonizm

 

Jak sami luteranie przyznają, duchowość Taulera (a więc także Lutra) była „pod silnym wpływem myśli neoplatońskiej” i kształtowała się pod wpływem Eckharta. Z kolei o neoplatonizmie czytamy:

 

Analizując neoplatoński system filozoficzny, można znaleźć wiele powiązań pomiędzy dorobkiem Platona, filozofią hinduską i hinduizmem.” (Źródło: http://portalwiedzy.onet.pl/4570,,,,neoplatonski_system_filozoficzny,haslo.html)

 

Wikipedia o Eckhartcie:

 

XIX-wieczny filozof Schopenhauer był pod wpływem wczesnych przekładów Upaniszad [pismo religii hinduizmu – J.], które nazwał 'pociechą mego życia'. Schopenhauer porównał poglądy Eckharta do nauk indyjskich, chrześcijańskich i islamskich mistyków i ascetów:

'Jeśli odwrócimy się od form stworzonych przez zewnętrzne okoliczności i dojdziemy do źródła rzeczy, odkryjemy, że Sakyamuni i Mistrz Eckhart nauczają tego samego. Tyle że ten pierwszy wyrażał swe idee wyraźnie i konkretnie, podczas gdy Eckhart był zmuszony ubrać je w szatę chrześcijańskiego mitu i dostosować do niego swe sformułowania.'

Schopenhauer oświadczył również:

Budda, Eckhart i ja nauczamy zasadniczo tego samego.” (Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Meister_Eckhart)

 

Nie jest więc przypadkiem, że czasopismo Sai Ram, poświęcone hinduskiemu guru Sathya Sai Baba, ciepło wspomina Eckharta i jego naukę:

 

Kochani, idąc i szukając poprzez dzieje ludzkie, Odwiecznej Drogi Prawości (Sanatana Dharmy) należy wreszcie dotknąć przepięknej i jakże nam bliskiej ścieżki – chrześcijaństwa. (…) Mistycy głoszą, że czlowiek może, a nawet powinien nawiązywać bezpośredni kontakt i związek z Bogiem, odkrywać Jego obecność w sobie. Ten proces ma doprowadzić do przemiany i do zjednoczenia człowieka z Bogiem. Słowa jakie wypowiadali lub zapisywali, były często wypowiedziami natchnionymi i inspirowanymi boską mądrością. Takie poglądy nie zawsze były popularne i często mistycy byli napiętnowani przez współczesnych (…). Podobnie było ze średniowiecznym dominikaninem Mistrzem Eckhartem, który obecnie jest szanowany także przez niechrześcijan i nazywany „chrześcijańskim mistrzem Zen. (…) Znał pisma Eckharta także Marcin Luter. (…) Ja dowiedziałem się o Mistrzu Eckhartcie z pełnych szacunku wzmianek w pismach filozoficznych Swamiego Omkaranandy” (kwartalnik Sai Ram nr 26; http://www.sathyasai.org.pl/SaiRam/sairam26.pdf).

 

Następnie autor artykułu cytuje kilka fragmentów z pism Eckharta, po czym pisze: „Mam nadzieję, że te fragmenty zachęcą do studiowania dzieł Mistrza Eckharta”.

 

W tym samym czasopiśmie czytamy:

 

Człowiek chciałby dostąpić wizji Brahmy, tymczasem całkowicie ulega bhramie (iluzji). Jedność w wielości to Brahma, natomiast postrzeganie owej jedności jako wielość to bhrama [iluzja]. Człowiek nie widzi jedności Wszechrzeczy, ponieważ rozwinął intelekt, który nieustannie dokonuje podziałów. Takiej „inteligencji” należałoby się wstydzić. Człowiek powinien dążyć do rozpoznania jedności wszechrzeczy. To jest prawdziwa praktyka duchowa.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26).

 

Panteizm głosi, że wszystko jest Jednym, wszystko jest Bogiem. Skoro tak, to osobowe ego, czyli „ja”, zafałszowuje rzeczywistość, bo tworzy wrażenie oddzielenia zamiast Jedności. Skoro „ja”, intelekt tworzy wniosek „jestem odrębną osobą, a nie Bogiem-Kosmosem”, to znaczy, że „ja” stoi na drodze bycia Jednym, bycia w unii mistycznej z Bogiem-Kosmosem. W zjednoczeniu z wszechbóstwem przeszkadza intelekt, czyli rozum, który „dokonuje podziałów” (to znaczy wnioskuje, czego następstwem jest nasza świadomość, że istniejemy jako osoby oraz zdolność rozróżniania dobra i zła). Takiej inteligencji należałoby się wstydzić, naucza wyżej guru. Dla porównania, Luter głosił o rozumie:

 

Rozum to jest największa k...a diabelska; z natury swojej i sposobu bycia jest szkodliwą k...ą; jest prostytutką, prawdziwą k...ą diabelską, k...ą zeżartą przez świerzb i trąd, którą powinno się zdeptać nogami i zniszczyć ją i jej mądrość.” (https://pl.wikiquote.org/wiki/Marcin_Luter)

 

Dlatego hinduiści i neoplatonicy zalecają unicestwianie swego „ja”, intelektu, porzucenie opartej na nim woli. Ale jak to zrobić? Świadomość istnienia jako osoby trwa dopóty, dopóki człowiek rozumuje i pragnie (np. życia wiecznego). Aby unicestwiać swoje „ja” należy więc maksymalnie wygaszać swoje myśli i pragnienia, a także aktywność w działaniach. Chodzi tu o wszelkie myśli, pragnienia i działania, nie tylko te złe. Dlatego mistycy zakazują myśleć np. o nagrodzie Bożej. Podobnie Luter nauczał, że nie wolno spełniać uczynków z myślą o nagrodzie lub karze.

 

Wracając do czasopisma Sai Ram:

 

Ciało i umysł mają charakter negatywny (ujemny), jedynie atma jest pozytywna (dodatnia)”

 

Co to jest atma(n)?

 

Atman - (...) prawdziwa jaźń człowieka (...); jest ukrytym w człowieku fragmentem boskiej praprzyczyny (Źródło: http://inp.republika.pl/religie/religia8.doc)

 

Atman to dusza w swej czystej postaci, w odróżnieniu od uwikłanej w świecie duszy nazywanej terminem dźiwa [1]. (...) Według Upaniszad atman jest więc kluczem do wyzwolenia, jedyną drogą poznania Brahmana - prawdziwej rzeczywistości i najwyższej, transcendentnej zasady bytu. Poznanie atmana-brahmana jest możliwe przez wgląd w siebie, przy czym należy posłużyć się intuicją, by obejść przesłaniającego atmana osobowe, związane z bieżącą inkarnacją ego, które omamione mają ulega iluzji oddzielenia od Absolutu oraz od reszty istot.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Atman)

 

Mamy tu więc ukazane nauki, które głosi również gnostycyzm. Istnieje jakaś praprzyczyna, zwana Brahmanem (jednią, prajednią, absolutem), której cząstka istnieje w ludzkiej duszy, dlatego ów człowiek jest boski z natury (z wyłączeniem ciała i psychiki). Owa cząstka zwana jest atmanem (wyższą jaźnią, nadświadomością, duchem, iskrą boską w człowieku). Tę boską cząstkę przesłania rzekomo niższa dusza, czyli ludzkie „ja”, psychika, intelekt, a także ciało („ciało i umysł mają charakter negatywny”). Hinduizm zaleca więc, żeby obejść ludzką psychikę (szczególnie rozum) i kontaktować się ze swą boską jaźnią (atmanem) w sposób bezpośredni poprzez intuicję, jak czytamy wyżej (lub ekstazę wskutek medytacji, czyli wygaszania mózgu). Jeśli jednak człowiek kieruje się osobowym ego, tzn. własnym „ja”, rozumem, wiedzą (np. z Pisma Świętego), doświadczeniem i opartym na tym sumieniem, to oddziela się ponoć od wszechbóstwa (Brahmana, prajedni, absolutu) i tak odłącza się od szczęścia, zbawienia. Tak więc drogą zbawienia jest w hinduizmie łączenie się ze swym atmanem przez intuicję (kierowanie się „pierwszym natchnieniem”, jak napisał Eckhart), a z kolei atman jest jedno z Brahmanem (prajednią, absolutem). Uczynki, które spełniane są pod wpływem atmana (wyższej jaźni, ducha, nadświadomości, dna duszy), są dobre, nawet jeśli są złe moralnie, bo przecież to bóg w człowieku (Brahman w jedności z atmanem) miota nim jak ocean falą. Jeśli uczynki spełniane są w takiej unii z Bogiem-Kosmosem, wtedy nie podlegają prawu Karmy (reinkarnacja stosowna do uczynków z poprzednich wcieleń). Oznacza to zbawienie, bo wolność od prawa Karmy oznacza uwolnienie od kolejnych wcieleń. Zamiast inkarnacji w kolejne ciało hindus rzekomo wędruje do świata wyższego i stanu szczęśliwości. Jest wreszcie uwolniony od złej materii. Ten sam schemat istnieje w nauce Lutra. Ciało i psychika chrześcijanina nie podlegają docześnie odrodzeniu, odnowieniu i naprawie, a wszystko co się czyni z ciała i duszy jest złe. Dlatego trzeba unicestwiać swoje „ja” i kierować się Duchem Chrystusowym (rozumianym na spobób Lutra), a nie rozumem opartym na przykazaniach i działającym w bojaźni Bożej (tak jakby była to sprzeczność). Chrystus jednoczy się z nami do tego stopnia, że nasze uczynki nie są naszymi, gdyż to nie my wydajemy owoc – twierdzi Luter. Nie ponosimy rzekomo odpowiedzialności za złe uczynki, bo Bóg działa wszystko we wszystkich, a Chrystus udziela nam swej świętości, tak że jesteśmy święci, choćbyśmy popełniali tysiąc morderstw i cudzołóstw dziennie. Unia z Chrystusem uwalnia nas zdaniem Lutra od Bożego Prawa moralnego w tym sensie, że to Prawo nie może nas już potępić (podobnie jak prawo Karmy w hinduizmie). Tak oto zbawienie jest „tylko wiarą” rozumianą jako ufność w to zbawienie przez unię mistyczną niezależnie od uczynków. Natomiast nauka apostolska mówi, że zbawienie jest przez wiarę rozumianą jako pielęgnowanie w sobie przekonania, że cała nauka Jezusa Chrystusa jest prawdą i trzeba ją wypełniać myślami, słowami i uczynkami na tyle, na ile potrafimy, a więc z całego serca, z całej duszy. W tych staraniach pomaga nam jedność z Duchem Chrystusa, abyśmy gdy trzeba, mogli nawet chodzić po morzu, by czynić dobro, miłość. Ponieważ jednak nasza wola jest z daru Bożego wolna, dlatego nie jesteśmy bezbłędni. I tu aktywny jest drugi aspekt działania Pana, mianowicie arcykapłański. Pan Jezus wstawia się za nami, ale dotyczy to tylko tych, którzy starają się wypełniać Jego zapisane w Nowym Testamencie przykazania albo właśnie podjęli taką decyzję (nawrócenie, upamiętanie).

 

Pewien wyznawca hinduizmu i Sai Baby pisze w swoim świadectwie:

 

Swami uczy, że wszyscy jesteście Bogiem. Ta nauka w hinduizmie jest od zawsze, ale dla nas, ludzi z Zachodu, jest szokująca. Od dziecka wiemy, że Bóg jest gdzieś daleko, a my małe robaczki, jak coś zrobimy dobrego, to pójdziemy do nieba, a jak coś zlego, to do piekła. A Swami mówi: - Nie, nie, nie. Ty jesteś Bogiem i sam możesz zdecydować, czy chcesz to urzeczywistnić, czy nie. On mówi, że tak naprawdę istnieje tylko jedność. Postrzeganie wielości jest iluzją. Jak ocean i fale. Wszystkie fale to pojedyncze osoby. Przychodzą i odchodzą. Ocean to Bóg. Jest jeden. Czy możemy powiedzieć, że fala jest czymś innym niż ocean? Nie. Fale są oceanem. Ale fala myśli, że jest falą, że jest oddzielna, że jest czymś innym niż ocean. Ponieważ większość tak sądzi, postrzega inne fale również jako pojedyncze i robi się wielość. Ale w chwili gdy fala uświadomi sobie: O, jestem wodą! - będzie wiedziała, że jest całym oceanem. To jest nauka filozofii niedwoistości” (kwartalnik Sai Ram nr 26).

 

Tak jak fala jest wodą, tak wyższa świadomość w człowieku jest bogiem – naucza hinduizm. Wiele fal, lecz jedna woda. Wiele bytów, lecz jeden absolut. Jest to panteizm. Tak też nauczał neoplatonizm i gnostycyzm. Według nich drogą zbawienia jest odnalezienie w sobie wyższego ja, ducha, iskry boskiej, czyli świadomości, że jest się bóstwem („w chwili gdy fala uświadomi sobie: O, jestem wodą! - będzie wiedziała, że jest całym oceanem”). Wtedy już można czynić, co się chce, bo chcenie wyższego ja (atmana, dna duszy, gnostyckiego ducha) wypływa z bóstwa (Brahmana w hinduizmie, logosu w neoplatonizmie, duchowego „chrystusa” w gnostycyzmie). Przecież to nie fala decyduje, gdzie zostanie rzucona. Decyduje ocean, woda, nurt. Ludzie skażeni neoplatonizmem i mistyką niemiecką głoszą, że nie trzeba nic robić, wystarczy tylko płynąć z prądem Ducha. Nie należy się wysilać, przełamywać, poświęcać, tylko bazować na wewnętrznej chęci lub niechęci, która jest rzekomo wolą Ducha. Źródłem tego jest pogaństwo. Tymczasem Duch Jezusa jasno objawia przez Pismo Święte, co należy robić i na ile trzeba się starać i poświęcać. Tak więc Duch kieruje człowiekiem, ale nie miota nim jak lalkarz marionetką albo ocean falą. Nauka o byciu jak fala albo płynięciu z prądem pochodzi z hinduizmu, neoplatonizmu, gnostycyzmu. Gdy dobry kierownik daje pracownikowi instrukcje, co i jak należy robić, a jednocześnie informuje o konsekwencjach wywiązywania lub nie wywiązywania się z obowiązków, to znaczy, że kieruje podwładnym, ale nim nie steruje. Nasz Pan zlecił nam, byśmy zmieniali się w duchu naszego umysłu na Jego obraz i naśladowali Go w naszych czynach. Wola kierownika nie jest wolą pracownika w sensie fali miotanej przez ocean. Wola Pana staje się wolą posłusznego ucznia w takim sensie, że wola ucznia staje się obrazem i podobieństwem woli Pana. Czym innym są dwie wole, z których jedna dobrowolnie jednoczy się z drugą, a czym innym jedna wola, która wyłącza działanie drugiej, żeby kimś sterować jak robotem. Bóg nie jest sterowany i nie chce by Jego dziecko (człowiek) był bezwolny jak robot. Nie byłby wówczas obrazem i podobieństwem Ojca. Stąd istnienie w Biblii takich określeń, jak dobra wola, posłuszeństwo, naśladować, podobać się Bogu, szczerość miłości itp. Oraz takich, jak zaprzeć się wiary itp.

 

Ciąg dalszy świadectwa hinduisty:

 

Wziąłem książki o niedwoistości, Upaniszady, różne nauki wielkich mistrzów i zacząłem czytać. Powtarzałem sobie - ja jestem Bogiem. Wiem, że jestem Bogiem. Przekonywałem siebie, że jestem Bogiem, jestem Bogiem.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26).

 

Problem w tym, że guru też był „Bogiem”.

 

Weszliśmy do środka, usiadłem naprzeciw Baby [Sai Baby - guru]. Zapytał: - Kim jesteś? - Jestem Bogiem - odpowiedziałem. - O nie, nie, nie. Ja jestem Bogiem, a ty jesteś Moim dzieckiem - stwierdził, chcąc mnie poprawić. A ja na to: - Nie, Swami, ja jestem Bogiem, a Ty, Swami, jesteś iluzją. - Nie, nie - powiedział i wykonał ruch, jakby chciał uciec z krzesła. Przerażony siadł ponownie i zadawał mi pytania. Nie pamiętam tych pytań, ale każda odpowiedź była zła. Stworzylem taką konstrukcję umysłową: jestem Bogiem. Ostatnie pytanie Swamiego brzmiało: - Gdzie jest Bóg? - Wszędzie - powiedziałem i byłem pewien, że odpowiedziałem dobrze. Swami pochylił się nade mną i wykręcił mi policzek. Kiedy Swami cię dotyka, to nie jest poklepanie. Swami ma moc, więc kiedy wykręcił mi policzek, to moja konstrukcja filozoficzno-mentalna zaczęła się trząść.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26)

 

W barbarzyńskim dążeniu do tego, kto jest bardziej Bogiem, musi dochodzić do takich spięć. Dopiero po ręcznej nauce stało się jasne, kto tu jest „Bogiem” bardziej. Po jakimś czasie guru jednak przyznał:

 

Ty jesteś Bogiem i ja jestem Bogiem, ale dopóki tego w pełni nie urzeczywistnisz, w pełni nie poczujesz, nie mów takich rzeczy.” (Kwartalnik Sai Ram nr 26)

 

Tak oto „absolut” dogadał się sam ze sobą w osobach guru i ucznia. Z użyciem rękoczynów.

 

I właśnie z hinduizmu czerpał tzw. Mistrz Eckhart, który zapoczątkował mistykę niemiecką i przygotował grunt dla zwiedzenia Lutra.

 

Niektórzy brahmini, stoicy, manichejczycy, pryscylianie uczyli, że dusze ludzkie mają wypływać wprost z „Substancji Bożej” i, będąc cząstką Bóstwa, wchodzić w ciała na czas historii ziemskiej, by potem powrócić do Bóstwa i stopić się z nim całkowicie (nauka odrzucona: DH 455-456, 459; BF V, 2-3; DH 685, 3024). Naukę tę podejmują też często różne odmiany panteizmu, np. Mistrz Eckhart” /Cz. S. Bartnik, Dogmatyka Katolicka, t. 1, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 2000, s. 436.” (Liszka - Panteizm)

 

Encyklopedia WIEM:

 

Eckhart z Hochheim (1260-1327), filozof niemiecki twórca neoplatońskiej mistyki niemieckiej. (...) Bóg jest wg niego pełnią istnienia, jest wszędzie i zarazem jest wszystkim, jak bezgraniczna sfera kulista mająca wszędzie swoje centrum, ale całkowicie pozbawiona powierzchni. Egzystencja (istnienie) rzeczy pokrywa się z istnieniem Boga a proces stwarzania dokonuje się ustawicznie, a zatem jest wieczny.

Dusza ludzka istnieje istnieniem Boga, poprzez poznanie i miłość. Poznanie i wiedza zapewniają duszy ukojenie. Nad poznaniem zaś góruje miłość, kierująca człowieka bezpośrednio do celu - Boga i łącząca go z nim w jedności natury.

Podobnie jak dusza, wola ludzka jest identyczna z wolą bożą i człowiek, który posiada tego świadomość, jest wolny od wszelkich przepisów moralnych. Wszystko, bowiem co zrobi, będzie dobre jako zgodne z wolą Bożą.

Współzależność Boga i człowieka jest niezależna od narzuconej moralności czy religii, gdyż ma charakter bezpośredni. Bóg objawia się człowiekowi na swój sposób i poucza go indywidualnie, stąd też każdy jest sam dla siebie rzecznikiem i sędzią swojej moralności.

(...)

Poglądy Eckharta znalazły wyraz w niemieckiej mistyce ludowej i w społecznych nurtach nadchodzącej reformacji. Przyczyniły się m.in. do zniesienia spowiedzi konfesyjnej w kościele zreformowanym.” (http://portalwiedzy.onet.pl/5582,,,,eckhart_z_hochheim,haslo.html)

 

Kościół rzymsko-katolicki dostrzegł zagrożenie, dlatego 28 twierdzeń Eckharta zostało potępionych lub uznanych za podejrzane przez papieża Jana XXII (XIV wiek).

 

Eckhart uważał za swego mistrza Pseudo-Dionizego Areopagitę (V wiek), który był neoplatonikiem. W poniższym fragmencie nazwał go świetlanym Dionizym. Przy okazji fragment ten pokazuje, jak obaj rozumieli Boga.

 

Eckhart pisał:

 

[Apostoł Paweł] ujrzał Nicość: był to Bóg. On jest Niczym, a jednocześnie Czymś. To, co jest Czymś, jest zarazem Niczym. Stąd świetlany Dionizy, gdy pisze o Nim, mówi: jest On Nad-bytem, Nadżyciem i Nad-światłem.” (Mistrz Eckhart, Kazania, 397 i 400; za: Wiesław Szymona - Poznanie Boga w mistyce spekulatywnej Mistrza Eckharta)

 

A oto, jak ten „świetlany Dionizy” opisywał Boga:

 

Wznosząc naszą mowę jeszcze wyżej, mówimy: Bóg nie jest ani duszą, ani intelligencyą; nie ma ani wyobraźni, ani mniemania, ani rozumu, ani pojmowania; on nie jest ani słowem, ani myślą: nie może być ani nazwany, ani pojęty: nie jest ani liczbą, ani porządkiem; wielkością ani małością, równością ani nierównością, podobieństwern ani niepodobieństwem. Nie jest nieruchomym, ani nie porusza się, ani nie spoczywa. Nie ma mocy, nie jest potęgą, ani światłem.

Nie żyje, ani nie jest życiem. Nie jest ani substancyą. ani wiecznością, ani czasem. Nie ma w nim percepcyi. Nie jest ani nauką, ani prawdą, ani panowaniem, ani mądrością; nie jest ani jeden, ani jednością, ani bóstwem, ani dobrocią. Nie jest duchem, o tyle, o ile znamy duchów; nie jest synostwem, ani ojcostwem; ani żadna rzeczą, która mogłaby być przez nas albo przez drugich pojętą, On nie jest niczem z tego, co nie jest, niczem nawet z tego, co jest.” (Pseudo-Dionizy, O teologii mistycznej)

 

Autora tych słów Eckhart uważał za swego mistrza i nazywał świetlistym Dionizym. Jako uczeń swego mistrza, Eckhart pisał:

 

Dodam jeszcze: 'Bóg jest bytem' – i to nie będzie prawdą, gdyż On jest bytem transcendentnym i ponadistotową Nicością” (Eckhart, Kazania, str. 450)

 

A jeśli nie jest On ani dobrocią, ani bytem, ani prawdą, ani jednym, czymże zatem jest? – Nicością” (Eckhart, Kazania, str. 198)

 

Na temat jedności z Bogiem Eckhart głosił:

 

Dusza nie staje się „zjednoczona” z Bogiem, lecz „jedno” z Nim. Pozwólcie, że posłużę się tu następującym porównaniem: kiedy beczkę napełni się wodą, jest ona z nią złączona, ale nie stanowi jednego, bo to, co jest wodą, nie jest drewnem, a to, co jest drewnem, nie jest wodą. Weźcie drewno i rzućcie na środek wody: i wtedy będzie z nią tylko złączone, ale nie będzie tworzyć z nią jednego. Inaczej dzieje się z duszą. Staje się ona jednym z Bogiem, a nie – zjednoczona (…). Przytoczę z Ewangelii krotką wypowiedź Pana: „Ojcze, proszę Cię, niech się staną z Nami jedno, tak jak Ja i Ty stanowimy jedno” (por. J 17,21). A oto inne słowa Pana, wzięte rownież z Ewangelii: „Gdzie Ja będę, tam będzie również Moj sługa” (J 12,26) – w takiej samej pełni, nic nie mniej, dusza się staje jestestwem, którym jest Bóg.” (Kazanie 64)

 

I ten właśnie Eckhart był początkiem mistyki nadreńskiej, zwanej też mistyką niemiecką, która ukształtowała myśl Lutra.

 

Uczeń Eckharta, Jan Tauler pisał:

 

Kto chce znaleźć to Królestwo, to jest Boga z całym Jego bogactwem, w Jego własnej istocie i naturze, ten musi Go szukać tam, gdzie On się znajduje, a mianowicie w najbardziej wewnętrznej głębi duszy, tam, gdzie Bóg znacznie bliższy jest duszy i daleko bardziej w niej obecny niż ona sama w sobie. (…) Obraz wyciśniety na drachmie powinien byc czysty. Nie znaczy to tylko, że dusza jest ukształtowana na wzór Boga; mamy tu ten sam obraz, którym On jest w swojej własnej, czystej, boskiej istocie. Tutaj, w tym obrazie, Bóg żyje, poznaje i rozkoszuje się sobą. Żyje, mieszka i działa w duszy. Tutaj dusza staje się podobna do Boga, równa Mu, boska. Staje sie przez łaskę tym wszystkim, czym Bóg jest z natury, sciśle z Nim zjednoczona, zatopiona, ku Niemu ponad siebie samą wyniesiona. Staje się tak podobna do Boga, że gdyby mogła ujrzeć siebie samą, za Niego by się uznała.” (Tauler, Kazanie 37)

 

Wąż w Raju kusił: będziecie jako bogowie.

 

Dla porównania streśćmy to, czego nauczał hinduski braminizm:

 

Zależność między brahmanem a atmanem:

Brahman- pierwsza zasada i praprzyczyna wszelkiego istnienia, bezosobowa, niepodzielna, stwarzająca świat potęga, jest zawieszona poza dobrem i złem; można ją pojąć jedynie przez ekstatyczne wizje [w innym miejscu czytamy: „brahman – 1. (sanskr. absolutne ja, dusza świata) boska praprzyczyna istnienia świata i zarazem cel życia człowieka, absolut, jednia” - J.]

Atman (sanskr. oddech, tchnienie) – prawdziwa jaźń człowieka, nośnik świadomości i sił życiowych, dusza człowieka; jest ukrytym w człowieku fragmentem boskiej praprzyczyny – stąd wywnioskowano wkrótce, że atman jest zasadą rządzącą nie tylko człowiekiem, ale i całym światem.

Teza o identyczności brahmana (duszy świata) i atmana (duszy człowieka) – wiedzy tej można doświadczyć jedynie w mistycznej ekstazie. Kto to zrozumiał, odnalazł mokszę, czyli zbawienie i wyzwolił się od wszelkiego pożądania.

Nie ma stawania się, jest tylko bycie tzn. że dusze są już zbawione od wieczności, tylko ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. [podobnie w predestynacji protestanckiej – J.](Źródło: http://inp.republika.pl/religie/religia8.doc)

 

Czy widać wyżej jakąś rolę uczynków w zachowaniu zbawienia? Nie.

 

Jak wyżej ukazano, kolejność duchowego dziedziczenia jest taka:

 

Hinduizm-neoplatonizm-gnostycyzm -> Eckhart i Tauler -> Luter

 

Kto chce lepiej zrozumieć istotę i pochodzenie mistyki niemieckiej, to w co wierzyli dominikanie Eckhart i Tauler, powinien poznać poglądy mistyka i mnicha Willigisa Jägera, który jest jakby dzisiejszym (na miarę czasów) odpowiednikiem Eckharta: https://pl.wikipedia.org/wiki/Willigis_J%C3%A4ger

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 5

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

 



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 3

niedziela, 01 stycznia 2017 18:23

 

Mistyka nadreńska - inspiracja Marcina Lutra

 

Luter był Niemcem. W Niemczech też poprzedziła go tzw. mistyka nadreńska zwana mistyką niemiecką.

 

Encyklopedia WIEM:

 

Niemiecka mistyka ludowa, prąd mistycznej religijności, który zapoczątkowany został w Niemczech przez J. Eckharta i ogarnął Europę Środkową w XIV w. Objąwszy szerokie masy ludności, stał się podstawą wielu związków wyznaniowych, znanych pod nazwami Wspólnego Życia i Przyjaciół Bożych.

Istotą doktryny niemieckiej mistyki ludowej był panteizm, uznający jedynie byt boski i postawę introspekcyjną, wg której ten byt można odnaleźć jedynie na dnie własnej duszy. Przedstawiciele niemieckiej mistyki ludowej byli nie tyle teoretykami, ile praktykami-kaznodziejami, jak J. Tauler ze Strasburga i H. Suso z Konstancji (1300-1365), obaj z zakonu kaznodziejskiego. Teologia niemieckiej mistyki ludowej została wyłożona w dziele nieznanego autora, należącego do frankfurckiego Związku Przyjaciół Bożych (Eine deutsche Theologie).

Po raz pierwszy zostało wydane drukiem dopiero przez M. Lutra, stając się inspiracją, podobnie jak poglądy J. Eckharta, dla reformacji luterańskiej i kalwińskiej.” (http://portalwiedzy.onet.pl/69279,,,,niemiecka_mistyka_ludowa,haslo.html)

 

Trzeba przypomnieć, że panteizm to pogląd, że Bóg jest tożsamy ze stworzeniem, kosmosem, że wszystko jest Bogiem. Taki Bóg-Kosmos nie ma początku ani końca, a we wszystkim jest obecna jego nieosobowa dusza, zwana też duszą świata (w hinduizmie Brahman). Jej cząstka jest rzekomo ukryta w duszy ludzkiej. Dlatego mistyka niemiecka szukała Boga na dnie duszy człowieka i głosiła, że „wola ludzka jest identyczna z wolą bożą i człowiek, który posiada tego świadomość, jest wolny od wszelkich przepisów moralnych” (Encyklopedia WIEM, hasło Eckhart). Myśli Eckharta i Taulera zostały wyłożone w dziełku pt. „Teologia niemiecka”. Jaki to ma związek z Lutrem? Otóż Marcin Luter wydał „Teologię niemiecką” drukiem. W przedmowie do wydania z 1518 r. Luter napisał:

 

Ta szlachetna książeczka bowiem, jak jest uboga i nieujmująca co do słów i ludzkiej mądrości, tak jest w tym samym stopniu i jeszcze bardziej bogata i drogocenna co do wiedzy i bożej mądrości. Tak że stosownie do mojej starej głupoty szczycę się tym, iż obok Biblii i Augustyna nie przytrafiła mi się żadna książka, z której nauczyłem się więcej i wciąż chcę się uczyć, czym jest Bóg, Chrystus, człowiek i wszystkie rzeczy. (...) Dziękuję Bogu, że w języku niemieckim Boga mego słyszę i odnajduję w taki sposób, w jaki ja, a wraz ze mną oni[8], nie odnaleźliśmy go dotąd ani w języku łacińskim, greckim, ani hebrajskim. Niech Bóg sprawi, że więcej takich książek ujrzy światło dzienne, a przekonamy się, że niemieccy teolodzy są bez wątpienia najlepszymi teologiami.” (doktor Marcin Luter).

 

Rzecz w tym, że ta zachwalana przez Lutra książeczka głosi Boga panteistycznego. Czyżby Luter o tym nie wiedział? Jak mógłby nie wiedzieć, skoro książeczka zawiera takie oto zdania:

 

Zobacz, gdyby więc Bóg był czymś, tym albo tamtym, to nie byłby wszystkim i ponad wszystkim, tak jak jest, i w ten sposób nie byłby prawdziwą doskonałością. (…) Dlatego gdyby Bóg jako ten, który jest dobry, był tym dobrem lub tamtym dobrem, nie byłby wszelkim dobrem i ponad wszelkie dobro, a w ten sposób nie byłby dobrem niezłożonym i doskonałym, którym przecież jest” („Teologia niemiecka”, rozdz. 32).

 

Pismo Święte objawia Boga osobowego, który mieszka w niebie. Na przekór temu autor „Teologii niemieckiej” zaprzecza, że Bóg jest „tym albo tamtym”, twierdzi natomiast, że Bóg jest wszystkim. Biblia naucza, że Bóg jest konkretnym osobowym Dobrem, Miłością. Autor „Teologii niemieckiej” przeczy temu, głosząc, że Bóg NIE jest tym lub tamtym dobrem, tylko wszelkim dobrem. Twierdzi tym samym, że Bóg nie jest Dobrem w sensie osobowym. Panteistycznego, bezosobowego Boga potwierdzają następne cytaty:

 

(...) Bóg i prawdziwe światło pozostaje bez jakiejkolwiek jaźni i sobności [tzn. indywidualności] (...)” („T. n.”, 40)

 

A kogo zaspokaja coś, co jest tym albo tamtym, tego Bóg nie zaspokaja; kogo natomiast zaspokaja Bóg, tego zaspokaja nic i wszystko, które nie jest ani tym, ani tamtym, i jest wszystkim. Gdyż Bóg jest jednem i musi być jednem, oraz jest wszystkim i musi być wszystkim. (...) A dla kogo wszystko nie jest jednym, a jedno wszystkim, oraz dla kogo „coś” i „nic” nie jest jednym i tym samym, tego Bóg nie może zaspokoić.” („T. n.”, 46)

 

Według „Teologii niemieckiej” Bóg może być osobą tylko w stworzeniu:

 

(...) Bóg jest światłem i poznaniem (…). Zauważcie, gdzie więc to poznanie i światło jest czynne w stworzeniach, tam rozpoznaje się i uczy[142], czym jest; jest zaś dobrem i dlatego nie jest ani tym, ani tamtym[143]. (…) Nic więc nie może być nigdy zdziałane i sprawiane[145] bez udziału stworzeń, gdyż w Bogu bez stworzeń wszystko jest niczym innym niż jednym istnieniem i początkiem, nie zaś działaniem. Gdzie jednak owo jedno, które jest przecież tym wszystkim, przyjmuje kształt[146] jakiegoś stworzenia i ma nad nim władzę, i się z nim scala i wydaje się, że może się tam rozpoznać w tym, co jemu właściwe” („T. n.”, 32).

 

I dlatego Bóg nie miłuje siebie jako siebie samego, ale jako dobro. (...) Jaźń i sobność [tzn. indywidualność] jest bowiem zupełnie oddzielona od Boga i nie przysługuje mu, z wyjątkiem tego, że jest mu konieczna do osobowego bycia. Spójrz, tak powinno być i zaprawdę jest w bożym, czyli prawdziwym, przebóstwionym człowieku („T. n.”, 32).

 

Trzeba też pamiętać, że o ile Bóg jest Bogiem, o tyle nie może pojawić się w nim ani przykrość, ani smutek, ani niezadowolenie, choć Bóg przecież smuci się z powodu grzechu człowieka. Tak więc nie może się to wydarzyć w Bogu bez udziału stworzeń. A więc musi się to wydarzyć, gdy Bóg jest człowiekiem, czyli w przebóstwionym człowieku.” („T. n.”, 37)

 

Sens: Bóg jest bezosobowy, a jeśli się smuci, to tylko w sensie, że smuci się człowiek przebóstwiony, czyli taki, w którym ten bezosobowy Bóg stał się osobą. Gdy Bóg-Kosmos stanie się już osobą w człowieku przebóstwionym, wówczas wola człowieka ma zostać zastąpiona przez wolę uosobionego bóstwa:

 

Wieczna wola, która jest w Bogu w sposób źródłowy i istotowy, i bez żadnych działań, i bez urzeczywistnienia, ta sama wola w człowieku i w stworzeniu jest urzeczywistniona i chcąca. (...) Dlatego stworzenie powinno istnieć i Bóg chce je mieć, żeby wola, która w Bogu jest i musi być pozbawiona działania, miała i urzeczywistniała w nim swoje działanie. (...) Dlatego nie stworzenie powinno chcieć za pomocą owej stworzonej woli, lecz to Bóg ma i chce w rzeczywisty sposób chcieć za pomocą woli, która jest w człowieku, a przecież należy do Boga. I gdzie w jakimś człowieku byłoby tak w sposób przeczysty i zupełny, tam nie człowiek by chciał, lecz Bóg, i tam wola [człowieka] nie byłaby własną wolą („T. n.”, 51)

 

Czym więc jest zjednoczenie [z Bogiem – J.]? Niczym innym niż tym, że (...) w ogóle jest się pozbawionym woli, a więc że stworzona wola jest zanurzona w wiecznej woli i w niej roztopiona i unicestwiona, tak że tam tylko sama wieczna wola chce działać i na coś przyzwalać.” („T. n.”, 27)

 

A zatem w celu uosobienia w sobie Boga-Kosmosu (stania się Bogiem), trzeba odrzucać własną rozumną wolę. Dopiero wówczas bezosobowa boska Dusza Kosmosu może przejąć kontrolę nad człowiekiem, tak że „tam tylko sama wieczna wola chce coś działać”:

 

I jeśli ma się to stać, cała własna wola musi zostać odrzucona („T. n.”, 34)

 

Jest ogromną głupotą, gdy jakiś człowiek lub jakieś stworzenie roi sobie, że wie lub że może coś samo z siebie, a szczególnie, gdy roi sobie, że zna lub potrafi coś dobrego, za pomocą czego mogłoby wiele wysłużyć sobie u Boga lub otrzymać od niego. Któż to rozumie we właściwy sposób, że hańbi się tak Boga? (...) Trzeba bowiem odrzucić jaźń; inaczej nic nie zostanie znalezione i przyjęte.” („T. n.”, 44)

 

W tej pogańskiej doktrynie życie wewnętrzne polega na tym, że:

 

(...) człowiek nie przywłaszcza sobie ani życia, istnienia, mocy, ani wiedzy, ani czynienia i przyzwalania na coś, ani wszystkiego, co można nazwać dobrym. I w ten sposób człowiek staje się tak ubogi, i w sobie samym w ogóle niczym, a w nim i wraz z nim wszelkie „coś”, to jest wszystkie stworzone rzeczy. I tak najpierw rozpoczyna się prawdziwe, wewnętrzne życie, a następnie sam Bóg staje się tym człowiekiem, tak że nie ma tam już niczego, co nie byłoby Bogiem („T. n.”, 53)

 

Taką panteistyczną, hindusko-gnostycko-neoplatońską teologię wydał Luter drukiem i we wstępie zachwalał.

 

Mistyka niemiecka to głównie Eckhart, Tauler oraz synteza ich poglądów w postaci cytowanej „Teologii niemieckiej”. Sami luteranie przyznają, że mistyka niemiecka odegrała kluczową rolę w kształtowaniu się myśli Lutra. W luterańskim czasopiśmie „Zwiastun” (11.2012), w artykule „Mistyka nadreńska - jedna z inspiracji Marcina Lutra” czytamy:

 

Kazania Taulera mocno wpłynęły na rozwój średniowiecznej duchowości mistycznej. Jednym z najbardziej znanych zwolenników jego teologii był Marcin Luter. Wydał Teologie niemiecką (Theologia deutsch) przypisywaną Taulerowi, którą uważał za kwintesencję jego nauki. Ojciec Reformacji wielokrotnie wypowiadał się na temat teologicznej myśli Taulera jako bardziej zbawiennej i bliższej Ewangelii od nauk wszystkich profesorów teologii razem wziętych. To wielkie uznanie, jakim cieszyła się teologia Taulera w oczach Lutra, spowodowało ogromną popularność kazań dominikańskiego mistyka wśród ewangelików” („Zwiastun”, Łukasz Barański, „Mistyka nadreńska - jedna z inspiracji Marcina Lutra”).

 

Cytowany artykuł jest dostępny na stronie „Zwiastuna”. Oto link: Mistyka nadreńska – jedna z inspiracji Lutra

 

Związek Jana Taulera z tzw. Mistrzem Eckhartem

 

W tymże artykule czytamy też:

 

Jan Tauler przyszedł na świat około 1300 r. w Strassburgu, w bogatej rodzinie mieszczańskiej. W wieku 14 lat wstąpił do miejscowego klasztoru dominikańskiego, gdzie w tym czasie urząd wikariusza generała zakonu dominikanów sprawował Mistrz Eckhart. Poznanie w tak młodym wieku jednego z najsławniejszych mistyków i teologów ówczesnej Europy z pewnością przyczyniło się do ukształtowania duchowości przyszłego kaznodziei. Obrona Mistrza Eckharta przed oskarżeniami o herezję stała się w późniejszym czasie jednym z głównych wątków twórczości Taulera. W swych kazaniach starał się tak przedstawić naukę Eckharta, by mieściła się ona w ramach uznawanej przez Kościół doktryny. (…) Jego teologia pozostaje pod silnym wpływem myśli neoplatońskiej. Jednak głównym nauczycielem duchowości mistycznej strasburskiego kaznodziei był Mistrz Eckhart. („Zwiastun”, Barański, „Mistyka nadreńska”)

 

Typowe dla Taulera jest umniejszanie roli człowieka i podkreślanie Bożego działania w procesie dochodzenia do Boga. 'Ludzie tacy nie widzą nic poza Bogiem (...), a nawet – jeśli wolno się tak wyrazić – to nie oni działają, lecz działa w nich Bóg' (Kazanie 5). Umniejszanie roli człowieka w procesie mistycznego zjednoczenia jest typowe dla całej mistyki nadreńskiej. Również Mistrz Eckhart i Henryk Suzo zakładali, że w momencie przyjścia Boga dusza musi być absolutnie wyciszona, nieruchoma, wręcz apatyczna. Stwierdzenie to stanowi punkt wyjścia dla średniowiecznej zasady sola gratia (tylko łaska), która później stanie się jednym ze sztandarowych haseł Reformacji.

W swych dziełach Luter często podkreślał, że jego reorientacja myślenia o pokucie nastąpiła w czasie lektury dzieł Taulera.” („Zwiastun”, Barański, „Mistyka nadreńska”)

 

Rysuje się więc następująca genealogia duchowa:

 

Eckhart i Tauler, i „Teologia niemiecka” -> Luter i protestanci

 

Czego nauczał Jan Tauler – katolicki mnich, dominikanin? W luterańskim „Zwiastunie” czytamy:

 

Człowiek staje się jednością z Bogiem, jego istnienie ulega przebóstwieniu. Zbawienie może być rozumiane jako powrót Bożego dzieła do Stwórcy. Jednak warunkiem tego jest całkowite uwolnienie się od wszystkiego, co wiąże człowieka z tym światem, również od nadziei własnej świętości. (…) Zdaniem Taulera w człowieku można wyróżnić trzy aspekty jego istnienia, tak różne, że można nawet mówić o trzech ludziach w człowieku. Pierwszym jest człowiek zewnętrzny, cielesny i zmysłowy, w swych instynktach i popędach podobny do zwierzęcia. Drugi to człowiek obdarzony rozumem i kierujący się jego wskazaniami. Ostatnim i najwyższym aspektem istoty człowieka jest tzw. najwyższy człowiek wewnętrzny. Tego trzeciego człowieka określa Tauler jako dno duszy (w języku niemieckim Grund, czyli podstawa), które jest miejscem, w którym dochodzi do spotkania człowieka z Bogiem. Grund jest niejako enklawą boskości w człowieku, jest miejscem całkowicie odmiennym i obcym dla człowieka niższego. Zadaniem człowieka jest sprawić, by ten najwyższy i najgłębszy zarazem aspekt jego człowieczeństwa przejął kontrolę nad człowiekiem niższym.” („Zwiastun”, Barański, „Mistyka nadreńska”)

 

Mamy tu więc gnostyckie porzucenie starań o świętość oraz podział człowieka na ciało, duszę i lepsze od nich tajemnicze dno duszy (zwane przez gnostyków duchem, boską iskrą). Według Taulera dno duszy jest odmienną i obcą człowiekowi niższemu „enklawą boskości”. Tak też dzielił człowieka gnostycyzm (patrz np. system Walentyna) i neoplatonizm.

 

Celem gnostyków było zjednoczenie owego ducha (boskiej iskry w człowieku) z resztą bóstwa. W rozumieniu pierwszego gnostyka antychrześcijańskiego, Szymona Maga, wiecznym Bogiem nie jest osobowy JHWH, tylko ogień, od którego rzekomo pochodzi wszystko (również JHWH) i który to ogień przenika wszystko. Hipolit Rzymski oraz Teodoret z Cyru przekazują, że dla Szymona Maga korzeniem wszystkiego był właśnie ogień. Źródłem tych rojeń jest nauka filozofów greckich: Heraklita i stoików. Celem gnostyków było zjednoczenie ich ducha (boskiej iskry) z prabóstwem. Sednem tego było przekonanie, że ich duch, jako boska iskra, został wyemanowany przez bóstwo pierwotne, zaś ludzkie ciało i psychika są wadliwe i skazane na wieczne zniszczenie, bo zostały zaledwie stworzone przez samowolnie działających archontów (w tym JHWH) (!). Skoro więc iskra w duszy gnostyków została wyemanowana z prabóstwa (a nie stworzona), to jest częścią prabóstwa, jest więc boska i nieśmiertelna z natury. Jeśli jest wyemanowana, to znaczy, że jest tym, z czego została wyemanowana.

 

Na temat boskiej iskry w duszy człowieka Eckhart głosił:

 

Jak już nieraz mówiłem, w duszy znajduje się coś, co jest tak pokrewne Bogu, że nie jest z Nim zjednoczone, lecz stanowi jedno” (Kazanie 2).

 

[Iskierka] ujmuje Boga w Jego całkowitej nagości, w Jego istocie, jest ona jedna w Jedności, nie zaś podobna w podobieństwie” (Kazanie 13).

 

Koniecznym warunkiem zjednoczenia się Boga i duszy jest ich równość. Gdzie znika wszelka nierówność, tam musi być jedno. Ma wtedy miejsce nie tylko Zjednoczenie przez włączenie, lecz raczej jedno, nie podobieństwo, lecz równość” (Kazanie 44).

 

Będziemy tym samym, czym On jest, tym samym bytem, czuciem i umysłem, dokładnie tym samym, czym On jest” (Kazanie 76)

 

Co bowiem przemienia się w inną rzecz, tworzy z nią jedno. Zostaje przemieniony w Niego tak całkowicie, że tworzy On mnie jako własny byt - nie podobny, lecz jako Jeden. Na Boga żywego! Prawdą jest, że nie ma tu żadnej różnicy” (Kazanie 6).

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 4



Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 2

czwartek, 01 grudnia 2016 15:06

 

Teraz niech przemówią cytaty z Lutra.

 

O braku wolności woli i zarazem predestynacji:

 

Drugą częścią całokształtu nauki chrześcijańskiej jest wiedzieć, czy uprzednia wiedza Boża pozostawia wolny bieg przypadkowi i czy my robimy wszystko z konieczności. (...) Jest przeto, i to szczególnie konieczną i zbawienną dla chrześcijanina rzeczą wiedzieć, iż uprzednia wiedza Boża nie pozostawia wolnego biegu ślepemu przypadkowi, lecz że wszystko niezmienną i wiekuistą, i nieomylną wolą przewiduje, zamyśla i dokonuje. Tym piorunem zostaje porażona i doszczętnie starta wolna wola” (Luter - O niewolnej woli)

 

Stąd wynika bezspornie, że wszystko, co my czynimy, wszystko, co się dzieje, chociaż nam się wydaje, że dzieje się w sposób niezmienny i tak, że mogłoby być także inaczej, w rzeczy samej jednak dzieje się z konieczności i niezmiennie” (Luter - O niewolnej woli)

 

Luter tak bardzo wierzył w brak wolności woli i predestynacyjny determinizm, że wolał oskarżać o niesprawiedliwość Boga niż wolną wolę człowieka:

 

Skoro więc pewnikiem jest owa wola [Boża – J.], bez której nic się nie dzieje, i skoro jest rzeczą ustaloną, że wolna wola [człowieka – J.] nie może chcieć nic dobrego, to daremna to jest mowa, cokolwiek się mówi na usprawiedliwianie Boga, a na oskarżanie wolnej woli [człowieka – J.]. Zawsze bowiem wolna wola mówi: "Ja nie mogę a Bóg nie chce, cóż mam zrobić ? Niechby się nawet litował, gdy mnie smaga, ja na tym nic nie zyskuję, lecz muszę stawać się gorszą, jeżeli nie udziela Ducha. Ale nim nie obdarza, a obdarzałby, gdyby chciał. Pewną więc jest rzeczą, że dać go nie chce” (Luter - O niewolnej woli)

 

W takiego Boga nikt normalny nie mógłby uwierzyć, dlatego Luter czuł, że powinien napisać:

 

To jest najwyższy stopień wiary: wierzyć, że dobry jest On, który tak niewielu zbawia, a tak wielu potępia - wierzyć - że sprawiedliwy jest On, Który z woli swojej przeznacza nas z konieczności na potępienie tak, iż wydaje się - jak to i Erazm przedstawia, że rozkoszuje się mękami nieszczęśliwych i zasługuje raczej na nienawiść, niż na miłość. Jeślibym mógł jakimś rozumem pojąć, jak miłosierny i sprawiedliwy jest ten Bóg, który ukazuje tak wielki gniew i niesprawiedliwość, to wiary nie byłoby potrzeba” (Luter - O niewolnej woli)

 

Luter określił tutaj Boga jako tego, który „przeznacza nas z konieczności na potępienie” i w ten sposób ukazuje się niesprawiedliwym, a jednak Luter nakazuje nam wierzyć, że Bóg jest dobry! Ten pogląd (predestynacja) przejął od Lutra oczywiście Kalwin. Ale i Luter go nie wymyślił:

 

Przyznaję bowiem, że ów artykuł Wiklefa, że 'wszystko dzieje się z konieczności' został niesłusznie potępiony przez Sobór w Konstancji, albo raczej przez Sprzysiężenie i Bunt.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Dlaczego nikt nie informuje protestantów, że Wiclef nie wierzył w zmartwychwstanie Jezusa w ciele fizycznym, tylko duchowym? A oto inne twierdzenia Wiclefa, znalezione w jego książkach „Dialogus”, „Trialogus” i innych pismach, potępione na Soborze w Konstancji. Cytaty z dokumentu soborowego:

 

Bóg musi być posłuszny diabłu.

Bóg niczego nie może unicestwić, ani świata powiększyć ani pomniejszyć, ale może stwarzać dusze aż do pewnej liczby i nie więcej.

Ktokolwiek jest Bogiem (panteizm – J.).

Każde stworzenie jest Bogiem (panteizm – J.).

Każdy byt jest wszędzie, ponieważ każdy byt jest Bogiem (panteizm – J.).

Wszystko, co się zdarza, zdarza się z absolutnej konieczności (predestynacjonizm – J.).

 

Oto bohater protestantyzmu Wiclef. Oto autorytet Lutra. Jak wiadomo poganie wierzyli w gwiazdy i ich bogów, a jeśli w gwiazdy, to i w astrologiczne przeznaczenie. Czyż nie badano gwiazd w celu rozeznania co się wydarzy? Tego uczył pogan Szatan, żeby użyć potem przeznaczenia przeciw Bogu. Gdy nastało chrześcijaństwo i Bóg zastąpił w sercach ludzkich gwiazdy, siła pogańska próbowała przenieść przeznaczenie z gwiezdnych bogów na Boga prawdziwego. Choć oczywiste jest, że Bóg kontroluje bieg dziejów i prowadzi go do realizacji swego planu, tak że plan Boży realizuje się z konieczności, to jednak nie unicestwia to wolności woli poszególnych osób. Bóg wykorzystuje wolne wybory i postanowienia jednostek do realizacji swego dobrego celu. Trzeba pamiętać przy tym, że Bóg nie działa z ukrycia i nieuczciwie, tylko wciąż objawia światu siebie i swą światłość (miłość, dobroć, mądrość, moc, sprawiedliwość). Luter jednak głosił Boga, który nie tyle wykorzystuje wolne wybory aniołów i ludzi w celu przekucia to w dobro (przykład Józefa), ile kreuje w ludziach te wybory, skoro nie istnieje wolna wola:

 

Co można wymyślić, co byłoby w nas tak wolne, iż mogłoby stać się inaczej, aniżeli On uprzednio wiedział, albo obecnie czyni. Sprzeczna jest przeto diametralnie uprzednia wiedza i wszechmoc Boga z naszą wolną wolą. (...) Wszechmocą Bożą zaś ja nazywam nie ową moc, dzięki której On nie czyni wiele z tych rzeczy, które może, lecz ową działającą, czynną moc, dzięki której mocarnie czyni wszystko we wszystkim, jak to Pismo zwie Go wszechmocnym. I ta - powiadam - wszechmoc i uprzednia wiedza u samych podstaw obalają dogmat o wolnej woli.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Paweł mówi bowiem o ludziach, których porównuje z gliną, Boga zaś przyrównuje do garncarza. Nieskuteczny zaiste i bezsensowny jest, i daremnie przytoczony zostaje ten przykład, jeżeli nie oznacza tego, że nasza wolność jest niczym.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Jeśli bowiem, jeden człowiek, chociażby nie wiedzieć w jakiej mierze był człowiekiem prywatnym, nie może w obliczu Boga chcieć inaczej, jak tylko zgodnie z tym, jak nim pokieruje Bóg, to to samo trzeba będzie powiedzieć o wszystkich ludziach.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Jeżeli bowiem łaska przychodzi do nas z postanowienia Bożego lub z przeznaczenia, Efez. r.1, w.11, to przychodzi z 'konieczności' a nie na podstawie (773) naszego usiłowania lub zabiegania, jak powyżej wyszczególniliśmy.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Pewny, ustalony i prawdziwy jest ten wniosek: 'Jeżeli Bóg wie o czymś naprzód, to to dzieje się z konieczności'” (Luter - O niewolnej woli)

 

Pismo temu wnioskowi Lutra jednoznacznie przeczy:

 

1 Sm 23:7-13, BW

(7) I doniesiono Saulowi, że Dawid przybył do Keili. Rzekł tedy Saul: Wydał go Bóg w moją rękę, bo sam się zamknął, wchodząc do miasta, które ma bramy i rygle.

(8) I powołał Saul cały lud pod broń, aby wyruszyli do Keili i oblegli Dawida i jego wojowników.

(9) A gdy Dawid dowiedział się, iż Saul gotuje mu klęskę, rzekł do kapłana Ebiatara: Przynieś efod.

(10) I modlił się Dawid: Panie, Boże Izraela! Słyszał twój sługa, iż Saul zamierza przybyć do Keili i zburzyć to miasto z powodu mnie.

(11) Czy wydadzą mnie obywatele Keili w jego ręce? Czy przybędzie tu Saul, jak to słyszał twój sługa? Panie, Boże Izraela, oznajmij to swemu słudze! A Pan rzekł: Przybędzie.

(12) A Dawid rzekł: Czy wydadzą obywatele Keili mnie i moich wojowników w ręce Saula? A Pan odpowiedział: Wydadzą.

(13) Wstał wtedy Dawid wraz ze swoimi wojownikami w liczbie około sześciuset mężów i wyszli z Keili, i tułali się tu i tam. Gdy zaś doniesiono Saulowi, że Dawid umknął z Keili, zaniechał wyprawy.

 

Kontekst jest taki. Filistyni najechali Keilę i zaczęli już plądrować gumna. Dawid przyszedł z odsieczą i po oswobodzeniu mieszkańców osiadł w mieście. Ale Dawid dowiaduje się, że zamierza go oblec Saul, który chce go zabić. Dawid pyta więc Boga, czy mieszkańcy wydadzą go Saulowi. Bóg odpowiada: „Wydadzą”. Tu przypomnijmy słowa Lutra: „Jeżeli Bóg wie o czymś naprzód, to to dzieje się z konieczności”. Jeśli Luter miał rację, to Dawid został wydany na śmierć Saulowi. Tymczasem Dawid, usłyszawszy „wydadzą”, po prostu wyjechał z miasta zanim przybył Saul. Co się wówczas stało? Saul w ogóle nie wyruszył – mimo że Bóg zapowiedział: „Przybędzie”. Dlaczego Saul nie wyruszył? Bo Dawid dokonał wolnego wyboru i opuścił zagrożone miejsce. Gdyby Dawid był Lutrem albo Kalwinem, uznałby, że jeśli Bóg o czymś wie naprzód, to to się musi z konieczności wydarzyć, a wola ludzka nie ma żadnego znaczenia. I zostałby w mieście, bo wiedzy uprzedniej Boga nie da się umknąć. Wtedy Saul by przybył, a mieszkańcy wydaliby Dawida na śmierć.

 

Owszem, są wyroki Boże, których nie można odmienić, np. królowanie Nowego Jeruzalem. Żadna siła tego wyroku nie zmieni, bo Bóg takiej zmiany przedwiecznie nie chce. Chce natomiast przedwiecznie zmiany grzesznika, by się nawrócił (2 Ptr 3:9). Problem w tym, że Luter rozciągał te niezmienne wyroki Boże na wolą każdej osoby, jakoby Bóg nią sterował ku zbawieniu lub potępieniu, odbierając jej wolność wyboru. Jak wyżej widać, Luter był po prostu zwiedziony.

 

Bóg ingeruje w losy świata. Zatem zmienia przyszłość, ponieważ każda zmiana świata dziś, czyni go innym jutro i w wieczności. Przez modlitwy można wyprosić u Boga ingerencję w losy osób. Zmiana losu osoby zmienia przyszłość. W ten sposób jedna wysłuchana modlitwa zmienia świat. Bóg wciąż kształtuje przyszłość, wie, co chce ukształtować (jaka ona ma być). Bóg widzi przyszłość, ale ponieważ wciąż ingeruje w bieg zdarzeń, po każdej ingerencji widzi ją w jakimś stopniu zmienioną. Przed decyzją Dawida o opuszczeniu Keili Bóg widział go jako wydanego na śmierć Saulowi. Po decyzji Dawida Bóg widział inny wariant jego przyszłości jako bieżący. Bóg zna przyszłość, ale nie w sensie jednego nagranego filmu, który siłą rzeczy jest niezmienny i los każdej filmowej postaci jest przesądzony przed projekcją. Bóg zna przyszłość w sensie każdego możliwego wariantu przyszłości, jak to widzimy w 1 Sm 23:7-13. Może ingerować, aby po każdej ingerencji widzieć przyszłość nieco inaczej. Skoro Bóg dał ludziom wolność woli, to znaczy, że zadecydował, by tak właśnie było. Osobiste wybory poszczególnych osób są ingerencją w przyszłość. Na przykład rok temu Nowak miał dobrą wolę i żywą, czynną wiarę, więc rok temu Bóg widział przyszłość z Nowakiem w Nowym Jeruzalem. Potem jednak Nowak został zwiedziony np. przez kobietę i został z Kościoła wyłączony. Odtąd Bóg widział przyszłość z Nowakiem w gehennie. Po roku Nowak opamiętał się, porzucił nierządnicę i wrócił do Kościoła w prawdziwej pokucie. Odtąd Bóg widzi przyszłość z Nowakiem w Nowym Jeruzalem. Zauważmy jednak, że w tym wszystkim niezmienne jest istnienie w przyszłości Nowego Jeruzalem. Bóg tak ingeruje, tak kieruje sprawami, żeby było i Nowe Jeruzalem i wszystkie inne obietnice dane jako niezmienne. Natomiast obecność poszczególnych osób w przyszłości Bóg uzależnił przed wiekami od ich własnej woli, którą sam im nadał w naturze stworzenia. Jeśli z własnej woli stajemy się Ciałem Chrystusa, czyli Kościołem, to w tym sensie Bóg znał nas przedwiecznie w Chrystusie. W przeciwnym razie Bóg nie przyznaje się do nas i mówi w Chrystusie: "Nie znam was, idźcie ode mnie precz wy, którzy czynicie bezprawie". Mówi do tych, których znał w sensie wiedzy, ale nie zna ich jako swoich wybranych. Bo już nimi nie są. Gdy więc Paweł pisze, że Bóg nas poznał, trzeba to dobrze zrozumieć. Dopóki jesteśmy w Chrystusie, Bóg nas zna w Nim przedwiecznie jako zbawionych. Ale jeśli potem bardziej umiłujemy rozkosze grzechu niż Boga, Bóg już nas przedwiecznie w Nim nie zna.

 

Luter o uczynkach:

 

Wiara, która jest wypełnieniem wszystkich przykazań, obficie usprawiedliwi wszystkich, którzy ją posiadają, tak że do sprawiedliwości i pobożności poza nią więcej nie potrzebują” (Luter - O wolności chrześcijanina)

 

Widzimy zatem, że chrześcijanin, aby być pobożnym, do żadnego się nie musi uciekać uczynku, a jeśli uczynek nie jest konieczny, to nie ulega już żadnej wątpliwości, że chrześcijanin nie jest związany zakonem, ani żadnymi przepisami; jeśli zaś nie jest związany, to jest wolny.” (Luter - O wolności chrześcijanina)

 

Czyste są to bowiem drwiny, gdy oto [Erazm] powiada tak: "Z owoców ich - mówi Pan - poznacie ich" (Mat. r.7, w.20). Owocami nazywa uczynki, i mówi o nich, że są one "nasze". A one przecież nie są nasze, jeżeli wszystko dzieje się z konieczności. (...) I odwrotnie, jeżeli robimy to, co naszym jest zwane, to w takim razie sami sobie zrobiliśmy oczy, sami sobie zrobiliśmy ręce i sami sobie zrobiliśmy nogi, jeżeli naszymi są zwane oczy, ręce, nogi. Nie! owszem jest tak, jak mówi Paweł: "Cóż mamy, czegośmy nie otrzymali"? (I Kor. r.4,w.7.) Czy więc powiemy, że albo one nie są nasze, albo, że przez nas samych zostały zrobione ? Wyobraź więc sobie, że owoce są nazwane naszymi, ponieważ my je zrobiliśmy; to gdzie pozostaje łaska i Duch? Boć nie mówi przecież: "Z owoców, które w małej tylko cząstce są ich, poznacie ich". To są raczej owe śmieszne, zbędne, daremne, niedorzeczne, owszem głupie i nienawistne drwiny, którymi słowa Boże zostają skalane i zohydzone.” (Luter - O niewolnej woli)

 

Widać więc jasno, że Luter uważał owoce dobrych uczynków za spełniane z konieczności (w sensie braku wolności woli i sterowania). Zaprzeczał temu, że owoce uczynków są spełniane przez chrześcijan na zasadzie współdziałania z Bogiem (1 Kor. 3:9), bycia sługami obciążonymi obowiązkami (por. Łuk. 17:7-10), których uczynki, trud i wytrwałość Pan ocenia (Obj. 2:2,5), a nie wykonuje zamiast nich. I cytat z innej części tej samej książki:

 

Na odwrót, z drugiej strony, jeżeli Bóg w nas działa, to odmieniona przez Ducha Bożego i łagodnie przezeń pobudzona wola znów, z czystej ochoty i skłonności i z własnej pobudki chce i czyni” (Luter - O niewolnej woli)

 

Należy to interpretować przez pryzmat poprzedniego cytatu. Ta myśl Lutra to źródło protestanckiego zwiedzenia, że jak nie mamy ochoty danego czynu wykonać, to znaczy, że Duch nie chce, byśmy wykonali. Nasza ochota jest znakiem woli Ducha, a właściwie jest zdalnym sterowaniem. W ten sposób każde niskie chcenie zostaje przez Lutra uznane za chcenie Ducha. Skoro mam chcenie, to znaczy, że Duch chce. Skoro mam niechęć (np. niechęć do przyodziania nagiego), to znaczy, że Duch nie chce. W ten sprytny sposób to człowiek decyduje, ale odpowiedzialność zrzuca na Ducha.

 

W rzeczywistości w człowieku są dwa rodzaje chcenia: niższe i wyższe. Niższe to np. chcenie uniknięcia wyrwania zęba, bo wyrywanie boli. Jednocześnie występuje chcenie wyższe, oparte na wiedzy i rozumie: muszę wyrwać, bo będzie bolało dłużej, wda się zakażenie i mogę umrzeć. U normalnych ludzi wola wyższa, czyli wola rozumu, pokonuje w takich przypadkach wolę niższą, czyli wolę ciała, instynktu. Ale gdybyśmy wmówili takiemu człowiekowi, że on nie ma się kierować wolną wolą, rozumem i wiedzą co jest dobre, a tylko wewnętrzną chęcią lub niechęcią dawaną rzekomo przez Ducha, to ten człowiek porzuciłby wniosek wiedzy i rozumu, że wyrwanie zęba jest dobre, a zamiast tego pokierowałby się „wolą Ducha”, czyli chęcią uniknięcia wyrwania zęba. Zamiast pójść do dentysty żyłby z bólem zęba. W końcu wdałoby się zakażenie. Tak właśnie nauka luteranska sprawia, że człowiek porzuca korzystanie z wolnej woli, odrzuca wiedzę z przykazań i rozum do stosowania ich, a kieruje się tylko „Duchem”, czyli swoją chęcią lub niechęcią. Jaki jest skutek? Luter napisał:

 

Bądź grzesznikiem, grzesz mocno (esto peccator et pecca fortiter), ale wierz i raduj się tym bardziej w Chrystusie, zwycięzcy grzechu, śmierci i świata. Podczas tego życia musimy grzeszyć. Właściwe jest, że przez miłosierdzie Boga znamy Baranka, który gładzi grzechy świata. Grzech nie oddzieli nas od Niego, nawet jeślibyśmy popełnili tysiąc morderstw i tysiąc cudzołóstw dziennie” („Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, II, s.37 – Cf. op. cit., s. 439).

 

Głos sumienia Luter uważał za sztuczki Diabła. W takiej sytuacji radził, że należy:

 

więcej pić, uprawiać hazard, zabawiać się, a nawet popełnić jakiś grzech pomimo gniewu i nienawiści do diabła, aby uniemożliwić mu danie sposobności do niepokojenia naszych sumień jego sztuczkami. Cały Dekalog powinien być wymazany z naszych oczu i naszych dusz, z nas samych, którzy jesteśmy tak prześladowani i dręczeni przez diabła” (M. Luther, „Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, Berlin, 1825-1828 – Cf. op.cit., s.199-200)

 

Luter o sobie:

 

Ja zaś, który – żyjąc jako mnich nienagannie – czułem się wobec Boga grzesznikiem z pełnym niepokoju sumieniem i nie wierzyłem, że będę mógł go przebłagać jakimkolwiek zadośćuczynieniem z mej strony, nie tylko nie kochałem, ale wręcz nienawidziłem sprawiedliwego i karzącego grzeszników Boga i jeśli nie bluźniąc w cichości, to w każdym razie głośno szemrząc oburzałem się na Boga mówiąc: jakby nie dość było, że nieszczęśni grzesznicy na wieki zgubieni są przez grzech pierworodny i przytłoczeni wszelkiego rodzaju nieszczęściami przez przykazania dekalogu, Bóg przez ewangelię pomnożył jeszcze cierpienie i przez ewangelię grozi nam swoją sprawiedliwością i gniewem. Miotałem się tak i srożyłem w swym wzburzonym sumieniu, jednak nie przestawałem zaciekle roztrząsać tego miejsca z listu Pawła, pragnąc za wszelką cenę dowiedzieć się, co on chciał tam powiedzieć. Wreszcie, rozmyślając dniem i nocą, dostrzegłem za sprawą miłosiernego Boga właściwe powiązanie i sens owych słów: ‘Sprawiedliwość boża objawia się w ewangelii, jako napisane jest: Sprawiedliwy z wiary żyje’ (Rzym. 1,17). I wtedy zacząłem rozumieć, że sprawiedliwość boża to ta, dzięki której sprawiedliwy żyje z daru bożego, mianowicie z wiary, i zrozumiałem, że sprawiedliwość boża objawiona przez ewangelię to owa sprawiedliwość bierna...” (http://konserwatyzm.pl/artykul/10624/protestancka-formula-sola-fide/)

 

Podkreślmy słowa: „nie kochałem, ale wręcz nienawidziłem sprawiedliwego i karzącego grzeszników Boga” oraz „przytłoczeni wszelkiego rodzaju nieszczęściami przez przykazania dekalogu”. A zatem sam Luter twierdził, że jego nauka zrodziła się z jego nienawiści do Boga i Dekalogu. Zestawmy to z tym oto cytatem, gdzie Luter pisze o sobie:

 

Czy Luter nie wydaje ci się być ekscentrykiem? Tyle razy ile nad tym się zastanawiam, myślę, że jest Bogiem. W przeciwnym razie, jak jego pisma lub jego imię mogłoby mieć moc przemieniania żebraków w panów, uczniów w doktorów (nauk), oszustów w świętych, szlamu w perły!” (Ed. Wittenberg, 1551, t.IV, s.378 - Cf. op. cit., s.190).

 

Jakie były owoce nauki Lutra o biernej sprawiedliwości? (Napisano, po owocach poznacie ich).

 

Jestem człowiekiem narażonym i uwikłanym w społeczeństwo, rozpustę, cielesne odruchy, zaniedbania i inne niepokoje, do których dodane są te wynikające z mojego urzędu” („Briefe, Sendschreiben und Bedenken”, ed. De Wette, I, s.232 – Cf. op. cit., s.198).

 

Niech przykładem będzie też żona Lutra, zbiegła zakonnica Katarzyna, która po jego śmierci musiała wraz z dziećmi z czegoś żyć, a nie bardzo miała z czego. Skoro dobre uczynki nie mają znaczenia dla zachowania zbawienia, a wręcz stoją w opozycji do wiary, to czemu luterański lud miałby składać się na Katarzynę Luter? Wprawdzie elektor przyznał jej zapomogę, ale były problemy z wypłacaniem, bo Katarzyna pisała listy do króla Danii z prośbą o wsparcie. Ten nie od razu zgodził się przyznać jej pensję.

 

Luter zdążył ujrzeć owoce swej nauki:

 

Pod rządami papiestwa ludzie byli przynajmniej miłosierni i nie trzeba było używać siły, by otrzymać jałmużnę. Teraz, pod rządami Ewangelii [tzn. nauki Lutra], zamiast dawać – okradają się i można by rzec, że nikt nie uzna, że coś ma, dopóki nie weźmie w posiadanie własności swojego sąsiada.” (źródło: https://pl.wikiquote.org/wiki/Marcin_Luter)

 

Po tym jak zrozumieliśmy, że dobre uczynki nie są konieczne dla usprawiedliwienia, staliśmy się znacznie bardziej opieszali i oziębli w czynieniu dobra... i jeżeli moglibyśmy wrócić do starego stanu rzeczy i jeżeli nauka o konieczności dobrych uczynków dla bycia świętym mogłaby ożyć, to nasza żwawość i zdecydowanie w czynieniu dobra byłyby inne” („Werke”, Weimar ed., XXVII, s. 443 – Cf. op. cit., s. 441).

 

Po ogłoszeniu naszej nauki ludzie oddali się rabunkowi, kłamstwu, oszustwu, rozpuście, pijaństwu i wszelkim innym nałogom. Wypędziliśmy diabła (papiestwo), a siedem gorszych weszło” („Werke”, Weimar ed., XXVIII, s.763 – Cf. op. cit., s.440).

 

Wniosek: kto będzie szedł drogą Lutra, w tego wejdzie siedem gorszych diabłów. Wiara w Pana Jezusa z Jego przykazaniami, a nie pogarda dla uczynków, którymi On warunkuje dar nieśmiertelności – oto jedyna Droga.

 

Katolicyzm wymagał reformacji, mianowicie powrotu do kształtu z pierwszych trzech wieków, ale Luter tej reformacji nie dokonał. Luter stworzył sektę czerpiącą z neoplatonizmu i gnostycyzmu (mistyka niemiecka), która z biegiem lat podzieliła się na wiele innych sekt, które sektami będą dopóty, dopóki nie zerwą z Lutrem i nie powrócą do czystej Ewangelii. Każda osoba i każdy pojedynczy zbór może reformować siebie, bo któż zabroni drugiemu pójść za prawdą.

 

Kto przeczy wolności woli, odrodzeniu ciała i duszy człowieka, odnawianiu się w duchu umysłu na obraz Chrystusa, aby coraz bardziej obfitować w miłości i jej uczynkach i kto przeczy, że uczynki odrodzonych są warunkiem zmartwychwstania do życia – ten przeczy Ewangelii i rzeczywiście jest protestantem. Kto natomiast wierzy przeciwnie, ten nie jest protestantem, tylko chrześcijaninem.

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 1

 

Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 3

 

 



poniedziałek, 24 lipca 2017

Archiwum

O moim bloogu

Przemyślenia związane z chrześcijańską wiarą w kontekście otaczającej nas rzeczywistości.

O mnie

Mam na imię Jakub. Bliżej mam do czterdziestki niż do trzydziestki.
Kiedy zapisuję swoje rozważania na tematy związane z chrześcijańską duchowością i dzielę się nimi, jestem dodatkowo zmotywowany, żeby równać do przedstawionych treści. Do stanu uczniowskiego samozadowolenia jest mi daleko.

jakub_73@poczta.fm

stat4u
refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl