Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 778 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Czynniki determinujące a wolność woli

poniedziałek, 09 października 2017 21:28

 

Niektórzy uważają, że jeśli człowiek ma motyw do jakiegoś chcenia, to ten motyw wyklucza wolną wolę. Przykład: głód jest motywem pójścia do sklepu po żywność, a skoro wola pójścia do sklepu jest zdeterminowana głodem, to wyklucza to wolną wolę.

Czy to poprawne rozumowanie?

Niepoprawne. Choć z jednej strony głód determinuje chęć pójścia do sklepu, to rozum może w swej wolności myślenia determinować inną chęć, np. chęć głodówki (przykład: strajk głodowy). Wówczas na wolę wpływają dwie wiodące chęci: chęć jedzenia (pójścia do sklepu) i chęć postu. Wolność woli polega na tym, że rozum może ocenić, która chęć jest lepsza, i sprawić, by ta chęć stała się wolą człowieka (postanowieniem, dążeniem). Innymi słowy, to człowiek w swej wolności decyduje, któremu czynnikowi determinującemu ulegnie na poziomie woli.

Na wolę wpływa wiele bodźców, zachęt, motywów, a wolność woli polega na tym, że człowiek może ocenić, które są dobre, a które złe, które lepsze, a które gorsze. Może ocenić, czy te, które są lepsze dla niego, są zarazem gorsze dla innych. Jeśli tak, to może ocenić, NA ILE te lepsze dla niego są gorsze dla innych. Może ocenić, na ile suma tego, co dobre dla niego, jest wyższa od sumy tego, co gorsze dla innych. Dzięki posiadaniu rozumu może różne wiarianty ważyć i uznawać za lepsze lub gorsze, dla niego i innych, dla przeszłości, teraźniejszości i przyszłości (nie wszystko, co było dobre wczoraj, jest dobre dzisiaj i nie wszystko, co jest dobre teraz, jest dobre w przyszłości). Na tym polega wolność woli, że człowiek może ocenić czynniki determinujące i wybrać lepsze lub gorsze dla siebie, dla ogółu, dla wczoraj, dzisiaj i jutra.

Gdy ktoś twierdzi, że motyw (np. głód) wyklucza wolną wolę, to świadczy to o tym, że nie rozumie, czym jest wolność woli. Jeszcze raz: wolność woli polega na tym, że człowiek może ocenić, czy dany motyw jest dobry, czy zły, który motyw byłby lepszy, a który gorszy. I dopiero ta jego ocena determinuje decyzję, np. czy pójdzie do sklepu kupić żywność. A zatem to nie motyw determinuje jego decyzję, tylko jego wolna wola (wolna, tzn. zdolna osądzić i chcieć zgodnie z osądem). Wolna wola jest jakby sędzią. Wpływają na nią różne czynniki determinujące, różne argumenty prokuratora i adwokata, wypowiedzi świadków i oskarżonego, a mogą być i łapówki. Jeśli sędzia wyda wyrok sprawiedliwy, sam jest niewinny. Jeśli natomiast osądzi niesprawiedliwie, bo oskarżonego np. lubi, może z nim sypiał, albo jeśli przyjmie łapówkę, to ów sędzia jest winny i ponosi za to odpowiedzialność. Twierdzić, że wola nie jest wolna, bo wpływa na nią motyw, to twierdzić, że sędzia musiał zasądzić na korzyść oskarżonego, bo oskarżony podał argument. Rzecz w tym, jaki to był argument, a nie że był. Adwokat podał niejeden argument, ale prokurator też podał niejeden. Rzecz w tym, jakie kto podał argumenty. Sędzia rozważa, kto podał najlepsze argumenty, dowody. Jak już powiedziano, wolność woli polega na tym, że człowiek może rozważać czynniki determinujące i wybierać lepsze, a odrzucać gorsze lub odwrotnie. Jeśli sędzia chce być sprawiedliwy, zasądzi na korzyść tego, kto podał najlepsze argumenty, dowody. Podobnie wola ludzka, jeśli chce być sprawiedliwa, będzie wybierała to, co w świetle rozumu lepsze, tak aby nie krzywdzić, tylko w jak największym zakresie i stopniu uszczęśliwiać. A jeśli chce być niesprawiedliwa, będzie wybierała to, co gorsze dla ogółu, a co docześnie lepsze dla niej. Jej wolność polega na tym, że nikt jej nie zmusił do takiego czy innego zasądzenia. Ona sama osądziła czynniki determinujące, czy są dobre, czy złe. I dlatego jest odpowiedzialna przed Bogiem i zda sprawę z tego, czy starała się sądzić sprawiedliwie, czy nie.

A jeśli ktoś argumentuje, że dla osób wychowanych w złu osąd ich woli jest niemożliwy, bo nie znają dobra, to jest to oczywiście nieprawda. Zdolność do odróżnienia dobra od zła wynika z posiadania rozumu. Sumienie to osąd rozumu. Zwierzęta nie mają sumienia. Dlaczego? Bo nie mają rozumu. Każdy zdrowy umysłowo człowiek rozumie, że jak coś boli jego, to i drugiego. Jeśli więc rozumie, że dobre jest to, że nie jest krzywdzony i to, co prowadzi do jego szczęścia, to tym samym rozumie, że dobre jest to, że ktoś inny nie jest krzywdzony. Umie więc odróżnić dobro od zła. Rozumie, że górną granicą dobra jest to, by nikt nie był krzywdzony, a wszyscy uszczęśliwiani. Rozumie, że dobrem jest to, by dążyć do tej górnej granicy, a złem jest opadanie w dół.

Zasadna jest obawa, że ludzie, którzy roją sny o braku wolności woli, po prostu wybrali ciemność dla chwilowej doczesnej korzyści (Jn 3:19-21 !). A ponieważ słusznie boją się śmierci i odpowiedzialności za swoje czyny, chcą wszystko zwalić na innych. Gnostycy ośmielili się nawet bluźnić Stwórcy, obwiniając Go o to, że nie dał ludziom wolności woli i dlatego zło jest koniecznością. Więcej o tym tutaj:

http://refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl/id,363313334,title,Tertulian-w-obronie-wolnosci-woli,index.html

 

 

 
 
 
chwilowo
 
chwilowo
 
Transliteration
 
No Internet Connection
 


Tertulian w obronie wolności woli

wtorek, 03 października 2017 10:12


Luter i Kalwin negowali wolność woli człowieka, jego zdolność do osądzania i wybierania między dobrem a złem. Kalwinizm jest rozwinięciem poniższych stwierdzeń Lutra:

„Co można wymyślić, co byłoby w nas tak wolne, iż mogłoby stać się inaczej, aniżeli On uprzednio wiedział, albo obecnie czyni. Sprzeczna jest przeto diametralnie uprzednia wiedza i wszechmoc Boga z naszą wolną wolą. (...) I ta - powiadam - wszechmoc i uprzednia wiedza u samych podstaw obalają dogmat o wolnej woli.” (Luter - O niewolnej woli)

„Paweł mówi bowiem o ludziach, których porównuje z gliną, Boga zaś przyrównuje do garncarza. Nieskuteczny zaiste i bezsensowny jest, i daremnie przytoczony zostaje ten przykład, jeżeli nie oznacza tego, że nasza wolność jest niczym.” (Luter - O niewolnej woli)

„Następnie [wierzymy], że nic nie dzieje się inaczej jak tylko za Jego wolą, a to jest rzecz, którą przyznać musi sam rozum, który też zarazem zaświadcza, że nie może w ogóle być wolnej woli w człowieku albo w aniele, czy w jakimkolwiek stworzeniu.” (Luter - O niewolnej woli)

Luter zaprzeczał więc istnieniu wolności woli u ludzi i aniołów. Skoro nie może być wolnej woli w aniele, to znaczy, że zdaniem Lutra pewien anioł stał się szatanem nie z własnej woli, tylko z Bożego przeznaczenia. W ten sposób Luter ogłosił, że Bóg jest szatanem. Kto bowiem stworzyłby anioła tylko w celu kierowania jego wolą tak, by był szatanem, ten sam byłby szatanem. Na szczęście to Luter był oskarżyciem Boga, a nie Bóg diabłem.

Jeśli anioł stał się szatanem nie z własnej woli, tylko rzekomo z woli Bożej, i jeśli część ludzi nie otrzymuje nigdy łaski zbawienia też ponoć z woli Bożej, a nie własnej, to siłą rzeczy druga część aniołów i ludzi jest zbawiona również bez udziału własnej woli, a tylko z woli Bożej. Stąd wzięła się kalwińska nauka, że łaska jest nieodparta, czyli że człowiek nie może odmówić łasce i nie może jej utracić (nauka o nieutracalności zbawienia). Kalwin w Refutacji dowodzi:

"Paweł nie mówi, że dana jest nam zdolność do chcenia, lecz że sama wola jest w nas tak ukształtowana [Flp 2:13], że od nikogo innego jak tylko od samego Boga wychodzi zgoda, czyli posłuszeństwo właściwie ukształtowanej woli."

"Ponieważ jednak łaska Boża jest tak skuteczna, że przezwycięża wszelki opór, a my, którzy byliśmy nieskłonni stajemy się posłuszni, wobec tego to nie my wyrażamy zgodę".

Pytano kalwinistów: Dlaczego więc Bóg nie chce udzielić łaski nawrócenia wszystkim? Dlaczego nie steruje wolą wszystkich ludzi ku zbawieniu? Ich odpowiedzi są albo wymijające (tajemnica), albo ukazują Boga jako ciemność, antymiłość. Tymczasem Pismo Święte daje odpowiedź godną Boga, który jest Miłością. Otóż kłamstwem diabelskim jest, że Bóg nie chce. Bóg chce zbawienia wszystkich ludzi: "który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących" (1 Tym. 4:10); "ileż to razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz zgromadza pisklęta swoje pod skrzydła, a nie chcieliście" (Łuk. 13:34). Słowa "nie chcieliście" jasno tłumaczą, dlaczego nie wszyscy będą zbawieni. Jak to możliwe, że Bóg chciał, a oni nie chcieli? Skoro chciał, to powinien nagiąć wolę ludzi, żeby i oni chcieli. Dlaczego nie nagiął? Jest tylko jedno wytłumaczenie: dar wolności woli. Woli zdolnej do wyboru między dobrem (Pan Jezus), a złem (nieposłuszeństwo). I choć Bóg przede wszystkim pragnie, by człowiek miał życie, to jednak nie chce tego, jeśli człowiek miałby być automatem. Gdyby Bóg odebrał człowiekowi wolność woli, wówczas człowiek nie mógłby kochać Go naprawdę. Miłość nie jest możliwa bez dobrowolności, bez zdolności do własnego rozumowania, wnioskowania, chcenia i wybierania. Dlatego wolność woli jest darem fundamentalnym, który jest nienaruszalny nawet w obliczu złego wyboru człowieka. Bóg woli zaakceptować samobójczy wybór człowieka niż odebrać mu wolność woli (bez której człowiek nie byłby obrazem i podobieństwem Boga, nie byłby jego dzieckiem). Dlatego ludzki wybór – jaki by nie był – nie ogranicza woli Boga, nie zaprzecza Jego wszechmocy czy suwerenności.

Jakie jest źródło nauki Lutra i Kalwina?

"Hermogenes, Marcjon i gnostycy odrzucali wolność woli człowieka. Takie stanowisko mogło prowadzić jednak do zakwestionowania odpowiedzialności człowieka za jego czyny, słuszności dokonywania osądów, wyznaczania nagród i kar, a ciężar winy przenosiłoby nawet na samego Boga71. Tertulian nigdy nie kwestionował aspektu wolitywnego w człowieku i podkreślał zdolność duszy do wolnego osądu i wyboru. Szczególnie dał temu wyraz w Adversus Marcionem II 5-9. Wolność woli, według Kartagińczyka, należy do naturalnych władz duszy72 i jest jednym z czynników warunkujących Boże podobieństwo w człowieku" [Adam M. Filipowicz, CIAŁO – ŹRÓDŁO GRZECHU CZY POWÓD DO CHWAŁY W ŚWIETLE POGLĄDÓW TERTULIANA]

Kim był Marcjon? Marcjon był najpierw chrześcijaninem, synem biskupa. W 144 r. został wyłączony z Kościoła z powodu poglądów gnostyckich. Nauczał, że Bóg Starego Testamentu jest wprawdzie Demiurgiem (tzn. budowniczym) świata materialnego i ludzkich ciał, ale nie jest Bogiem najwyższym, początkiem wszystkiego. Według Marcjona istnieje dwóch Bogów: Bóg Starego Testamentu i Bóg Nowego Testamentu. Ten pierwszy Bóg stworzył jedynie ciało i psychikę człowieka, ale nie ukrytą w duszy iskrę (zwaną też duchem), która rzekomo nie ma początku, bo wyemanował ją ponoć ten drugi Bóg. Pierwszy Bóg jest gniewny i sprawiedliwy, ale nie jest Bogiem miłości. Jezus, zdaniem Marcjona, objawił się w ciele pozornym i nie był synem Boga Starego Testamentu, tylko nieznanego i ukrytego Boga najwyższego, Boga miłości. Fragmenty Pisma Świętego, które świadczyły przeciwnie, Marcjon przekręcał lub usuwał ze swego kanonu. Według niego zbawienie polega na wyzwoleniu ludzi od władzy i woli Jahwe, który rzekomo steruje ludźmi tak, że wszystko czynią z konieczności, a nie z wolnej woli (tak też nauczał Luter). Winę za grzechy ludzi ponosi więc Stwórca, dlatego jest zły i żadne starania w posłuszeństwie Jemu nie mają sensu. Te nauki są charakterystyczne dla wszystkich nurtów gnostycyzmu. Według Marcjona Chrystus zbawia gnostyków od gniewu i nieubłaganej sprawiedliwości Jahwe, a zatem Syn Boży jest antytezą Boga Starego Testamentu. Ciekawe, że podobna antyteza występuje w luteranizmie i kalwinizmie, gdzie wprawdzie nie naucza się o dwóch Bogach, ale o dziwnym rozdwojeniu Stwórcy, jakby chodziło o dwóch. Protestancki Bóg jest z jednej strony gniewny i żąda krwi, a z drugiej miłosierny. Miłosierny wysyła sprawiedliwemu Jezusa jako ofiarę, aby złagodzić jego gniew. Sprawiedliwy żąda przestrzegania prawa moralnego (nie krzywdź) pod groźbą potępienia, natomiast miłosierny zwalnia ponoć od tego obowiązku i potępienia, posługując się Jezusem. To brzmi jak dwóch Bogów Marcjona. Wygląda to jak przeszczepienie gnostycyzmu na grunt chrześcijański w taki sposób, by było to dla chrześcijan strawne. W gnostyckich dwóch Bogów mało kto by uwierzył, w rozdwojonego Boga luterańskiego uwierzyć łatwiej.

Jaka jest prawda o odkupieniu? Czy rzeczywiście rozdwojony Bóg wysłał sam sobie Syna na ofiarę, żeby złagodzić swój gniew? Co mówi Ewangelia? Aby zrozumieć sens odkupienia, trzeba zrozumieć udział Diabła w upadku. Ofiara Jezusa była konieczna nie dlatego, że gniewna połowa Boga żąda krwi, a miłosierna połowa żądanie spełnia, tylko dlatego, że Diabeł żąda prób, i to prób aż do śmierci (Hioba 2:4-5). Diabeł żąda prób nie z pozycji kogoś równego Bogu, ale jako anioł. Bóg jest tak dobry, że obdarzył aniołów i ludzi wolnością woli, która pozwala samodzielnie wnioskować, osądzać, pozwala więc na dialog z Bogiem, a nawet spór. Na sporne twierdzenia Diabła patrzyli aniołowie, którzy tak jak on mają wolność woli i tak jak on mogli się zbuntować. Bóg nie chce aniołów i ludzi przymuszać do posłuszeństwa bez dania im szansy na zrozumienie istoty rzeczy. Takie działanie prowadziłoby do buntu. Bóg chce ich przekonać. Dlatego pozwala Diabłu, by się skompromitował, czyli pozwala mu dowodzić swych racji. Dlatego Bóg nie powstrzymał Diabła w Edenie. Pismo mówi, że Diabeł jest oskarżycielem ludzi (Obj. 12:10). Bóg natomiast wie, że człowiek jako dzieło Boże jest dobry (Rdz. 1:31), a zatem zdolny, by w wolności swej woli wybrać osobowe Dobro, Boga. Zdolny, by chcieć dobrze i z pomocą Ducha Świętego dobrze czynić. I choć Diabłu udało się zwieść naszych prarodziców w Raju i zasugerować aniołom, że ludzie są dziełem nieudanym, a Bóg nieudolnym Stwórcą, to stało się tak dlatego, że Adam i Ewa byli jeszcze niedoświadczeni. Nie znali srogości zła, nie widzieli jego skutków, więc trudno tu mówić o w pełni świadomym wyborze. Jezus stał się człowiekiem, aby odwrócić to, co zepsuł Adam. Aby posłuszeństwo ludzi wobec Diabła zamienić w posłuszeństwo Ojcu. Nieprzypadkowo apostoł Paweł nazwał Jezusa "ostatni Adam" (1 Kor. 15:45). Skoro więc pierwszy Adam mimo kary śmierci wybrał głos Diabła i nieposłuszeństwo Ojcu, to ostatni Adam mimo kary krzyża wybrał posłuszeństwo. Stąd kluczowa rola śmierci Chrystusa. Posłuszeństwo Syna Człowieczego aż do śmierci - to miał udowodnić wszystkim Jezus Chrystus. Diabeł uważał przeciwnie: człowiek jest dziełem złym, bo nie zachowa posłuszeństwa do śmierci, o ile się go odpowiednio podejdzie. Pierwszy Adam dał się skusić Diabłu mimo kary śmierci. Ostatni Adam mimo kary krzyża nie dał się Diabłu skusić. Pierwszy Adam upadł przez drzewo. Ostatni Adam zbawił przez drzewo krzyża tych, którzy pójdą za Nim. W ten sposób Chrystus wykazał rację Boga, a jednocześnie obnażył Diabła jako grzesznika, który nie tylko rzuca na ludzi oszczerstwa, ale też jest zabójcą, bo zabił bezgrzesznego Syna Człowieczego. Udowodnienie winy Diabła kończy jego spór z Bogiem. Odtąd Diabeł jest osądzony i wie, że mało ma czasu. Odtąd jest dla wszystkich aniołów jasne, że ludzkość powinna zostać wyjęta spod władzy Diabła i przyznana właściwemu Królowi. To znaczy ci, którzy w wolnosci swej woli zechcą odrodzić się jako odnowiona ludzkość z nowego Adama przez Chrzest w wodzie i w Duchu Świętym. A nie tylko się odradzają, ale walczą o to, by trwać w tym odnowieniu przez posłuszeństwo przykazaniom Jezusa, który jest osobowym Słowem Ojca. Walczą, a w razie błędów żałują i korygują swe postępowanie, by walczyć z grzechem dalej. To dzieło odkupieńcze Jezusa zostało zapowiedziane już w Raju. Bóg zapowiedział Diabłu:

Rodz. 3:15, BG
(15) Nieprzyjaźń też położę między tobą i niewiastą, i między nasieniem twoim, i między nasieniem jej; to potrze tobie głowę, a ty mu potrzesz piętę.

Nasieniem niewiasty jest Jezus Chrystus. Diabeł miał Go ukąsić w piętę zabijając na krzyżu. Tyle że ta pięta rozgniotła mu głowę. Zapowiedziano tutaj Diabłu, co się stanie. Najwidoczniej uznał, że to raczej on zetrze głowę nasieniu niewiasty, a nie ono jemu. Próby, jakim był później poddawany Syn Człowieczy, świadczą o tym, że Diabeł zrobił wszystko co mógł, by wykazać, że Stwórca się myli.

A zatem zbawienie polega na wyzwoleniu ludzi nie tyle od gniewu i sprawiedliwości Stwórcy, jak chciał Marcjon, Luter i Kalwin, ale na wyzwoleniu od władzy Diabła, grzechu i śmierci, tak aby ludzie żyli według sprawiedliwości, którą ogłosił Pan Jezus. Kto ten plan zbawienia stworzył? Bóg objawiony w Starym i Nowym Testamencie. Byłoby absurdem sądzić, że Bóg planując zbawienie myślał tak: rozgniewam się tak bardzo, że tylko przelana krew mój gniew uśmierzy. Czy godzi się tak myśleć o Bogu? Bunt Diabła świadczy o tym, że Bóg musiał planować tak: niektórzy aniołowie będą oskarżać ludzkość i żądać wypróbowania jej na śmierć, a ja im na to pozwolę, aby prawda o wierności Syna Człowieczego aż do śmierci na krzyżu obnażyła ich i utwierdziła wszystkie byty duchowe w wierności Bogu na wieki. I choć pierwszy Adam z powodu niedoświadczenia ulegnie Oskarżycielowi i Kusicielowi, to ostatni Adam poprzez próbę na śmierć oskarżenie obali. I choć pierwszy Adam wtrąci ludzkość pod władzę Oskarżyciela, któremu dam władzę nad śmiercią (Hbr 2:14), to ostatni Adam uwolni ludzkość od władzy Oskarżyciela i śmierci, a także od grzechu, który jest pretekstem Diabła do zabijania ludzi.

Pismo Święte o tym, że z powodu upadku Adama ludzkość znajduje się pod władzą Diabła:

Dzieje Ap. 26:18, BW
(17) Wybawię cię od ludu tego i od pogan, do których cię posyłam,
(18) Aby otworzyć ich oczy, odwrócić od ciemności do światłości i od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów i przez wiarę we mnie współudziału z uświęconymi.

Pismo o tym, że śmierć Jezusa wcielonego niszczy Diabła i odbiera mu władzę nad ludźmi:

Hebr. 2:14-15, UBG
(14) Ponieważ zaś dzieci są uczestnikami ciała i krwi, i on także stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła;
(15) I aby wyzwolić tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie podlegali niewoli.

Na tym polega wyzwolenie, zbawienie. Widać tu, że zniszczenie Diabła dokonało się przez śmierć Jezusa (w. 14). Śmierć Jezusa jest w tym sensie odkupieńcza, że niszczy ona Diabła i śmierć i przez to wyzwala ludzi od jego mocy. Więcej o tym, że ofiarna śmierć Jezusa niszczy Diabła:

Jana 12:31-33, BW
(31) Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz władca tego świata będzie wyrzucony [tzn. po ukrzyżowaniu niewinnego Jezusa - J.].
(32) A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę.
(33) A to powiedział, by zaznaczyć, jaką śmiercią umrze.

1 Jana 3:8, UBG
(8) Kto popełnia grzech, jest z diabła, gdyż diabeł od początku grzeszy. Po to objawił się Syn Boży, aby zniszczyć dzieła diabła.

Kol. 2:15, UBG
(15) I rozbroiwszy zwierzchności i władze [diabelskie], jawnie wystawił je na pokaz, gdy przez niego [tj. Bóg przez Jezusa] odniósł triumf nad nimi.

Podobieństwo dwóch Bogów Marcjona z Bogiem lutersko-kalwińskim dotyczy nie tylko kwestii odkupienia, ale przede wszystkim kwestii wolności woli. Zarówno Demiurg Marcjona, jak i Bóg Lutra steruje ludźmi tak, że wszystko dzieje się ponoć z konieczności. Demiurg Marcjona poskąpił ludziom wolności woli, tak też Bóg Lutra.

„Jeśli bowiem, jeden człowiek, chociażby nie wiedzieć w jakiej mierze był człowiekiem prywatnym, nie może w obliczu Boga chcieć inaczej, jak tylko zgodnie z tym, jak nim pokieruje Bóg, to to samo trzeba będzie powiedzieć o wszystkich ludziach.” (Luter - O niewolnej woli)

Gdyby Luter miał rację, znaczyłoby to, że to nie człowiek jest sprawcą grzechu, tylko Bóg, który sprawia w istotach chcenie i wszystkimi steruje. Wniosek mógłby być tylko jeden, i byłby to wniosek gnostycki: Stwórca NIE jest dobry. Brak wolności woli to właśnie by oznaczał. Wygląda to tak, jakby Luter podprowadzał ludzi do tegoż bluźnierczego wniosku, tak żeby sami wywnioskowali, że Stwórca nie jest dobry. To Jezus jest dobry, bo rzekomo uwalnia ludzi od możliwości potępienia za łamanie sprawiedliwości, której żąda gniewny Bóg Starego Testamentu. Stąd już tylko krok od uznania, że Chrystus przyszedł od innego Boga (zgodnie z nauką gnostyków), od Boga "miłości" (tzn. bezkarności). Porównajmy naukę Lutra z zarzutami, które stawiał Stwórcy gnostyk Marcjon. W książce "Przeciw Marcjonowi" Tertulian (II/III wiek) przytacza następujące oskarżenia:

"5.1. A teraz co się tyczy wszystkich kwestii, "o psy szczekające" na Boga prawdziwego, które Apostoł precz wyrzucił36! Oto macie kości naszej argumentacji, które obgryzacie. Jeżeli Bóg jest dobry i przewidujący przyszłe i możliwe do odwrócenia zło dzięki swojej potędze, to dlaczego dopuścił, aby człowiek (...) popadł w śmierć, oszukany przez diabła?
2. Jeżeli bowiem [Bóg] jest dobry, skoro nie chciał, by do tego doszło, i przewidujący, bo nie był nieświadomy, że się to stanie, i mogąc to oddalić dzięki swej potędze to jakże mogło dojść do tego przy tych trzech warunkach Bożego Majestatu? A jeżeli się to stało, to absolutnie nie można uwierzyć, by Bóg był dobry. Przeciwnie, ani nie przewidujący, ani nie potężny. Gdyby Bóg był taki, dobry i przewidujący, to do czegoś takiego by nie doszło. A o ile to się stało, to znak, że Bóg takim nie jest."

I odpowiedź Tertuliana na te gnostyckie oskarżenia:

"3. W odpowiedzi na to trzeba wpierw wybronić w Stworzycielu te cechy, które są poddawane w wątpliwość. Mówię mianowicie o dobroci, o uprzedniej wiedzy i o potędze, i nie będę się długo rozwodził o tym artykule, skoro wyprzedza mnie definicja samego Chrystusa: że trzeba wyprowadzić dowód z czynów38. Dzieła Stworzyciela świadczą o obydwu i o dobroci Jego, bo powiedział, że są dobre, jak to wykazaliśmy oraz o potędze, dzięki której dokonał tak wielkich dzieł, stwarzając świat z niczego (...).
4. Wreszcie choćby dlatego są tak wielkie, bo dobre i dlatego Bóg jest tak potężny, że wszystko od Niego i dla Niego, stąd również wszechpotężny. A cóż powiem o uprzedzającej wiedzy, skoro tylu jest na nią świadków, ilu posłał Proroków? Chociaż na co tytuł wiedzy przewidującej u Stwórcy wszechrzeczy, który oczywiście wszystko uprzedzając, naprzód wiedział i przewidująco rozporządził wszystkim? Pewnie, że jeśliby nie przewidział swoją wiedzą nawet przekroczenia, nie ustanowiłby sankcji pod groźbą śmierci.
5. Jeżeli więc były w Bogu te możliwości i dane, dzięki którym nie mogło i nie powinno nic złego człowieka spotkać, a mimo to spotkało, popatrzmy i na kondycję człowieka, czy przez nią raczej to się nie stało, co nie mogło się stać z powodu czy przez Boga. Widzę, że Bóg stworzył człowieka wolnym i w jego sądzie, i w woli, i w możności wyboru, a nie spostrzegam żadnego innego podobieństwa do Boga i Jego obrazu jak właśnie ten stan i tę formę40 [Marcjon i gnostycy odrzucali wolność woli człowieka. Tertulian przeciwnie, w wolności woli człowieka dostrzegał największe podobieństwo do Boga. - przypis 40].
6. Przecież nie wyraża podobieństwa do Boga ani twarz, ani linie ciała - tak przeróżne u rodzaju ludzkiego, ale ta istota, którą otrzymał od samego Boga, to jest dusza, którą naznaczony jest na kształt Boga, bo ona zapewnia mu wolność jego sądu i możność wyboru. Ten właśnie stan człowieka potwierdziło samo nawet Prawo wówczas przez Boga ustanowione.
7. Bo nie nakładałby Prawa temu, który by nie miał możności rozporządzania sobą w sprawie posłuszeństwa Prawu. Ani zagrożenia śmiercią nie nakładałby za przekroczenie Prawa, gdyby nie mógł przypisać człowiekowi zlekceważenia Prawa z jego wolnej woli. To samo znajdziesz i w późniejszych Prawach Stwórcy, kładącego przed człowiekiem dobro i zło, życie i śmierć41. i nie inaczej jest w całym porządku dyscypliny rozłożonym według przykazań, gdy woła, gdy grozi, gdy doradza dając do wyboru wolnej woli człowieka posłuszeństwo albo wzgardę.
6.1. Już z tego rozumiemy, żeśmy skonstruowali twierdzenie na temat wolnej władzy człowieka nad jego wolą, aby to, co zdarzy się jemu, nie było zarzucane Bogu lecz jemu samemu, więc i ty już odtąd nie oponuj, że człowiek nie powinien być tak ukształtowany, skoro wolność i możność wyboru sądów miała być dla niego zgubną. Ja natomiast z góry będę bronił tego, że tak powinien zostać ukształtowany, aby tym mocniej wykazać, że tak został ustanowiony i to ustanowiony godnie Boga, przez wskazanie tej ważkiej przyczyny, która wpłynęła, że tak został ustanowiony. Dobroć Boga i Jego mądrość będą patronowały również temu ustanowieniu, a one zgadzają się we wszystkim u Boga naszego.
2. Albowiem ani rozum nie jest rozumem bez dobroci, ani dobroć bez rozumu nie jest dobrocią, chyba że w przypadku boga Marcjona, dobrego irracjonalnie, jak pokazaliśmy42. Należało, by Bóg był poznawalny. A to jest dobre i oczywiście racjonalne. Wypadało, aby ten, kto poznaje Boga, był kimś godnym. A co można tak godnego wymyśleć, jak nie obraz i podobieństwo Boga?
3. A to bez wątpienia jest dobre i racjonalne. Wypadało przeto, by obraz i podobieństwo Boga było obdarzone wolną wolą i możnością swego wyboru, na której to wolności i możności sam przez się obraz i podobieństwo do Boga zasadza43. A do tego sama istota człowieka jest przystosowana, aby był takiego stanu, mianowicie wolny w wyborze i władzy nad sobą, dzięki tchnieniu Boga. Inaczej bowiem jakżeby to wyglądało, aby człowiek posiadający władzę nad całym światem nie miał najpierw władzy nad swoim rozumem i nie królował nad nim on jako pan nad innymi, sługa samego siebie?
4. Masz więc do uznania i dobroć Boga na mocy godności i mądrość widoczną w Jego rozporządzeniach, teraz wskażemy na samą dobroć, która użyczyła człowiekowi tak wielkiego daru, mianowicie wolności wyboru, a czego innego wybroni dla siebie Jego rozum w ustanowieniu czegoś podobnego. Bo z natury jedynie Bóg jest dobry. Ten bowiem, który jest bez początku, posiada coś nie z ustanowienia, ale z natury. Człowiek zaś, który istnieje całkowicie z ustanowienia, mając początek, otrzymał wraz ze swym początkiem kształt, w którym istnieje, i tak nie jest przeznaczony na dobrego z natury, ale z ustanowienia, bo nie ma tego z siebie, by być dobrym, ponieważ z natury nie jest nastawiony na dobro, mianowicie na czynienie dobra.
5. Aby przeto człowiek miał za swoje dobro, przyznane mu przez Boga, i żeby dobro było w człowieku prawie naturalną właściwością, przypisane mu zostały z bożego ustanowienia, jakby płatnik44 dobroci otrzymanej od Boga, wolność woli i możność wyboru. Potrzebne są do czynienia dobra z ochotą, jako własność, bo tego wymagała i racja dobroci, to jest działania z własnej woli, z wolnego wyboru, bez konieczności służalczego ulegania przepisom, aby człowiek stawał się bez reszty dobry; pewnie, że z ustanowienia Bożego, ale już z własnej woli, jakby z właściwości swojej natury, i stąd, by sprzeciwiał się złu - bo i oczywiście Bóg przewidywał, aby okazał się człowiek mocniejszy, właśnie jako wolny i panujący nad sobą. Gdyby bowiem był pozbawiony tego prawa i dobro czynił nie ze swej woli, ale z konieczności [na zasadzie przymusu - J.], zło uzurpowałoby sobie w przyszłości moc nad nim poprzez służebną jego słabość, tak iż i w czynieniu złego, i dobrego byłby sługą.
6. A więc cała wolność wyboru udzielona mu została na obydwie strony, aby się okazywał stale panem samego siebie tak w ochotnym zachowaniu dobra, jak i w dobrowolnym unikaniu zła. Bo i z innej strony wypadało, aby człowiek postawiony na sądzie Boskim okazał się sprawiedliwym na mocy zasług swojej woli, oczywiście wolnej.
7. Zresztą ani zapłaty za dobro, ani kary za zło nie można by wypłacać słusznie i sprawiedliwie człowiekowi, który by się okazał dobrym lub złym z konieczności, a nie wolnej woli. A i Prawo ustanowione zostało na to, by nie wykluczało wolności, lecz ją aprobowało przez nagrodę za posłuszeństwo okazywanemu dobrowolnie lub przez karę za przekroczenie go z własnej woli. Tak w obydwu skutkach ujawniła się wolność wyboru. Przeto jeżeli w udzieleniu człowiekowi wolności woli okazuje się dobroć i mądrość Boga, nie wypada przesądzać na podstawie faktów, pominąwszy pierwszą definicję dobroci i mądrości jaka musi być ustalona przed każdym traktatem, że należało Bogu tak nie postanawiać, ponieważ inaczej wyszło niż Bogu przystało, ale po rozważeniu, że tak powinien był ustanowić, badać pozostałe tajemnice, z zachowaniem tego, co zostało rozważone.
8. Zresztą łatwo jest stykającym się z upadkiem człowieka, natychmiast, zanim przejrzą jego położenie, przenieść winę na Stwórcę za to, co się wydarzyło, bo nie do zbadania jest sam rozum Stwórcy. Wreszcie i dobroć Boża oglądana u początku dzieł Jego wykaże, że nic złego nie mogło wyniknąć z dzieł Bożych, a i wolność człowieka po przebadaniu okaże się raczej winą tego, co sama popełniła.
7.1. Po tym uściśleniu wszystko w Bogu ocalało: i natura dobroci i rozumne rozporządzenia i zasób wiedzy uprzedzającej i potęga. Powinieneś jednak wymagać od Boga i najwyższej powagi, i szczególnej wierności w każdym Jego postanowieniu, abyś zaprzestał pytać, czy coś mogło stać się bez woli Boga. Utrzymując bowiem, że Bogu należy przyznać powagę i wierność w Jego dobrych i racjonalnych rozporządzeniach, nie będziesz się dziwił ani temu, że Bóg nie wkroczył przeciwko tym wypadkom, których nie chciał dopuścić, aby zachować te, które chciał.
2. Jeżeli bowiem raz zezwolił człowiekowi na wolności wyboru i możności działania i na to, jak wykazaliśmy, godnie przystał, to oczywiście pozwolił i na korzystanie z nich na mocy samego autorytetu postanowienia. A na korzystanie o tyle, o ile jest to w Nim, według Niego, to jest według Boga, to znaczy na dobro. Któż bowiem pozwoli na coś przeciwko sobie? Jeśli natomiast chodzi o człowieka, to zgodnie z poruszeniami jego wolności - któżby bowiem mu tego nie udzielił, skoro już raz przystał na używanie tego - zezwolił, ażeby zgodnie z duchem i rozumem swoim do woli tego używał. A więc było to konsekwentne, aby Bóg odstąpił od wpływania na wolną wolę raz człowiekowi udzieloną, to jest by zatrzymał w sobie i przewidującą wiedzę i wybiegającą naprzód swoją potęgę, przez które mógłby przeszkodzić45, nawet gdyby człowiek przypadkiem popadł w niebezpieczeństwo, zaczynając źle używać swojej wolności46.
3. Jeżeliby bowiem przeszkodził, targnąłby się na wolność woli, na którą zezwolił i rozumem swoim, i dobrocią. Wreszcie przypuść, że przeszkodził, załóż, że odebrał mu wolność woli, na przykład odwołując go od drzewa i powstrzymując węża kusiciela od spotkania z niewiastą47. Czyżby Marcjon nie wykrzyknął: O, jaki to próżny Pan, jaki niestały, jaki niewierny, bo odwołuje to, co ustanowił? Po co zezwolił na wolną wolę, jeżeli teraz ją odwołuje? Dlaczego odwołuje, jeżeli jej udzielił? Niech [Marcjon] wybiera, gdzie Go posądzić o błąd: w ustanowieniu, czy w odwołaniu?
4. Czyżby wtedy nie okazał się bardziej oszukany z powodu braku przewidującej wiedzy, gdyby sprzeciwił się? A gdyby niejako nie wiedział, co z tego wyniknie i zezwolił, któż by Mu tego nie wytknął? Ale jeżeli przewidział swoją wiedzą, że człowiek źle użyje Jego postanowienia, to co jest tak godne Boga jak przeogromna powaga i wierność jakimkolwiek postanowieniom? Zobaczyłby człowiek, gdyby na złe nie roztrwonił to, co na dobre otrzymał. Byłby dłużnikiem winnym Prawu, którego nie chciał słuchać, a nie Bóg, bo czyż Prawodawca robiłby krzywdę Prawu swojemu, nie pozwalając na wypełnienie jego przepisów?
5. Mając zamiar jak najgodniej wygłosić to na pochwałę Stwórcy, gdyby sprzeciwił się wolnemu wyborowi sądu człowieka na mocy opatrzności i potęgi, jakiej od Niego wymagasz, teraz sobie poszemraj na Stworzyciela, co użył ogromnej powagi, potęgi i wierności w swoich postanowieniach tak dobrych, i tak racjonalnych.
8.1. Dla życia jedynie stworzył człowieka, a nie dla prawego życia w stosunku do Boga i do Jego Prawa48. A więc udzielił mu sam życia, czyniąc go duszą żyjącą49, natomiast polecił mu żyć sprawiedliwie, napominając go do słuchania Prawa. Przeto człowieka nie stworzył na śmierć Ten, który teraz pragnie go wskrzesić do życia, skoro woli pokutę grzesznika niż jego śmierć50.
2. A więc, jak Bóg wprowadził człowieka do stanu życia, tak człowiek ściągnął na siebie stan śmierci, i to nie przez słabość jak i nie przez nieświadomość, aby tu czegoś nie przypisano Stwórcy51. Bo choć ten, co uwiódł, był aniołem, to ten, co został skuszony, był wolnym i panem siebie samego i wyraźniejszym od anioła obrazem i podobieństwem Boga, bo otrzymał tchnienie ducha w materię, który stanowi aniołów, jak powiedziano: "Jako swych posłów używasz duchy, jako sługi - ogień i płomienie"52. Przecież nie poddałby wszechrzeczy pod panowanie człowiekowi słabemu i nie większemu od aniołów, którym niczego takiego nie poddał.
3. Tak również nie nałożyłby mu ciężaru Prawa - jeżeli Prawo jest ciężkie - gdyby nie był zdolny do jego udźwignięcia. Ani nie przystąpiłby do wydania nań wyroku śmierci, gdyby wiedział, że będzie się mógł od niego uchylić z tytułu słabości. Wreszcie ani nie obdarzyłby możnością panowania nad sobą, ani wolnością woli słabego, ale raczej ich brakiem, dlatego tegoż człowieka, tęże substancję duszy, tenże stan Adama, ta sama wolność woli i możność panowania nad sobą uczyniła dziś zwycięzcą nad tymże diabłem, gdy rządzi on sobą, okazując posłuszeństwo Prawu Bożemu." [Tertulian, Przeciw Marcjonowi II 5-8]

 

 

 
 
 
Jezus
 
Jezus
 
Transliteration
 
No Internet Connection
 


Gwiezdne przeznaczenie a kalwinizm

piątek, 08 września 2017 21:19

 

Jakie jest źródło kalwińskiej nauki o przeznaczeniu? Nie jest nim Biblia, ponieważ apostolska nauka o przeznaczeniu nie ma w swej istocie nic wspólnego z predestynacją kalwińską. Kalwińska nauka o przeznaczeniu mówi, że Bóg odwiecznie wybrał Kowalskiego do zbawienia, a Nowaka do zatracenia i dlatego Nowakowi nie dał środków do zbawienia. Według kalwinizmu Nowak nie jest gorszy od Kowalskiego i mógłby być zbawiony obok tamtego, gdyby tylko Bóg zechciał udzielić mu łaski - ale nie zechciał. A więc kalwiński Bóg jest ciemnością. Może zbawić, ale nie chce. Swą bezwzględnością przypomina raczej bóstwa gwiezdne, a nie Pana Jezusa, który jest osobowym objawieniem Ojca.

 

Chrystus powiedział: "Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy są do ciebie posłani. ILE RAZY CHCIAŁEM zgromadzić twoje dzieci, tak jak kokoszka gromadzi swoje kurczęta pod skrzydła, A NIE CHCIELIŚCIE!"

 

Bóg kalwiński mówi natomiast: Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków, ja was zgromadzić NIGDY NIE CHCIAŁEM i właśnie dlatego zabijaliście proroków i zbawienia nie chcieliście.

 

To nie jest miłosierny Bóg. To bóstwo gwiezdne.

 

Tak więc nietrudno zrozumieć, że źródłem kalwińskiego przeznaczenia jest pogaństwo, kult gwiazd. To, co przypisywano bóstwom gwiezdnym, przypisano później jedynemu Bogu. Przypisano oszczerczo. Jak to się stało? Grecy podbijając imperia i ludy przejmowali różne wierzenia i idee. To pobudzało ich do rozważań. Powstawały sekty, szkoły filozoficzne, kierunki myślenia. Jednym z przykładów jest hinduizm, z którego przeszczepiono do Grecji wiele wierzeń, np. reinkarnację. Horoskopem skażeni byli Grecy, ale i Żydzi. Poniżej dwa przykłady.

 

Chrześcijański biskup Cypru, Epifaniusz z Salaminy (IV wiek), napisał o greckich stoikach:

 

"Podobnie jak inne sekty, również i on [Zenon, filozof grecki, założyciel stoików - J.] twierdzi, że materia jest współwieczna Bogu, że istnieje przeznaczenie oraz horoskop, który o wszystkim decyduje i na wszystko wpływa. (...) Wprowadzasz przeznaczenie jako przyczynę tego, co zdarza się ludziom i innym bytom. Twoje zmyślanie baśni zostanie obalone w oparciu o jeden argument skrótowo zaprezentowany. Jeśli bowiem powstawanie biegłości, zrozumienia tego, co logiczne i nielogiczne, oraz wszystkiego innego jest wynikiem przeznaczenia, niech przestaną obowiązywać prawa: przeznaczenie bowiem panuje nad cudzołożnikami oraz nad innymi. Raczej zaś karę poniosą gwiazdy stosujące przymus niż ten, kto jest zmuszony dokonać czynu. Ale i w inny sposób jeszcze powiem o tych rzeczach. Niech gnuśnieją diatryby, niech przestaną [działać] sofiści, retorzy oraz gramatycy, lekarze oraz inne umiejętności, a także niezliczona liczba sztuk i rzemiosł. Niech nikt już dłużej nie kształci, skoro z przeznaczenia trafia się ludzkiej naturze zdobywanie umiejętności, a nie z nauki. Jeśli bowiem przeznaczenie uczyniło kogoś wykształconym i uczonym, niech nikt nie uczy się u nauczyciela, lecz niech Mojry przędące nić przeznaczenia biorą wiedzę z natury, zgodnie z mową chełpliwego oszustwa twoich słów" (Panarion 5.3).

 

Ten sam Epifaniusz o żydowskiej sekcie faryzeuszy:

 

"Uznawali oni zmartwychwstanie umarłych, wierzyli w istnienie aniołów i Ducha, nie znali zaś, jak i inni Syna Bożego. Zarówno przeznaczenie, jak i astrologia były wśród nich bardzo rozpowszechnione. (...) Mówiliśmy wiele w innych dziełach, aby obalić argumenty wierzących w horoskop i przeznaczenie, także we wstępie do tego dzieła krótko napisaliśmy przeciwko nim. (...) W jaki bowiem sposób może istnieć jednocześnie sąd i przeznaczenie? Co innego jest konieczne dla obu tych rzeczywistości. Albo skoro istnieje wynikające z urodzenia przeznaczenie, to nie ma sądu, ponieważ ten, który podejmuje jakieś działanie, nie działa sam z siebie, lecz stosownie do koniecznosci, gdyż istnieje przeznaczenie. Albo skoro istnieje sąd i stanowi realne zagrożenie, a prawa wydają sąd i czyniący zło ponoszą karę - zarówno uznaje się sprawiedliwe prawo, jak i absolutną realność sądu Bożego. Wtedy przeznaczenie jest bezczynne i nie ma w ogóle potwierdzenia na jego istnienie.

Wobec tego, że istnieje możliwość grzeszenia i niegrzeszenia, jeden ze względu na grzechy ściąga na siebie karę, drugi zaś ze względu na dobre czyny oczekuje na poprawę. Rozstrzyga się o tym stosownie do różnicy pomiędzy nimi. I można jednym stwierdzeniem własciwie wyrazić zwięzłą prawdę wypowiedzianą przez proroka Izajasza w imieniu Pana, że "jeśli zechcecie i będziecie mi posłuszni, będziecie jeść dobra tej ziemi; jeśli zaś nie zechcecie i nie będziecie mi posłuszni, pożre was miecz. Albowiem usta Pana to powiedziały" [Iz. 1:19-20]. Dlatego dla każdego jest jasne, oczywiste i nie budzi wątpliwości, że Bóg obdarzył wolnością wyboru, On, który osobiście powiedział: "Jeśli chcecie" i "jeśli nie chcecie". Zatem w gestii człowieka jest to, że czyni dobro albo dąży do złych czynów. Dlatego jest w błędzie umysł tych, którzy uznali, że istnieje przeznaczenie z urodzenia, zwłaszcza faryzeuszy." (Panarion 16.2-4)

 

Epifaniusz obala tu przeznaczenie w sensie nieubłaganego wpływu gwiazd na ludzi. Ale czyniąc to posługuje się argumentami obalającymi zarazem przeznaczenie kalwińskie. Gdyby Epifaniusz wierzył w kalwińskie przeznaczenie, nie mógłby argumentować jak wyżej. Poza tym faryzeusze wierzyli przecież w Boga. Jeśli jednocześnie wierzyli w horoskop, to musieli mniemać, że źródłem przeznaczenia jest Bóg, a gwiazdy pełnią rolę pośrednią.

 

Z pogańskiego horoskopu, starszego pewnie niż Babilon, a dalej od Greków, ale też - jak widać wyżej - od Żydów przeznaczenie przejęli gnostycy. Tertulian napisał pismo „Przeciw Marcjonowi”. W polskim wydaniu, w przypisie 40 do Księgi Drugiej czytamy:

 

Marcjon i gnostycy odrzucali wolność woli człowieka. Tertulian przeciwnie, w wolności woli człowieka dostrzegał największe podobieństwo do Boga.”

 

W innym tekście czytamy:

 

Hermogenes, Marcjon i gnostycy odrzucali wolność woli człowieka. Takie stanowisko mogło prowadzić jednak do zakwestionowania odpowiedzialności człowieka za jego czyny, słuszności dokonywania osądów, wyznaczania nagród i kar, a ciężar winy przenosiłoby nawet na samego Boga. Tertulian nigdy nie kwestionował aspektu wolitywnego w człowieku i podkreślał zdolność duszy do wolnego osądu i wyboru. Szczególnie dał temu wyraz w Adversus Marcionem II 5-9. Wolność woli, według Kartagińczyka, należy do naturalnych władz duszy i jest jednym z czynników warunkujących Boże podobieństwo w człowieku” (Adam M. Filipowicz, Ciało – źródło grzechu czy powód do chwały w świetle poglądów Tertuliana)

 

Również gnostycy manichejscy negowali wolność woli. W „Dialogu antymanichejskim”, utworze datowanym na V wiek, czytamy:

 

Manichejczyk powiedział: (Apostoł) Paweł powiedział: „Tych, których wcześniej poznał, tych także przeznaczył” oraz „To on nas wybrał przed założeniem świata”.(...)

Manichejczyk powiedział: (Apostoł) Paweł rzekł: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, lecz czynię zło, którego nienawidzę”. To, gdzie tu jest wolność woli? (...)

Manichejczyk powiedział: Apostoł (Paweł) powiedział na temat faraona: „ponieważ w tym cię ustanowiłem, abym ukazał w tobie moją moc, i aby imię moje głoszone było na całej ziemi a ty mówisz: na co jeszcze narzekasz? A więc lituje się nad tym, nad którym chce i kogo chce czyni zatwardziałym”. Gdzie więc tu miejsce na wolną wolę? („Dialog antymanichejski”; VOX PATRUM 33)

 

Takie było stanowisko gnostyckich manichejczyków. Czytając to ma się wrażenie, że czyta się dzisiejszego kalwinistę. Bardzo ważny jest fakt, że Augustyn z Hippony nawrócił się właśnie z manicheizmu. Należy połączyć to z drugim faktem, że Luter i Kalwin podpierali się autorytetem właśnie Augustyna. W pismach Kalwina cytatów z Augustyna są ogromne ilości. Augustyn wypuścił w świat ogromną liczbę pism, w których zgromadził wiele prawd i mądrości zapisanych w pierwszych trzech wiekach chrześcijaństwa, ale nauczał też błędnie o predestynacji (jak również o wojnach sprawiedliwych, ale to inny temat).Napisał:

 

On pragnie aby wszyscy ludzie zostali zbawieni, powiedziano tak, gdyż rozumie się przez to wszystkich predestynowanych, a wśród nich jest przecież każdy rodzaj ludzi” (O karze i łasce).

 

Tymi słowami Augustyn przypieczętował swój błąd predestynacji. Zaprzeczył, że Bóg chciał zbawienia wszystkich ludzi, a zaprzeczenie wymagało przekręcenia Pisma, które mówi o wszystkich. Według Augustyna „wszyscy” nie oznacza wszystkich, tylko „każdy rodzaj ludzi”. W świetle Pisma Świętego nauka Augustyna jest nie do obronienia.

 

Na efekty błędu Augustyna nie trzeba było długo czekać. Po świecie zaczęły krążyć teksty rozbudowujące tę naukę, również takie, które podszywały się pod Augustyna. Jeden ze zwolenników predestynacji nazywał się Lucidus, był katolickim duchownym (V wiek). Oto jego nauka w punktach (za Podręczną Encyklopedyą Kościelną):

 

1) grzech Adama unicestwił całkowicie wolną wolę w człowieku;

2) współdziałanie z łaską nie przynosi pożytku;

3) wiedza Boska jest zarazem przeznaczeniem człowieka, a zatem grzesznika Bóg gwałtem prowadzi do grzechu (śmierci);

4) Bóg jednych przeznaczył do śmierci, innych do życia;

5) Chrystus nie umarł za wszystkich;

6) nie przeznaczeni do nieba w Chrzcie św. są tylko zewnętrznie odrodzeni, czyli są umarli naprawdę na duszy.

 

Biskup Faustus z Riez i inni napisali do Lucidusa list, wykazując mu błędy. Ten uległ i odwołał swoje nauki w liście do synodu w Arles (475 r.).

 

Gdy zestawimy to wszystko z traktatami Lutra „O niewolnej woli”, „O wolności chrześcijanina” i pismami Kalwina, zrozumiemy z jakich źródeł ci protestanci czerpali (świadomie lub nie). Gnostycy (w tym manichejczycy) głosili wadliwość człowieka, spowodowaną tym, że jego ciało i psychika pochodzą od rzekomo złego Stwórcy (jedynie duch pochodzi od dobrego bóstwa pierwotnego). Z tego wynikał wniosek, że natura człowieka jest nienaprawialna, a zatem odrodzenie i odnowienie jest w doczesności niemożliwe. Zbawienie polegać może jedynie na uśmierceniu ciała i psychiki, a nie na staraniach w odnawianiu ich na obraz Jezusa. Żywa jest tylko iskra w duszy, czyli gnostycki duch, który jest nieśmiertelny, bo rzekomo jest częścią bóstwa pierwotnego, najwyższego. Duchem należy się więc kierować, a nie przejmować się ciałem i psychiką, które rzekomo i tak muszą poważnie grzeszyć i zostać zniszczone na końcu świata. Stąd nauka o tym, że gnostyk w duchu wie, co jest dobre, a co złe, i nie musi ciałem i duszą wykonywać przykazań Stwórcy. Tak luteranina, jak i gnostyka grzech nie może pozbawić życia wiecznego, o ile tylko wierzy. Skoro kierowanie się wolną wolą było sprawą duszy, a ta była ponoć wadliwa z natury i sterowana przez złego Stwórcę i jego gwiazdy, to zrozumiałe jest, dlaczego gnostycy głosili brak wolności woli. A zatem nie należy się kierować swoją duszą-psychiką, rozumną wolą, tylko intuicyjnym duchem, który jest wyrazicielem woli bóstwa najwyższego. Nauka Lutra zawiera właśnie te trzy elementy: 1) nienaprawialne zepsucie człowieka, 2) brak wolności woli (odgórne sterowanie ku zbawieniu lub zatraceniu), stąd 3) negacja roli uczynków w zbawieniu, o ile wynikają z rozumnej woli służenia Stwórcy. Oczywiście nauka Lutra uzasadnia owe trzy elementy nieco inaczej niż gnostycy, ale realizuje gnostycki cel. Celem gnostyckim jest wzbudzenie niewiary w odrodzenie całego człowieka (ciała i duszy), w jego odnowienie, uzdolnienie do sprawiedliwego postępowania, zmartwychwstanie i życie wieczne. Kto uwierzy gnostykom, ten zwątpi w odrodzenie i odnowienie ciała i duszy i w efekcie porzuci starania o to, by z własnej duszy (Ef. 6:6) spełniać przykazania Pana Jezusa (odnawiać duszę na obraz Chrystusa i robić w tym postępy).

 
 
 
horoskop
 
horoskop
 
Transliteration
 
No Internet Connection
 


Dlaczego niektórzy nie wierzą?

piątek, 01 września 2017 18:01

 

Dlaczego ludzie nie wierzą w Ewangelię Jezusa Chrystusa? Czy dlatego, że Bóg nie dał im łaski w sensie wdrukowania im wiary przez nagięcie ich woli, która nie jest wolna - jak twierdzą luteranie, kalwiniści i ich spadkobiercy? Nie. Ludzie odrzucają prawdę sami, dlatego, że sami ją tłumią: "ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę". Tenże fragment osadzony w kontekście:

Rz. 1:16-18, BW
(16)   Albowiem nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy, najpierw Żyda, potem Greka,
(17)   Bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie.
(18)   Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę.

Wiersz 18 mówi, że ludzie tłumią prawdę. Z powodu swej nieprawości. Jeśli ktoś bardzo chce czynić jakąś nieprawość, to z tego powodu będzie z własnej woli tłumił prawdę, która się złu sprzeciwia. Prawda ma w sobie moc ku zbawieniu (w. 16), ale ludzie miłujący nieprawość tłumią tę moc, dlatego nie wierzą. Zobaczmy to na przykładzie objawienia Bożego w dziełach stworzonych. Zamiast dostrzec w nich jednego inteligentnego Stwórcę, poganie woleli stworzyć sobie bogów dopasowanych do własnych złych żądz:

Rz. 1:21,28, UBG
(21)  ...poznawszy Boga, nie chwalili go jako Boga ani mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmiło się ich bezrozumne serce. (...)
(23)  I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobieństwo obrazu zniszczalnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i gadów.
(...)
(28)  A skoro im się NIE SPODOBAŁO zachowanie poznania Boga, wydał ich Bóg na pastwę wypaczonego umysłu, aby robili to, co nie wypada;

Poznali mądrość Boga w dziełach wszechświata i przyrody, ale to poznanie im się nie spodobało, dlatego "nie chwalili go jako Boga ani mu nie dziękowali", tylko stworzyli sobie bogów pozwalających źle czynić. Skoro nie chcieli zachować poznania w sercu, lecz wybrali nikczemne myśli, dlatego "wydał ich Bóg na pastwę wypaczonego umysłu, aby robili to, co nie wypada". Na zasadzie: jeśli wolicie własne nikczemne żądze od prawdy o mnie, to przez wstrzymanie mojego ochronnego działania oddaję was na ich pastwę.

Inny ważny fragment:

2 Tes. 2:9-12, UBG
(9)  Niegodziwiec przyjdzie za sprawą szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów;
(10)  Wśród całego zwodzenia nieprawości wobec tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, by zostali zbawieni.
(11)  Dlatego Bóg zsyła im silne omamienie, tak że uwierzą kłamstwu;
(12)  Aby zostali osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ALE upodobali sobie niesprawiedliwość.

"Nie przyjęli miłości prawdy" (w. 10) - a zatem głoszona prawda (tj. Ewangelia) zawiera w sobie moc miłości, to znaczy rozważanie prawdy wzbudza w człowieku miłość do prawdy (Ewangelii) i Boga. Im więcej przyjmuje się do serca prawdy, tym więcej miłości do Boga i Jego nauki. Ale ponieważ człowiek ma dar wolności woli, dlatego może poznać i przyjąć tę prawdę albo poznać i odrzucić ("nie przyjęli"). Kto jest więc winien grzechu niewiary? Czy Bóg, że ich nie przekonał, czy oni, że nie dali się Ewangelii przekonać?

"...nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie niesprawiedliwość" (w. 12) - mówi Paweł. Dlaczego więc nie uwierzyli? Bo "upodobali sobie niesprawiedliwość".

Cały ten fragment odzwierciedla to, co Pan Jezus powiedział w Jana 3:

Jana 3:18-21, UBG
(18)  Kto wierzy w niego, nie będzie potępiony, ale kto nie wierzy, już jest potępiony, bo nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego.
(19)  A potępienie polega na tym, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie umiłowali ciemność bardziej niż światłość, bo ich uczynki były złe.
(20)  Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie idzie do światłości, aby jego uczynki nie były zganione.
(21)  Lecz kto czyni prawdę, przychodzi do światłości, aby jego uczynki były jawne, że w Bogu są dokonane.

Jak to działa w praktyce? Przykład:

Dzieje 24:24-25, UBG
(24)  A po kilku dniach przyjechał Feliks ze swoją żoną Druzyllą, która była Żydówką. Kazał zawołać Pawła i słuchał go, jak mówił o wierze w Chrystusa.
(25)  A gdy on rozprawiał o sprawiedliwości, powściągliwości i przyszłym sądzie, Feliks PRZESTRASZYŁ SIĘ i powiedział: Teraz już odejdź. Kiedy znajdę czas, każę cię zawołać.

Skoro Feliks się przestraszył, to znaczy, że Ewangelia zaczęła go już przekonywać, że wiara zaczęła wnikać w jego serce. Gdyby Paweł nauczał np. o krasnoludkach mających sądzić ludzi, Feliks by się nie przestraszył, bo w takie bajki by nie uwierzył. Przestraszyć nas może coś, co uznajemy za możliwe, realne. Widać tu, że w mocy Feliksa było uwierzyć w Ewangelię - skoro uwierzył już jej groźbie ("przyszłym sądzie"). Dlaczego jednak jej całej nie przyjął? Jak Pismo wyżej naucza, z powodu tłumienia prawdy przez wybór nieprawości, z powodu upodobania sobie niesprawiedliwości. Tacy ludzie jak Feliks po prostu "umiłowali ciemność bardziej niż światłość, bo ich uczynki były złe". Feliks był na przykład łapówkarzem (Dz. 24:26) i tę ciemność miłował ponad Boga, który stawia warunek: postępuj sprawiedliwie (1 Jana 3:7-8; 2:29).

A oto przykład człowieka ochrzczonego i odrodzonego, który następnie wybiera świat:

2 Tym. 4:10, UBG
(10)  Demas bowiem mnie opuścił, umiłowawszy ten świat, i udał się do Tesaloniki (...)

Kto to był Demas?

Flm 1:23-24, UBG
(23)  Pozdrawiają cię Epafras, mój współwięzień w Chrystusie Jezusie;
(24)  Marek, Arystarch, Demas, Łukasz – moi współpracownicy.

Zauważmy, że apostoł wymienił Demasa przed Łukaszem. I taki człowiek nagle umiłował świat. Kalwiniści na przekór temu twierdzą, że odrodzony nie może wrócić do świata, gdyż jest sterowany przez Boga ku swemu przeznaczeniu w niebie.

A oto jeszcze jeden dowód, że wola jest wolna i realna jest groźba, że wierzący tak się zaniedba, że może później umiłować bardziej złe rozkosze niż Boga:

2 Tym. 3:1-8, UBG
(1)  A to wiedz, że w ostatecznych dniach nastaną trudne czasy.
(2)  Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, bezbożni;
(3)  Bez naturalnej miłości, niedotrzymujący słowa, oszczercy, niepowściągliwi, okrutni, niemiłujący dobrych;
(4)  Zdrajcy, porywczy, nadęci, MIŁUJĄCY BARDZIEJ ROZKOSZE NIŻ BOGA;
(5)  Przybierający pozór POBOŻNOŚCI, ale WYRZEKAJĄCY SIĘ JEJ MOCY. Takich ludzi unikaj.
(6)  Z takich bowiem są ci, którzy wkradają się do domów i usidlają naiwne kobietki obciążone grzechami, wiedzione przez rozmaite pożądliwości;
(7)  Które zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy.
(8)  Jak Jannes i Jambres sprzeciwiali się Mojżeszowi, tak też oni sprzeciwiają się prawdzie, ludzie o wypaczonym umyśle, odrzuceni jeśli chodzi o wiarę.

Wiersz 5 mówi o przybieraniu pozoru pobożności - mowa więc o członkach zborów, bo przecież niewierzący nie stwarzają pozorów pobożności chrześcijańskiej. A zatem nawet członkowie zborów mieli tak bardzo umiłować złe rozkosze (bardziej niż Boga), że WYRZEKNĄ SIĘ MOCY POBOŻNOŚCI. Gdy wierzący chce i stara się być pobożny (postępować po myśli Boga), to Bóg udziela tej pobożności mocy, aby wierzący miał siłę do pokonywania grzechu (złych myśli, żądz, pokus). Reszta zależy od wierzącego. Jeśli taki człowiek zaniedba swe duchowe życie na tyle, że mocno osłabnie i zacznie miłować bardziej jakąś złą rozkosz (np. cudzołóstwo), to takim zamiarem i trwaniem w tym zaprze się mocy pobożności. Oznacza to jednocześnie zaparcie się wiary i brak możliwości korzystania z ofiary Pana Jezusa. Jedynym ratunkiem jest wtedy nawrócenie, skrucha, porzucenie grzechu, złego zamiaru i walka z z nim.

Kolejny fragment:

1 Kor. 10:1-12, UBG
(1)  Nie chcę, bracia, żebyście nie wiedzieli, że wszyscy nasi ojcowie byli pod obłokiem i wszyscy przeszli przez morze;
(2)  I wszyscy w Mojżesza zostali ochrzczeni w obłoku i w morzu;
(3)  Wszyscy też jedli ten sam pokarm duchowy;
(4)  I wszyscy pili ten sam duchowy napój. Pili bowiem ze skały duchowej, która szła za nimi. A tą skałą był Chrystus.
(5)  Lecz większości z nich nie upodobał sobie Bóg. Polegli bowiem na pustyni.
(6)  A to stało się dla nas przykładem, żebyśmy nie pożądali złych rzeczy, jak oni pożądali.
(7)  Nie bądźcie więc bałwochwalcami, jak niektórzy z nich, jak jest napisane: Usiadł lud, aby jeść i pić, i wstali, aby się bawić.
(8)  Nie dopuszczajmy się też nierządu, jak niektórzy z nich się dopuszczali i padło ich jednego dnia dwadzieścia trzy tysiące;
(9)  I nie wystawiajmy na próbę Chrystusa, jak niektórzy z nich wystawiali i poginęli od wężów;
(10)  Ani nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali i zostali wytraceni przez niszczyciela.
(11)  A to wszystko przydarzyło się im dla przykładu i zostało napisane dla napomnienia nas, których dosięgnął kres czasów.
(12)  Tak więc kto myśli, że stoi, niech uważa, aby nie upadł.

W wierszu 2 Paweł nawiązuje do Chrztu w wodzie i w Duchu. Zaś w wierszach 3-4 do Wieczerzy Pańskiej. Sens myśli Pawłowej jest jednoznaczny: mimo że Izraelici byli ochrzczeni w obłoku i morzu, a także spożywali duchowy pokarm i napój (mannę), to jednak Bóg większość z nich odrzucił, bo ulegali złym pożądliwościom. Podobnie my (w. 11), ludzie odrodzeni, mimo że zostaliśmy ochrzczeni w wodzie i w Duchu, mimo że spożywamy duchowy pokarm i napój (Wieczerzę Pańską), możemy zostać odrzuceni przez Boga, jeśli będziemy ulegać złym żądzom (w. 6-12). Gdzie tu miejsce na kalwińską naukę, że ludzie odrodzeni nie mają możliwości, by utracić zbawienie? W powyższym fragmencie Paweł grozi odrodzonym, że mogą zostać odrzuceni przez Boga i uśmierceni - jeśli będą grzeszyć. Tu: bałwochwalstwem, nierządem, wystawianiem Chrystusa na próbę, szemraniem. Jaki byłby sens pisać w ten sposób do Kościoła (do odrodzonych: wiersz 1:2), gdyby ten Kościół nie miał możliwości utraty zbawienia?

Inne ważne stwierdzenie Pawła:

1 Kor. 5:5-7, UBG
(5)  Wydajcie takiego [uporczywego rozpustnika] szatanowi na zatracenie ciała, żeby duch był zbawiony w dniu Pana Jezusa.
(6)  (...) Czyż nie wiecie, że trochę zakwasu całe ciasto zakwasza?
(7)  Usuńcie więc stary zakwas, abyście byli nowym ciastem, jako że jesteście przaśni. Chrystus bowiem, nasza Pascha, został ofiarowany za nas.

Wydać na zatracenie ciała oznacza wyłączyć ze zboru, aby grzesznik znalazł się w mocy Diabła i podlegał karaniu chorobami, a nawet śmiercią (por. 1 Kor. 11:29-32). Wyłączenie ze zboru ma na celu to, "żeby duch był zbawiony w dniu Pana". To znaczy, gdy wyłączony grzesznik odczuje dopust Boży w postaci kar cielesnych, może się skruszy i porzuci grzech (choćby na łożu śmierci). Wtedy, mimo "zbitego" ciała, jego duch będzie zbawiony w dniu Pańskim, kiedy to otrzyma nowe ciało. Nie ma wątpliwości, że ciasto oznacza tu ludzi nowonarodzonych, Kościół. Zakwas oznacza tu grzesznika z jego rozpustą. O czym więc świadczą słowa: "trochę zakwasu całe ciasto zakwasza"? O tym, że ciasto (nowonarodzeni) może się zakwasić (odrodzeni mogą stać się zepsuci), o ile zbór nie usunie grzesznika. Dla Pawła taka możliwość jest oczywistością. Dla kalwinistów - nie. Oni wolą wierzyć, że raz odrodzony - na zawsze odrodzony i raz zbawiony, na zawsze zbawiony. Ale co by z tym ciastem się stało, gdyby nowonarodzeni stali się później rozpustnikami? W tym samym Liście Paweł ich ostrzega:

1 Kor. 6:9-10, UBG
(9)  Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą królestwa Bożego? Nie łudźcie się: ani rozpustnicy (...), ani cudzołożnicy (...) nie odziedziczą królestwa Bożego.

Skoro Paweł napisał "nie łudźcie się", to znaczy, że wśród Koryntian byli tacy, którzy łudzili się, że zbawienie musi trwać niezależnie od uczynków. Byli to protoplaści luteran, kalwinistów itp.

O wierzących wdowach Paweł napisał:

1 Tym. 5:6-15, UBG
(6)  Lecz ta, która oddaje się rozkoszom, jest martwa, chociaż żyje.
(...)
(12)  Ściągając na siebie potępienie, ponieważ odrzuciły pierwszą wiarę.
(...)
(15)  Już bowiem niektóre odwróciły się i poszły za szatanem.

Widać więc jasno, że wierzący, odrodzony człowiek może później z własnej woli oddawać się złym rozkoszom, odrzucając w ten sposób wiarę (zapierając się jej przez uczynki), co jest równoznaczne z odwróceniem się od Boga i pójściem za Szatanem na potępienie ("ściągając na siebie potępienie", w. 12).

Takie zapieranie się wiary Juda określa jako zamienianie łaski na rozpustę:

Judy 1:4, UBG
(4)  Wkradli się bowiem pewni ludzie, od dawna przeznaczeni na to potępienie, bezbożni, którzy łaskę naszego Boga zamieniają na rozpustę i wypierają się jedynego Pana Boga i naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Żeby zamienić łaskę na rozpustę, trzeba najpierw tę łaskę mieć. Skoro ci ludzie ją mieli, to znaczy, że byli w łasce zbawczej. Później wybrali jednak rozpustę zamiast posłuszeństwa łasce.

Dlatego w Liście do Hebrajczyków czytamy:

Hebr. 12:15-17, UBG
(15)  Uważajcie, żeby nikt nie pozbawił się łaski Boga, żeby jakiś korzeń goryczy, wyrastając, nie wyrządził szkody i aby przez niego nie skalało się wielu;
(16)  Żeby nie było żadnego rozpustnika lub bezbożnika jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał swoje pierworodztwo.
(17)  Wiecie przecież, że potem, gdy chciał odziedziczyć błogosławieństwo, został odrzucony. Nie znalazł bowiem miejsca na pokutę, choć ze łzami jej szukał.

Widać tu jasno, że wierzący mogą przez rozpustę (w. 16) pozbawić się łaski Boga (w. 15). Są to rzeczy tak oczywiste przy szczerym czytaniu Nowego Testamentu, że powinny to wiedzieć dzieci. I wiedziałyby, gdyby pozwolono im to czytać i rozumieć tak, jak napisano. Ale nie tego uczy się je w przykościelnych szkółkach. Uczy się je fałszywej łaski, ponieważ luteranizm ma swoje "córki".

 

 



Film "Hiperłaska"

poniedziałek, 14 sierpnia 2017 11:49

 

Choć mogłoby się wydawać, że z USA płynie do nas już tylko neognostyckie zwiedzenie, to poniższy film dowodzi, że są tam jeszcze jakieś wspólnoty chrześcijańskie. Dowodem ich żywotności jest opór przed nauką głoszącą tzw. hiperłaskę. Chodzi oczywiście o fałszywą łaskę, której nie można utracić przez grzechy i brak pokuty. Poniższy film ukazuje spór, ale nie jest to spór wewnątrzchrześcijański. Jest to walka między chrześcijanami (łaska warunkowa) a antychrystami (łaska fałszywa):

Film "Hiperłaska", dwie części:
 
https://youtu.be/sPIlUqj-2Pw
 
https://youtu.be/skCWcbuZerU

 



Parabola o talentach

czwartek, 27 lipca 2017 8:18

 

Mat. 25:14-30, UBG
(14)  Królestwo niebieskie bowiem podobne jest do człowieka, który odjeżdżając, zwołał swoje sługi i powierzył im swoje dobra.
(15)  Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i zaraz odjechał.
(16)  A ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, obracał nimi i zyskał drugie pięć talentów.
(17)  Tak samo i ten, który otrzymał dwa, zyskał drugie dwa.
(18)  Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze swego pana.
(19)  A po dłuższym czasie przybył pan tych sług i zaczął się z nimi rozliczać.

(20)  Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów, przyniósł drugie pięć talentów i powiedział: Panie, powierzyłeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem.
(21)  I powiedział mu jego pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! W niewielu rzeczach byłeś wierny, nad wieloma cię ustanowię. Wejdź do radości swego pana.
(22)  Przyszedł i ten, który otrzymał dwa talenty i powiedział: Panie, powierzyłeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem.
(23)  Powiedział mu jego pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Ponieważ byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię ustanowię. Wejdź do radości swego pana.
(24)  Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent i powiedział: Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem surowym: żniesz, gdzie nie posiałeś i zbierasz, gdzie nie rozsypałeś.
(25)  Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz, co twoje.
(26)  A jego pan mu odpowiedział: Sługo zły i leniwy! Wiedziałeś, że żnę, gdzie nie posiałem i zbieram, gdzie nie rozsypałem.
(27)  Powinieneś więc był dać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie odebrałbym to, co moje, z zyskiem.
(28)  Dlatego odbierzcie mu ten talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów.
(29)  Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i będzie miał w obfitości. Temu zaś, kto nie ma, zostanie zabrane nawet to, co ma.
(30)  A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Chrześcijanin ma być bankierem pożyczającym Boże dobra na procent, aby jego Pan miał zysk w postaci pomnożonego zasobu duchowych wartości. Z chwilą, gdy Bóg udzielił nam łaski w postaci poznania, wiary, miłości i wszelkich darów, stajemy się jego jakby bankierami. Pożyczamy innym te dobra, gdy je głosimy i według nich postępujemy. Pan otrzymuje zysk w postaci poznania, wiary i miłości tych, którzy je od nas otrzymali. A więc ilość talentów pomnożyła się.

W owych czasach, żeby stworzyć dom, gospodarstwo, trzeba było pożyczyć kapitał. Chrześcijanie są bankierami, którzy umożliwiają ludziom zbudowanie duchowego "domu", ponieważ pożyczają im Boże dobra. Apostoł Paweł napisał:

Rz. 15:26-27, UBG
(26)  Spodobało się bowiem Macedonii i Achai wspólnie złożyć się na ubogich świętych, którzy są w Jerozolimie.
(27)  Istotnie, spodobało się im, są też ICH DŁUŻNIKAMI. Jeśli bowiem poganie stali się uczestnikami ich dóbr duchowych, powinni im też usługiwać cielesnymi.

A zatem święci z Jerozolimy udzielili "pożyczki" w postaci dóbr duchowych tym, którzy tych dóbr nie mieli, dlatego "są też ich dłużnikami". Następnie owi dłużnicy postępują według poznania, wiary i miłości, przez co ilość talentów, dóbr duchowych, pomnaża się. Jeśli ilość poznania, wiary i miłości zwiększa się, to tym samym "bankierzy" osiągają zysk dla Pana.

Podobnie tu:

1 Kor. 9:11, TBS
(11)  Jeżeli my posialiśmy wam duchowe dobra, cóż to wielkiego, jeżeli będziemy żąć wasze dobra ziemskie?

Mowa tu o żęciu dóbr ziemskich. Jedną z form plonu dóbr duchowych jest ofiarność materialna, bo wynika ona właśnie z działania w ludziach poznania, wiary i miłości.

Co to znaczy, że należało dać talent bankierom (wer. 27)? Po pierwsze, chrześcijanin głosi grzesznikom (pożycza nie-bankierom) - oznacza to pracę apostolską, ewangelizacyjną wśród pogan, zakładanie zborów; ale też chrześcijańskie życie wśród nich, pełne dobrych uczynków (Mat. 5:16). Po drugie, chrześcijanin udziela się w Kościele (pożycza bankierom, żeby mieli więcej kapitału w celu pożyczania nie-bankierom, czyli grzesznikom) - oznacza to aktywność w zborze, dzielenie się z braćmi (bankierami) tym charyzmatem, jaki kto otrzymał (1 Ptr 4:10). W tym drugim przypadku chrześcijanin, pożyczając innym bankierom (braciom), zamiast pożyczać bezpośrednio nie-bankierom (grzesznikom), przenosi część pracy na innych, ale ma jednak jakiś udział w zdobywaniu zysków dla Pana.

Jeśli chrześcijanin nie korzysta z żadnej z obu możliwości, to nie przynosi zysku, dlatego, o ile w porę się nie uaktywni, zostanie potępiony - naucza Jezus. Aktywność polega na usługiwaniu jedni drugim takim charyzmatem, jaki kto otrzymał. Trzeba rozumieć, że nie każdy otrzymał charyzmat bycia nauczycielem Słowa. Nie chodzi więc o to, żeby na siłę starać się stawać na kazalnicy. Niektóre charyzmaty są powszechne, udzielone wszystkim, a niektóre dane są nielicznym. Każdy więc ma jakiś charyzmat, którym może usługiwać. Chodzi więc o to, żeby tych darów nie zaniedbywać, nie gasić ich przez stawianie im wewnętrznego oporu z powodu np. lęku, wstydu, lenistwa, chciwości itd.

Jak tłumaczył się sługa gnuśny? Twierdził, że bał się swego pana. To znaczy, bał się działać, żeby nie utracić powierzonego talentu. Odpowiada to temu, kto zrezygnował z aktywności w dzieleniu się charyzmatami z obawy przed grzechem i utratą wiary. Np.: nie będę głosił grzesznikom, bo styczność z nimi naraża moją wiarę i świętość (por. z postawą faryzeuszy). Albo: nie będę dzielił się żadnym z moich charyzmatów z braćmi, bo ich postawa może mnie zgorszyć i jeszcze stracę wiarę. Przykładem mogą tu być tacy mnisi-samotnicy z pierwszych wieków, którzy chowali się przez całe życie w pustelniach i przez to nie pomnażali Bożych łask w innych ludziach. Dbali wyłącznie o swój talent, o swoje poznanie i wiarę, o swoją miłość i mądrość, o swoją sprawiedliwość. A Bóg chce, żeby te wszystkie rzeczy pomnażały się także w innych.

Zwróćmy uwagę, że w przypowieści o talentach i minach Bóg w żadnym punkcie życia sługi gnuśnego nie przymusił go do aktywności. Osądził go i potępił wyłącznie na podstawie jednego polecenia. Ów sługa nie otrzymał żadnych dodatkowych potwierdzeń, ponagleń, próśb i gróźb. Bóg pozostawił mu ogrom wolności i czas. Sługa nie wykonał polecenia i został potępiony. Jeśli ktoś dziś uważa, że do spełniania woli Bożej - objawionej przecież w Ewangelii - potrzebuje dodatkowych osobistych objawień niech rozważy los sługi gnuśnego. ("Podzielę się darami, tylko czekam na potwierdzenie od Boga, żeby to nie było z samego mnie". "Jak długo czekasz?" "Sto lat". "A ile miałeś lat, gdy się nawróciłeś?" "Dwadzieścia").

1 Ptr 4:10, UBG
(10)  Jako dobrzy szafarze różnorakiej łaski Bożej usługujcie sobie nawzajem tym darem, jaki każdy otrzyma.

Słowa Piotra rzucają światło nie tylko na przypowieść o szafarzu, który miał dbać o domowników, ale też na przypowieść o pomnażaniu talentów czy min.

Jeden talent srebra w porównaniu z pięcioma to niewiele. Może on oznaczać na przykład bogactwo ziemskie, które ma przecież mniejszą wartość od bogactwa duchowego. Jeśli więc jakiś wierzący otrzymał od Boga bogactwo ziemskie, ale nie otrzymał np. daru proroctwa, nauczania, to można go porównać do kogoś, kto otrzymał zaledwie jeden talent, podczas gdy pozbawiony ziemskich dóbr prorok i nauczyciel ma ich aż pięć. Potwierdzeniem tego, że dostatek materialny może być charyzmatem (czyli darem łaski), jest 9 rozdział 2 Listu do Koryntian, wiersze 8-10:

2 Kor 9:1-15, UBG
(1)  Lecz o posłudze na rzecz świętych nie ma potrzeby, abym wam pisał.
(2)  Znam bowiem waszą gotowość, z powodu której wobec Macedończyków chlubię się wami, że Achaja jest gotowa od zeszłego roku, i wasza gorliwość pobudziła wielu.
(3)  Ale posłałem braci, żeby nasza chluba z was nie okazała się pod tym względem próżna, abyście, jak mówiłem, byli przygotowani;
(4)  I abyśmy, jeśli przypadkiem przybyliby ze mną Macedończycy i zastali was nieprzygotowanymi, nie byli zawstydzeni my – żeby nie powiedzieć: wy – za tak śmiałe przechwalanie się.
(5)  Uważałem więc za konieczne zachęcić braci, aby wcześniej udali się do was i zawczasu przygotowali przedtem obiecany wasz hojny dar, aby był gotowy jako wyraz hojności, a nie skąpstwa.
(6)  Lecz mówię: Kto skąpo sieje, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie.
(7)  Każdy jak postanowił w swym sercu, tak niech zrobi, nie z żalem ani z przymusu, gdyż radosnego dawcę Bóg miłuje.
(8)  A Bóg ma moc udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, obfitowali we wszelki dobry uczynek;
(9)  Jak jest napisane: Rozrzucił, dał ubogim, jego sprawiedliwość trwa na wieki.
(10)  A ten, który daje ziarno siewcy, niech i wam da chleba do jedzenia, i wasze ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości;
(11)  Abyście byli wzbogaceni we wszystko ku wszelkiej hojności, która sprawia, że z naszego powodu składane jest dziękczynienie Bogu.
(12)  Posługiwanie bowiem w tej służbie nie tylko zaspokaja niedostatki świętych, ale też obfituje w liczne dziękczynienia składane Bogu.
(13)  Gdyż przez doświadczenie tej posługi chwalą Boga za to, że jesteście posłuszni wyznawanej przez siebie ewangelii Chrystusa i hojni w udzielaniu im i wszystkim innym;
(14)  A modląc się za was, tęsknią za wami z powodu obfitującej w was łaski Bożej.
(15)  Bogu niech będą dzięki za jego niewypowiedziany dar.

Dlatego wymieniając charyzmaty, Paweł napisał o rozdawaniu:

Rz. 12:6-8, UBG
(6)  Mamy więc różne dary według łaski, która nam jest dana: jeśli ktoś ma dar prorokowania, niech go używa stosownie do miary wiary;
(7)  Jeśli usługiwania, niech usługuje; jeśli ktoś naucza, niech trwa w nauczaniu;
(8)  Jeśli ktoś napomina, to w napominaniu; jeśli ktoś rozdaje, to w szczerości; jeśli ktoś jest przełożonym, niech nim będzie w pilności; jeśli ktoś okazuje miłosierdzie, niech to czyni ochoczo.

I Paweł o chrześcijanach-bogaczach:

1 Tym. 6:17-19, TBS
(17)  Bogaczy teraźniejszego wieku napominaj, aby nie myśleli wysoko o sobie i nie pokładali nadziei w niepewnym bogactwie, ale w Bogu żywym, który nam wszystkiego daje obficie do używania;
(18)  Aby innym dobrze czynili, bogacili się w dobre czyny, byli hojni i chętnie udzielali,
(19)  Zaskarbiając sobie dobrą podstawę przyszłości, dla uchwycenia się życia wiecznego.

Trzeba rozumieć, że dobry uczynek jest aktem miłości. A zatem dobre uczynki, np. w formie pomocy materialnej, są pomnażaniem miłości, talentu. Bogacz obdarowuje kogoś materialnie, a to wzbudza w obdarowanym miłość do Boga: "Tak niech wasza światłość świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili waszego Ojca, który jest w niebie" (Mat. 5:16). Jednocześnie wzbudza miłość do bliźniego.

Bogaczy wymagających napomnienia można z pewnością porównać do posiadacza jednego talentu. Wesprzyj tym talentem innych - mówi Paweł - a przynajmniej Kościół, bo jeśli zakopiesz dar w ziemi, to znaczy wykorzystasz tylko dla zabezpieczenia swojej przyszłości, to zostaniesz potępiony. Napominaj ich Tymoteuszu, by innym chętnie udzielali "zaskarbiając sobie dobrą podstawę przyszłości, dla uchwycenia się życia wiecznego".

Jak widać motywuje groźbą Pan Jezus, motywuje groźbą i Paweł. Życia wiecznego trzeba się trzymać przez odpowiednie postępowanie. Pomnażanie talentów, dobre uczynki.

Tak więc każdy wierzący otrzymał jakieś talenty bądź talent, każdy ma jakiś dar, którym może operować dla pomnażania w ludziach poznania, wiary, miłości, sprawiedliwości itp., które to rzeczy są majątkiem Pana.

 

 



W co wierzył Giordano Bruno?

poniedziałek, 17 lipca 2017 11:56

 

Wielu słyszało o Giordano Bruno jako męczenniku za naukę, ale niewielu wie, o jaką naukę chodziło naprawdę. Gnoza nie jest przecież dla motłochu – uważają propagatorzy Bruno. Jest to ta sama nauka, którą w różnych odcieniach rozsiewały potajemnie sekty gnostyckie już od I wieku istnienia Kościoła. Jej inspiracji dał się skazić Luter i wielu innych. Ma ona swych propagatorów zarówno w rzymskim katolicyzmie (Pseudo-Dionizy, Eckhart, Tauler, z których czerpał Luter), jak i w Prawosławiu. Ta gnostycka nauka jest istotą neoplatonizmu, ale jej obecność stwierdza się w starodawnych religiach Egiptu czy Indii. (Więcej o tym tutaj: Nauka Lutra i jej korzenie - cz. 4).

 

Poniżej fragment artykułu Ryszarda Mozgola pt. "Wysłannik słońca", opubl. w "Zawsze wierni", nr 99, 2007:

 

„W co wierzył Giordano Bruno?

 

(...) Przez całe swoje życie Bruno występował przeciwko nadawaniu boskiego charakteru Chrystusowi, nazywając ironicznie kult Syna Bożego "misterium syryjskim". Dla Bruna Pan Jezus nie był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, a wyłącznie - pojmowaną w antropocentryczny sposób - doskonałą istotą ludzką. W późniejszym czasie arianizm połączony z koncepcjami neoplatońskimi spowodował przyjęcie gnostyckich poglądów ezoterycznych całkowicie zrywających z chrześcijaństwem.

 

Bruno uważał za pewnik celową budowę świata, zawierającą ukryty przed ludźmi (ignorantami i skrupulantami) sens. Jego zdaniem wszystkie byty materialne posiadały swój początek. Ponieważ jednak rozumiał to twierdzenie specyficznie, na sposób gnostycki, bóg filozofa nie był tożsamy z Pierwszą Osobą Trójcy Świętej, ale z Pierwszą Przyczyną kabalistów, która spowodowała działanie uruchamiające lawinę kreacji, ale uczestniczyła w jej kolejnych aktach tylko pośrednio. Pierwsza Przyczyna jest bytem duchowym zawierającym w sobie wszystkie inne byty - powtarzał Bruno za ezoterycznym Hermesem Trismegistosem.. Pogląd zaczerpnięty od antycznych orfików, bliski kabalistom, spowodował postrzeganie wszechświata w kategoriach panteistycznych i monistycznych, jako jednorodną i związaną w jeden system jedność wszystkiego. "A więc jeżeli duch, dusza, życie znajdują się we wszystkich rzeczach i w różnym stopniu wypełniają całą materię, to staje się pewne, że są prawdziwym aktem i prawdziwą formą wszystkich rzeczy. A więc dusza świata jest formalną i kształtującą zasadą wszechświata i wszystkiego, co się w nim znajduje. Twierdzę, że jeżeli Życie znajduje się we wszystkich rzeczach, to dusza jest formą wszystkich rzeczy. I dlatego trwałość jest również właściwą tego rodzaju formie, jak i materii. Jest ona, jak sądzę, jedna dla wszystkich rzeczy" - pisał Bruno. W tym duchu wypowiadał się również jeden z hugenockich ezoteryków doby renesansu, Filip de Mornay (1581): "Bóg jest jeden (...) do Niego jednego należy imię Ojca i Dobrego (...) On jeden i sam w sobie jest Wszystkim; bez Imienia i doskonalszy nad wszelkie imię". Skoro zatem wszystko jest jednym, a jedność wszystkim, to wszystko zawiera w sobie cząstkę Pierwszej Przyczyny, a to z kolei implikuje wieczność całego stworzenia.

 

Bruno utrzymywał, że nie istnieje ścisły podział natury stworzonej przez Boga na duchową i materialną, ponieważ materia, będąc bytem stworzonym, zawiera w sobie pierwiastki kreacji, a więc jest nieśmiertelna. Nieśmiertelny jest w równym stopniu kamień, roślina, zwierzę i człowiek. Obumierając cieleśnie - ulegając erozji, gnijąc, zdychając, umierając - są przekształcani w cyklach kreacji, a nie unicestwienia, ponieważ duchowy pierwiastek zawiera się w monadach tworzących każdy byt. Skoro - w pewnym sensie bliskim metempsychozie (Bruna oskarżano o wiarę w reinkarnację!) - nieśmiertelna jest tak samo mysz, jak Księżyc czy gwiazdy, Bruno poszukiwał zwieńczenia dla swojej koncepcji, które ostatecznie odnalazł w popularnej wtedy astronomii. Niszcząc de facto renesansowy, kopernikański model wszechświata, rozrywając jego regularny i skończony układ, utożsamił największy znany sobie byt (zawierający w sobie wszystkie byty) z bóstwem. Bóstwem był wszechświat - nieograniczony, złożony z nieskończonej ilości układów słonecznych, pojmowanych jako kopie naszego Układu Słonecznego.

 

Zainteresowanie Bruna ówczesnymi odkryciami astronomicznymi wynikało nie tyle z poglądu o słuszności tez Kopernika, ile ze przekonania Bruna o zbieżności jego poglądów religijnych z tezami heliocentrycznymi. Franciszek Yates twierdzi nawet, że Bruno odczuwał wyższość w stosunku do Mikołaja Kopernika, twierdząc, iż kanonik warmiński ujął teorię wyłącznie w formie matematycznych obliczeń, podczas kiedy prawdziwą głębię koncepcji, będącej w istocie tajemnicą zakrytą przed profanami, odkrył dopiero Nolańczyk. Dlaczego Bruno przypisywał tak ważną rolę układowi, w którym Słońce detronizowało Ziemię? Odpowiedzi na to pytanie również poszukiwać należy daleko od dociekań naukowych, zagłębiając się w meandry renesansowego ezoteryzmu. Dla ezoterycznych humanistów i kabalistów neoplatońskich pokroju Marcelego Ficina, Pico delia Mirandoli czy Egidiusza de Viterbo głównym celem poszukiwań intelektualnych było odkrycie pierwotnej religii, objawienia starszego od Biblii, które w XVI w. utożsamiono w tych kręgach z religią starożytnego Egiptu. Naturalna religia ludzi była - zdaniem ezoteryków - kultem symbolicznie skupionym wokół Słońca, światła dającego wieczne życie. Ziemia natomiast utożsamiana była ze Starym i Nowym Testamentem, opresyjną i obcą religią zazdrosnego boga. Heliocentryczna detronizacja Ziemi pojmowana zatem była przez Bruna w kategoriach zakończenia epoki chrześcijaństwa i otwarcia na nowe... Nowym miał być zapowiadany przez Bruna w Londynie powrót do religii dawnych Egipcjan, opisanej przez Pseudo-Apulejusza w Asklepiosie. Przez całe swoje życie Bruno oczekiwał wieszczonego przez siebie końca epoki chrześcijańskiej, tonącej w chciwości i wojnie, oraz nadejścia epoki Hermesa, objawiającej się tryumfem wiedzy i magii.

 

Słoneczny wysłannik - Hermes - był przez Giordana Bruna utożsamiany właśnie z dawną religią egipską. Nie miał nic wspólnego z konkretnym bóstwem panteonu helleńskiego, natomiast bliski był postaci z dialogu Pseudo-Apulejusza. Wysłannik słońca, nazywany przez Bruna Hermesem lub Merkurym, był w koncepcji religijnej włoskiego filozofa istotą wielokrotnie zsyłaną na ziemię przez Pierwszą Przyczynę w celu wydobycia niektórych ludzi z "osłowatości". Do korowodu "Merkurych" , idących przez historię ludzkości, Bruno zaliczał Platona, Apulejusza., Jezusa i .... siebie. Rolą Giordana Bruna - "Merkurego" czy "Kapitana" (tego pojęcia używał w inkwizycyjnym więzieniu w Rzymie) - było zjednoczenie wszystkich skłóconych religii w jedną religię uniwersalną i sprowadzenie wiecznego pokoju na całą ludzkość.

 

Wbrew zapewnieniom składanym przez samego filozofa przed trybunałem Świętej Inkwizycji, trudno znaleźć punkty wspólne pomiędzy koncepcjami Giordana Bruna a doktryną Kościoła katolickiego. Poglądy Nolańczyka wywracały cały porządek teologiczny chrześcijaństwa. Stworzony przez Pierwszą Przyczynę wszechświat miałby być zarazem bóstwem ("natura jest Bogiem w rzeczach"), co przekreśla ostatecznie możliwość istnienia osobowego Boga. Trójca Święta z punktu widzenia koncepcji Bruna była dogmatem całkowicie nie do zaakceptowania, ponieważ łączyła w sobie (mieszała) elementy nieograniczonego absolutu (Boga) z niedoskonałą materią (Synem Bożym). Dogmat o podwójnej naturze Jezusa Chrystusa Bruno odrzucał z odrazą, porównując bluźnierczo naturę Drugiej Osoby Trójcy Świętej do mitologicznego centaura, kreatury nieudanej i nieszczęśliwej. Z punktu widzenia panteizmu i monizmu Bruna prawda teologiczna o grzechu pierworodnym przestaje odgrywać jakąkolwiek rolę, eliminując zarazem potrzebę odkupienia ludzkości przez Syna Bożego. Konsekwentnie Jezus Chrystus był wyłącznie człowiekiem o specjalnych, magicznych zdolnościach ("Merkurym"), a grzech, potępienie i piekło stanowią wyłącznie kreację teologiczną, istniejącą tylko w głowach wyznawców. Bruno pisał: "Chociaż nie istnieje żadne piekło, to jednak przedstawienie i wyobrażenie piekła czynią je prawdziwym i rzeczywistym bez wszelkich podstaw rzeczywistości i prawdziwości. Gdyż obraz fantastyczny posiada realność, a z tego wynika, że działa ona realnie i wywiera realny i najpotężniejszy przymus na to, co zdolne mu się podporządkować". Skoro nie ma zagrożenia potępieniem wymyślonym przez religijnych skrupulantów, śmierć Chrystusa nie posiadała charakteru zbawczego. Była jedynie egzekucją dokonaną przez "głupców" i faryzejskich "pedantów" na wybitnej jednostce, pragnącej sprowadzić na świat pokój i religię naturalną. Jeśli nie było upadku pierwszych rodziców, skąd zatem plagi, wojny i śmierć? Bruno nie eksploatował nadmiernie tego wątku, ale z analizy jego gnostyckiego pisarstwa można wysnuć wniosek, że stanowią one efekt ludzkiej niewiedzy i ignorancji. Uzyskanie wyższej świadomości przez ludzi, a specjalnego magicznego wtajemniczenia przez nielicznych wybranych, spowoduje nastanie epoki bez wojen i cierpienia - epokę panowania na ziemi ludzi-bogów. Wiedza niesie zbawienie. Ci, którzy to odrzucają ("pedanci" i "głupcy"), zostaną ukarani za swoje postępowanie, powracając do swojej zwierzęcej powłoki, podobnie jak w koncepcjach gnostyckich miały zostać unicestwione dusze odrzucających wiedzę hylików. Właśnie tu koncepcje Giordana Bruna ostatecznie ujawniają swoje gnostyckie oblicze.”

 

Źródło: http://www.dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1103&Itemid=53

-

 

Gdyby Kościół rzymsko-katolicki trzymał się ewangelicznej zasady, by pomstę zostawić Bogu, to kręgi gnostycko-okultystyczne nie miałyby tego rodzaju męczenników. Nie mogłyby więc używać ich dziś jako pałki do bicia chrześcijan, tych nominalnych i tych żyjących Ewangelią.

 

 



Pomyśleć coś sami z siebie

poniedziałek, 26 czerwca 2017 11:33

 

Różni nauczyciele czytają publicznie Pismo, że trzeba być solą ziemi, światłem świata, spełniać dobre uczynki (Mat. 5:13-16). Jednocześnie ci sami nauczyciele mówią, że to nie może być z nas, nie może być spełniane własnym wysiłkiem itp. Drugie twierdzenie, jeśli nie zostanie wyjaśnione, kasuje pierwsze. Nie zostaje nic. I jest tak, jakby nauczyciel nic nie powiedział.

Napisano wprawdzie:

2 Kor. 3:5, UBG
(5)  Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga.

Ale napisano też:

2 Kor. 9:7, BW (ten sam List)
(7)   Każdy [niech zrobi], tak jak sobie postanowił w sercu, nie z żalem albo z przymusu; gdyż ochotnego dawcę Bóg miłuje.

Rz. 14:5, UBG
(5)  Jeden bowiem czyni różnicę między dniem a dniem, a drugi każdy dzień ocenia jednakowo. Każdy niech będzie dobrze upewniony w swoim zamyśle.

Flp 3:15, UBG
(15)  Ilu więc nas jest doskonałych, tak myślmy. A jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi.

Kol. 3:1-6, UBG
(1)  ...szukajcie tego, co w górze (...)
(2)  Myślcie o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi. (...)
(5)  Umartwiajcie więc wasze członki, które są na ziemi: nierząd, nieczystość, namiętność, złe żądze i chciwość, która jest bałwochwalstwem;

O Tymoteuszu:

Flp 2:20, UBG
(20)  Nie mam bowiem nikogo o równych jemu myślach [gr. isopsychon], który by się szczerze troszczył o wasze sprawy. (...)

1Tym. 4:15, UBG
(15)  O tym rozmyślaj, temu się oddawaj, aby twoje postępy były widoczne dla wszystkich.

Ponadto napisano:

Łuk. 10:27, UBG
(27)  ...Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swym sercem, całą swą duszą, z całej swojej siły i całym swym umysłem, a swego bliźniego jak samego siebie.

Co więc znaczą słowa z 2 Kor. 3:5? "Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga."

Kontekst jest taki: Judaizanci w Koryncie podważali apostolstwo Pawła. Wmawiali Koryntianom, że działa samowolnie, bez jedności z apostołami, nie ma listów polecających od nich. Głównym celem napisania 2 Listu do Koryntian jest obrona godności apostolskiej Pawła oraz prawowierności zboru w obliczu działalności ludzi, którzy szukali zbawienia w Starym Przymierzu. Posuwali się oni do fałszowania Słowa Bożego (2 Kor. 2:17) i podważali wiarygodność Pawła. Oczerniali go, że jest prostakiem w mowie (11:6), że jest grzesznikiem (11:7), że łupi zbory finansowo (11:8), że jest głupcem (11:16). Paweł nazywa ich zdradliwymi robotnikami, przyjmującymi postać apostołów Chrystusa (11:13), sługami Szatana, udającymi sługi sprawiedliwości (11:14-15). Zarzuca im, że chlubią się ciałem (11:18), mianowicie tym, że są Żydami, Izraelitami, potomstwem Abrahama (11:22-23). Paweł wypomina zborowi, że znosi tych ludzi, mimo że czynią oni zbór niewolnikami (11:20). Nietrudno się domyślić, że chodzi o niewolę przykazań starozakonnych (por. Gal. 2:4; 4:9; 5:1; Dz. 15:5.10). Jednym z argumentów przeciwko Pawłowi było to, że nie posiada listów polecających (3:1). Toteż w 3:2-3 Paweł odpowiada, że jego listem polecającym są prawowierni Koryntianie, i to listem pisanym Duchem Boga. A skoro Duchem Boga, to Paweł nie działa samowolnie, tylko z rozkazu Boga. I właśnie w tym sensie: "Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga." Nie chodzi tu więc o to, że Bóg miałby wdrukowywać ludziom każdą myśl i chęć z pominięciem ich własnej wolnej woli, samodzielnego rozumowania, osądu, przekonania, decyzji. Chodzi natomiast o to, że Paweł z własnej woli myśli i działa zgodnie z objawieniem Bożym, uzdolniony do tego przez Ducha Świętego. Gdy Paweł formuje i głosi jakąś własną ważną myśl, to czerpie z objawionej mu wcześniej Prawdy - w tym sensie owa myśl nie jest z Pawła, tylko z Boga. Ewangelia Nowego Przymierza nie jest wymyślona przez ludzi, nie jest z nich samych, ale to Bóg dał im jej objawienie, autorytet i moc do jej głoszenia. Nie przeczy to temu, że Paweł, jako byt obdarzony wolnością woli, mógł samodzielnie myśleć o danej mu wcześniej przez Boga Ewangelii. Apostoł napisał:

Flp 4:6-8, UBG
(6)  ...niech wasze pragnienia będą znane Bogu.
(7)  A pokój Boży, który przewyższa wszelkie zrozumienie, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.
(8)  W końcu, bracia, co prawdziwe, co uczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, jeśli jest jakaś cnota i jakaś chwała – o tym myślcie.

"Niech Wasze pragnienia będą znane Bogu" (w. 6) - czyje pragnienia? Wasze. Jak to "niech wasze pragnienia będą znane Bogu", skoro ponoć to Bóg ma wdrukowywać chrześcijanom pragnienia?

"Jeśli jest jakaś cnota i jakaś chwała – o tym myślcie" (w. 8). Jak to "o tym myślcie", skoro czytamy: "nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie". Dlaczego Paweł motywuje słowami "o tym myślcie", skoro ponoć to Bóg daje chcenie z pominięciem naszej woli? Czy więc Bóg wdrukowuje myśli i pragnienia, zdaniem Pawła? Widać, że wielu nie chce zrozumieć nauki apostoła. Wolą narkotyzować się fantazją zwalniającą od wszelkiego wysiłku i odpowiedzialności.

Zwiedzeni ludzie stawiają sprawę tak: jeśli robisz coś z własnej woli i na bazie własnego osądu (w tym sensie "sam z siebie"), to znaczy, że robisz to bez Boga, własnym wysiłkiem (tak jakby niemożliwe było zgadzać się z Bogiem z własnej woli). Tacy ludzie zasiewają wątpliwość w ten sposób, że stawiają kwestię: czy daną rzecz (dobrą, zgodną z Ewangelią) robisz z Boga, czy własnymi siłami? Powołują się na Pismo. Wmawiają sobie, że ich intuicja to jakiś nadprzyrodzony kanał łączności z Bogiem i że trzeba pytać "Boga" (tzn. intuicję) o każdy aspekt życia. Oczywiście takiej nauki nie ma w Piśmie Świętym. Jest natomiast w gnostycyzmie, neoplatonizmie, New Age itp. (dowody tutaj: http://refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl/id,356203771,title,Duch-i-dusza-i-cialo-niech-beda-bez-nagany-cz-II,index.html). Wielkimi propagatorami tego zwiedzenia byli Watchman Nee, Witness Lee i ludzie z ich kręgu.

Rozważmy określenie "sam z siebie".

Czytamy w Piśmie, że Pan Jezus nie czynił nic sam z siebie (Jana 8:28). Ale w jakim sensie? Czy w sensie, że był bezwolną marionetką, bez własnego myślenia, osądu, decyzji? I czy w sensie, że bez własnego wysiłku i poświęcenia?

Jana 10:17-18, UBG
(17)  Dlatego Ojciec mnie miłuje, bo ja oddaję swoje życie, aby je znowu wziąć.
(18)  Nikt mi go nie odbiera, ale ja oddaję je SAM Z SIEBIE. Mam moc je oddać i mam moc znowu je wziąć. Ten nakaz otrzymałem od mego Ojca.

Zwiedzeni zabraniają czynić cokolwiek na zasadzie "sam z siebie". Ten gnostycki dogmat sieje w sercach wierzących prawdziwe spustoszenie. Tu zaś widać, że Jezus czynił coś "sam z siebie" i za to miłuje Go Ojciec. Jednocześnie Jezus czynił to z nakazu Bożego: "ten nakaz otrzymałem". A zatem to, że czyni się coś "sam z siebie" nie musi przeczyć temu, że jest to z Boga, o ile czyn wynika z posłuszeństwa Bogu. Np. Bóg mówi nam ogólnie: miłuj. W ten sposób daje nam chcenie. Chrześcijanin zaś odpowiada na to przez dokonywanie własnych wyborów tak, by to przykazanie posłusznie wypełniać (przyjmuje chcenie i działa, a Bóg umacnia go w wykonaniu). Zaczyna od tego, by kontrolować własne myśli tak, by nie myśleć o innych niesprawiedliwie. Ujarzmia złe myśli i ukierunkowuje myślenie w dobrą stronę. Karci siebie, gniewa się na siebie, gdy pomyśli źle. Reaguje skruszonymi modlitwami o moc do dalszej walki. Każdy wybór kierunku myślenia jest przez człowieka dokonywany "z samego siebie" w sensie, że z własnej woli, z własnego chcenia i przekonania. I jednocześnie z nakazu Boga ("miłuj"), a więc z Boga. I właśnie ten fakt, że wierzący czyni to z nakazu Boga sprawia, że jest to czyn z Boga, a nie z samego siebie w sensie negatywnym. Taki czyn ma Bożą pomoc, tak jak służba Pana Jezusa, który oddał życie "sam z siebie".

Jeśli ktoś czyni coś "sam z siebie" wbrew nauce Chrystusa, dopiero wtedy jest to złe. Jeśli jednak ktoś czyni coś "sam z siebie" pod wpływem nauki Jezusa ("miłuj"), wtedy Bóg za to człowieka miłuje i wspomaga Go w tym dziele, jak to widzimy w powyższym cytacie.

Rozważmy inny fragment:

Jana 8:28-29, UBG
(28)  Dlatego Jezus powiedział do nich: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że ja jestem, a nie czynię nic sam od siebie, ale mówię to, czego mnie nauczył mój Ojciec.
(29)  A ten, który mnie posłał, jest ze mną. Ojciec nie zostawił mnie samego, bo ja zawsze czynię to, co mu się podoba.

Pan Jezus mówi: "nie czynię nic sam od siebie" (w. 28). Zwodziciele skomentują: Jezus był sterowany i my mamy być sterowani. Nie chcą widzieć, że Jezus jednocześnie mówi: "ja zawsze czynię to, co mu się podoba" (w. 29). A to przeczy sterowaniu, bo o marionetce nie można powiedzieć: podoba mi się jej postępowanie. Jak więc Jezus rozumiał sformułowanie "czynić sam od siebie"? W tym kontekście "czynić sam od siebie" znaczy czynić i mówić rzeczy nie nakazane przez Ojca. Gdyby np. Jezus nawoływał do rebelii wobec Rzymu, to byłoby to właśnie działaniem z samego siebie - bo wbrew nauce Ojca. Wiersz 28 dokładnie pokazuje w jakim przypadku czynienie czegoś "sam z siebie" jest złe: "nie czynię nic sam od siebie, ale mówię to, czego mnie nauczył mój Ojciec". A zatem, gdy z własnej woli i osądu myślimy, mówimy i czynimy to, czego naucza Ojciec (w Piśmie Świętym), to siłą rzeczy nie czynimy tego sami od siebie. Tak przedstawia to Jezus. Nowy Testament jest nauką Boga dla Nowego Przymierza. Jeśli spełniamy z wiarą to, czego Bóg naucza w Nowym Testamencie, to siłą rzeczy nie robimy tego "sami z siebie" w sensie negatywnym. Robimy to z Boga i w Panu i nie przeczy to wcale temu, że robimy to zarazem sami z siebie w sensie dobrowolności, z własnego osądu i przekonania (a nie poprzez wdrukowywanie i sterowanie). Z wiersza 29 zaś wynika, że kto czyni to, co się podoba Ojcu, ten będzie miał z Ojcem jedność. Przykład Jezusa jest dla nas nauką, która mówi: starajcie się spełniać przykazania to Bóg będzie w was mieszkał i da wam moc potrzebną do ich przestrzegania. Jeśli czyny Jezusa były dobrowolnie spełniane pod wpływem nauki Ojca, to Syn rzeczywiście nie działał sam z siebie. Apostoł Paweł, naśladując Jezusa, wyraził się podobnie:

2 Kor. 3:5-6
(5)  Nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie, lecz nasza możność jest z Boga.

Jest to ten sam sens, jak wyżej. Podobnie jak Jezus, chrześcijanie dobrze myślą, mówią i czynią, bo tego nauczył ich Ojciec. Jak? Przez słowa i czyny Pana Jezusa zapisane w Nowym Testamencie. Nie przeczy to wolności woli, wolności osądu i wyboru, wolności ludzkiej decyzji. Nie przeczy to własnemu wysiłkowi i poświęceniu. Nauka Boża kształtuje myślenie, przekonuje, pobudza, nakłania, wychowuje (2 Tym. 3:16-17), ale jest tak dopóty, dopóki chrześcijanie dają się jej nauczać. Każdego dnia wybór należy do nich - taką wolność dał im sam Bóg.

Wszystko, czego Pan Jezus wymaga od uczniów, to też popiera. Nie może być inaczej. A jeśli popiera, to znaczy, że pomaga uczniom to realizować przez moc Ducha Świętego. Jeśli więc Pan mówi "dobrze czyńcie" (Łuk. 6:27-38; por. Gal. 6:10) i uczeń stara się tak właśnie postępować, to nie można tych starań nazywać wysiłkiem własnym w sensie negatywnym. Uczeń działa pod wpływem Słowa Pańskiego, w które wierzy, działa ze względu na Pana, a więc przyjął chcenie, które przez Ewangelię dał mu Bóg. Skoro dał, to działanie to popiera i wspomaga. A zatem uczeń nie robi tego sam z siebie ani nie są to jedynie jego własne wysiłki. Dlatego, kto stara się czynić dobrze pod wpływem Słowa i ze względu na Pana, ten zawsze czyni to w Panu - mimo że czyni to sam z siebie w sensie dobrowolności, podjęcia inicjatywy, samozaparcia, poświęcenia itp.

W jaki sposób pogańskie religie wschodu i gnostyckie nauki przekłamują naukę chrześcijańską? Główną manipulacją jest przekręcenie nauki Jezusa i Pawła w temacie zapierania się siebie. Jezus mówił o zapieraniu się siebie w sensie zapierania się swych żądz, popędów, instynktów, obaw, o ile powstrzymują nas one od spełniania woli Bożej zapisanej w Nowym Testamencie. Na przykład chciwość i lenistwo kuszą nas, by nie pomagać innym (zabijają w nas miłość). Trzeba więc zawsze poskramiać swoją chciwość, zapierać się siebie, by spełniać dobre uczynki (miłość), czyli wolę Bożą.

Zwodziciele przekłamują tę prawdę i mówią, że zapieranie się siebie ma polegać na zaniechaniu wszelkich dobrych działań, jeśli tylko czujemy do nich niechęć. Jeśli nie ma w nas ochoty, by daną rzecz zrobić, to takie działanie rzekomo wynikałoby z nas i Bogu by się nie podobało. Byłoby to ponoć naszym własnym wysiłkiem w sensie negatywnym. Dopiero gdy czujemy chęć do jakiegoś działania, wtedy jest ono z Boga - twierdzą. Gdy więc stoisz przed jakimś przykazaniem Nowego Testamentu, a chciwość i lenistwo da ci impuls niechęci do działania, zwodziciele uznają to za głos Ducha Świętego i "zapierają się siebie", czyli powstrzymują się od spełnienia Bożego przykazania. Gdy zaś widzą, że jakiś prawdziwy chrześcijanin spełnia przykazanie przełamując swe niskie instynkty, obawy i żądze, wtedy twierdzą, że robi to "sam z siebie", z własnego wysiłku, a nie z Ducha. A przecież apostoł Paweł napisał:

1 Kor 10:31, UBG
(31)  Tak więc czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego robicie, wszystko róbcie ku chwale Boga.

A zatem Bóg odbiera chwałę nie poprzez sterowanie nami, lecz we wszystkim cokolwiek sami z siebie robimy, o ile jest to zgodne z wiarą w nowotestamentową naukę Jezusa. Gdy tak postępujemy, wówczas Bóg jest z nami:

Flp 4:8-9, UBG
(8)  W końcu, bracia, co prawdziwe, co uczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, jeśli jest jakaś cnota i jakaś chwała – o tym myślcie.
(9)  Czyńcie to, czego się też nauczyliście, co przyjęliście, co słyszeliście i widzieliście we mnie, a Bóg pokoju będzie z wami.

Tak więc, gdy myślimy o rzeczach dobrych oraz czynimy naukę apostołów, wówczas Bóg będzie w tym z nami. A jeśli będzie w tym z nami, to jak można bać się, że robimy te rzeczy tylko własnymi siłami? Taka wątpliwość byłaby niewiarą.

Jeśli ktoś ma Ducha Świętego, to ma Go ciągle czy od święta? Jeśli ma Go ciągle, to znaczy, że ma Jego pomoc ciągle. Duch dał przez apostołów przykazania (zapisane w Nowym Testamencie). Spełniając przykazania Ducha, ma się pomoc Ducha - to oczywiste. Nie ma się pomocy, gdy przykazania się łamie. A zatem każde działanie w celu spełnienia przykazania ma pomoc Ducha (uwarunkowaną tym, czy się w tę pomoc wierzy). Kwestia, czy robi się daną rzecz własnymi siłami ma proste rozwiązanie. Gdy starasz się spełnić przykazanie, masz zawsze pomoc Ducha według wiary, a jeśli starasz się złamać przykazanie, łamiesz je tylko własnymi siłami.

Zwodziciele twierdzą, że wierzącemu wolno jest czynić dobro dopiero wtedy, gdy Bóg potwierdzi mu przez przeczucie i chęć, że konkretny czyn błogosławi. Bez takiego potwierdzenia czynić dobra nie należy, bo byłoby to działaniem "w ciele", "w sile starego człowieka".

Prawdziwa nauka odpowiada:

"Lecz kto wpatruje się w doskonałe prawo wolności i trwa w nim... ...ten będzie błogosławiony w swoim działaniu." (Jak. 1:25, UBG)

Zatem Bóg obserwuje chrześcijan i gdy widzi, że wierzący czynią coś pod wpływem prawa wolności, tzn. Słowa Prawdy (w. 18), czyli zapisu Nowego Testamentu, wówczas błogosławi to działanie. Błogosławi to działanie, a to oznacza pomoc Ducha Świętego. Jest to więc czynione w Bogu, a nie z samego siebie.

Paweł napisał: "Nikt też nie może powiedzieć, że Jezus jest Panem, jak tylko przez Ducha Świętego" (1 Kor. 12:3). Skoro nikt nie może szczerze wychwalać Pana inaczej, jak tylko przez Ducha Świętego, to również nikt nie może szczerze spełniać dla chwały Pana dobrych uczynków inaczej, jak tylko z pomocą Ducha Świętego. Tak jak prawdą jest, że jeśli ktoś szczerze wychwala Pana, to robi to przez Ducha Świętego, tak też prawdą jest, że jeśli robi coś szczerze dla chwały Pańskiej, w zgodzie ze Słowem Bożym, to jest to uczynek w Panu, a nie "w ciele". Bo nikt nie może uczynić czegoś dobrego (np. wychwalać Pana) inaczej, jak tylko przez Ducha Świętego - naucza wyżej Paweł. Jeśli więc wierzący ma w danej sytuacji jakiś dobry pomysł i podejmuje inicjatywę, by spełnić naukę "miłuj", to jego działanie zawsze ma pomoc Ducha Świętego i siłą rzeczy nie może być działaniem "sam z siebie" w sensie negatywnym. Robi to wprawdzie "sam z siebie" w sensie własnego pomysłu i inicjatywy, ale jego pomysł wynika z nauki Bożej ("miłuj z całej duszy", "dobrze czyńcie"), dlatego jest to z Boga i w Bogu. Oskarżanie tego, że jest to "z ciała", "z własnego wysiłku", "z samego siebie" - takie oskarżanie jest działaniem diabelskim.

Inne fragmenty Pawła o odpowiedzialności za własne myślenie:

Flp 3:15-19, UBG
(15)  Ilu więc nas jest doskonałych, tak myślmy. A jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi.
(16)  Jednak w tym, do czego doszliśmy, postępujmy według jednej miary i to samo myślmy.
(17)  Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i przypatrujcie się tym, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie.
(18)  Wielu bowiem, o których wam często mówiłem, postępuje inaczej, a teraz nawet z płaczem mówię, że są wrogami krzyża Chrystusa.
(19)  Ich końcem jest zatracenie, ich Bogiem jest brzuch, a ich chwała jest w hańbie; myślą oni o tym, co ziemskie.

Po co Paweł zachęca do dobrego myślenia, skoro sam napisał, że nie jesteśmy w stanie pomyśleć coś z samych siebie? Właśnie dlatego, że Paweł nie znał nauki o zdalnym sterowaniu myśleniem (i działaniem). Paweł głosił naukę, która wychowuje chrześcijan od nowa, czyli kształtuje ich myślenie, tak że to, iż potem dobrze myślą sami z siebie, wynika z tego, że dali się Bogu wyuczyć. A więc wynika z Boga. Owocem pracy nauczyciela w szkole jest to, że ktoś zostaje fizykiem i dokonuje samodzielnych odkryć. Fizyk mógł zostać fizykiem i dokonywać odkryć dlatego, że nauczyciel dał mu naukę i pomoce, a on chciał ją zgłębiać. Gdyby nie chodził do szkoły lub nie starał się uczyć, a potem odkrywać, nigdy nie zostałby fizykiem i nie dokonałby odkryć. Sam z siebie (bez pomocy nauczyciela) nie mógłby zostać fizykiem, ale też nie mógłby nim zostać, gdyby nie współdziałał sam z siebie (z własnej woli, osądu, decyzji, wysiłku) z nauczycielem. Sam z siebie nie mógłby zostać fizykiem, nie mógłby myśleć jak fizyk i dokonywać odkryć. W tym sensie "nie żebyśmy sami z siebie byli w stanie pomyśleć coś jakby z samych siebie". Nie przeczy to jednak temu, że fizyk dokonuje odkryć "sam z siebie" w sensie własnej woli, wolności myślenia, rozumowania, decydowania i działania - ale na bazie objawionej mu wcześniej nauki.

I dalej o samodzielnym myśleniu:

1 Tym. 4:13-16, UBG
(13)  Dopóki nie przyjdę, pilnuj czytania, zachęcania i nauki.
(14)  Nie zaniedbuj daru, który jest w tobie, który został ci dany przez proroctwo wraz z nałożeniem rąk starszych.
(15)  O tym rozmyślaj, temu się oddawaj, aby twoje postępy były widoczne dla wszystkich.
(16)  Pilnuj samego siebie i nauki, trwaj w tych rzeczach, bo to czyniąc, i samego siebie zbawisz, i tych, którzy cię słuchają.

Jak to, "o tym rozmyślaj" (w. 15), skoro to Bóg daje chcenie, a myśli pochodzące od Tymoteusza byłyby rzekomo złe, jako pomyślane na zasadzie "sam z siebie"? Widać tu jasno, jak przekręcono słowa Pawła o tym, że Bóg daje chcenie. Na szczęście słowa "o tym rozmyślaj" (i podobne) rzucają właściwe światło na słowa "Bóg daje chcenie". Bóg daje chcenie i wykonanie, ale to człowiek decyduje, czy to chcenie przyjmie, czy będzie "o tym rozmyślał" i czy będzie się starał je wykonać. "Nie zaniedbuj daru", poucza wyżej Paweł (w. 14), co pokazuje, że można mieć chcenie i moc wykonania, a potem zaniedbać swe duchowe dary i życie. Jak wielka jest ludzka część odpowiedzialności, ukazują antyluterańskie słowa apostoła: "bo to czyniąc, i samego siebie zbawisz..." (w. 16).

O tym, że swą wiarę można zaniedbać, świadczą też na przykład słowa:

Hebr. 4:11-13, UBG
(11)  Starajmy się więc wejść do owego odpoczynku, aby nikt nie wpadł w ten sam przykład niewiary.

"Starajmy się", by nie wpaść w niewiarę - mówi natchniony autor. Bo staranie jest przeciwieństwem zaniedbania.

Przykład praktyczny samodzielności wierzącego. Kwestia ożenienia się. Kwestia mająca przecież ogromny wpływ na całą przyszłość. Ożenić się czy nie?

1 Kor. 7:36-37, UBG
(36)  Jeśli ktoś uważa, że zachowuje się niewłaściwie wobec swojej dziewicy, gdyby przeszły już jej lata i jest taka potrzeba, niech czyni, co chce, bo nie grzeszy. Niech wyjdzie za mąż.
(37)  Lecz jeśli ktoś mocno postanowił w swym sercu, nie mając takiej potrzeby, ale panując nad własną wolą, i osądził w swym sercu, że zachowa swoją dziewicę, dobrze czyni.

Oto jaka jest rola sumienia, myślenia, własnej woli, własnego osądu, własnej decyzji. "Jeśli ktoś mocno postanowił w swym sercu" - mówi Paweł. Nawet w tak żywotnej sprawie, jak kwestia małżeństwa, Bóg pozostawia człowiekowi swobodę osądu i wyboru. Człowiek może chcieć lub nie chcieć, może pomyśleć tak lub inaczej i jego rolą jest robić z tej wolności właściwy użytek, czyli dokonywać słusznych wyborów. Słusznych, tzn. zgodnych z wolą Bożą objawioną przez Jezusa i apostołów w Nowym Testamencie. W danych okolicznościach trzeba wybierać zawsze to, co lepsze, co bardziej słuszne w świetle nauki Boga. Jest to nie do pogodzenia z baśniami o zdalnym sterowaniu myśleniem. Dlaczego apostoł nie radzi tu tego, co radzą nowożytni nauczyciele: pytaj swej intuicji jako Boga? Odpowiedź jest prosta: Paweł takiej nauki nie znał.



 
 
 
chrześcijanom
 
chrześcijanom
 
Transliteration
 
No Internet Connection
 


Czy niewierzący mogą robić co chcą?

czwartek, 18 maja 2017 12:22

 

Świat uważa, że wolny jest ten, kto może robić co chce. Według tej definicji wolność polega na tym, że można mieć i robić (lub nie robić) wszystko, czego się pragnie. Stąd niewierzący wyciągają wniosek: skoro chrześcijanie nie mogą robić co chcą, to znaczy, że nie są wolni. Wolni jesteśmy my, niechrześcijanie, bo możemy robić co chcemy.

Zacznijmy od pytania, czy niewierzący może robić co chce. Jeśli nie może, to w świetle powyższej definicji znaczyłoby, że nie jest wolny.

Niewierzący nie może robić wszystkiego co chce, bo chce tego, czego robić nie może. Pragnie bowiem rzeczy i dobrych, i złych, a one wzajemnie się wykluczają. Na przykład zdradzanie żony wyklucza szczęście rodzinne; obżarstwo wyklucza zdrowie i dobry wygląd; hazard wynika z chęci bogacenia się, a prowadzi do utraty środków do życia - spełnienie jednego pragnienia wyklucza spełnienie drugiego, tak więc nie można mieć i robić wszystkiego, czego się pragnie. Powodem brania narkotyków jest dla niewierzącego przyjemność. Ale jeszcze bardziej niewierzący pragnie długiego życia, bo im dłuższe życie, tym dłużej trwa przyjemność. Pragnienie narkotyków stoi więc w konflikcie z lepszym pragnieniem długiego życia. Nie da się zrealizować obu tych pragnień. Wniosek: niewierzący nie może mieć i robić wszystkiego co chce, zatem nie jest wolny. Kto więc jest wolny?

Aby móc robić wszystko, czego się chce - być wolnym - trzeba wybrać pragnienia lepsze. Trzeba zrezygnować z pragnień, które uniemożliwiają realizację lepszych pragnień. Robię wszystko co chcę - to jest możliwe pod warunkiem, że wszystko czego chcę jest dobre, dzięki czemu jedne pragnienia nie wykluczają drugich. Czy zdradzenie współmałżonka jest lepsze od szczęścia rodzinnego? Jest gorsze. Gdy zrezygnujemy z pragnienia zdrady, zostanie nam chcenie szczęścia rodzinnego. Będzie to wszystkim czego chcemy, dlatego będzie możliwe zrealizowanie wszystkiego w tym zakresie. Gdybyśmy chcieli jednocześnie zdrady, nie moglibyśmy zrobić wszystkiego co chcemy. Na tej samej zasadzie należy zrezygnować z wszystkich innych chęci, które stoją w sprzeczności z lepszymi chęciami. Skoro wszystko czego chcemy jest dobre, a więc wolne od konfliktu z chęciami złymi, to nasze pragnienia nie wykluczają się wzajemnie. Dopiero wtedy jest możliwe, by robić wszystko co się chce, czyli być wolnym. Gdy wola obstanie tylko przy pragnieniach lepszych, da się zrealizować ich więcej niż może zrealizować niewierzący, który cierpi, gdy zdradza żonę (bo rozbija szczęście rodzinne) i cierpi, gdy jej nie zdradza (bo nie zaspokaja fantazji seksualnej, a przez nią swego ego). Niewierzący cierpi zawsze, bo zawsze biczują go niezrealizowane pragnienia. Chrześcijanin natomiast dzięki mocy Boga ujarzmia złe pragnienia i nie cierpi z ich powodu. Gromi je na bieżąco przez modlitwę, wzmacniany zrozumieniem nauki Pana Jezusa oraz Duchem Świętym. Chrześcijanin zastępuje myśli złe myślami dobrymi, skupia się na realizacji dobrych pragnień. Tylko takie przyjął do serca, dlatego są one wszystkim czego chce. Może robić wszystko co chce. Zatem to chrześcijanin bardziej zasługuje na określenie wolny.

Flp 1:9-10, UBG
(9)  ...aby wasza miłość coraz bardziej obfitowała w poznanie i we wszelkie zrozumienie;
(10)  Abyście mogli rozpoznać to, co lepsze...

Rz. 12:2, UBG
(2)  ...abyście mogli rozeznać, co jest dobrą, przyjemną i doskonałą wolą Boga.

Ef. 5:10, UBG
(10)  ...Badając to, co podoba się Panu;

1Ts 5:21, UBG
(21)  Wszystko badajcie, a trzymajcie się tego, co dobre.

Hebr. 5:14, UBG
(14)  ...którzy przez praktykę mają zmysły wyćwiczone do rozróżniania dobra i zła.

 



Nauka Lutra a nauka Pawła - cz. 3

piątek, 21 kwietnia 2017 18:08

 

Nauka Lutra oparta jest na diabolicznym przekręceniu nauki Pawła.

 

Apostoł Paweł zarzucał judaizantom, że próbują zbawić się przez uczynki – ale chodziło o uczynki Starego Przymierza, a nie o uczynki nakazane przez wiarę w Nowym Przymierzu. Jeśli Jezus naucza, by coś czynić i ty w to wierzysz, to te czyny są nakazem wiary, która jest w tobie. Takie czyny są aktami wiary, są wiarą żywą. Ale ponieważ Bóg stworzył nas z wolnością woli, dlatego możemy danemu nakazowi wiary poddać się lub nie, uczynić coś lub nie. Jeśli postąpiliśmy zgodnie z wiarą, to zachowaliśmy świętość w danej sprawie (czystość w oczach Boga), a jeśli nie, to zgrzeszyliśmy (zanieczyściliśmy się) i potrzebujemy ze skruchą nawrócić się w tym aspekcie. W przeciwnym razie zostalibyśmy uznani za człowieka, który zapiera się wiary (1 Tym. 5:8). Bez zmiany postępowania wiara nie będzie nam poczytana i znajdziemy się w stanie potępienia, odłączenia od Jezusa i życia wiecznego. Oczywiście Bóg ocenia wszelkie aspekty życia człowieka i bierze pod uwagę okoliczności łagodzące. Lecz Jego cierpliwość ma swoje granice, które zna tylko On – dlatego nie należy ryzykować.

 

A zatem Paweł nie polemizuje z szukaniem zbawienia w uczynkach Nowego Przymierza przez wiarę, tylko w uczynkach Starego Przymierza, co było zaprzeczeniem wiary. Paweł nie polemizuje z próbą zbawienia się przez uczynki Nowego Przymierza wynikające z wiary w odkupienie, tylko przez uczynki Starego Przymierza, a więc ZAPIERAJĄCE SIĘ wiary w odkupienie.

 

Nowe Przymierze we krwi Jezusa to odkupienie, odrodzenie, odnawianie się w Duchu na obraz Jezusa w myślach, słowach i czynach (naśladowanie Pana, spełnianie Jego przykazań). Kto w to uwierzy i stara się tak żyć, ten jest w Nowym Przymierzu. Natomiast Stare Przymierze to brak odkupienia przez krew Jezusa, brak odrodzenia i odnawiania się w Duchu Chrystusa, a także brak naśladowania Pana. Stare Przymierze to uznawanie prymatu Pięcioksięgu Mojżesza nad przykazaniami Jezusa (por. Jn 5:39-40), uznawanie, że zbawcze jest posłuszeństwo Mojżeszowi, a nie Jezusowi. Szukanie zbawienia w Starym Przymierzu stało w sprzeczności z faktem, że Nowe Przymierze jest JEDYNĄ drogą zbawienia (Jn 14:6; Dz. 4:12). Bo jeśli wierzę, że poza Nowym Przymierzem nie ma zbawienia, to nie szukam zbawienia w Starym. A jeśli szukam, to znaczy, że albo nie uwierzyłem w jedynozbawczość Nowego Przymierza, albo zapieram się tej wiary (Gal. 5:2,4). Dlatego szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza to akt niewiary w Nowe Przymierze. Nie samo wykonywanie starozakonnych uczynków jest aktem niewiary, tylko szukanie w tym zbawienia. W ten sposób człowiek przez uczynki (Starego Przymierza) zapiera się wiary w (Nowe Przymierze) Jezusa. Uchwyćmy więc dwa klucze do zrozumienia nauki Pawła:

 

1) Paweł potępiał szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza (nakazywał natomiast szukać zbawienia w uczynkach wiary Nowego Przymierza: 1 Tym. 6:18-19; 4:16; Gal. 6:2)

2) Paweł potępiał szukanie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza dlatego, że takie szukanie było aktem niewiary (lub zaparcia się wiary) w jedynozbawczość Nowego Przymierza (Gal. 5:2-4 w kontekście 3:23-25; J. 14:6). Owe uczynki były więc uczynkami niewiary w Nowe i w tym sensie przeczyły wierze. (Natomiast uczynki Nowego Przymierza nie są aktem niewiary w jedynozbawczość Nowego Przymierza, przeciwnie, czynią wiarę doskonałą, jak napisał Jakub w 2:22, są życiem wiary: 2:26; i dlatego są jako akty wiary warunkiem każdego wtórnego usprawiedliwienia: 2:24)

 

A zatem, po pierwsze, Paweł naucza: nie szukajcie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza (jest to zaparcie się wiary), tylko w wierze w Nowe Przymierze (i uczynkach przez nią nakazanych). Luteranie przekręcają to do postaci: nie szukajcie zbawienia w uczynkach wiary nakazanych przez Jezusa w Nowym Przymierzu, a jedynie w wierze jako stanie umysłu. (Zbawienie przez sam stan umysłu pochodzi z neoplatonizmu i gnostycyzmu, które Luter przejął z mistyki niemieckiej).

 

Po drugie Paweł naucza: jeśli szukacie zbawienia w uczynkach Starego Przymierza, to jest to zaparcie się wiary w Jezusa. Luteranie przekręcają to do postaci: jeśli szukacie zbawienia w uczynkach Nowego Przymierza, to zapieracie się wiary w Jezusa. Tą nauką luteranie potępiają nawet szukanie zbawienia w Chrzcie wiary, depcząc Słowo: „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony” (Mar. 16:16; por. 1 Ptr 3:21).

 

To, co mówi Paweł, jest logiczne. To, co mówią luteranie, nie ma sensu. W jaki sposób szukanie zbawienia w uczynkach wiary w Nowe Przymierze może przeczyć wierze w Nowe Przymierze? W jaki sposób szukanie zbawienia w Chrzcie wiary przeczy wierze w Nowe Przymierze? Jeśli rozumiem, że przez rozmyślne nieposłuszeństwo, sprzeciw, utracę zbawienie i to zrozumienie motywuje mnie (obok miłości) do uczynków posłuszeństwa Nowemu Przymierzu, tak że spełniam je też w celu zachowania zbawienia, to takie uczynki miałyby być zaparciem się wiary w Nowe Przymierze? To nonsens. Przeczy temu sam Paweł, przeczą inni, szczególnie List Jakuba, Judy, Apokalipsa Jana. Pawłowych Listów Luter ze zrozumiałych względów nie mógł odrzucić, ale Listu Jakuba, Judy i Apokalipsy nie zaliczał do Ksiąg natchnionych i nie chciał ich mieć w swoim tłumaczeniu Biblii (umieścił je jako aneks). Stwierdził: „Listem Jakubika będę kiedyś zapalał ogień w piecu” (F. Mussner, Stellung im Kanon, s. 45). O Apokalipsie Jana: „nie mogę znaleźć niczego, co by wskazywało, że jest to ułożone przez Ducha Świętego (...); mój duch nie może się z tą księgą zgodzić, a wystarczającą przyczyną, aby nie cenić jej wysoko, jest dla mnie to, że Chrystus nie jest w niej ani nauczany, ani poznawany” (w komentarzu do Księgi Apokalipsy z 1522 r.). Czy Luter mylił się w ocenie tych natchnionych Ksiąg? Jeśli tak, to jak można ufać, że nie mylił się w ocenie nauki Pawła o zbawieniu przez wiarę? Jak można uczynić zasadą naukę tak omylnego człowieka? Czyżby Luter był dla protestantów tym, kim jest papież dla katolików? Nieomylność papieży demaskowały fakty. Nieomylność Lutra została obalona przez niego samego, gdy odrzucił Apokalipsę Jana, List Jakuba, Judy i List do Hebrajczyków. Szukanie oparcia w naukach tego protestanckiego „papieża” jest niczym innym jak sekciarstwem. Pójście za nauką człowieka na przekór objawieniu Pisma Świętego jest właśnie sekciarstwem.

 

Kościół katolicki odszedł od kilku ważnych prawd Ewangelii. Z tego powodu wymaga reformacji, powrotu do nauczania z pierwszych trzech wieków. Luter reformacji nie dokonał, ponieważ działał nie z pozycji nauki Jezusa i apostołów, tylko z pozycji gnostyckich i neoplatońskich nauk Eckharta i Taulera, a także z pozycji błędów Augustyna, który nie do końca oczyścił umysł z gnostycyzmu (wcześniej był w sekcie manichejczyków). Mimo że Kk wymagał reformacji, to w temacie usprawiedliwienia (zbawienia od śmierci wiecznej) Kk był o wiele bliżej Ewangelii niż Luter. Poniżej przedstawiam garść luterańskich twierdzeń, które były rozważane na soborze trydenckim jako błędne. I moje odpowiedzi w nawiasach kwadratowych.

 

VII. Błędy luteranów o usprawiedliwieniu (kongr. generalna; środa 6 października 1546)

 

[1] Chrzest nie znosi grzechu, lecz tylko [jego] poczytywanie. [Odpowiedź: Chrzest wiary znosi władzę grzechu (tak że nie musimy już rozmyślnie poważnie grzeszyć): por. Rz. 6:4,6,12; Kol. 2:11; Gal. 5:24]

 

[2] Sama wiara wystarcza do zbawienia. [Odpowiedź: „choćbym miał pełnię wiary, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor. 13:2); „człowiek zostaje usprawiedliwiony z uczynków, a nie tylko z wiary” (Jak. 2:24). Paweł mówi miłość, Jakub: uczynki. Obaj mówią to samo, co wyraził Jan: „nie miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem” ( 1 J. 3:18);]

 

[3] Czyny w żadnym razie nie usprawiedliwiają.[Odpowiedź: Jak. 2:24; 1 Jana 3:7 ]

 

[4] Ewangelia walczy z prawem. [Odpowiedź: Ewangelia jest nowym Prawem i trzeba być jej posłusznym pod groźbą potępienia: Rz. 10:16; 2 Kor. 9:13; 2 Tes. 1:8; 1 Ptr 4:17]

 

[5] Bóg nakazał rzeczy niemożliwe. [Odpowiedź: 1 Jana 5:3]

 

[6] Sprawiedliwy w każdym dobrym czynie grzeszy, nawet gdy się modli. [Odpowiedź: ludzie dobrze czyniący podobają się Bogu: Dz. 10:31.35; Kol. 1:10; 3:20; Flp 4:18; 1 Tes. 4:1; Hbr 12:28; 13:16]

 

[7] Każdy czyn najlepiej dokonany jest grzechem i to śmiertelnym, o ile miłosierdzie Boże nie uczyni go lekkim; chociaż w innym miejscu nie czynią różnicy między [grzechem] lekkim a śmiertelnym, ale mówią: Teolodzy, którzy uczą o różnicy między grzechem śmiertelnym a lekkim, usiłują pociągnąć sumienie ludzi do zgubnego szaleństwa. [Odpowiedź: już w Starym Testamencie Bóg pokazuje hierarchię grzechów: nie wszystkie były karane śmiercią. To że Bóg stopniuje grzechy jest jasne w świetle słów Pana Jezusa: Jana 19:11; oraz apostoła: 1 Jana 5:17]

 

[8] Chrześcijanin bez przerwy wyzwalany jest przez Chrystusa od Bożego prawa. [Odpowiedź: chrześcijanin wyzwolony jest od prawa Starego Przymierza, lecz nie od jego istoty, którą jest miłość czynna (Mat. 7:12; 22:40). Ta istota starego prawa obowiązywała już w czasach Kaina i Abla, dlatego Kain został ukarany. I ta istota Starego Przymierza – miłość – weszła do Prawa Nowego Przymierza. Wyzwolenie się od Prawa Nowego Przymierza oznaczałoby wyzwolenie się od Nowego Przymierza]

 

[9] Dziesięć przykazań nie odnosi się do chrześcijan, ale tylko do Żydów. [Odpowiedź: Dziesięć przykazań z sabatem rozumianym duchowo Pan Jezus zawarł w swojej nauce, która jest Prawem Nowego Przymierza]

 

[10] Nie ma żadnego przykazania Bożego w Ewangelii. [Odpowiedź: Jana 15:10; Mat. 28:20; 1 Tes. 4:1-12; 2 Ptr 2:21; 3:2; 1 Jana 5:3; Obj. 14:12. Ewangelii trzeba być posłusznym pod groźbą potępienia: 2 Kor. 9:13; 2 Tes. 1:8; 1 Ptr 4:17 BG; Rz. 2:8]

 

[11] Bóg w ogóle nie dba o czyny ani ich nie pragnie. [Odpowiedź: Tyt. 2:14; 1 Jana 3:22; Obj. 2:2,5; 3:2; Flp 4:18; Kol. 1:10; 3:20; 1 Tes. 4:1; Hbr 3:16; 1 Ptr 3:12; Jak. 2:24]

 

[12] Czyny nie mają żadnego znaczenia dla zbawienia ani dla sprawiedliwości. Sama wiara Chrystusa jest konieczna, abyśmy byli sprawiedliwi; pozostałe rzeczy są dowolne, ani nakazane, ani zakazane. [Odpowiedź: Bóg wymaga dobrych czynów, czynów miłości: Łuk. 6:35; Tyt. 2:14; Gal. 6:8-10. Wymaga ich pod groźbą potępienia: Mat. 7:21.26-27; 25:41-46; Jana 15:2.6; 5:29. Przez rozmyślne złe czyny chrześcijanin zapiera się swej wiary i Boga: 1 Tym. 5:8; Judy 1:4; Tyt. 1:16. Skoro przez uczynki człowiek może zaprzeć się wiary, to nieprawdą jest, że po odrodzeniu usprawiedliwia sama wiara niezależnie od uczynków, patrz Jak. 2:24]

 

[13] Żaden grzech nie może człowieka potępić, nawet wtedy gdyby [człowiek] chciał, tylko brak wiary. [Odpowiedź: jak wyżej]

 

[14] Nie ma innego grzechu niż brak wiary. [Odpowiedź: jak wyżej]

 

[15] Nie ma sprawiedliwości jak tylko wiara. [Odpowiedź: 1 Kor. 13:2; 2 Ptr 1:5-7; 1 J 3:18; 1 Tym. 5:8; Jak. 2:24; 1 Jana 3:7.10; Obj. 22:11 BG]

 

[16] Jakiekolwiek uczynki dokonane przed miłością są grzeszne, godne potępienia i nie przysposabiają do łaski. [Odpowiedź: Dz. 10:31]

 

[17] Uczynki są niczym albo wszystkie są jednakowe, o ile dotyczą zasługi. [Odpowiedź: jak wyżej]

(...)

 

[21] Każde przykazanie Boże zostało raczej ustanowione, aby ukazać grzech przeszły i obecny, a nie aby zakazywało przyszły. [Odpowiedź: patrz niżej]

 

[22] Dobre czyny nas nie zbawiają, a złe nie potępiają. [Odpowiedź odnośnie dobrych czynów: Mat. 25:31-46; Łuk. 6:35; Jana 5:29; Gal. 6:8-10; Jak 4:17; 1 Ptr 3:10-11; 3 Jana 1:11. Odnośnie złych czynów: 1 Ptr 3:12; Mat. 25:31-46; Jana 5:29; Hbr 10:26-27; 1 Jana 5:17; 3:7-8; 3 Jana 1:11; 1 Kor. 6:9-10; 2 Ptr 2:9.13-21; Obj. 2:20-23]

 

[23] Zarówno grzech, jak i dobre czyny potępiają, tylko łaska zbawia. [Odpowiedź: dobre czyny Korneliusza zjednały mu łaskę. Odnośnie czynów po odrodzeniu: jak wyżej]

 

[24] Nic nie jest tak dobre i nic nie jest tak złe, co nie obróciłoby się dla mnie na dobre, jeśli tylko będę wierzył. [Odpowiedź: Rz. 3:8; Iz. 5:20; Mal. 2:17; Łuk. 11:35]

 

[25] Nauka o uczynkach staje się z konieczności nauką demonów. [Odpowiedź: Mar. 3:22-30]

 

[26] Wystrzegajmy się grzechów, ale jeszcze bardziej dobrych czynów. [Odpowiedź: nie da się wystrzegać się grzechów wystrzegając się dobrych czynów, bo „kto umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jak. 4:17). Grzechem jest nie-Prawość (1 J. 5:17), a Prawo Chrystusa nakazuje dobrze czynić: Łuk. 6:35; 1 Tes. 5:15; Ef. 2:10; 6:8; Kol. 1:10; Gal. 6:8-10; 1 Tym. 2:9-10; 6:17-19; Hbr 10:24]

 

[27] Im bardziej jesteś splamiony, tym szybciej Bóg wlewa łaskę. [Odpowiedź: Rz. 3:8]

 

[28] Chrystus nie jest prawodawcą. [Odpowiedź: w Nowym Przymierzu obowiązuje Prawo Chrystusa: 1 Kor 9:20-21; Gal. 6:2; Mat. 28:19-20; 1 Kor. 7:10-11.19; 2 Kor. 10:4-6; 1 Tes. 4:1-12; 2 Tes. 3:4,6; 2 Ptr 2:21; 3:2; 1 Jana 5:3; Obj. 12:17; 14:12]

 

Luteranie mają swoje powiedzenia, którymi próbują przekłamać rzeczywistość. Klasyczne przewrotne twierdzenia:

 

1) „Dobre uczynki nie są zasługami, lecz owocami żywej wiary.”

2) „Chrześcijanin czyni dobrze nie po to by być zbawionym, ale dlatego, że jest zbawiony.”

 

Dlaczego są to twierdzenia przewrotne? Dlatego że w drugim członie te zdania mówią prawdę, ale mówią ją po to, żeby w pierwszym członie zaprzeczyć innej prawdzie. Omówmy je:

 

1) „Dobre uczynki nie są zasługami, lecz owocami żywej wiary”

 

Pierwszy człon zaprzecza zasługom. Odpowiedź: To prawda, że dobre uczynki są owocami żywej wiary, lecz nie przeczy to innej prawdzie, że są też zasługami, gdyż człowiek posiada wolną wolę i może pozwolić wierze, by owocowała, albo zapierać się jej przez złe wybory, złe uczynki i tak czynić ją martwą. Dobre wybory człowieka podobają się Bogu właśnie przez fakt, że są wolne. Dlatego dobre uczynki są zasługami i mają w Piśmie swoje obietnice (Łuk. 6:35-38; Ef. 6:8; Kol. 3:24; por. Mat. 6:1; 19:27-29; 25:31-45).

 

2) „Chrześcijanin czyni dobrze nie po to by być zbawionym, ale dlatego, że jest zbawiony”

 

Pierwszy człon zaprzecza temu, że od uczynków zależy trwanie zbawienia. Odpowiedź: To prawda, że chrześcijanin czyni dobrze dlatego, że jest zbawiony (warunkowo), lecz nie przeczy to prawdzie, że zarazem czyni to, aby być zbawionym (w sposób nieutracalny). Jeśli zostałeś warunkowo wypuszczony z więzienia, to dobrze czynisz dlatego, że jesteś zresocjalizowany i wolny, ale też dlatego, żeby być (nadal) wolnym. W przeciwnym razie wrócisz do więzienia. To, że po zwolnieniu starasz się dobrze czynić w obawie przed więzieniem w żaden sposób nie podważa tego, że twoje uwolnienie było aktem łaski. Ktoś cię okłamał, że żadne uczynki na wolności nie mogą wpędzić cię z powrotem do więzienia, dlatego łudzisz się, że czynisz dobrze nie po to, by pozostać na wolności („nie po to, by być zbawionym”).

 

Kiedy luteranin mówi, że uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia, cóż on ma na myśli? On ma na myśli, że skoro nie można utracić życia wiecznego przez uczynki, to właśnie w tym sensie uczynki są skutkiem zbawienia, a nie jego powodem. Dlatego, kimkolwiek jesteś, czytelniku: jeśli słusznie uważasz, że przez złe uczynki można jednak utracić zbawienie, to nie powtarzaj tego luterańskiego frazesu – o ile rozumiesz już jego szatańską głębię.

 

Uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia. Można to zdanie rozumieć po chrześcijańsku, gdy się je właściwie doprecyzuje. Rozważmy jednak sens luterański. Wiadomo, że nawet bandyta, choć jest niewierzący, mimo wielu czynów złych, spełnia też w życiu jakieś dobre uczynki. Można by powiedzieć: jeśli jest niewiara, to będą też dobre owoce. Luteranie o sobie mawiają: jeśli jest wiara, to będą też dobre owoce. Bandyta rozmyślnie trwa w poważnych grzechach i czasem czyni dobrze, ale i niejeden luteranin rozmyślnie trwa w poważnym grzechu i czasem czyni dobrze. Nie wiedzieć czemu, luteranin traktuje tę garstkę dobrych uczynków jako dowód swej żywej wiary. Mawia: zbawienie jest z samej wiary, ale prawdziwa wiara nigdy nie jest sama (w sensie: zawsze zrodzi jakieś dobre owoce). Przemilcza, że rozmyślnie poważnie grzeszy, ale na to lekiem jest pierwszy frazes: uczynki są konsekwencją, a nie powodem zbawienia. Luteranin rozumuje tak: mimo że grzeszę rozmyślnie (np. od lat mam kochankę), to jednak zbawienie jest z wiary a nie z uczynków, a więc nadal posiadam zbawienie. Wprawdzie martwa wiara nie zbawia, ale moja wiara jest żywa, bo dowodem żywej wiary są dobre uczynki, a te od czasu do czasu przecież spełniam. Nie spełniam ich w celu zbawienia, ale tylko wtedy, gdy czuję w sercu taką potrzebę. A więc wszystko robię w zgodzie z nauką luterańską: trwam w poważnym grzechu, bo inaczej się nie da, wiara rodzi we mnie czasem jakieś dobre owoce, czyli jest żywa – mam zatem życie wieczne i nie muszę się martwić.

 

Według Lutra łaska Boża polega na tym, że Bóg daje niektórym (wybranym) ludziom wiarę w sensie stanu umysłu i na jej podstawie udziela aktów usprawiedliwienia – nawet jeśli cały czas trwają w poważnym grzechu. Ponadto Bóg daje ponoć wierzącemu dowód żywej wiary w tym, że steruje nim, by czasem spełnił jakiś dobry uczynek. Nie wolno jednak wierzącemu wysilać się, by spełniać uczynki, a tym bardziej nie wolno ich spełniać w celu zachowania życia wiecznego, bo zdaniem Lutra Bogu się to nie podoba do tego stopnia, że nie poczytuje wiary i nie usprawiedliwia takiego wierzącego. Znaczyłoby to, że Bóg jest takim Ojcem, który karze swoje dziecko śmiercią wieczną za to, że ono stara się dobrze czynić. Zauważmy: Ojciec ostrzegł dziecko, że za powstrzymywanie się od dobrych czynów ukarze je potępieniem – tak naucza Nowy Testament. Tak nauczone dziecko nie ma więc możliwości działać samą miłością, bez bojaźni. Skoro ma świadomość, że przez rozmyślnie złe czyny sprowadzi na siebie potępienie Ojca, to siłą rzeczy spełnia czyny nie tylko z miłości, ale też z bojaźni. Inaczej się nie da, skoro Nowy Testament tworzy w nim bojaźń. Luter natomiast ośmiela się twierdzić, że Ojciec ukarze dziecko potępieniem za to, że ono czyni coś pod wpływem tej nowotestamentowej bojaźni. Ojciec motywuje dziecko podwójnie: miłością i bojaźnią. Luter niszczy motywację bojaźni i depcze w ten sposób wolę Ojca.

 

Jakie są skutki nauki luterańskiej? Natchnione Pismo mówi tak:

 

Abyście postępowali w sposób godny Pana, by podobać mu się we wszystkim, w każdym dobrym uczynku wydając owoc” (Kol. 1:10, UBG)

 

I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków (...). Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy; nie ma już dla nas ofiary za grzechy” (Hbr 10:24,26)

 

Nauczyciel ukształtowany przez Lutra mówi natomiast:

 

Wielu ludzi (...) wierzy, że poprzez spełnianie dobrych uczynków i poprzez bycie gorliwymi przybliżają się do Boga, ale w rzeczywistości te rzeczy ich tylko coraz bardziej oddzielają od Boga. (...) Nie możemy sprawić, żeby Pan Bóg nas bardziej akceptował. I to są nasze wysiłki, aby Pan Bóg nas bardziej akceptował, i one tak naprawdę tworzą taką barierę, która nas oddziela od Boga” (kazanie ze zboru ewangelikalnego, opublikowane w internecie).

 

Tak więc, natchnione Pismo mówi: pobudzajmy się do miłości i dobrych uczynków, bo jeśli rozmyślnie grzeszymy, ofiara Jezusa nie obejmuje nas. Postępujmy w sposób godny Pana, by podobać Mu się we wszystkim, wydając owoc w dobrych uczynkach. Zaś nauczyciel z importu mówi: nasze wysiłki w gorliwości i dobrych uczynkach oddzielają nas od Boga.

 

Inny nauczyciel (też upublicznione w internecie):

 

Ja patrzę na swoje życie i widzę, jak szatan nieraz mnie kusi: musisz zrobić to, musisz zrobić tamto, musisz być taki, nie możesz być taki. To prawda, że Bóg oczekuje, że będziemy podobać się Jemu, że będziemy przynosić owoce sprawiedliwości i one będą coraz bardziej dorodne, ale nie od tego uzależnił nasze zbawienie. Ono jest dokonane w Jezusie Chrystusie.”

 

Zwróćmy uwagę szczególnie na słowa: „Bóg oczekuje, że (...) będziemy przynosić owoce sprawiedliwości (...), ale nie od tego uzależnił nasze zbawienie.

 

Znaczyłoby to, że Jezus kłamał, gdy powiedział:

 

[Ojciec] każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc.” (Jana 15:2, UBG)

 

Kto więc ma rację, post-luterańscy nauczyciele czy Pismo Święte? Niejeden fałszywy nauczyciel uważa, że tak jak Pismo on nauczać nie może, choćby chciał. Bałby się, że zbór się obrazi, wyschną finanse i wszystko się zawali. Ale kto jest temu winien? Kto uzależnił zbór, infrastrukturę od finansów? Bóg czy człowiek? Zbór się obrazi, bo jest wychowany na Lutrze zamiast na Nowym Testamencie. Jeśli ktoś ci wmawia, że do Raju wchodzi się przez sam stan umysłu (tylko „wiarą”), to przyzwyczajasz się do kultu luksusowego i tylko z tego powodu lgniesz do tego zboru. Gdy więc ktoś nagle głosi, że nie tylko od stanu umysłu zależy trwanie zbawienia, ale od miłości, dobrego postępowania -- wtedy następuje reakcja. Kto burzy mój luksus?! Jak śmie?! Sola fide, sola fide! Czy Prawda ma upaść, bo może 3/4 zboru odejdzie? Przecież te 3/4 i tak było poza prawdziwą wiarą. Oni nie zostali ukształtowani duchowo przez Pismo natchnione, tylko przez Pismo przekręcone. Wierzą w prawdę tak wypaczoną, że jest to antywiara. Czymże jest te 3/4 niewierzących (bo zwiedzionych) w obliczu morza innych niewierzących? Cały niemal świat jest niewierzący i zwiedziony. Jedni wierzą w teorię wielkiego wybuchu i teorię ewolucji, inni w kosmitów, jeszcze inni w nieomylne Ciało Kierownicze z Brooklynu. Niektórzy wierzą w nauki Lutra. Przy czym z reguły o Lutrze wiedzą mało, bo gdyby poznali jego historię i przekonania, może by niektórzy oprzytomnieli.

 

Nie ma zbawienia bez posłuszeństwa (Hbr 5:9). Posłuszeństwa czemu? Głoszonej przez Jezusa i apostołów Ewangelii:

 

2 Kor. 9:12-13, TBS
(13) Gdyż przez doświadczenie tej służby chwalą Boga za wasze
posłuszeństwo wyznawanej przez was Ewangelii Chrystusa, i za szczerą wspólnotę z nimi i ze wszystkimi,

 

Co się natomiast stanie z nieposłusznymi Ewangelii?

 

2 Tes. 1:7-9, TBS
(7) (...) przy objawieniu się Pana Jezusa z nieba z aniołami Jego mocy,
(8) W ogniu płomienistym, wymierzającego odpłatę tym, którzy Boga nie znają,
i tym, którzy nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa;
(9) Którzy poniosą karę, wieczną zgubę od oblicza Pana i od chwały Jego mocy,

1 Ptr 4:17-18, UBG
(17) Nadszedł bowiem czas, aby sąd rozpoczął się od domu Bożego, a jeśli rozpoczyna się od nas, to
jaki będzie koniec tych, którzy są nieposłuszni ewangelii Bożej?
(18) A ponieważ sprawiedliwy z trudnością będzie zbawiony, gdzie się znajdzie bezbożny i grzesznik?

 

Harmonizuje to z ostrzeżeniem Pana Jezusa:


Jana 3:36, TBS
(36) Kto wierzy [gr. pisteuo] w Syna, ma życie wieczne;
ale kto jest nieposłuszny [gr. apeitheo] Synowi, nie zobaczy życia, lecz gniew Boży pozostaje nad nim.

 

Posłuszeństwo Ewangelii to innymi słowy posłuszeństwo wierze (w Ewangelię). Człowiek wierzący, ale zakładający nieposłuszeństwo wierze, zapiera się swej wiary. Aby wiara była zbawcza, żywa, należy się jej poddawać (w myślach, słowach i czynach). Dlatego apostoł Paweł używał sformułowania „posłuszeństwo wiary”:

 

Rz. 16:26, TBS

(26) Lecz teraz objawionej i przez Pisma prorockie według postanowienia wiecznego Boga oznajmionej wszystkim narodom, żeby je przyprowadzić do posłuszeństwa wiary;

 

Nie dziwi więc, że uczeń Pawła, Łukasz, napisał:

 

Dz. 6:7, TBS

(7) A rosło Słowo Boże, i pomnażała się liczba uczniów w Jerozolimie; i bardzo liczna rzesza kapłanów była posłuszna wierze.

 

Jeśli ktoś dał się przekonać nauce Jezusa, to to przekonanie jest wiarą. Wiarą nie w sensie intuicji, tylko przyjętej do serca nauki. Cóż więc komuś z tego, że będzie miał wiarę (naukę w sercu), jeśli będzie postępował wbrew niej? Posłuszeństwo głoszonej wierze, prawdzie, jest warunkiem zachowania zbawienia:

 

Rz. 2:8, TBS

(8) Kłótliwym natomiast i nieposłusznym prawdzie, lecz posłusznym niesprawiedliwości — [Bóg odda] zapalczywość i gniew;

 

Jak widać, Paweł wcale nie uważał, że samo przyjęcie prawdy (wiara bez posłuszeństwa, bez uczynków) zapewnia nieśmiertelność. Takich ludzi dotknie zapalczywość i gniew Boży.

 

Posłuszeństwo prawdzie to innymi słowy poddanie się wierze, Ewangelii, apostolskiej nauce:

 

Rz. 6:15-17, TBS

(15) Cóż więc? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod Prawem, ale pod łaską? Z pewnością nie!

(16) Czy nie wiecie, że komu oddajecie się jako niewolnicy w posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechowi ku śmierci, czy to posłuszeństwu ku sprawiedliwości?

(17) Ale chwała niech będzie Bogu, że wy, którzy byliście niewolnikami grzechu, usłuchaliście z serca wzoru tej nauki, której się poddaliście.

 

Dla wierzącego są więc dwie drogi: albo będzie posłuszny „grzechowi ku śmierci”, albo będzie posłuszny nauce, „której się poddaliście” „ku sprawiedliwości”. Mowa tu o nauce Jezusa i apostołów, nauce, która jest łaską. Przyjmując tę naukę, przyjmuje się łaskę. Czego ta łaska naucza?

 

Tyt. 2:11-15, BW

(11) Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi,

(12) Nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli,

(13) Oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa,

(14) Który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach.

(15) To mów i tak napominaj, i tak strofuj z całą powagą. Niechaj cię nikt nie lekceważy.

 

Łaska zbawienna naucza, jak należy żyć, więc ten chodzi w łasce, kto jest jej posłuszny. Posłuszeństwo wierze, posłuszeństwo łasce – chodzi o posłuszeństwo prawdzie, Ewangelii, nauce Jezusa, która jest łaską i gdy się ją przyjmie do serca, jest wiarą.



środa, 18 października 2017

Archiwum

O moim bloogu

Przemyślenia związane z chrześcijańską wiarą w kontekście otaczającej nas rzeczywistości.

O mnie

Mam na imię Jakub. Bliżej mam do czterdziestki niż do trzydziestki.
Kiedy zapisuję swoje rozważania na tematy związane z chrześcijańską duchowością i dzielę się nimi, jestem dodatkowo zmotywowany, żeby równać do przedstawionych treści. Do stanu uczniowskiego samozadowolenia jest mi daleko.

jakub_73@poczta.fm

stat4u
refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl